Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Vampire_Slayer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Vampire_Slayer. Pokaż wszystkie posty

24.06.2013

"Marzenie celta" Mario Vargas Llosa

Wydawnictwo: Znak
Język oryginału: hiszpański
Stron: 472
Ocena ogólna: 9/10
Ocena wciągnięcia: 5/6

"Marzenie celta" nie jest książką łatwą ani tym bardziej przyjemną. Im dalej zagłębiamy się w bestialstwo i niesprawiedliwość ludzką tym bardziej robi się nieprzyjemnie. A jest naprawdę ciężko wytrzymać bijącą nienawiść, okrucieństwo, brak jakiegokolwiek pohamowania czy norm społecznych. Kiedy myślimy, że gorzej już być nie może, człowiek udowadnia, że srogo się mylimy.

Po resztę recenzji zapraszam na mojego bloga - Wykredowana.

17.04.2012

"Cesarzowa" Pearl S. Buck

W prozie Buck jest coś niepokojącego, bo nie mogę przejść wokół jej książek pozbawiona emocji. Przeważnie bywały to emocje wysoce pozytywne okraszone takimi pochwałami, że nie jeden sięgał by sam się przekonać. Tym razem książka pozostawia we mnie tak ambiwalentne uczucia, że nawet po kilku dniach od przeczytania nadal nie jestem wstanie oprzeć się uczuciu, że wysiłek, jaki włożyłam, aby przebrnąć do końca, spotęgował tylko mój zachwyt.

"Cesarzowa" to fabularyzowana biografia cesarzowej Cixi, która w latach 1862-1908 była ostatnią władczynią z dynastii mandżurskiej Qing. Dzięki uporowi, mądrości i ambicji z mało znaczącej konkubiny stała się Cesarzową Matką, później Cesarzową Wdową i regentką w czasie, kiedy jej syn nie mógł zasiąść na tronie. Spryt doprowadził ją do absolutnej władzy wielomilionowego narodu. Nastają jednak czasy trudne, bowiem do Chin napływają rzesze europejczyków głodnych niezbadanych chińskich ziem.

Po resztę recenzji zapraszam na mojego bloga - Wykredowana.

3.03.2012

"Nie wygłoszę tu mowy" Gabriel García Márquez

Z Marquezem miałam już kilka podejść i jakoś nie mogłam się do niego przekonać. Usilnie próbowałam, po ciuchu licząc, że w końcu znajdę odpowiednią książkę dla siebie. W końcu "Nie wygłoszę tu mowy" utwierdziło mi w przekonaniu, że warto takiej książki szukać, bowiem autor ma wiele do powiedzenia. A ja chętnie go wysłucham.

"Nie wygłoszę tu mowy" padło z ust 17-letniego wtedy Marqueza, dla którego przemawianie jest jedną z ostatnich rzeczy, których by się podjął. Na przestrzeni lat widać jednak, że wielokrotnie zobowiązany do napisania przemówienia radzi sobie znakomicie, a jego wypowiedzi nieraz chwytają za serce. "Nie wygłoszę tu mowy" jest nie tylko zbiorem przemówień autora, jest również doskonałym świadectwem jego życia i przemyśleń na przestrzeni lat.

Po resztę recenzji zapraszam na mojego bloga.

9.11.2011

"Pałac kobiet" Pearl S. Buck

Niezwykłe stadium ludzkiej ambiwalentności w postaci jednej kobiety pragnącej zmienić własne życie. Niespokojna i dążąca do wolności dusza umieszczona w wyciszonym i niegwałtownym ciele. Burza zmian myśli i sposóbu postrzegania świata połączona ze spokojem działań i decyzji to precyzyjny kunszt literacki autorki, który zawładną mną do reszty.

