28.02.2010

"Dzikie palmy" William Faulkner



Bardzo cieszyłam się na poznanie Faulknera. Podejrzewałam, że może stać się jednym z moich ulubionych pisarzy. Hmm, chyba jednak nie, bo "Dzikie palmy" zupełnie mnie nie zachwyciły.

Faulkner opowiada historię Charlotte i Harry'ego. Harry, młody lekarz, zakochuje się w Charlotte, mężatce, matce dwójki dzieci, o artystycznym zacięciu. Charlotte odwzajemnia uczucie Harry'ego i wyjeżdża z nim. Para kochanków przemieszcza się po Stanach, nie tylko południowych, bo pewien czas spędzają w Utah, gdzie Harry przyjmuję posadę lekarza, odpowiedzialnego za zdrowie pracowników kopalni, mieszczących się w tamtejszych górach. Harry stale zatroskany jest o zdobywanie pożywienia, szukanie pracy, dzięki której mógłby utrzymywać Charlotte. Te problemy zdają się jednak nie zaprzątać głowy Charlotte, która poświęca się pracy artystycznej i miłości. Parę poznajemy, gdy mieszka w ubogim domku na brzegu Misissippi - Harry troszczy się o chorą Charlotte. Faulkner przedstawia parę widzianą oczyma lekarza, sąsiada, który wraz z żoną snuj e na ich temat domysły.

Nie polubiłam ani Harry'ego, ani Charlotte. Charlotte, kobieta wyemancypowana, żyjąca na przekór regułom, obowiązującym w latach trzydziestych XX wieku, artystka i kochanka, nie wzbudziła we mnie ani odrobiny sympatii. Porzuciła na rzecz swojego uczucia dwie malutkie córeczki. Uczucia jednak słabo w moich oczach widocznego. Nie potrafiłam odczytać rzekomej głębokiej miłości do Harry'ego.
Harry, młody lekarz, pozostający pod wpływem kochanki działa nieracjonalnie, impulsywnie. Jego uczucie staje się widoczne dopiero pod koniec powieści.

Brakuje mi podstawy działań bohaterów. Rzekoma namiętność, która ich połączyła, wydaje się być blada, naciągana wręcz. Faulkner w niezwykle rozbudowanych zdaniach opisuje odczucia i myśli bohaterów, przede wszystkim Harry'ego, by płynnie przejść do zdań krótkich, wręcz potocznych, gdy opisuje życie codzienne. Działaniom bohaterów towarzyszą palmy, ich szelest i łopotanie liści. Wydają się one być strażniczkami ich życia.

Faulkner niestety mnie rozczarował. Mo że dobrałam na początek złą powieść. Niestety nie przypadła mi do gustu jej tematyka i pewnie to zdcydowałam, że czytałam ją aż tydzień. Obawiam się, że nieprędko dam Faulknerowi kolejną szansę.

23.02.2010

Wiek żelaza

My dear daughter

Tak powinna zaczynać się książka J.M. Coetzee Wiek żelaza.
Tak, bo to list matki do córki. Testament i podsumowanie życia. To list - powieść, powieść – list Elizabeth Curren umierającej na raka, która pod koniec swego życia chce przybliżyć się do córki. W liście tym, który być może nigdy nie zostanie dostarczony do córki, kobieta daje świadectwo ostatnich dni swojego życia, opowiada jej o rozterkach codziennego życia i bólu umierania. Dzieli się bólem schorowanego ciała, rozczarowaniem cywilizacją białego człowieka (bowiem historia dzieje się w Afryce), a także narastającym strachem przed samotnym odejściem.
Jednak nie jest to powieść o cierpieniu fizycznym, o radzeniu sobie z rakiem i wszystkich problemach związanych z chorobą, która doskwiera kobiecie raczej psychicznie niż fizycznie. W Wieku żelaza choroba to tylko pretekst, a nie powód do pożegnania, to drugoplanowy aktor. To raczej opowieść o chorobie duszy, a nie o chorobie w sensie fizycznym, która trawi Elizabeth.
Pewnego wieczoru mieszkająca samotnie Elizabeth, przygarnia równie samotnego kloszarda, który znalazł się na jej podwórku. Dzięki temu anonimowemu człowiekowi kobiecie udaje się choć troszkę, być może, zrozumieć sens życia i pogodzić z odejściem. Dzięki niemu, ta dotychczas zajęta tylko swoją karierą wykładowcy kobieta zauważa ile niepotrzebnego cierpienia fundują sobie wzajemnie ludzie. Jak wielkie żniwo upokorzeń i bezsensownych śmierci zbiera wieczna wojna. Rak, który toczy ziemię w tak widoczny a jednak trudny do „wyleczenia” przez ludzi sposób. Degeneracja ciała Elizabeth Curren jest metaforą na degenerację świata ludzi i uczuć.
Poczucie przemijania Elizabeth, miejsca, w którym żyje, czasów i uczuć to główny motyw tej powieści. Stanowi ona swojego rodzaju zbiór uczuć, które targają ludźmi, a bohaterka Coetzee jest sumą tych uczuć, w niej odnajdujemy tęsknotę i poczucie czasem bezsensu tego świata.
Ta jednocześnie tak prosta w formie powieść to monolog umierającej kobiety, albo przeciwnie jej dialog z życiem. Tęsknota, która ją trawi rozdziera serce czytelnika i boli fakt, że kobieta ta umiera w samotności albo w marnym, zdawać by się mogło towarzystwie bezdomnego i jego psa.
W wyniku doznań w trakcie lektury, po którą sięgnęłam dzięki Holdenowi mogę powiedzieć, że Wiek żelaza to kwintesencja upadku człowieczeństwa, to rysa na uczuciach – ale to tylko moja skromna, subiektywna opinia, która rodziła się we łzach i silnych emocjach.



