30.01.2010

"Głód i jedwab" Herta Müller

Przejmujące i chwilami bardzo osobiste refleksje autorki o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Rumunii, z odniesieniami do własnego doświadczenia i historii kraju.

Rumunia opisana zostaje z perspektywy upodlonych obywateli, mniejszości narodowych, z perspektywy emigrantów i obywateli innych społeczeństw. Punkt obserwacyjny osadzony jest w rodzinie, w biurach i na ulicy, ale też na szczytach władzy, zarówno w Rumunii jak i w Niemczech, miejsca dokąd wyemigrowała Herta Muller.

Nad całością dominuje – pesymistyczny niestety – pogląd o niemożności, ale i niechęci całkowitego zrozumienia innych ludzi, społeczeństw, procesów.
Eseje dotykają ogromnej ilości wątków, dotyczących najważniejszych aspektów ludzkiej kondycji.

Z niektórymi poglądami autorki (mam na myśli przerywanie ciąży) nie zgadzam się, ale staram się zrozumieć źródła takiej postawy. Ta książka nie pozostawia obojętnym, porusza do głębi – na długo.

Herta Müller „Głód i jedwab”, Wydawnictwo Czarne 2008

26.01.2010

"Dzikie palmy" William Faulkner


Powieść gęsta od emocji, irytująca postawami bohaterów, ale pozwalająca wniknąć w ich myśli, zapisana językiem sięgającym od potocznego do właściwego poezji, będącego poszukiwaniem oddania skrawka ludzkich losów oglądanych z różnych perspektyw - takie są moje ogólne skojarzenia.

Wpierw poznajemy ostatnie wspólne dni Henry'ego i Charlotte w wynajętym prawie pozbawionym sprzętów letnim domku na wybrzeżu Missisipi. Narrator zmyślnie dochodzi do nich poprzez obserwację doktora, właściciela i sąsiada. Oprócz tajemnicy, chęci odkrycia prawdy o sąsiadach poprzez dostrzeganie szczegółów pojawia się ironia w odniesieniu do samego obserwatora. Czy kobieta jest chora? Co jej dolega? Nadejdzie czas, gdy doktor zostaje wezwany. Zaraz potem wracamy do 1937 roku, kiedy para się poznała, przemierzamy z nimi trasę od Nowego Orleanu poprzez Chicago, Wisconsin, Chicago, Utah, San Antonio w Texasie, ponownie do Nowego Orleanu i miejsca, w którym fabuła się zaczyna. Właściwe dla stylu pisania Faulknera staje się zbliżanie i oddalanie od bohaterów, dystans i zrozumienie połączone ze współczuciem, irytacja, jakaś oschłość i współuczestniczenie w przekazie myśli. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

25.01.2010

Tu i teraz. „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”

Niepokojąca jest teza postawiona przez Hertę Muller w tytule jej trzeciej powieści, wydanej po raz pierwszy w 1986 roku. Niemniej przecież poniekąd rozumiem, mając na względzie biografię Noblistki. Dużo sie mówi o historii jej życia i o mroku czającym się w jej powieściach. Piszą, że jej proza jest ciężka, piekielna, prawie nie do zniesienia, wypływająca z samego „jądra ciemności”. Lub płynąca wprost ku niemu.

Można też przeczytać, że styl Muller uwodzi poetyckim językiem, który splata i rozplata metafory, porównania, przenośnie tworząc warkocze fascynujących zdań – czytałam więc fragmentami na głos. Brzmiało jak wiersze – dla kogoś zza drugiego brzegu okładki prozatorskie zdania szatkowały się na kawałki. Tak, Muller łączy piekło i poezję. I trochę jak Jelinek jest Muller. Powroty, refreny, ironiczny gwałt na słowach. Co będzie, gdy powtórzę jeszcze raz...? Krótkie zdania w czasie teraźniejszym. Tu i teraz. Jak fotografie. Jak didaskalia w tekstach sztuk teatralnych. Informacje. Śpi. Je. Mówi. Myśli. Biegnie. Jęczy. Zgrzyta. Pada. To dzieje się teraz. Przeszłość i przyszłość występują z dystansem. Czasami. Zza zasłony. Ostrożnie. Są. Ale poprzez pryzmat teraźniejszości. Jakby świat był zbyt trudny, jakby trzeba było sobie upraszczać jego pojmowanie. „Bażant wymaga szczególnie troskliwej opieki, gdyż ma dużo wrogów i jego zmysły nie są nadmiernie rozwinięte”*.

