Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Gordimer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Gordimer. Pokaż wszystkie posty

24.05.2015

Ludzie Julya - Nadine Gordimer


W 1991 roku, gdy Nadine Gordimer otrzymała Nagrodę Nobla, w jej ojczyźnie pytano, czy to nagroda literacka czy raczej pokojowa. Ona sama sprzeciwiała się jednak klasyfikowaniu jej jako pisarki politycznej, nie uważała się za kogoś mającego polityczny instynkt, twierdziła nawet, że zapewne nie zajmowałaby się problemami społeczno-politycznymi, gdyby nie to, iż przyszło jej żyć w RPA i patrzeć, jak przemożny i namacalny wpływ ma polityka na losy indywidualnych ludzi.
Czytając Ludzi Julya, jedną z jej ważniejszych książek, można przekonać się o prawdziwości tego twierdzenia. Historia rodziny Smalesów, choć osadzona w konkretnych realiach południowoafrykańskiego systemu segregacji rasowej, posiada wymiar uniwersalny. To literatura wykorzystująca polityczne uwarunkowania, ale o wykraczającej poza nie wymowie, poruszająca trudne i delikatne kwestie relacji międzyludzkich, poszanowania dla godności i odmienności innego człowieka. I przede wszystkim uwrażliwiająca na to, że choć różnimy się kulturowo, wyglądem albo statusem społecznym, to wszyscy jednakowo potrzebujemy akceptacji innych i poczucia przynależności do wspólnoty.

Akcja powieści rozgrywa się w RPA pod koniec ubiegłego wieku, gdy apartheid trzymał się jeszcze mocno, ale na skorupie niesprawiedliwego systemu zaczynały się już zarysowywać wyraźne pęknięcia. Rodzina Smalesów – białe małżeństwo z trójką dzieci - chcąc ratować życie podczas powstania, które zaczęło się od zamieszek w Soweto, przyjmuje propozycję swojego czarnego służącego Julya i chroni się w jego rodzinnej wiosce gdzieś w buszu.
Przez piętnaście lat July był zależny od nich: od pracy, którą mu oferowali i pieniędzy, które płacili. Raptem narzucone i chronione systemowo role się odwracają, a Smalesowie w szybkim tempie stają się całkowicie zależni od Julya. Dzieci szybko asymilują się do nowych warunków. Co innego dorośli. Teraz są jedynymi białymi w czarnej społeczności, która traktuje ich wprawdzie z szacunkiem, ale też pilnie strzeże granicy między przybyszami a mieszkańcami wioski, torpedując wszelkie próby włączenia się Smalesów w życie społeczności. Najsilniej odczuwa to Maureen Smales, główna obok Julya postać. To między tymi dwojgiem rozgrywa się cała dramaturgia powieści.

18.09.2014

"Zrozumieć życie" Nadine Gordimer




W powieści Gordimer najbardziej podobał mi się tytuł. I okładka. Reszta przemknęła obok mnie. Wprawdzie historia Paula Bannermana, ekologa, który po zachorowaniu na raka tarczycy oraz kuracji jodem, przebywa w domu rodziców, by zaoszczędzić żonie i trzyletniemiu synkowi promieniowania, wydaje się na pozór być ciekawa ale właśnie tylko początkowo. Akcja powieści rozpina się w czworoboku, tworzonym przez Paula, jego żonę Berenice oraz jego rodziców Adriana i Lyndsay. 

Żadna z tych postaci jednak nie przyciąga uwagi czytelnika na tyle, by zdążył poczuć do niej sympatię. Oczywistym jest, że tytuł i sens powieści odnosi się do zmian w życiu czy też do szukania jego sensu przez każdą z tych osób. Po krótkiej rekonwalescencji Paul wraca do pracy, a jego działania koncentrują się na chronieniu rzeki Okawongo, gdzie wielki australijski koncern chce rozpocząć wydobywanie surowców. Berenice, odnosząca sukcesy w agencji reklamowej, pragnie drugiego dziecka, a stojący u progu emerytury Adrian i Lyndsay odbywają brzemienną w skutki podróż do Meksyku. Sporo tutaj wydarzeń, które jednak nie mają najmniejszego wpływu na dynamikę akcji. Wszystko dzieje się obok bohaterów, którzy wydają się być zamknięci w swoich kokonach.

I chociaż noblistka porusza tutaj wiele istotnych tematów, takich jak ekologia, ochrona natury, współżycie białych oraz czarnych, czy dzieci zarażone wirusem HIV, to nie odczuwam, by te tematy zostały pogłębione lub by czytelnik został zachęcony do refleksji.
Także styl autorki nie trafił w mój gust. Wprawdzie jego surowość dobrze komponuje się ze sposobem przedstawiania świata i mimo że wyjątkowo lubię krótkie, dosadne zdania, to tutaj miałam wrażenie, że ślizgam się po słowach, nie sięgając ich głębi.

