5.02.2014
"Kiedy umieram" William Faulkner
Bundrenowie to uboga rodzina z amerykańskiej prowincji. Trafiamy pod ich dach w momencie, kiedy umiera Addie, matka piątki dorosłych dzieci i żona nieudacznika, który nigdy w życiu nie miał koszulki przepoconej od pracy. Jej ostatnim życzeniem jest, by być pochowaną w rodzinnym miasteczku Jefferson, u boku najbliższych, którzy wyprzedzili ją w drodze do wieczności. Addie wybrała sobie zły czas na umieranie. Rodzina nie ma pieniędzy na tak długą podróż i to z trumną na wozie, ulewne deszcze utrudniają przejazd, a w polu czeka tyle pracy...Jednak rodzina postanawia sprostać wyzwaniu i zrealizować ostatnią wolę nieboszczki.
Książka składa się z 59 rozdziałów, a narratorami są kolejni członkowie rodziny. Tym samym nie raz możemy patrzeć na jedno wydarzenie oczyma różnych osób. Faulkner maluje barwne postacie, mistrzowsko kreśli portrety, ciekawie opisuje charaktery.
Przyznam, że powieść czytało mi się dość mozolnie, mimo niezbyt wielkich rozmiarów. Specyficzny sposób narracji, brak dialogów, czarny humor, rozwleczona akcja - to wszystko złożyło się na to, że książkę odebrałam jako niełatwą i mało przyjemną, a wręcz przygnębiającą.
Notka również na moim blogu.
17.01.2014
William Faulkner – Intruz
Czytaj dalej...
11.02.2012
"Światłość w sierpniu" William Faulkner
Joe Christmas jest sierotą, nieślubnym dzieckiem, podobno w jednej czwartej Murzynem. „Podobno,” gdyż tak naprawdę nawet on sam nie jest o tym w pełni przekonany. Jego skóra jest biała, z wyglądu może przypomina ludziom trochę obcokrajowca. Dostrzegają jego inność, rezerwę, pozorną wyniosłość. Jednak, gdy tylko się dowiadują, że „ma w sobie murzyńską krew” zaczynają go traktować tak, jakby był Murzynem, czyli podle. Christmas sam nie wie kim jest, od czasu do czasu identyfikuje się z którąś grupą, ale przez większość czasu jest w stanie wojny z obiema – białą i czarną. Rozbita, czy wymykająca się, tożsamość sprawia, że mężczyzna nie ma żadnych wartości, których mógłby się uczepić, wokół których uformować swoje „ja.” Przez kilkanaście ostatnich lat swojego życia bez przerwy ucieka, nawet kiedy stoi w miejscu.
Innymi bohaterami, równie odizolowanymi, są: Byron Bunch, Lena Grove i Gail Hightower. Lena i Bunch tworzą parę niczym Maria i Józef. Ona, podróżująca pieszo z samej Alabamy, w zaawansowanej ciąży, w poszukiwaniu ojca dziecka; on, ciężko pracujący, uczciwy i bogobojny (ale nie fanatyczny) trzydziestoparolatek, który się w niej zakochuje. Lena jednak uparcie dąży do odnalezienia ojca dziecka – mężczyzny, nawet nie tyle złego, co głupiego, pustego i miernego. Gail Hightower, natomiast, jest nieczynnym już w zawodzie pastorem, który kompletnie wycofał się z życia publicznego po tym jak społeczeństwo znienawidziło go za to, że niedostatecznie dopilnował swojej, zdradzającej go, żony, która ewentualnie zostaje zamordowana w jednym z hoteli w Memphis. Jedynym znajomym Hightowera jest Byron Bunch. Pastor żyje wciąż przeszłością, ale nie własną, lecz swojego dziadka, zabitego podczas Wojny Domowej. Jego pamięć próbuje odgrywać projekcje, jak to jego waleczny dziadek zostaje zestrzelony z konia podcza bitwy, jednocześnie gdzieś z tyłu głowy pamiętając, że ponoć zastrzelono go w kurniku za wykradanie kur.
Zapraszam do przeczytania całej recenzji na moim blogu.
28.02.2010
"Dzikie palmy" William Faulkner

26.01.2010
"Dzikie palmy" William Faulkner

Wpierw poznajemy ostatnie wspólne dni Henry'ego i Charlotte w wynajętym prawie pozbawionym sprzętów letnim domku na wybrzeżu Missisipi. Narrator zmyślnie dochodzi do nich poprzez obserwację doktora, właściciela i sąsiada. Oprócz tajemnicy, chęci odkrycia prawdy o sąsiadach poprzez dostrzeganie szczegółów pojawia się ironia w odniesieniu do samego obserwatora. Czy kobieta jest chora? Co jej dolega? Nadejdzie czas, gdy doktor zostaje wezwany. Zaraz potem wracamy do 1937 roku, kiedy para się poznała, przemierzamy z nimi trasę od Nowego Orleanu poprzez Chicago, Wisconsin, Chicago, Utah, San Antonio w Texasie, ponownie do Nowego Orleanu i miejsca, w którym fabuła się zaczyna. Właściwe dla stylu pisania Faulknera staje się zbliżanie i oddalanie od bohaterów, dystans i zrozumienie połączone ze współczuciem, irytacja, jakaś oschłość i współuczestniczenie w przekazie myśli. (...)
Ciąg dalszy na blogu.
28.07.2009
Propozycja, William Faulkner "Absalomie, Absalomie..."
Ja większość czytałam w czasach licealnych i powiem szczerze, mało z tego pamiętam, ale na przykład takiego Faulknera czytałam w tamtym roku i mam notkę.
Na próbę zamieszczam ją pod spodem. Co Wy na to? Macie coś jeszcze?
William Faulkner "Absalomie, Absalomie..."
Tak, jest to literatura z górnej półki i nie żałuję, że przeczytałam tę strasznie trudną powieść. Powiem więcej: jestem z siebie dumna, że wytrwałam do końca, chociaż były momenty załamania, kiedy myślałam już, że nie zdzierżę. Ale mimo wszystko wytrwałam. Bo nie mogłam tak po prostu odłożyć tej książki nie skończonej i nie dowiedzieć się do końca... Nie dałoby mi spać po nocach.
Powieść jest trudna ze względu na strasznie zawiłą narrację. Bardziej mi się ta narracja kojarzy z surrealizmem, ale to chyba nie jest surrealizm- aż tak bardzo się nie znam, żeby tu wyrokować.
Przejdę do sedna.
Otóż prawie całość narracji składa się z bardzo długich zdań. Wielokrotnie złożone, skomplikowane, ze średnikami, pełne wtrąceń, dygresji i nawiasów. Czasami musiałam ze dwa razy wracać do początku, żeby zrozumieć.
Ale warto było. Wydarzenia i przeżycia niesamowite.
Rzecz dzieje się w stanie Missisippi i dotyczy losów pewnego plantatora. Jak go widzieli sąsiedzi? Butny, pewny siebie fanfaron. Jak go widział syn? A córka? A potomni?
Uważam, że warto było się pomęczyć.