Herta Muller, „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006.

*http://www.polowania.zw.pl/data/zwierzyna/bazant.htm

źródło: BREDABLIK

22.01.2010

Nobliści a mandżuria...

Witam wszystkich biorących udział w Projekcie Nobliści, wreszcie i ja przyłączam się do zabawy. Oglądając listę wszystkich Noblistów stwierdziłam, że większości nie znam (tzn. ze słyszenia - oczywiście, ale żadnych ich dzieł nie czytałam), więc najwyższy czas to zmienić. Poniżej prezentuję moją listę Noblistów, których twórczość znam:

1905 Henryk Sienkiewicz, Polska
1923 William Butler Yeats, Irlandia
1924 Władysław Reymont, Polska
1925 George Bernard Shaw, Irlandia

1948 Thomas Stearns Eliot, Wlk. Brytania
1949 William Faulkner, USA
1954 Ernest Hemingway, USA
1969 Samuel Beckett, Irlandia
1978 Isaak Bashevis Singer Polska/USA
1980 Czesław Miłosz, Polska
1983 William Golding, Wlk. Brytania
1996 Wisława Szymborska, Polska
2005 Harold Pinter, Wlk. Brytania
2007 Doris Lessing, Wlk. Brytania

Nie wygląda to niestety imponująco... Mam plan, by przeczytać po jednej choć pozycji każdego autora (trochę to potrwa....) chyba ze pisał on na tematy zupełnie mnie nie interesujące (niektóre nazwiska nie mówią mi zupełnie nic), żeby dowiedzieć się, którzy Nobliści odpowiadają mi stylem i tematyką i wtedy zagłębić się w ich inne dzieła. Chcę zacząć od zwycięzców z lat ostatnich i posuwać się coraz bardziej w przeszłość. Mam nadzieję, że choć częściowo uda mi się zrealizować plany i przybliżę sobie twróczość Noblistów...

21.01.2010

Kadysz za nienarodzone dziecko - Imre Kertesz

Powiem bez ociągania krótko i zwięźle: to była masakra! I to w tym negatywnym odczuciu. Sposób pisania autora jest tak beznadziejny, że tego nie potrafię nawet wyrazić w słowach. Tekst jednym ciągiem, zdanie długie na stronę. Treści często odbiegające od głównego tematu książki, że czasami czytelnik zapomina jaki był sens napisania tej książki. Bo pisze o Auschwitz, Żydach, dzieciach, pisze o swoim życiu i pisze co mówił żonie. Tylko nie zauważyłam z jakiego powodu opowiada żonie swoją przeszłość, przy tym nudząc ją i czytelników. Dygresji jest mnóstwo i ogólnie forma tekstu zarówno pod względem gramatycznym i treściowym przypomina mojego osobistego bloga. Tam pisze sobie post na jakiś konkretny temat, czy z konkretnego powodu, a pisząc przychodzi mi do głowy tyle inny rzeczy do opisania, że w sumie ten główny wątek postu gdzieś się gubi. Po prostu wylewam siebie poprzez klawiaturę i czuję ulgę, ale nie nazywam siebie pisarzem, choć pisze baaardzooo dużooo i nie wydaję moich pisemnych wylewów uczuć, chwil, przeżyć w formie książki! A może powinnam. I co więcej skoro on dostał Nobla za takie coś, to ja za mojego bloga też mogłabym dostać Nobla.
Bez urazy szanowni wielbiciele Kertesza, ale ta lektura mnie po prostu zmęczyła. Za szybko leciał ten tekst, szybko jak nadaje największa gaduła, która zacznie jeden temat, a przy okazji opowie o mnóstwie innych rzeczach, niekoniecznie istotnych i interesujących odbiorcę. Bardzo się zawiodłam.

