Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Marquez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Marquez. Pokaż wszystkie posty

27.07.2015

Gabriel García Marquez - Rzecz o mych smutnych dziwkach

Witam wszystkich współtworzących bloga Projekt Nobliści. Mam nadzieję, że będę się czuła wśród Was jak ryba w wodzie. Postaram się nie zawieść. Serdecznie dziękuję za zaproszenie do Waszej grupy. Specjalne podziękowania składam Annie.
To moja pierwsza recenzja i pierwszy Noblista – Gabriel García Marquez.

Autor – Gabriel García Marquez
Tytuł – Rzecz o mych smutnych dziwkach
Tytuł oryginału – Memoria de mis putas triste
Przekład – Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo Muza
ISBN 978-83-7495-876-9

Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1982) za „powieści i opowiadania, w których fantazja i realizm łączą się w złożony świat poezji, odzwierciedlającej życie i konflikty całego kontynentu”. Wstyd mi, że dopiero teraz zaczęłam przygodę z jego pisarstwem. Sto lat samotności jest moim największym wyrzutem sumienia.
Rzecz o mych smutnych dziwkach, książka autorstwa Gabriela Garcíi Marqueza, opublikowana w 2004 roku, opowiada o późnej miłości starszego pana do nieletniej dziewicy. Narrator-bohater jest dziennikarzem, kiedyś pracował jako dostarczyciel depesz, w chwili opowiadania historii jest szacownym jubilatem, człowiekiem żegnającym się z życiem. W dniu swoich 90. urodzin zdobywa się na odwagę, by spełnić swój erotyczny kaprys sprzed lat. Chce spędzić upojną i szaloną noc z nieletnią dziewicą.
Marquez w swojej książce przedstawia, jak dziewięćdziesięcioletni mężczyzna podsumowuje swoje dotychczasowe życie. Nigdy się nie zakochał, a miłość zastępował mu seks z dziwkami. Niektórzy zazdrościli mu, że tak świetnie sobie radzi, ale nikt nie przypuszczał jak bardzo, z upływem czasu, doskwiera mu samotność. Pisarz daje się poznać jako bardzo wnikliwy obserwator. Jego pisanie jest leniwe i powolne, ale wywołujące niemal erotyczny dreszczyk. Silne emocje bijące z prawie każdej kartki i retrospekcje dodają pikanterii lekturze. Staruszek wspomina swoje życie, wypełnione prostytutkami i cielesnymi uciechami.
Odpowiada mi takie pisanie. Działa odprężająco i uspokajająco. Marquez udowodnił mi, że powinnam go czytać więcej i częściej. Polecam tę krótką powieść każdemu, kto naprawdę ceni sobie słowo pisane. Tym bardziej, że jest to ostatnia książka kolumbijskiego mistrza prozy. 
Odrobinę bałam się ekranizacji tej wyjątkowej i dojrzałej, jak najlepsze wino, książki. Nie zawiodłam się. Film z 2011 roku o tym samym tytule, był równie wyjątkowy, a to w dużej mierze zasługa odtwórcy głównej roli Emilio Echevarríi i talentu reżyserskiego Henninga Carlsena.
Ciekawostka – Tytuł polski pierwotnie zaproponowany przez polskiego tłumacza brzmi (zgodnie ze znaczeniem tytułu oryginalnego) Rzecz o mych smutnych kurwach – jednak został odrzucony po konsultacji z prawnikami – obawiano się procesu sądowego.
Chętnych zapraszam na mój blog - http://monweg.blog.onet.pl/

10.04.2015

"Niewiarygodna i smutna historia..." Gabriel Garcia Marquez

Wczorajszy wieczór spędziłam ze zbiorkiem opowiadań Marqueza pt. "Niewiarygodna i smutna historia niewinnej Erendiry i jej niegodziwej babki". Lubię Marqueza, cenię serię Nike, powinnam więc czytać z zadowoleniem. A jednak tak się nie stało. Opowiadania okazały się nieciekawe, wydumane, przeładowane elementami realizmu magicznego. W samym tylko "Morzu utraconego czasu" pojawia się ich kilkanaście: przezroczysty ksiądz unosi się nad ziemią, po podwórzu toczy się bijące serce zarzynanego zwierzęcia, nasiąknięte potem prześcieradło waży tyle, co cała bela płótna, z głębin morza dochodzi woń róż, zapach można chwytać w ręce i nieść, itd. Realizm magiczny jest ciekawym zjawiskiem, ale - ileż można?... 

