20.11.2014
Parna i lepka infamia. "Hańba" John Maxwell Coetzee
Profesor David Lurie odczuł to na własnej skórze. Krótkotrwały, acz gorący romans ze studentką sprawił, że ten ponad pięćdziesięcioletni wykładowca literatury na kapsztadzkim uniwersytecie stracił pracę w atmosferze skandalu, naruszając wszelkie możliwe normy etyczne. Lurie nigdy nie był grzecznym facetem, o czym z pewnością mogłyby opowiedzieć jego dwie byłe żony lub egzotyczna przyjaciółka Sorayi, z którą spędzał każdy upojny czwartek. Jednakże namiętność jaka połączyła go ze słuchaczką prowadzonego przez siebie kursu z zakresu poezji romantycznej, może i była nieco romantyczna i poetyczna, jak na warunki, w których się rozwinęła, ale na pewno już nie rozsądna. Poza pracą Lurie stracił coś o wiele istotniejszego - szacunek u innych wykładowców, u swoich kolegów, współpracowników, a także u studentów.
Dalszy ciąg moim blogu.
16.11.2013
Dzieciństwo Jezusa - J.M. Coetzee
1.08.2012
Hańba, J.M. Coetzee
Seks i kasa. Prosty układ: usługi prostytutki i jej
wynagrodzenie, jednak klient za bardzo przywiązuje się do usług konkretnej
kobiety. Spełnia ona jego wymagania, dlatego gdy ta znika, mężczyzna nie chce
innej profesjonalistki. Swoje nienasycenie kobiecymi wdziękami ukierunkowuje na
swoją dwudziestoletnią studentkę. Ta chwilowa fascynacja kosztuje bardzo dużo.
Zaskarżony i pohańbiony musi odejść z pracy, jednak to dopiero początek
problemów.
Hańba Johna
Maxwella Coetzee to zapis trudnych wyborów, uwikłania bohaterów,
nieumiejętności podejmowania słusznych decyzji i braku zrozumienia. Wydaje się,
że niemal każdy krok bohatera prowadzi do jego porażki, że nie potrafi poradzić
sobie z problemami, przed jakimi stawia go życie. Poszukuje bliskości kobiet,
jednak dwa razy rozwiedziony, wykorzystuje swoją studentkę, która wydaje się
zagubioną, młodą dziewczyną. Bohater nie rozumie swojej dorosłej córki, o
której życiu chce decydować. Zdegradowany profesor nie przyjmuje argumentów
środowiska akademickiego, a zmiany społeczne, jakie zachodzą w Południowej
Afryce, pogłębiają jego zagubienie. 27.03.2012
John Maxwell Coetzee. Żywoty zwierząt.
3.08.2011
J.M. Coetzee - Hańba
Ocena: 6/6
Cd. u mnie --> Mikropolis
30.06.2011
"Życie i czasy Michaela K." - J. M. Coezte
Coetzee napisał świetną książkę o trudzie życia człowieka wolnego, jako jednostki, podczas wojny. Opowiedział nam historię Życia i czasów Michaela K., który po wybuchu wojny w Południowej Afryce postanowił wyjechać z Matką na wieś, na której spędziła dzieciństwo. Kieruję się chęcią uwolnienia od miejskiego zgiełku i również troską o zdrowie Matki, bowiem rozpoczęcie wojny zbiegło się w czasie z jej chorobą. Michael nie jest zbyt bystry, ale za to zaradny. Pieniądze, które otrzymał z wypłaty za pracę w Ogrodzie odkłada na wyjazd do Prince Albert. Jednak aby opuścić Przylądek nie wystarczy jedynie bilet z miejscówką - trzeba jeszcze mieć przepustki. Na te trzeba czekać długo, a może nawet wtedy nie zostaną przesłane. Michael szybko się o tym przekonuje i postanawia wywieść Matkę z Kapsztadu na własną rękę. Pakuje ją na zbudowany dla niej wózek, zabiera walizkę i rusza w drogę. Jednak podczas podróży czeka ich mnóstwo trudności - muszą spać na zimnej ziemi, chować się, gdy przejeżdża konwój wojskowy... Matka K. szybko się męczy i zaczyna chorować jeszcze bardziej. Michael zabiera ją do szpitala, gdzie umiera......CZYTAJ DALEJ
4.03.2011
Wiek żelaza, J. M. Coetzee
Znak, 2004
Liczba stron: 212
Powieść ma formę listu, który główna bohaterka, wyniszczana nieuleczalną chorobą, pisze do swojej córki od wielu lat zamieszkałej w Stanach. Jej miłość polega na nie wzywaniu córki do kraju dręczonego przemocą i ukrywaniu swojego prawdziwego stanu zdrowia. Ma mimo tego świadomość, że ostatnie zapiski, jeśli dotrą do Ameryki, zaniosą ze sobą niepokój, brud i winę Południowej Afryki i zakłócą młodej kobiecie proces odizolowania się od swojej trudnej do kochania ojczyzny.