2.08.2014

"Znaleziony" Nadine Gordimer

W książce pt. "Znaleziony" Nadine Gordimer opowiada o związku dwojga ludzi: Julii, córki bogatego angielskiego imigranta i Araba Ibrahima, pochodzącego z prymitywnej pustynnej wioski. Młodzi poznali się w RPA, gdzie Julie prowadziła beztroskie życie wśród przyjaciół, a on pod fałszywym nazwiskiem pracował nielegalnie w warsztacie samochodowym. Zaledwie zaczęli się ze sobą spotykać, Ibrahim otrzymał nakaz opuszczenia Republiki.

Nadine Gordimer pokazuje, jak nędznie żyją ludzie w jednym z najbardziej zacofanych krajów Trzeciego Świata i zwraca uwagę na to, jak trudno oderwać się od miejsca urodzenia. Akcja toczy się najpierw w dużym afrykańskim mieście, a potem w rodzinnej wiosce Ibrahima. Rodzice, rodzeństwo i krewni chcą, by Ibrahim zamieszkał z nimi na stałe, on jednak  za wszelką cenę chce wyjechać za granicę, "byle daleko od tego haniebnego miejsca, które było jego domem".

Dalszy ciąg recenzji na moim blogu.

29.03.2014

"Znaleziony" - Nadine Gordimer

Laureatka Nagrody Nobla - Nadine Gordimer na kartach książki opowiada historię miłości pozornie niemożliwej. Młodej, białej kobiecie psuje się auto. Trafia do warsztatu, gdzie poznaje mechanika. Nawiązują znajomość, której skutki okażą się burzliwe i nieprzewidywalne, a każde z nich będzie stopniowo zmieniać swoje zdanie na temat drugiego.
Do czego zmusić nas mogą niezwykłe okoliczności?
Akcja powieści dzieje się w towarzyskich kręgach południowoafrykańskiego miasta i arabskiej wiosce na pustyni. ZNALEZIONY to historia o obrzędach przejścia, jakimi są doświadczenia emigracji, które miłość pokona tylko wtedy, gdy będzie istnieć nawet po odrzuceniu wszystkiego, co uznajemy w życiu za pewnik.
Nowe spojrzenie na stare zagadnienia tożsamości, przynależności i prawa do poszukiwania lepszego życia.
Żywiołowa, błyskotliwa, głęboko wzruszająca powieść.

Czarna okładka z materacem na którym widzimy pomięte prześcieradło. Czego się spodziewać po takiej okładce? Wielka niewiadoma. Czego się spodziewać? Nie wiem. Powieść laureatki Nagrody Nobla, chociaż od jakiegoś czasu uważam, że nagroda ta została zdeprecjonowana, to jednak coś znaczy.  Jednak bez szczególnych oczekiwań zaczynam czytać. Czyta się szybko.  Za szybko. Wyjątkowa książka, chociaż przecież tematyka nie jest odkrywcza.

 Akcja zaczyna się w Republice Południowej Afryki, kraju pełnego kontrastów. Ludzie albo przymierają głodem, albo są jak Midas.  Chociaż jakaś tam klasa średnia jest, przy czym klasę średnią od niższego poziomu dzieli przepaść. Dodatkowym kryterium podziału jest kolor skóry. W tym świecie pełnym przeciwieństw żyje Julie, pochodzi z zamożnej rodziny, jednak z matką – która ma nowego męża i ojcem – też znowu się ożenił, ma raczej chłodny kontakt. Najcieplejsze uczucia wiążą ją ze stryjem, znanym ginekologiem, przez całe dzieciństwo marzyła by to on był jej ojcem. Gdy jej samochód niespodziewanie psuje się na środku ulicy, dziewczyna nie przypuszcza, że właśnie w ten sposób odmienia się jej życie. Trafia do zakładu w którym naprawia się samochody i… spotyka milość swojego życia.
Cukierkowo i mdło?
Oj zdziwicie się. Jej wybranek okazuje się być nielegalnym imigrantem, to znaczy kiedyś wjechał do kraju legalnie, ale zdecydowanie przekroczył czas na jaki dostał wizę, toteż obecnie pod fałszywym nazwiskiem, pracuje na czarno i za bezcen u właściciela warsztatu.  Zaczyna się niepozornie, jednak znajomość stopniowo się rozwija, stają się kochankami, ale czy to miłość? Ich relacja przejdzie ciężką próbę, gdy RPA zorientuje się, że na terenie kraju przebywa nielegalny imigrant.  Co zrobi Julie? I czy związek ludzi z dwóch różnych światów ma sens.