22.02.2010

Szczelina, Doris Lessing



„Szczelina” to coś w rodzaju Księgi Rodzaju napisanej z perspektywy kobiet. Rzymski senator u schyłku swych dni postanawia spisać prawdziwą historię rodzaju ludzkiego na podstawie starożytnych materiałów, których nie udało się opracować wielu historykom. Dokumenty te świadczą bowiem o tym, iż pierwszymi istotami na ziemi nie byli mężczyźni, lecz kobiety, Szczeliny, stworzenia z morza, zapładniane przez fale i księżyc, bierne, nieruchawe i nieciekawe świata istniejącego poza jaskiniami i plażą. Życie Szczelin płynie ciągle tak samo przez wieki, aż do chwili, gdy jedna z nich rodzi dziecko wyglądające inaczej niż wszystkie: Potwora.

Ciąg dalszy na blogu.

21.02.2010

Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu - Pearl S. Buck

Bardzo się ucieszyłam, kiedy mama wracając z zakupów wręczyła kilka książek zakupionych na wyprzedaży i wśród nich znalazła się książka Buck. Autorka, której twórczości polubiłam od pierwszej przeczytanej jej książki Peonia. Byłam nią tak zachwycona, że postanowiłam przeczytać wszystkie jej książki, jeśli będzie taka możliwość. I okazja się trafiła, by znów pobyć gościnnie w Chinach.
Powieść ta nie jest tylko o panujących tam zwyczajach, ale głównie przedstawia różnice pomiędzy kulturą chińską mocno zakorzenioną w starożytności, a światem Zachodu, nauki i nowoczesności. Dla głównej bohaterki zachowanie jej unowocześnionego męża bardzo upokarzało ją i było niezrozumiałe, że to co ją uczono przez tyle lat, wszystkie starania, krępowanie stóp jest niedoceniane, a wręcz skrytykowane. Podobnie jak jej mąż unowocześnił się jej brat, który już za wszelką cenę nie chcę poślubić przeznaczonej oblubienicy, bo kocha cudzoziemkę. Co jest mocnym ciosem dla chińskiej rodziny.
Autorka bardzo wyraźnie zaznacza różnicę pomiędzy tradycyjnymi Chinami a nowożytną Amerykę. I możemy w pełni zaufać autorce, że tak wygląda, wyglądałby spór między tymi ludźmi, ponieważ Buck jest amerykanką, ale przez wiele lat mieszkała w Chinach. Więc wie coś na ten temat znacznie więcej niż kto inny. Byłam ciekawa jakie są jej inne powieści, które chyba wszystkie są o Chinach. Zastanawiałam czy za każdym razem stać ją na zupełnie inną fabułę, czy będą mniej więcej podobne. Póki co druga książka tej autorki przeczytana przeze mnie nie okazała się powtórką pierwszej, z czego się bardzo cieszę, Jednak jakbym miała ocenić mój zachwyt jej książkami, to powiem, że Peonia o wiele bardziej mi przypadła do gustu. Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu, aż tak mnie nie onieśmielił swoją wyjątkowością. Mimo wszystko książkę uznam za wartą przeczytania i sama zachęcona jeszcze nie jeden raz sięgnę po którąś książkę noblistki, której twórczość dotąd z tych wszystkich, które przeczytałam najbardziej przypadła mi do gustu.