To, co kobieta przeżywa w ostatnich tygodniach swojego życia trudno nazwać powolnym odchodzeniem.Ciąg dalszy recenzji na Agaczyta.
7.02.2011
Młodość, J. M. Coetzee
Znak, 2007
Liczba stron: 196
Dalszy ciąg autobiografii Coetzee dotyczy wczesnej młodości i koncentruje się na okresie przypadającym na czas po ukończeniu studiów matematycznych i emigracji do Anglii. Coetzee miał wówczas niewiele ponad dwadzieścia lat, za sobą pierwsze doświadczenia seksualne, które nie spełniały jego wyobrażeń o miłości, przed sobą natomiast nadzieję, że pobyt w Anglii pomoże mu zaistnieć w sferze poezji i stać się lepszym człowiekiem przynależnym kulturze zachodu.
John marzy o tym, żeby zostać poetą, a pobyt w Anglii oraz miłość, którą ma nadzieję tam znaleźć, dadzą upust skumulowanym w jego wnętrzu emocjom. Rzeczywistość okazuje się jednak rozczarowująca...Całą recenzję można przeczytać na agaczyta.
4.02.2011
Chłopięce lata, J. M. Coetzee
Znak, 2007
Liczba stron: 187
Zbeletryzowana autobiografia autora prezentuje jego najwcześniejsze lata życia, wczesne lata szkolne aż do czasu osiągnięcia wieku 13-14 lat. Kraj pochodzenia Coetzee, Republika Południowej Afryki, w latach czterdziestych ubiegłego wieku była krajem silnie zhierarchizowanym. Na szczycie drabiny społecznej stali Anglicy, następnie Afrykanerzy, czyli biali urodzeni w RPA, następnie Mulaci oraz czarnoskórzy. Podział ten bardzo mocno odciska się na dzieciństwie, a następnie całym życiu autora i bardzo często bywa tematem jego powieści.
Dalszy ciąg na agaczyta.
29.11.2010
"W sercu kraju" J.M. Coetzee
No, to jest dopiero książka! Chociaż naprawdę nie wiem, co mam myśleć o Coetzee'm. To trzecia jego powieść, którą przeczytałam. Wszystkie mną wstrząsnęły. Ale to dziwny wstrząs. To trochę wstrząs, a trochę i otrząs - z plugastwa, ciemności, zła. I nie to, że Coetzee mnie tym obrzuca. To jeszcze nie byłoby najgorsze. On to ze mnie wydobywa. Więc z jednej strony zastanawiam się zawsze, czytając go, dlaczego on mi to robi i czym sobie na to zasłużyłam. A z drugiej strony, cóż, podoba mi się to.Podobnie było z tą powieścią. Stanowi ona monolog wewnętrzny kobiety żyjącej w kompletnym odosobnieniu, jeśli nie liczyć szorstkiego ojca-mruka i służby, która zwraca się do niej per "panienko".
Po resztę zapraszam na mojego bloga!
27.11.2010
Wiek żelaza
Nie wiem czy to podświadomość czy może jednak przypadek, że trafiam na książki o tematyce trudnej, zjawisku powszechnym zwłaszcza w obecnych czasach, problemie, które od jakiegoś czasu, częściowo dotknęło i mnie. Nie wiem czy moja podświadomość każe przekonać się, że z tym problemem nie jesteś sama i poobserwować jak to w innych przypadkach wygląda i jak się kończy. Zazwyczaj nie jest to pomyślne zakończenie.
5.09.2010
"Ciemny kraj" J.M. Coetzee

Cała recenzja na Dzienniku Literackim. Zapraszam!