9.04.2015

"Nie ma kto pisać do pułkownika" Gabriel Garcia Marquez

Naiwny, niezaradny, dumny i uparty - takimi przymiotnikami można by określić 75-letniego pułkownika, który wraz z chorą na astmę żoną mieszka w skrajnej nędzy w jakimś kolumbijskim miasteczku. Odkąd zabito ich jedynego syna Augustyna, staruszkowie nie mają żadnych środków do życia. Renta, którą pułkownik powinien otrzymać przed wielu laty, wciąż nie nadchodzi. Zatrudniony dawno temu prawnik niczego nie umie załatwić i tłumaczy, że trzeba jeszcze czasu. Pułkownik czeka więc i czeka...

Opowiadanie "Nie ma kto pisać do pułkownika" jest poruszające i ponure. Dalszy ciąg recenzji na moim blogu.

21.04.2013

"Kronika zapowiedzianej śmierci" Gabriel García Márquez




Sto lat samotności czytałam wiele lat temu, wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga, nawet mojego kajeciku z przeczytanymi tytułami nie miałam i niestety nic z treści nie pamiętam. Od dawna chciałam wrócić do Márqueza, wyzwanie południowoamerykańskie okazało się być dobrą okazją. Na półce od dawna stała już Kronika zapowiedzianej śmierci więc długo się nie zastanawiałam.

Ta szczupła książka właściwie nie jest powieścią - to raczej szkic, reportaż nawet. Głównym bohaterem jest Santiago Nasaro oraz społeczność niewielkiego miasteczka. Akcja rozgrywa się w ciągu jednej nocy - nocy wesela Angeli Vicario i nieznajomego przybysza. Gdy okazuje się, że honor pana młodego został splamiony, ponieważ panna młoda nie zachowała czystości, rozpoczyna się nagonka na podejrzanego sprawcę czyli młodego Santiago. Ten chłopak o arabskim pochodzeniu cieszy się w miasteczku dobrą opinią, jest lubiany, ma przyjaciół i wybrankę serca. Gdy jednak bracia Angeli wyruszają pomścić hańbę siostry, cała społeczność przygląda się ich działaniom z założonymi rękoma.
Zaskakująca jest psychologia tłumu, sposób myślenia poszczególnych mieszkańców - wszyscy wiedzą o planowanym zabójstwie ale nikomu nie udaje się mu zapobiec. Márquez szczegółowo opisuje emocje i uczucie poszczególnych mieszkańców tuż przed tragedią oraz ich niemoc, ich ospałość, która dopuściła do zabójstwa.

Obraz wydarzeń uzupełniają retrospekcje, które szkicują życie głównych bohaterów. W ten sposób powstaje pełny ale i przerażający obraz społeczności małomiasteczkowej, która dopuszcza do tragedii jej członka.

Kronika zapowiedzianej śmierci jest przyczynkiem do przemyśleń na temat losu, psychologii tłumu, i przypadkowości naszego życia. 

Gabriel García Márquez, Kronika zapowiedzianej śmierci, tł. Carlos Marrodán Casas, 112 str., PIW 1991.

15.04.2013

"Sto lat samotności" G.G. Marquez


Ufff... Czuję się spełniona! Przebrnęłam przez maraton narracji G.G. Marqueza i ukończyłam go. Tempo czytania nie było może najmocniejszą stroną tego biegu, ale najważniejsze, że szczęśliwie dotarłam do mety. Kto czytał "Sto lat samotności", domyśla się pewnie, o co chodzi. Dla tych, którzy nie mieli jeszcze możliwości zapoznania się z dziełem noblisty, sprawę wyjaśnię w dalszej części opinii.  