17.02.2010

Pamiętnik przetrwania - Doris Lessing

Tą książkę, do której żywiłam wiele nadziei zostawiłam sobie na koniec stosika książek noblistów z biblioteki, by kiedy zawiodą inni ta może okazać się bardzo dobrą lekturą. I nie zawiodłam się. Książka jest niesamowita. Miała w sobie coś wyjątkowego na pograniczu rzeczywistości i fantastyki (nie SF jak ktoś napisała w recenzji). Nie udało mi się rozwikłać co to za rzeczywistość, jakie jest miejsce akcji (tj. kraj, miasto) i w jakich czasach się dzieje. Skutkiem czego jest ten strach, uciekanie ludzi przez złem, bieda? Nie była to żadna z wojen światowych to wiem. Inne wydarzenia też mi się nie kojarzyło. I czy faktycznie charakter wydarzeń jest oparty na jakieś części historii? Czy tak jak postacie były totalną fikcją?
Narratorką jest kobieta w średnim czy może w podeszłym wieku i nagle staje się opiekunką nastoletniej Emily i jej psa Hugona. Owa kobieta jest bystrą obserwatorką, która patrzy na jej podopieczną w różnych odległościach: jako ktoś bliski i jako obca. Autorka trafnie przypisuje emocje nastolatki w oczach starszej kobiety, które są dla niej nie zawsze oczywiste, ale zrozumiałe. Czy może na odwrót...
W każdym razie powieść wywarła na mnie spore wrażenie, które mówiło, że w końcu czytam książkę zasłużonego noblisty. Obserwacje, wnioski z obecnego życia Emily przeplatane z jej przeszłością, która sprawia, że mamy do czynienia z fantastyką czy wręcz baśnią. Już widzę w myślach ekranizację niektórych fragmentów książki.
Nie wiem na ile to jest powieść biograficzna, ale patrząc na wydarzenia jakie miały miejsca, które zaczęły mijać się z rzeczywistością, przestałam patrzeć przez pryzmat biografii. Książka jest piękna, głęboka i wciągająca. Polecam.

Czysty ton - Halldor Laxness

Jak zaczęłam czytać tą książkę, kolejnego noblisty, tym razem islandskiego i przeczytałam, że ma wątki autobiograficzne to się załamałam. Od razu już czułam kolejną niełatwą lekturę, która będzie mnie nudzić, a może ponadto irytować. Jak bowiem wcześniej pisałam przy którejś recenzji, czytanie biografii jakiegoś pisarza ma sens, kiedy zna się jego twórczość.
Jak się okazało w książce były tylko wątki autobiograficzne, a nie cała biografia, przez co można było wyczuć jakieś fikcyjnej historii niż rzeczywistej. Przez co nie chce powiedzieć, że opowiedziana w książka fabuła mija się z realnością. Wcale nie, jest jak najbardziej rzeczywista. Fabuły do najciekawszych bym nie zaliczyła, ale są o wiele nudniejsze. Nie czytało mi się jej źle, co można ocenić po krótkim czasie czytania, ale wyczekiwałam końca książki by móc sięgnąć po jakąś ciekawszą.
Powieść jest o pewnym młodym Islandczyku, który został osierocony i mieszka razem z dziadkami w niebogatym miasteczku. Poznaje swojego krewnego, który jest sławnym śpiewakiem i to on będzie jego autorytetem, jego kierunkowskazem w życiu.
W sumie ta książka była o tyle interesująca, że opisuje życie w Islandii, które jest mi dotąd nieznane i obce. Nawet nie wiedziałam, że ten kraj też się zalicza do Skandynawii, bo pamiętając jego położenie z mapy sięga daleko od krajów skandynawskich i dalej na północ od Wysp Brytyjskich. Klimat tego kraju opisanego w książce kojarzy mi się z tym co opisywał Naipaul w Marionetkach. Oba są takie wiejskie, ale inaczej, nie takie polsko wiejskie.
Miałam drobe zastrzeżenia podczas lektury, ale były tak małoważne, że zapomniałam. Więc właściwie nic więcej do powiedzenia na temat tej książki nie mam. Może tylko tyle, że liczę na to, że pozostali nieznani nobliści napisali bardziej pociągające książki.

12.02.2010

Przepaska z liści - Patrick White

Jakoś nie mam szczęścia do fajnych książek noblistów. Po prostu mnie nudzą. Spodziewałam się, że australijski noblista da mi lekturę nieco egzotyczną, ale w sumie to książka o niczym konkretnym. Samo rozwinięcie się akcji, główne wydarzenie powieści jest dopiero w połowie książki. Pierwsza połowa była w sumie nie ważna. Podobny przypadek był w Zabić drozda, gdzie ten główny wątek książki rozwinął się właśnie w połowie książki. Dopiero potem fabuła nabierała barw i stawała się istotna. I faktycznie drugą połowę książki czytało się lepiej niż pierwszą, co nie oznacza, że była bardzo interesująca. Poza paroma wątkami, które ściśle kojarzyły się z Robinsonem Kruzoe, była nuda. Pisarz niby tyle stron poświęcił na opis wydarzeń wśród czarnoskórych, a jednak pozostaje jakiś niedosyt, wrażenie, że potraktował to jakoś powierzchownie.
Pierwsza część książki skupia się na życiu i analizy charakterów pani Roxburgh, jej męża, jego rodziny i członków załogi statku. W połowie książki ma miejsce tragiczny wypadek, w skutku czego załoga statku, ta która przeżyła stała się rozbitkami. Wkrótce jednak tubylcy dobili wszystkich rozbitków, poza panią Roxburgh, która trafia do plemiona czarnoskórych, gdzie przeżywa takie przygody, które na zawsze zmienią jej spojrzenie na życie.
Nie jestem zadowolona z tej lektury, nic nowego nie wzniosła, cieszę się, że mam ją już za sobą, że koniec przymuszania się do tej lektury. Chyba przyda się odpoczynek od noblistów. Ambitne lektury w dużych ilościach bywają męczące, zwłaszcza kiedy jeszcze nie można dojrzeć w nich czegoś ambitnego czy wyróżniającego.