O takich związkach pisanych było dziesiątki książek. Zwykle niemądra Europejka, lub Amerykanka, zakochiwała się w rdzennym Afrykańczyku i postanowiła postawić na siłę uczucia, na przekór rozumowi. Pojawiał się motyw wyzysku, groźby utraty dzieci. Problem odmiennych kultur i niechęć mężczyzny do zmiany, ba do zaakceptowania konieczności zmiany. Mężczyzna pustyni jest twardy, miłość dla niego to abstrakcja, kobieta ma rodzić dzieci i paść kozy. Gdybym dostała książkę w ten deseń, wyleciałaby przez okno z hukiem tłuczonego szkła. Mam alergię na historie o głupich laluniach, które sądzą, że ich ładna buzia wygra z wychowaniem, kulturą i poglądami w których wyrośli ich faceci. Dawno przestało mi ich być żal. Teraz, co najwyżej, patrzę z politowaniem.
Na szczęście ta książka  jest inna Julie nie jest Europejką, ma pewne pojęcie o realiach, chociaż świat jej i „Romea” różni się znacznie, ona nie zaznała biedy, żyje na własny rachunek, beztrosko bawi się i spędza czas z przyjaciółmi, on walczy o przetrwanie i chce zapewnić rodzicom spokojną starość. Jak długo pozostają w RPA ich koegzystencja jest w miarę zgodna, czy jednak dalej tak będzie gdy Julie porzuci swój świat i uda się z ukochanym na wygnanie?

Książka jest napisana w specyficzny sposób, narracja przypomina mi nieco styl Wiesława Myśliwskiego, rzeczowe zdania, zawsze w trzeciej osobie. Budowany w ten sposób niesamowicie kontrastuje z intymnością spraw, których dotyczy.

Cieszę się, że nie zaszufladkowałam za szybko tej książki. Jest ciekawa, oryginalna. Mam już kilka osób na liście, którym podłożę tę książkę. Bo wiem, że się nie zawiodą. Was zaś zapraszam na pustynną wycieczkę, poznanie nowych kultur i nowych sytuacji!!


Kasiek - http://kasiek-mysli.blogspot.com

3.09.2013

"Ludzie Julya" Nadine Gordimer

Południowa Afryka, rok 1980. Maureen i Bam Smalesowie z trojgiem małych dzieci mieszkali w Soweto. Kiedy wybuchła wojna domowa, odwlekali wyjazd z miasta, aż w końcu stało się za późno: bombardowano lotniska, ucieczka stała się niemożliwa. I wtedy July, który od piętnastu lat pracował u nich jako służący, zaproponował, że ukryje ich w swojej rodzinnej wiosce. Małżonkowie z radością przystali na ten plan i po trudnej podróży przez busz znaleźli się w bardzo prymitywnej osadzie, której nigdy jeszcze nie odwiedził biały człowiek.

 Każdy ze Smalesów w inny sposób zachowuje się w nowych warunkach. Dzieci przystosowują się najłatwiej. Zaczynają biegać po murzyńskich chatkach, pić wodę z rzeki, usamodzielniają się i uodparniają na zarazki. Bam nie chce zbyt wiele rozmyślać o ich położeniu, woli zająć się czymś praktycznym, np. budowaniem zbiornika na wodę. Natomiast Maureen nie umie się uspokoić.

Dalszy ciąg recenzji tutaj.

12.08.2010

Trudny wybór - Nadine Gordimer





Ruszyliśmy wyposażeni tylko w to, co nam wystarczało, mieliśmy jednak przekonanie, że posiadamy wszystkie rzeczy i że jesteśmy mądrzy, bo nie ma nic, czego byśmy nie wiedzieli …
Ujrzeliśmy, że w istocie my, czarni, przyszliśmy na ten świat bez niczego; pojawiliśmy się na nim nadzy. Wszystko zostawiliśmy za sobą, bośmy przyszli pierwsi. Biali ludzie natomiast … Ujrzeliśmy, że my na świat przyszliśmy w pośpiechu, oni zaś czekali na wszystkie rzeczy, żeby nie zostawić niczego.

30.07.2009

...ale jestem...