19.01.2010

Genitrix - Francois Mauriac

Kolejna książeczka noblisty, która jest dość stara, bez wznowień. Rozmiar tej książeczki z biblioteki to A6 i ilość stron sięga zaledwie sto parę. A mimo tego drobiazgu, książkę nie pochłonęłam raz dwa, tak jak planowałam w niedzielę przeczytać przed pójściem do kościoła, bo akurat zostało mi nieco ponad półgodziny do wyjścia, ale nie wyszło. Początkowo myślałam o tych bohaterach przedstawionych w powieści jak o jakiś obłąkanych, a całą sytuację rodzinną oceniając przez ich wzajemne relacje oceniłabym jednym dość popularnym słowem wśród moich rówieśników - patologią. Aż do wczoraj, kiedy olśniło mnie.
Jest to studium postaci, syndrom matki samotnie wychowującej jednorodzonego. Jej uczucia miłości do syna, którego nie chce dzielić z żadną inną kobietą. Matylda, żona Felicjana była traktowana w ich domu gorzej niż służąca. Miała swój pokoik, w którym miała żyć, jej miejsce w rodzinie męża podniosło się odrobinę, kiedy była w ciąży. Niestety poroniła, a za tym pogorszył jej się stan zdrowia i niekochana przez nikogo w tym domu umarła. Matka, teściowa, można powiedzieć, że przyczyniła się do jej śmierci, bo nie pozwoliła Felicjanowi zajrzeć do żony, kiedy ta krzyczała o pomoc, zbywała go wymówką, że to przejeżdżający pociąg. Sama podeszła do niej na chwilę w nocy, ale w taki sposób, że Matylda nie chciała od niej pomocy. Po jej śmierci, jej syn nagle uzmysławia, że kochał Matyldę i ta pustka po niej jest przerażająca. Budzą się w nim wyrzuty sumienia, że był dla niej rzadko łagodny. Matka czuję się zdradzona...
Książka jak sami pewnie zauważyliście po krótkim streszczeniu, jest ponura, zdarzenia jakie tam mają miejsce są po prostu pozbawione normalnej logiki i rozsądku. Nie łatwo to się czyta, bo po prostu ma się wrażenie, że czytasz o ludziach chorych psychicznie, którzy są rozhisteryzowani wewnętrznie. Po tej lekturze nie siadła mi psychika, nie wpadłam depresję, chociaż... dzisiaj byłam lekko zaniepokojona. Jedno wiem, że nie sięgnę po kolejne dzieła Mauriaca.

17.01.2010

Afrykanin - Le Clezio

Znajomość z francuskim noblistą zaczęłam od najbardziej osobistej książki autora. Jest to bowiem historia biograficzna dotycząca jego rodziny, szczególnie ojca i spędzonych kilka lat w Afryce. Le Clezio pisze o swoim ojcu jak o kimś obcym, który został mu przedstawiony jako rodzic. Tak było faktycznie. Biografia ta nie jest spisem czy zbiorem opowieści, anegdot o sytuacjach, które w Afryce miały i wciąż mają miejsce. Lecz przemyśleniami opartymi na wrażeniach, odczuciach, które po tylu latach tkwią w człowieku dalej.
Książka ta ma pomóc w lepszym zrozumieniu autora i innych jego dzieł. Przedstawia jego perspektywę i sposób obserwacji. Czy rzeczywiście zmienia nasze spojrzenie na inne jego teksty? Nie wiem, może się kiedyś o tym przekonam. Nie jest to książka nudna ani specjalnie trudna w zrozumieniu. Jest to typ książek, z którymi się już zetknęłam. One mają w sobie coś ambitnego i coś wielkiego czuć w powietrzu, a właściwie nie są jakieś wyjątkowe czy niesamowite. Moje wrażenia są takie jak po innych książkach - nie jest zła, ale też żadna rewelacja; nie jest też przeciętna, bo czuć w niej coś ponad przeciętnego. I takie odczucia, ten typ książek to nie koniecznie dotyczą dzieł noblistów czy innych nagrodzonych pisarzy.
Historia nie była mdła, zrobiła na mnie trochę wrażenia. Szkoda, że zdjęcia były kiepskiej jakości, wiem, że to były czasy bez cyfrówek i photoshopów, ale chodzi mi o to, że mało na nic widać, nic konkretnego. By bardziej ocenić twórczość Le Clezio musiałabym przeczytać jakąś jego książkę bardziej fikcyjną, czyli to co w głowie mu się rodzi, a nie jest od lat.