Nic nie wskazywało na to, że w dniu ukończenia czterdziestu lat pani Wu diametralnie zmieni swoje życie. Nie chcąc już dłużej rodzić dzieci kobieta proponuje mężowi konkubinę. W domu Wu to początek zmian i tradycyjnego myślenia. Idą czasy zmian i rewolucji. Przede wszystkim rewolucji w życiu jednostek.

Reszta recenzji tutaj. Zapraszam.

19.01.2011

"Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu" Buck Pearl S.

wydawnictwo: Muza
język oryginału: angielski
stron: 176
ocena ogólna: 5,5/6
ocena wciągnięcia: 6/6

Jedyne czego żałuję po czytaniu tej książki, że nie była ona moją własną. Tak cudownych powieści nie powinno się czytać, kiedy samemu się ich nie posiada.

Sytuacja dzieje się w Chinach. Państwo środka ma nie o tyle nad wyraz, ale nawet wygórowane pojęcie o tradycyjnym zachowaniu chińczyków. Ściśle obowiązujące reguły dobrego wychowania obejmują naród od wczesnych lat, a szlachetnie urodzeni nawet nie śmią się temu sprzeciwiać. Nauki z Zachodu są dla nich nie do przyjęcia, stronią od nich a w kwestii pomocy medycznej mają bardzo religijną metodę. Wierzą oni głęboko w bogów, których trzeba udobruchać i odprawić potrzebne rytuały by zapewnić ich przychylność. Wierzą też w duszę. Nie jest zbyt odbiegające od europejskich standardów, ale jednak jest bardziej interesujące.

Historie opisuje tutaj Chinka, Kwei-Lan, która opowie nam historię swojego życia w tak mało znanym okresie tego państwa, a także historię zmian w jej życiu pod wpływem męża, ciągnącego do nauk Zachodu.

Moja niewiedza w tym zakresie bardzo mnie rozczarowała, a przecież Chiny to tak intrygujące państwo. Chociaż kraj to tor poboczny warto jednak przyjrzeć się i jemu. Ważniejszym elementem są relacje międzyludzkie tak tutaj charakterystyczne. Kontakt rodzic-dziecko jest tutaj znikomy.

Najbardziej zaintrygowała mnie matka Kwei-Lan, która dla "dobrej twarzy" nakazuje córce czy synowi rzeczy, który nie są w ich interesie. Córce od początku wpoiła do głowy "odpowiednie" zachowanie. Kwei jest więc uległa, milczy, kiedy mówi do niej mężczyzna, nie sprzecza się, nie wnosi swojego zdania, a męża uważa za pana. Zaś jej brat przeciwstawił się tym regułom i pojechał do Ameryki. Od tego czasu matka notorycznie karze mu wracać i poślubić córkę pewnego rodowitego chińczyka. Zupełnie jak siostra, brat ma się podporządkować obyczajom i nie przynosić wstydu. Szkoda tylko, że przez wzgląd na takie tradycje matka zaniedbała tak ważne relacje z dziećmi. Chociaż można zaobserwować jakąś troskę płynącą z jej czynów, nie daje ona żadnego wyboru swoim dzieciom. Nauczyła je podstawy chińskiej, ale zapomniała, że każdy ma swój bagaż, z którym wędruje przez swoje życie.

Inna ciekaw relacja to brat-siostra. W dzieciństwie idealna, jak papużki nierozłączki. Następnie tradycja zabrała Kwei brata do apartamentów ojca. Od tamtej pory niewiele z nim rozmawia i tym bardziej na początku nie może pojąć zachowania brata. Z biegiem czasu, dzięki nowoczesnemu mężowi, odkrywa głębsze intencje rodzeństwa i staje w jego obronie. Piękne chwile są te, kiedy oboje na nowo budują własne więzi na wspólnych potrzebach.