Dziś spędziałam dwie godziny w bibliotece szukając noblistów :-) nie powiem zajęcie przyjemne :-))) Uzbierał mi się, z tego przyjemnego zajęcia, całkiem spory stosik, niestety mam problemy z załadowaniem zdjęcia stosiku do komputera, ale obiecuję poprawę :-)
Na początek dwie pozycje z Noblem, które czytałam już jakiś czas temu, może komuś pomogą w wyborze? :-)

takiej fascynacji Afryką nie czytałam od czasu "Hebana" Kapuścińskiego. Czytając Onitszę miałam to samo uczucie...koniecznie odwiedzić ten kraj! Czasy kolonii afrykańskiej, wojny i znalezienia się w tym wszystkim Clezio przedstawia oczami dziecka. To rozdarcie jakie odczuwa Fintan, już w trakcie podróży do Afryki, przeraża jego samego. Fintan początkowo strasznie przeciwny i nienawidzący "tego mężczyzny" jak nazywa swojego ojca i miejsca, do którego się udaje odkrywa w sobie ogromne uczucie do Onitszy i Afryki. Do ludzi i krajobrazów jakie tam zastaje. Początkowo obawiający tej zmiany, teraz zostaje rozdraty pomiędzy dwoma światami, pomiędzy miłością do matki i mężczyzny, którego ona kocha, a światem dziecka, w którym sie dotychczas wychowywał. Czytając Onitszę czytamy jakby dwie równoległe historie ojca i syna. Każdy z nich szuka swojej tajemnicy- ojciec historii ludu Meroe i istnienia wyroczni Aro Czuku, a syn - miłości do ojca i obcego jemu miejsca, które porównuje w pisanej przez siebie książce do podróży rzeką. Jednak Fintan stara się odkryć piękno kraju do którego podąża już na statku- zachwyca się "horyzontem tak odległym, że spojrzenie nie ma się na czym zatrzymać" i widocznym "zielonym promieniem", który zdaje sie jemu głosem babki nawołującej do powrotu. Afryka, jakiej nie chciał znać daje sie jemu poznac jako świat pełen wspaniałych ludzi, tubylców, wspaniałego otoczenia. Fascynuje go bieganie na boso, poznawanie zwierząt, rozmowa z wężem, wnika w otoczenie, poznaje wspaniałych przyjaciół. Jednocześnie odradza sie w nim miłośc do ojca i zrozumienie dla decyzji matki. Zaczyna domyślać się czego poszukuje tak naprawdę ojciec. Kiedy w pełni zaakceptował jużz Onitszę, kiedy ją pokochał zmuszony jest zapomnieć o niej i wyjechać.Zapomnieć o przyzwyczajeniach, które tak szybko jego pochłonęły, o przyjaciołach i zostawić ich w rękach wojny i kolonistów. Fintana wspomnienia z Afryki męczą w dorosłyum życiu. Będąc już dorosłym mężczyzną, ze zdawało by się ułożonym życiem, ciągle nie może pogodzić się z losem Onitszy i tym, że ją zostawił. Książka jest walką dwoch światów- rosądku i miłości. Clezio w mnogości opisów przedstawia nam Afrykę jakbyśmy tam byli. Czytając Jego opis upału "witającego" dzień ma się wrażenie, że sami ten upał odczuwamyy. Każda z postaci jest tak wyraziście przedstawiona przez autora, że zdaje się być żywą, znaną nam wraz ze swoją historią. Nie męczą długie opisy przyrody bo pisane są ze zwinną lekkością. Są samą przyjemnością i słodycza tej ksiązki. A rozdarcie, którego ogień płonie w seru Fintana jest znane nam wszystkim. Całe życie każdy z nas musi podejmowac decyzje, które wydawać się mogą jemu błędne lub błednymi się stać, ale życie jest dzięki takim zmianom ciekawsze i pełniejsze.
Dziś pewnie napisałabym inaczej ale nie chcę nic zmieniać, chcę aby tak zostało, tak jak odbierałam ją wtedy, kiedy czytałam pierwszy raz :-)

Kolejna pozycja znalazła się już na moim blogu ale pozwolę sobie wrzucić dla (ewentualnych) zainteresowanych.


Róża Burger córka Lionela, obrońcy czarnych, człowieka walczącego z podziałem świata na białych i kolorowych, po śmierci rodziców zostaje uznana przez otoczenie za naturalnego następcę swoich rodziców w walce z apartheidem. Tracąc rodziców Róża jest jeszcze dzieckiem, nad którym opiekę sprawują czasem przypadkowi ludzie, dla których zdaje się ona być ciężarem. Nie do końca gotowa wziąć to na siebie dziewczyna, zmuszona do samodzielnego życia i sprzedaży domu rodzinnego gubi się w świecie walk o równouprawnienie. Wychowana w rodzinie, w której rodzice walczą o równe prawa dla białych i kolorowych nie może zrozumieć dlaczego czarne dzieci nie chodzą z nią razem do szkoły, dlaczego nie może razem z nimi iść na basen, dlaczego przyjaźń z czarnymi może stać się przyczyną kłopotów. Ten swoisty podział kulturowy i ustawowy ras jest dla niej źródłem niepowodzeń w życiu osobistym, później także przyczynia się do utraty pracy i przyjaciół.
Dalej TU