"Sto lat samotności" to saga rodziny Buendia, mieszkającej w małym zapomnianym przez świat miasteczku Macondo gdzieś w Ameryce Południowej. Poznajemy ich historię od czasu założenia osady przez Jose Arcadio i jego żonę Urszulę, poprzez płodny rozkwit rodzinny aż po ostatniego z rodu. Poznajemy więc około sto lat z ich życia. Długie, nieskończenie zmieniające się jak w kalejdoskopie dzieje, których nie sposób opisać, więc nawet nie podejmę się tej próby. Nie tylko z powodu ogromnej masy przygód, dziwnych sytuacji, lecz także przez magicznie surrealistyczne wydarzenia, które czasami przyprawiały człowieka o gęsią skórkę, innym razem rozbawiały do łez. Jedno jest pewne: nigdy jeszcze nie było mi dane poznać takiej rodziny! Oj nigdy...

Ciąg dalszy na MOIM BLOGU, zapraszam :)

15.02.2013

"Opowieść rozbitka" Gabriel Garcia Marquez

"Opowieść rozbitka" to dramatyczna, pasjonująca, krótka książka w formie reportażu. Przedstawia historię prawdziwą: w roku 1955 Luis Alejandro Velasco wypadł za burtę statku. Po czterech dniach poszukiwań uznano go za zmałego. Tymczasem on wciąż żył; bez jedzenia, bez słodkiej wody oraz bez ciepłego okrycia przez dziesięć dni dryfował na tratwie po Morzu Karaibskim i odnalazł się w odludnym zakątku Kolumbii.

 Ta nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa historia obiegła cały świat. Rozbitka uznano za bohatera. Powiedział, że to żadne bohaterstwo, on przecież tylko utrzymał się przy życiu. Ja jednak uważam, że nie każdy poradziłby sobie w takich warunkach, były przecież momenty, kiedy ocalenie życia wymagało wielkiej zręczności i przytomności umysłu, np. w chwili, gdy wywróciła się tratwa albo gdy dryfowała w stronę skał. Ja na widok rekina od razu wpadłabym do wody, tymczasem Luis wykazał się wielką odwagą.


12.07.2012

"Kronika zapowiedzianej śmierci" Marquez

Książka ta ma bardzo trafny tytuł. Istotnie, napisana jest w formie kroniki i opowiada o tym, jak bracia Vicario zapowiedzieli, że zabiją Nasara, i po kilku godzinach go zabili.

Bayard San Roman zawarł związek małżeński z piękną Angelą Vicario. W następnym dniu po weselu odprowadził żonę do jej rodziców, bo doszedł do wniosku, że Angela nie była dziewicą. Matka zbiła córkę, po czym zmusiła ją do podania nazwiska kochanka. Angela wyznała, że był nim Nasar.

Bracia Vicario poczuli się zobowiązani do zabicia Nasara, bo tego oczekiwała matka i tylko w ten sposób mogli zmyć hańbę z ich rodziny. Wzięli więc noże przeznaczone do świniobicia i ruszyli pod dom Nasara...

Dalszy ciąg recenzji TUTAJ.


3.03.2012

"Nie wygłoszę tu mowy" Gabriel García Márquez

Z Marquezem miałam już kilka podejść i jakoś nie mogłam się do niego przekonać. Usilnie próbowałam, po ciuchu licząc, że w końcu znajdę odpowiednią książkę dla siebie. W końcu "Nie wygłoszę tu mowy" utwierdziło mi w przekonaniu, że warto takiej książki szukać, bowiem autor ma wiele do powiedzenia. A ja chętnie go wysłucham.