Na końcu, chociaż intrygująca, relacja ojciec-matka. Ojciec Kwei, również tradycjonalista, ma kilka nałożnic. Z każdą z nich ma swoje dzieci, każdą kiedyś obarczał uczuciem, teraz tylko daje ich mieszkanie, jedzenie i status nałożnicy. Intrygujące jest to, że matka z "dobrą twarzą" obojętnie do tego podchodziła. Przecież żadna kobieta nie zniesie takiego upokorzenia. Dzielenie się mężem z inną kobietą? Żałuję, że nie ma w tej powieści wieloosobowej narracji. Tak ciekawa postać matki powinna zostać oddana w inny sposób. Jej motywy zainteresują pewnie wielu czytelników.

W książce cudowny jest język, forma, opowieść. Chociaż mogłaby być lepiej snuta, nie narzekam, gdyż i tak mnie urzekła.  Wiele wątków jest tutaj poruszonych, a taką małą ma objętość.

Polecam każdemu, kto chciałby choć trochę przybliżyć sobie Chiny z okresu XX wieku. Każdemu, kto lubi odrobinę historii w pigułce. Tradycjonalistom, aby ujrzeli innych, podobnych do siebie. Wolno myślących, aby docenili nienarzuconą wolę. Gratka dla moli, ciekawa dla pobieżnych oglądaczy. Jednym słowem - warto.

Recenzja zamieszczona wcześniej na moim blogu - Wykredowana

17.10.2010

"Pochwała macochy" Vargas Llosa Mario


wydawnictwo: Znak
język oryginału: hiszpański
stron: 128
ocena ogólna: 4/6
ocena wciągnięcia: 3,5/6

Gdyby ta powieść nie była tak skandaliczna, jak jest, nie zostałaby zauważona.

Zapewne wydawcy umieszczając umyślnie, na tyle okładki, "Nie czytaj jej" wiedzieli, że to czytelnika zainteresuję podwójnie. "Nie czytajcie jej" ma dwa podłoża: jedno jako ostrzeżenie, przed tym co się tu kryję, a drugie by zwabić czytelnika. Przecież nie wydaliby czegoś, co sami nie chcieliby przeczytać, prawda?

Okładka jest wyuzdana i perwersyjna, już wtedy powinno się zdecydować, czy chcę się po tę książkę sięgnąć. Nie tylko okładka ma takie znaczenie, ale również treść. Treść, która jest amoralna i może wywoływać mdłości, jednak sprawia to tylko fakt, że jest taka realistyczna i nie owija w bawełnę. Pełne opisy codziennej higieny czy toalety, ablucje wieczorne czy kontakt fizyczny tytułowej macochy z pasierbem. Nie można o tym nie wspomnieć, bo na to składa się książka. Na opisy wzbudzające niekiedy wstręt, jednakże prawdziwe i realistyczne sytuacje nie powinny nas tak obrzydzać, prawda? To tylko dowodzi temu, jak małe mamy granice i jak niektóre tematy stają się tabu.

Urok tej powieści jest taki, że w tak małej treści autor tak mocno nas wzburza czy porusza. Niecodzienna, nietypowa, pruderyjna i grzeszna. Taka jest "Pochwała macochy", która ani mnie zachwyciła, ani wzburzyła. Od taka powiastka, na jeden wieczór. Nie zachwyciła mnie, gdyż po takiej antyreklamie i przy takim oburzeniu, jakie wywołuję spodziewałam się czegoś więcej. Owszem, autor ma lekki i ciekawy styl pisania, ale (chociaż nie znam innych powieści) uważam, że to nie będzie jego najlepsza książka. Nasze spotkanie na tym się nie skończy, gdyż zamierzam sięgnąć po inne powieści i mam nadzieję, nie rozczarować się zbyt mocno. Na pewno "Pochwała macochy" nie jest dla ponuraków i konserwatystów. Z czysto-logicznej przyczyny: nie książka dla tych, którzy nie potrafiliby odnaleźć sensu w tej rubasznej historii. Historia mająca na celu nas zainteresować, ukrócić nasze tabu, trochę wzburzyć, a przede wszystkim zainteresować nie jest zdecydowanie dla konserwatystów.