8.05.2010
Życie i czasy Michaela K., J.M. Coetzee
Znak, 2010
Liczba stron: 224
Wybuch wojny domowej zbiega się w czasie z chorobą matki Michaela. I choć kobieta nigdy nie obdarzała syna uczuciem, a wręcz odsuwała go od siebie, mężczyzna czuje obowiązek opieki nad schorowaną rodzicielką. Postanawia spełnić życzenie matki i wywieźć ją z coraz bardziej niespokojnego miasta na wieś, w której spędziła swoje dzieciństwo. Droga przez kraj ogarnięty wojenną gorączką wymaga od podróżujących ogromnego samozaparcia. Matka umiera przed dotarciem do celu podróży, lecz Michael kontynuuje wędrówkę odkrywając w sobie potrzeby i pragnienia, o których dotychczas nie miał pojęcia.
Okazuje się, że nadrzędnym pragnieniem Michaela jest osiągnięcie spokoju ducha, czerpanie z wolności, zespolenie z naturą. Nie jest mu dane rozkoszowanie się wolnością w kraju zniewolonym przez ludzkie pragnienie władzy nad innymi ludźmi. Wkrótce przekonuje się, że:
"jest jak kamień, jak kamyk, który leżał sobie spokojnie, nikomu nie wadząc, od zarania czasu, a teraz ktoś go nagle podniósł i przerzuca niedbale z ręki do ręki. Mały twardy kamień, ledwo świadom swojego otoczenia, zatopiony w samym sobie i we własnym życiu wewnętrznym".
W kraju, w którym każdy walczy z każdym, wolność i izolacja od nurtu zdarzeń okazują się trudno dostępne dla prostolinijnego człowieka, jakim jest główny bohater. Cywilizacja i historia nie raz triumfują nad człowiekiem, który wybrał postawę niezaangażowaną.
"Czy myślałeś, że jesteś niewidzialnym duchem, gościem na naszej planecie, istotą poza prawami narodów? (...) Te prawa są z żelaza, Michaels: ufam, że właśnie się tego uczysz. Obojętnie, jak wiele stracisz ciała, one i tak nie popuszczą. Dusze uniwersalne nie mają już gdzie zamieszkać (...)."
Bycie sobą, układanie sobie życia według własnego scenariusza i własnych potrzeb stanowi wyzwanie, któremu niełatwo sprostać w okrutnym świecie. Świecie zaludnionym przez bezwzględnych, cynicznych, nieczułych ludzi, których celem jest wtłoczenie każdego w tryby państwowej machiny. W powieści tą machiną są obozy pracy i obozy koncentracyjne dla tych, którzy z różnych względów nie pasują do wytyczonego schematu. Jedyną rzeczą nad którą Michael może panować, jest spożywanie posiłków, a jego bunt wobec państwa, które pragnie zawłaszczyć jego ciało dla własnych celów, wyraża się w odmowie przyjmowania jedzenia. Proste wnioski, do których dochodzi bohater dotyczą czasu i powściągliwości w spełnianiu swoich marzeń - małe, ostrożne kroczki rozłożone w czasie mogą przynieść więcej pożytku niż pełne poświęcenia pielęgnowanie wielkiego marzenia.
"Czy taki płynie z tego morał - pomyślał - morał całej historii: że na wszystko wystarczy czasu? Czy w ten sposób przychodzą morały, spontanicznie, z biegiem zdarzeń, kiedy człowiek najmniej ich się spodziewa?"
Piękna książka. Polecam...
28.03.2010
"Hańba" - J. M. Coetzee
więcej - książki są bramą...