"Nie wygłoszę tu mowy" padło z ust 17-letniego wtedy Marqueza, dla którego przemawianie jest jedną z ostatnich rzeczy, których by się podjął. Na przestrzeni lat widać jednak, że wielokrotnie zobowiązany do napisania przemówienia radzi sobie znakomicie, a jego wypowiedzi nieraz chwytają za serce. "Nie wygłoszę tu mowy" jest nie tylko zbiorem przemówień autora, jest również doskonałym świadectwem jego życia i przemyśleń na przestrzeni lat.

Po resztę recenzji zapraszam na mojego bloga.

17.02.2011

"Miłość w czasach zarazy" Gabriel García Márquez

Bardzo duże oczekiwania miałam z tą książką. Pierwszy rozdział zrobił na mnie wrażenie, szczególnie postać Juvenala Urbino, człowieka u schyłku życia, które poświecił w całości swemu miastu oraz wybrance życia, Ferminie. Ciekawie został również przedstawiony Jeremiasz de Saint-Amour i jego ukrywany sekret.

Zagłębiając się dalej muszę przyznać, że książka zaczęła mnie męczyć. Główna bohaterka- Ferminia Daza od początku nie wzbudziła mojej sympatii, jak i również Florentino Ariza. Ona - dystyngowana kobieta twardo stąpająca po ziemi, żyjąca według własnych reguł, moim zdaniem, egoistka, nie licząca się z uczuciami innych, nie potrafiąca odwzajemnić tych uczuć, nawet, jak się później okaże, do własnych dzieci. On - niepoprawny marzyciel i romantyk, któremu przypadkowe spojrzenie dało początek miłosnemu kataklizmowi. Ona odrzuca jego miłość, wychodzi za mąż za innego, pozostawiając jednak iskierkę nadziei. Florentino Ariza ból pierwszego odrzuconego uczucia gasi przelotnymi romansami w ramionach kobiet, które tak samo jak on szukają miłości i stabilizacji. Ponieważ według jego życiowego podejścia  -  zdobyć kobietę, którą się kocha, można jedynie, oczekując na śmierć swojego przeciwnika. Powoli zaczyna gubić się w ciasnych i grzesznych zakamarkach własnej namiętności. Losy ich się jednak ciągle krzyżują. I to sprawia, że czeka 51 lat, 9 miesięcy i 4 dni. Za bardzo dla mnie to  archaiczne.

Poza tym miejsce akcji - Karaiby, zostały przedstawione bez klimatu. Autor z ogromną dokładnością opisuje, kawałek po kawałku, kolonialne budynki, ciasne uliczki, duszne salony miejscowych dygnitarzy, zawijające do portu statki, zapowiadające miastu swe przybycie dźwiękiem syren okrętowych. I właśnie za dokładnie, traci się przy tym wątek, przez to nie mogłam wyobrazić sobie tego klimatu. 
 
I prawdopodobieństwo psychologiczne takiej sytuacji jest znikome. Jeszcze jedna scena to potwierdzająca. Podczas podroży poślubnej Ferminia i doktor Juvenal kochają się codziennie przez trzy miesiące, natomiast, gdy wracają przestają się kochać. Mało prawdopodobne. Ale chyba na tym polega realizm AGICZNY (opis bogactwa doznań zmysłowych, obszerne użycie symboli i metaforyki, zniekształcenie czasu, który zatacza koło, a nawet zanika, lgdzie udzkie emocje i seksualność w odniesieniu do społeczności są tematem szczegółowej analizy, i odwoływanie się do wyobraźni). Wszystko tu jest, nawet za bardzo. Do mnie ta magia nie przemawia, ale pewnie będę w mniejszości, bo wielu tak książka zachwyca. Nie ulega wątpliwości, że jest historia najcierpliwszej miłości w historii literatury. Spełnionej u kresu życia, ale czy pięknej i szczęśliwej. Pięknej- może, szczęśliwej na pewno nie. A może ja po prostu przestałam wierzyć w czekanie i MIŁOŚĆ...  

