Dla mnie to wyzwanie jest prawdziwym wyzwaniem. Moja znajomość noblistów jest, jak się okazało, dość uboga i stwierdziłam, że czas coś z tym zrobić.
Póki co przeczytałam:
1905 Henryk Sienkiewicz - Krzyżacy, Potop, Quo Vadis, Latarnik, Janko Muzykant, Sachem, W pustyni i w puszczy
1924 Władysław Reymont - Chłopi t.1 Jesień
1950 Bertrand Russel - O wychowaniu, Wychowanie a ustrój społeczny
1954 Ernest Hemingway - Stary człowiek i morze
1957 Albert Camus - Dżuma, Mit Syzyfa
1980 Czesław Miłosz - wybór wierszy
1982 Gabriel Garcá Márquez - Rzecz o mych smutnych dziwkach
1996 Wisława Szymborska - wybór wierszy
2003 J.M. Coetzee - Zapiski ze złego roku, Dziwniejsze brzegi. Eseje literackie 1986-1999
2007 Doris Lessing - Mężczyzna i dwie kobiety, Pod skórą
Jakie są moje plany? Na pewno chcę przeczytać przynajmniej jedną pozycję z każdej dekady. I wszystkie z ostatnich 20 lat. Nie będę wymieniała konkretnie które, bo dużo zależy od ich dostępności w bibliotekach. Mam już wypożyczoną "Hańbę" Coetzee i "Władcę much" Goldinga. Postępy postaram się regularnie notować na swoim blogu dostępnym tutaj.
29.11.2011
27.11.2011
Hamida z zaułka Midakk
Nadżib
Mahfuz, autor kilkudziesięciu powieści, laureat Nagrody Nobla z 1988 roku,
określany jest mianem egipskiego Balzaca. W swoich powieściach przybliża nam codzienną
egzystencję mieszkańców Kairu, ukazując miasto tętniące życiem, pełne wąskich
uliczek i malowniczych zaułków. Pierwszą kairską powieścią Mahfuza jest Hamida z zaułka Midakk
(Smak Słowa, 2010).
Na świecie trwa wojna, a w zaułku Midakk toczy się
normalne życie. Zaułek leży nieco na uboczu wielkiego miasta. Zamknięty,
tajemniczy świat tętni własnym rytmem: ktoś się zakochał, ktoś wyszedł za mąż,
inny umarł czy też trafił do więzienia; niektórzy robią interesy, znajdują bądź
tracą pracę, chorują i zdrowieją – ot, zwyczajność. Niewielki wycinek kairskiej
społeczności we wszystkich przejawach codzienności. I nawet gdy w pewnym
momencie wstrząsnęły zaułkiem tragiczne wydarzenia, to potem „spłynęło znowu
dobrodziejstwo zapomnienia i obojętności. Jak zwykle płakano rankiem, jeżeli
był powód do płaczu, i śmiano się wieczorem, a drzwi i okna skrzypiały rano,
kiedy je otwierano, i wieczorem, kiedy je zamykano. Nic interesującego się nie
działo” (s. 264).
(Reszta recenzji na moim blogu)
(Reszta recenzji na moim blogu)
Fonsito i księżyc - Mario Vargas Llosa
Czym można sobie zasłużyć na buziaka od najładniejszej dziewczynki z klasy? Co zrobić, by spełnić własne marzenie? Och, nic takiego, wystarczy podarować ukochanej księżyc.
Kolejna książka ubiegłorocznego Noblisty jest króciutkim utworem. To zaledwie czterdzieści stron, z których co druga przedstawia tylko ilustrację, a ta na której jest tekst to w porywach dziesięć linijek zapisanych dość sporą czcionką. Czy warto ją przeczytać?
Całość do przeczytania u mnie.
26.11.2011
Mario Vargas Llosa "Fonsito i księżyc"
„Fonsito i księżyc” to nietypowa książeczka w twórczości Mario Vargasa
Llosy. To książeczka dla dzieci. Piękna historia o chłopcu, którego marzeniem
jest pocałowanie Nereidy, najładniejszej dziewczynki w klasie.
Do przeczytania całej notki zapraszam do siebie na bloga.
Do przeczytania całej notki zapraszam do siebie na bloga.
15.11.2011
Dzieje upadku rodziny
Buddenbrookowie Tomasza Manna to po ostatnich męczących lekturach wytchnienie
i wielka przyjemność czytania. Powieść jest urzekająco klarowna, skondensowana,
pozbawiona zbędnych słów, ozdobników i wypełniaczy, napisana przez mistrza dla
czytelników potrafiących docenić urok prostoty.