4.03.2010
Zakochać się w wieku 90 lat – możliwe? Czemu nie!? Ale zakochać się w wieku 90 lat w 15 latce? To już dziwne. Dla bohatera Marquez’a Rzecz o mych smutnych dziwkach nie tyle dziwne to doznanie ile bolesne. Tak mało życia zostało, tak jeszcze wiele by się chciało przeżyć z ukochaną, a życie ku zachodowi raczej, a ukochana taka świeża.Ten samotny, używający życia dziennikarz, krytyk muzyczny i nauczyciel hiszpańskiej gramatyki, autor codziennych felietonów i krytyk muzyczny nagle pod koniec swego życia, właściwie w dzień 90 urodzin sprawia sobie prezent w postaci …. dziwki. Koniecznie młodziutkiej i ślicznej i koniecznie dziewicy…. którą niespodziewanie dla siebie samego, obdarza wielkim uczuciem. To dla niej zarywa noce, dla niej porzuca pracę i traci natchnienie pisarza. To dla dziwki jeździ z zadyszką po całym mieście i wypatruje jej w każdej napotkanej dziewczynie, to dla niej sprzedaje cały majątek planując wspólną przyszłość.Tego samotnika z wyboru, który dotychczas brzydził się miłością, nie chciał jej i gardził dotyka ona w późnym wieku. W okresie życia, kiedy pozostaje jemu tylko żałować tego czego nie uczynił albo czego czynił za wiele ... lub też, co lepsze rzucić wszystko na jedną szalę, by przeżyć ją teraz jak najlepiej i najpełniej. Aby do kolejnych urodzin. Dla jednych książka sentymentalna i refleksyjna dla innych gorsząca – ale czy nie wystarczy jej już jedna cenzura na etapie tytułu?
Przecież nie trzeba jej czytać … ale szkoda by było …
23.02.2010
Wiek żelaza
Tak powinna zaczynać się książka J.M. Coetzee Wiek żelaza.
Tak, bo to list matki do córki. Testament i podsumowanie życia. To list - powieść, powieść – list Elizabeth Curren umierającej na raka, która pod koniec swego życia chce przybliżyć się do córki. W liście tym, który być może nigdy nie zostanie dostarczony do córki, kobieta daje świadectwo ostatnich dni swojego życia, opowiada jej o rozterkach codziennego życia i bólu umierania. Dzieli się bólem schorowanego ciała, rozczarowaniem cywilizacją białego człowieka (bowiem historia dzieje się w Afryce), a także narastającym strachem przed samotnym odejściem.
Jednak nie jest to powieść o cierpieniu fizycznym, o radzeniu sobie z rakiem i wszystkich problemach związanych z chorobą, która doskwiera kobiecie raczej psychicznie niż fizycznie. W Wieku żelaza choroba to tylko pretekst, a nie powód do pożegnania, to drugoplanowy aktor. To raczej opowieść o chorobie duszy, a nie o chorobie w sensie fizycznym, która trawi Elizabeth.
Pewnego wieczoru mieszkająca samotnie Elizabeth, przygarnia równie samotnego kloszarda, który znalazł się na jej podwórku. Dzięki temu anonimowemu człowiekowi kobiecie udaje się choć troszkę, być może, zrozumieć sens życia i pogodzić z odejściem. Dzięki niemu, ta dotychczas zajęta tylko swoją karierą wykładowcy kobieta zauważa ile niepotrzebnego cierpienia fundują sobie wzajemnie ludzie. Jak wielkie żniwo upokorzeń i bezsensownych śmierci zbiera wieczna wojna. Rak, który toczy ziemię w tak widoczny a jednak trudny do „wyleczenia” przez ludzi sposób. Degeneracja ciała Elizabeth Curren jest metaforą na degenerację świata ludzi i uczuć.
Poczucie przemijania Elizabeth, miejsca, w którym żyje, czasów i uczuć to główny motyw tej powieści. Stanowi ona swojego rodzaju zbiór uczuć, które targają ludźmi, a bohaterka Coetzee jest sumą tych uczuć, w niej odnajdujemy tęsknotę i poczucie czasem bezsensu tego świata.
Ta jednocześnie tak prosta w formie powieść to monolog umierającej kobiety, albo przeciwnie jej dialog z życiem. Tęsknota, która ją trawi rozdziera serce czytelnika i boli fakt, że kobieta ta umiera w samotności albo w marnym, zdawać by się mogło towarzystwie bezdomnego i jego psa.
W wyniku doznań w trakcie lektury, po którą sięgnęłam dzięki Holdenowi mogę powiedzieć, że Wiek żelaza to kwintesencja upadku człowieczeństwa, to rysa na uczuciach – ale to tylko moja skromna, subiektywna opinia, która rodziła się we łzach i silnych emocjach.