recenzja też u mnie Zapraszam 

28.10.2010

poopowiadam Wam z Marquezem

Od opowiadań wszystko się zaczęło! Przynajmniej tak możemy dowiedzieć się z biogramu Marqueza - najpierw szkolne gazetki, później czasopismo Literatura, a później pamiętny El Espectador i Trzecia bieda czyli pierwsze opowiadanie autora. Widać ten gatunek literacki noblista (1982 rok) upodobał sobie od najmłodszych lat. W jego dorobku później często będą pojawiać się książki, które są zbiorami opowiadań czy felietonów - Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydłami, Morze utraconych opowiadań, Dwanaście opowiadań tułaczych, czy Opowiadania - to tylko część z nich.
Można powiedzieć, że Marquez do mistrzostwa opanował ten gatunek i można się też o tym przekonać sięgając po choćby jedną pozycję z tego dużego zbioru.
Opowiadania, które składają się z trzech tomów: Dialog lustra, W tym mieście nie ma złodziei oraz Niewiarygodna i smutna historia niewinnej Erendiry i jej niegodziwej babki uznawane są za najpełniejszy zbiór opowiadań w dorobku pisarza. To lektura niesamowita – jej oniryczność sprawia, że czytając czujemy się jak na latającym dywanie, unoszącym się nad baśniową krainą. Krainą, która jednak nie zawsze jest jasna i kolorowa. Kto czytał choćby jedną powieść Marqueza i polubił jego styl bezboleśnie wniknie w karty opowiadań, nie zwracając uwagi miękko przejdzie z jednej historii w drugą. Ten, kto czytał więcej niż jedną powieść autora znajdzie zapewne w niejednym opowiadaniu zarys bohaterów, o których czytał już kiedyś w którejś z powieści. Ja pokusiłam się nawet o zapoznanie się, choćby pobieżnie (przesiadując w bibliotece) z tymi, których jeszcze nie czytałam, aby przekonać się ile postaci odgadnę ile zaczątków przyszłych powieści odnajdę. Opowiadania są jak swojego rodzaju układanka, literackie puzzle, które układają się w jedną całość, choćbyśmy nie znali całej twórczości pisarza. I tak opowiadanie Ewa w środku kota mi przywodzi na myśl powieść O miłości i innych demonach – gdzie uwięziona Sierva może kojarzyć się z Ewą uwięzioną we własnej duszy, a Śmierć wierniejsza niż miłość już samym tytułem skojarzy się zapewne miłośnikom Miłości w czasach zarazy z tą właśnie powieścią, Trzecia rezygnacja natomiast może przywodzić na myśl Szarańczę, a Bardzo stary pan z olbrzymimi skrzydlami nawiązuje do – również – zbioru opowiadań o tym samym tytule. Skojarzeń jest więcej i być może mogą się one różnić między czytającymi, ale zawsze Opowiadania będę lekturą ciekawą przez to, że dają tak wiele wrażeń, czy też za to, że odbiór każdego z nich może tak bardzo się różnić. Ja opowiadania jako zbiory wszelkiego rodzaju lubię za to, że mogę długo rozpamiętywać każde z nich, kontemplować je i doszukiwać się ich znaczeń, które niejednokrotnie zmieniają się w miarę upływu czasu. Podobnie było w przypadku Opowiadań Marqueza i mam nadzieję, że tak samo pozytywne wrażenia odniosę przy lekturze kolejnych zbiorów opowiadań tego autora, i co przyjemniejsze, im więcej poznam dzieł pisarza tym ciekawiej będzie mi się czytało te zbiory i odkrywało ich pierwotne, być może znaczenie.
Moje wydanie Opowiadań Marqueza, wydanie z nowej wersji Muzy jest kolorowe nie tylko na okładce, ale też mieni się różnymi kolorami znaczników samoprzylepnych i moimi własnymi skojarzeniami, które mam nadzieję, będą się zmieniać, potwierdzać i zwiększać w miarę poznawania twórczości noblisty.