Mann potrafi równie pięknie i zajmująco pisać o
radościach i sukcesach, jak o troskach i śmierci, o dojrzewaniu i miłości,
życiu ograniczonym konwenansami, stwarza klimat doskonale oddający realia
mieszczańskiego bytu w Niemczech dziewiętnastego wieku. W dwóch niezbyt
obszernych tomach zawarł stuletnią historię kupieckiej rodziny Buddenbrooków,
ukazał ją od lat największego rozkwitu firmy handlowej do czasu upadku wraz z
ostatnimi męskimi przedstawicielami rodu. Każde pokolenie, dumne z historii
rodziny, stara się pomnażać fortunę podejmując czasem ryzykowne wyzwania, borykając
się z różnymi problemami. W oszczędnej, pozornie suchej, a przecież niepozbawionej
humoru i tak doskonałej narracji zawarta jest sama istota życia człowieka
miejskiego, wrośniętego w tradycję, religię, konwenanse. Mann daje nam kompletny
obraz człowieka uwikłanego w „obowiązki”, jakimi są rodzina i społeczeństwo,
podporządkowanego środowisku, w jakim przyszło mu żyć. Każdy przedstawiciel
rodu scharakteryzowany jest wyraziście, równym pociągnięciem pióra, dzięki
czemu czytelnik może zobaczyć to, co najistotniejsze i wyobrazić sobie
niedopowiedzianą resztę. Czyż nie tego właśnie oczekujemy po lekturze
doskonałej?
(Ocena:
6/6)
Miałam pewne obawy sięgając po tę książkę. Dotyczyły one wpływu nagrody Nobla, otrzymanej przez Llosę w ubiegłym roku na "ponoblowską" twórczość autora. Nie wiedzieć czemu, szykowałam się na coś komercyjno-masowego, populistycznego, na produkt wysoce homogenizowany. Po przeczytaniu "Marzenia Celta" stwierdzam z czystym sumieniem - Llosa wielkim pisarzem jest; obronił Nobla w pięknym, mistrzowskim stylu. Przypieczętował go powieścią mądrą, głęboką, napisaną z wielkim rozmachem, bardzo ambitną, a jednocześnie z dobrymi, poczciwymi llosowskimi akcentami.
Przyznam szczerze, nie wiem od czego zacząć tę recenzję... "Marzenie Celta" po prostu trzeba przeczytać, by w pełni docenić jego głębię i przekaz. By znaleźć się na przełomie wieków XIX i XX; by pokłuć oczy swojej duszy i wyobraźni obrazami ofiar szalejącego ówcześnie kolonializmu i jego bestialskich nadużyć; by przemierzyć z Rogerem Casementem dziewicze dżungle Amazonii i Konga; by zastanowić się raz jeszcze nad istotą człowieczeństwa i najskrytszymi sekretami ludzkiej duszy. Trzeba je przeczytać, by przekonać się na własne oczy, jak wielkiego natchnienia może dostarczyć nobel; jak wysoko stawia się potem sobie poprzeczkę i jak ambitnym zadaniom można sprostać. Trzeba je przeczytać, by móc powiedzieć, że zna się dzieło na miarę Nobla.
Na całość recenzji zapraszam serdecznie do mnie: Kartek szelest.
Doris Lessing - Pamiętnik przetrwania
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2007
Pierwsze wydanie: The Memoirs of a Survivor, 1974
Liczba stron: 297
Tłumacz: Bogdan Baran
Literacka Nagroda Nobla 2007
Ocena: 5/6
Coś chyba ma Lessing w sobie takiego, że muszę na początku zacisnąć zęby i brnąć dalej w jej opowieść. Czytając Przed zstąpieniem do piekieł wciągnęłam się ok. 50 strony, tym razem wystarczyło ich czterdzieści kilka (ale już znając tę pisarkę, wiedziałam, że powinno mi się to opłacić).
I faktycznie. Są tacy pisarze, którzy już na początku pokazują, że się wyróżniają. Przychodzą mi do głowy takie nazwiska jak Kafka, McCarthy, Beckett, teraz też Lessing. Otwierasz jakiś ich tytuł i od razu wiadomo, że autor nie pisze jak reszta, że nie wiesz, czego masz się tam spodziewać na każdej następnej stronie, i że jest to coś kompletnie innego, od tego, co czytamy w 99 przypadkach na 100. Ich książki nie są przystępne, często nawet nie są zbyt przyjemne. A jednak wiesz, że właśnie doświadczasz czegoś szczególnego, jakąś cząstkę z chyba nieprzemijalnej literatury, która będzie czytana nawet po twojej śmierci. Wydaje mi się, że Lessing ma szansę być w tym szacownym gronie. Mnie po prostu oszałamia jej mądrość, jestem zbyt mała, żeby zrozumieć wszystko, o czym pisze.
Mam problem z napisaniem o czym traktuje Pamiętnik przetrwania. Nie mam zielonego pojęcia. Na pewno nie jest to sf, jak ją zaliczają, ma tylko jakieś śladowe ilości fantastyki w sobie. Formalnie jest główna bohaterka, starsza kobieta, która opiekuje się nastolatką Emily. Czasy są trudne - opisy Lessing przywodzą na myśl powolne umieranie świata takiego, jak go znamy. Panuje anarchia, ludzie wracają do swoich pierwotnych zachowań, miasto pustoszeje.
c.d u mnie -->; Mikropolis
Labels:
Recenzje - Lessing,
uczestnik - kornwalia
Subskrybuj:
Posty (Atom)