2.02.2010
Estetyka kontra etyka

Czasami właśnie coś takiego mi się zdarza. Czytam fragment powieści Coetzeego, w którym trzech nieznanych mężczyzn napada na farmę Lucy, córki głównego bohatera. Na koniec strzelają do psów w boksach, zabijając je co do jednego. Czytam ten opis z przejęciem, przeskakując słowa, czasem zdania. Akcja mnie wciąga, nie wierzę własnym oczom. „Jeszcze, jeszcze... poczekaj chwilę, muszę doczytać do końca” – mówię do kogoś.
Akurat jest piątek wieczór i mamy oglądać film. Wybieramy „Equilibrium” z 2002 roku w reżyserii Kurta Wimmera. Rzecz dzieje się w przyszłości. „Equilibrium” to przymiotnik, oznacza „statyczny”, „zrownoważony”. Świat na wzór „Roku 1984” Orwella, nie bez związków z „Matrixem”. Świat bez uczuć, bez sztuki, bez wzruszeń, bez emocji. Tak się składa, że w jednej scenie tamtejsza „policja” strzela do psów w boksach, zabijając je co do jednego... Podniecający moment otwarcia się szczeliny interpretacyjnej, prawda?
Bohater „Hańby” Coetzeego, David Lurie, jest estetą [sic!]. Literaturoznawca, fascynat Byrona i wielki miłośnik muzyki klasycznej. W jego przypadku estetyka wyprzedza etykę. Najpierw piękno, zmysły, „wzbogacające przeżycia”, potem człowiek. Droga ta zaprowadza go do tytułowej „hańby”. Pomimo, że broni się przed tym procesem, w dniu napadu coś się w nim zmienia. Czy wyda sie banalną aluzja, którą uczynię pisząc, że gdy policja świata Librii wybija psy, jest tam również główny bohater, John Preston (Christian Bale)? Władza w „Equilibrium” postawiła na „dziwną” etykę, likwidując konsekwetnie estetykę, którą obciążyła wszelkim złem, jakie miało miejsce na świecie do tej pory. Jak się można domyślać, skutki tej polityki zaowocowały jedynie pozorną wolnością i w efekcie – nowym terrorem.
„Hańba” – jest to „wstyd wywołany niegodziwym czynem” (wg „Słownika Języka Polskiego”). Bohaterzy filmu Wimmera regularnie przyjmują dawkę substancji zwanej „prozium”, która pomaga im rozcieńczyć w sobie wszelkie uczucia, nie pozwalając tym samym na uzewnętrznianie ich. „Hańba” jest odczuciem czysto wewnętrznym, której towarzyszy lęk przed uzewnętrznieniem się. Mniej więcej w ten sposób egzystują bohaterzy Coetzeego: wskutek trawiącego ich poczucia wstydu, oddalają się od siebie, nie mając szansy na zawiązanie głębszych relacji i związków.
Powieść Coetzeego warta jest przeczytania. Pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, które sami musimy odnaleźć w sobie. Film Wimmera wart jest obejrzenia. Pozostawia dobitną odpowiedź na pytanie, czym stałby się świat bez sztuki, bez emocji, bez wruszeń.
J. M. Coetzee, „Hańba”, przekład Michał Kłobukowski, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2009.
„Equilibrium”, reż. Kurt Wimmer, AKA Cubic, 2002.
Źródło: BREDABLIK
29.12.2009
Hańba - J.M. Coetzee

Oczekiwania wobec tego poludniowoafrykanskiego byly duze. Istnialy tez pewne obawy, ze dwukrotny zdobywca Bookera (w tym jednego za “Hanbe”) i laureat Nagrody Nobla oraz szeregu innych odznaczen, bedzie tworzyl proze hermetyczna i niezrozumiala. Jak sie okazalo, obawy te byly calkiem nieuzasadnione. Nie wiem jak Coetzee tego dokonal, ale “Hanba” wlasciwie czytala sie sama.
Ciad dalszy tutaj
25.11.2009
Zapiski ze złego roku, J. M. Coetzee
Wydawnictwo Znak, 2008
Liczba stron: 185
Laureat Literackiej Nagrody Nobla J. M. Coetzee wciąż w wysokiej formie. "Zapiski ze złego roku" to przewrotna powieść - nie wiadomo w jakim stopniu autor utożsamia się z wygłaszanymi w niej poglądami, ponieważ nigdzie nie zaznacza, że powieść jest autobiograficzna. Ja skłaniam się do tego, by uznać eseje zawarte w powieści za swoisty manifest samego autora.