12.04.2010

Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez

Od jakiegoś czasu chciałam się zapoznać z twórczością tego kolumbijskiego noblisty. W szkolnej bibliotece na półce znalazłam dwie (albo więcej) jego książki. Zrezygnowałam z Miłości w czasach zarazy po obejrzeniu ekranizacji, która była dość ciężkim do przebrnięcia filmem i nie chciałam ponownie przeżywać tej melodramatycznej historii. Może za parę lat... Więc pozostała mi druga książka Sto lat samotności.
Nie powiem, żeby to była lekka i łatwa lektura. Krótko mówiąc jest nieco porąbana. Fabuła jest totalnie chaotyczna, w której biorą udział niezliczone ilości postaci o powtarzających się imionach jak to jest w zwyczaju rodzinnym. A zarazem, w niektórych momentach powieść była komiczna, co przy odrobinie wyobraźni wywołało u mnie parsknięcie śmiechem i pytanie, co autor jeszcze wymyśli. Nie dziwię się, że niektórzy nie mogli przebrnąć do końca, ale mnie nawet zaintrygowała, jak na dzieła literackie noblistów...
Jeśli miałabym powiedzieć o czym ta książka jest, to mogłabym powiedzieć, że o patologicznym rodzie, który gdzieś został zapisany wraz z okolicznościami, w jakich poszczególni członkowie skończą. Począwszy od pierwszego z rodu, który dostał obłędu i przywiązał się do drzewa, aż do ostatniego, który miał być żywcem pożarty przez mrówki. A po drodze niezliczone romanse, obłędy, wojny, dziwaki i inne paranormalne wydarzenia. Taką główną postacią, która towarzyszyła czytelnikowi, niemal przez całą książkę była Urszula, która dla pozostałych bohaterów była inspiracją lub utrapieniem. A i zapomniałabym o najważniejszym, który jest też głównym tematem książki, a mianowicie, że wszyscy ci bohaterowie cierpią na samotność, z własnej woli, czy też za sprawą innych towarzyszów, z góry przeznaczeni na tę udrękę czy sami związający się z przeklętą rodziną Buendia.
I tak wyczekiwałam końca książki, która się wlokła upiornie, bo właściwie nic konkretnego mądrego się nie działo, stwierdzając, że książka się skończy wraz z śmiercią Urszuli. I co, Urszula umarła (też ta śmierć taka normalna nie była, bo dla autora nawet temat śmierci mógł być podmiotem do zabawy, kpiny czy po prostu komizmu), jak książka jeszcze toczyła się przez kilkadziesiąt stron, po drodze uśmiercając potomków i ich partnerek, które żyły po ponad 100 lat.
Pisarz pod przykrywą groteskowości spisał coraz powszechniejsze zjawisko samotności, które dotyka tylu ludzi. Pomimo internetu, który ułatwia kontakt, przebywaniu wśród ludzi człowiek jest samotny, bo w tym towarzyszącym ogromie tłumu, który jest właściwie jemu obcy nie ma bliskich osób, nie ma przyjaciół, tylko ci, którzy robią złudzenie przyjaźni, bo "razem pracują" czy "są w tej samej klasie" czy "też lubią brązowy kolor". Jeśli nie w otoczeniu przykładu wspólnoty ludzi, kolejne pokolenia nie będą umiały jej tworzyć, a przez to będą singlami i będą przykładami samotnego bytu.

14.01.2010

“Sto lat samotności” – Gabriel García Márquez


Była to przyjemna noc czerwcowa, chłodna i jasna od księżycowego blasku.1

Była to przyjemna noc styczniowa, chłodna i jasna od śnieżnego blasku, kiedy położyłam na kolanach kartkę formatu A4 z drzewem genealogicznym rodu Buendíów. Miałam ją przy sobie w każdym momencie lektury, bo pragnęłam nade wszystko uniknąć wertowania kartek w poszukiwaniu związku pomiędzy bohaterami. Żółtym kolorem zaznaczone imiona kobiet z rodziny Buendía, zielonym mężczyzn, a niebieskim osób spoza magicznego kręgu, które weszły w tę historię nie inaczej, jak przez łóżko.