Głównym bohaterem książki jest starzejący się pisarz, który na zlecenie niemieckiego wydawcy przygotowuje eseje dotyczące współczesności. Prace te mają zostać wydane w zbiorczym tomie wraz z esejami innych pisarzy pod tytułem: "Poglądy". Pisarz ten ma takie same inicjały jak Coetzee i podobnie jak on pochodzi z RPA. Akcja tej powieści jednak ma miejsce w Australii i wiele z opinii dotyczy właśnie polityki tego państwa. Senior C (tak nazywany jest pisarz) powodowany nagłym zauroczeniem, proponuje przypadkowo poznanej młodej sąsiadce pracę sekretarki. Anya, bo tak nazywa się niespełna trzydziestoletnia dziewczyna, przepisuje na czysto eseje seniora C. Pomiędzy starszym panem o anarchistyczno-rewolucyjno-pesymistycznych poglądach, a kiepsko wykształconą acz rezolutną dziewczyną, wielokrotnie dochodzi do starć słownych na temat prezentowanych sądów. Oliwy do ognia dolewa Alan, partner Anyi, cwany i wyrachowany broker.
"Zapiski ze złego roku" mają ciekawy układ graficzny - strona podzielona jest na trzy części, z czego od góry mamy esej na dany temat, następnie zapiski seniora C związane z osobą jego sekretarki, na dole natomiast narratorem jest sama Anya, która opisuje zdarzenia ze swojego punktu widzenia. Układ taki przysparza trochę niedogodności podczas lektury, choć z drugiej strony nadaje jej uroku. Książkę przeczytałam z niemałym zainteresowaniem - pochłonęła mnie treść esejów (choć nie wszystkie tak samo mocno mnie zaciekawiły), zastanowiła przemiana bohaterki, która dokonała się samoistnie dzięki rozwijającym intelektualnie esejom i dyskusjom na ich temat.
27.10.2009
za głupia jestem by d-ocenić?
Już po raz nie wiem który trafia mi się książka autora wielokrotnie nagradzanego, książka nad którą większość czytelników wprost rozpływa się w pochwałach, a ja nie potrafię jej docenić. Zawsze tłumaczę sobie ten fakt tym, że moja znajomość literatury jest zbyt mała abym mogła wypowiadać się na tematy "wielkich", ale bywa czasem tak, że fabuła książki nawet do mnie nie przemawia, bo przecież nie muszę zaraz wdawać się w warsztaty, style i wartości ale chociaż bym chciała czasem aby mnie wciągnęło. Podobnie jest w przypadku "Hańby" Coetzee, o której teraz dopiero coś mogę napisać, bo czas, który sobie i książce dałam i tak nie zaowocował nowo odkrytymi wrażeniami. Jednak podobnie jak w przypadku Pamuka, Saramago i Coetzee ("Hańby") nie jestem na szczęście osamotniona w odmiennym odbiorze książki. Nie chciałabym rozpisywać się na temat tego co mnie NIE zachwyciło i czemu bo nawet nie potrafię podać mocnych argumentów Po prostu historia była jakich wiele a zarazem nijaka. Nijakość objawiła mi się w tym nad czym niektórzy recenzenci się zachwycają - niby normalność bohaterów, niby zwykła proza życia, ludzie jakich wiele - ok, owszem ale do mnie to nie przemówiło. Jakkolwiek początkowo "Hańba" przypominała mi Konające zwierze czy też Błękitnego anioła tak na początku się skończyło i dalej Coetzee mnie zawiódł (odwrotnie niż autorzy wspomnianych książek). I choć wiem bądź też domyślam się, co autor chciał przekazać czy też przekazał (tylko ja nie zauważyłam) to jednak nie pojmuję istoty i celowości przyznanej "Hańbie" nagrody (ale jak wspomniałam nie jestem osobą kompetentną do takich ocen). Aby samej się nie nakręcać i nie dręczyć własnym brakiem umiejętności czytania wielkich pisarzy poszukałam kilka podobnych w odczuciu recenzji i ku własnej radości takowe znalazłam. TU znajdziecie moją ulubioną recenzję Doroty Tukaj, pod którą podpisuję się również ja!