Gdy olbrzym uniósł wieko, ze skrzyni powiał lodowaty podmuch. W środku znajdował się tylko ogromny przezroczysyt blok, jakby zlepiony z niezliczonego mnóstwa igiełek, w których światło zmierzchu rozszczepiało się na różnokolorowe gwiazdki...2

ciąg dalszy na książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę

22.09.2009

"Sto lat samotności" Gabriel Garcia Marquez


Aureliano wyobrażał go sobie w golfie, który zdjemował dopiero, gdy kawiarnie na Montparnasse zaczynały wypełniać się parami wiosennych zakochanych, śpiącego w dzień, by oszukać głód, a piszącego w nocy, w pokoiku cuchnącym gotowanymi kalafiorami, gdzie miał umrzeć Rocamadour.(s. 440)

Mężczyzna, który rysował się w wyobraźni przedostatniego członka wielkiej rodziny Buendia to Gabriel Marquez – jeden z czworga przyjaciół tego wielkiego samotnika i dziwaka, z którym zbliżył się szczególnie, a który był praprawnukiem Gerinelda Marqueza – serdecznego przyjaciela słynnego pułkownika Aureliana Buendii. Kim naprawdę był Gabriel Marquez i co wiedział o samotności? On jako jedyny wierzył Aurelianowi, gdy ten wspominał swojego prapradziadka pułkownika, którego stoczone trzydzieści dwie wojny już dawno pogrążyły się w mrokach niepamięci mieszkańców Macondo. Gabriel Marquez – postać marginalna, pozornie nie mająca większego znaczenia, o której nie pisze się zbyt wiele, a jednak – alter ego pisarza. Pod koniec powieści wyjeżdża do Paryża i tam niczym Horacio Oliveira (alter ego Cortazara) dusi się w ciasnych facjatkach i pisze.

Samotność obejmuje okres stu lat, który opisał Melquiades, posługując się sanskrytem, aby zaszyfrować losy rodziny Buendia. „Sto lat” to czas symboliczny. Jose Arcadio Buendia i jego żona Urszula Iguaran opuszczają rodzinną wioskę niczym Adam i Ewa, wygnani z Raju wskutek popełnionego grzechu (Jose Arcadio dokonuje morderstwa), wyruszają na poszukiwanie nowej ziemi. W ten sposób docierają do Macondo – miejsca mitycznego, którego dzieje stanowią streszczenie dziejów świata.

Członkowie rodziny Buendia naznaczeni są przekleństwem szaleństwa („Tacy oni są wszyscy [...] pomyleni od urodzenia”, s. 204) i samotności („rodzinne piętno osamotnienia”, s.204). W powieści dużo stron poświęconych jest wojnie, którą Marquez, choć odkłada ją „na później”, obiecuje już w pierwszym zdaniu: „Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego, pułkownik Aureliano Buendia miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód”.

Światem przedstawionym rządzi charakterystyczny dla literatury iberoamerykanskiej „realizm magiczny” („lo real maravilloso”), który objawia się w przeczuciu śmierci, w rozmowach z umarłymi, w magnetycznym spojrzeniu małego chłopca, który potrafi przesuwać wzrokiem przedmioty, ale także ma źródło w pierwotnej mocy właściwej kobietom, kierującym się głosem intuicji i emocji. To, co wydawałoby nam się niezwykłe, nie wydaje się takie samo bohaterom powieści, i na odwrót – dobrze ilutrują to wynalazki sprowadzane z całego świata do Macondo przez Cygana Melquiadesa – lód i magnes są właśnie tym, co magiczne i niepojęte dla Josego Arcadia i innych mieszkańców osady. Natomiast nie dziwi nikogo, ani nie trwoży wniebowzięcie Pięknej Remedios czy snujący się po domu duch zmarłego Melquiadesa.

O „Stu latach samotności” ciężko napisać coś oryginalnego. Jest to pozycja dobrze znana nie tylko pożeraczom literatury pięknej. Warto do niej wracać po latach. W moim przypadku, gdy czytałam ją po raz pierwszy około pięć lat temu, doświadczenie powtórnej lektury pokazało, że całkowicie uleciał mi z pamięci wątek wojenny, który przecież jest tak obszerny w tej powieści, ocalały natomiast alchemiczne poszukiwania w małym pokoiku wypełnionym tajemniczymi książkami i świętymi tekstami, a także wniebowstąpienie Pieknej Remedios. Jestem ciekawa, co pozostanie, gdy minie kolejnych pięć lat...

Gabriel Garcia Marquez, „Sto lat samotności”, przeł. G. Grudzińska, K. Wojciechowska, MUZA SA, Warszawa 2003

Zapraszam na mojego nowego bloga poswięconego literaturze: BREDABLIK

16.08.2009

"Opowieść rozbitka" Gabriel Garcia Marquez

"28 lutego 1955 r. dowiedzieliśmy się, że ośmiu członków załogi niszczyciela "Caldas", należącego do kolumbijskiej marynarki wojennej, wypadło za burtę i zaginęło podczas sztormu na Morzu Karaibskim. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania rozbitków, przy współpracy z jednostkami amerykańskimi ze strefy Kanału Panamskiego, przeprowadzającymi kontrolę wojskową oraz inne miłosierne akcje na południu Karaibów. Po czterech dniach zaniechano poszukiwań i oficjalnie uznano marynarzy za zmarłych. A jednak w tydzień potem jeden z nich, na wpół żywy, pojawił się na jednej z bezludnych plaż północnej Kolumbii, po dziesięciu dniach dryfowania na tratwie bez jedzenia i picia. Nazywał się Luis Alejandro Velasco. Książka ta jest dziennikarskim zapisem tego, co mi opowiedział i co ogłosiłem w miesiąc po katastrofie w bogotańskim dzienniku "El Espectador"

Kolejna interesująca książka Marqueza. Jest to zapis wspomnień pewnego rozbitka, dryfującego na nieznanych wodach bez szans na przeżycie. A jednak udaje mu się wyjść z tej niebezpiecznej przygody bez większych opresji. Narrator opisuje swoje męki, przywidzenia oraz przejmującą chęć ocalenia. Opowiada nam o żarłocznych rekinach i dających nadzieję, łagodnych mewach. Udowadnia nam, że człowiek jest w stanie znieść bardzo wiele, kiedy walczy o życie. Czasem nawet podświadomie. Historia może bez większego polotu, ale za to niezwykłe ciekawa i przejmująca. Podczas czytania od razu przypomniała mi się książka Yanna Martela "Życie Pi". Obie historie dosyć podobne. Chociaż z tego co pamiętam bohater "Życia Pi" błądził po wodach 7 miesięcy, natomiast Luis zaledwie( albo aż)10 dni. Lektura warta Waszej uwagi. Polecam:)

15.08.2009

"Szarańcza" Gabriel Garcia Marquez

"W dogorywającym już po okresie ekonomicznej świetności Macondo umiera znienawidzony niemal przez wszystkich lekarz, który niegdyś odmówił całemu miesteczku swojej pomocy. Teraz nadeszła dla Macondo chwila odwetu: lekarzowi zostanie odmówiony pochówek. Chyba że znajdzie się ktoś, kto - wbrew miasteczku i pewnie samemu sobie - wyłamie się, by spełnić "haniebny obowiązek".
W swej debiutanckiej powieści przyszły noblista potrafił, we właściwy sobie sposób, połączyć narastające napięcie klasycznego westernu z nierozerwalnym konfliktem sumień antycznej tragedii, tworząc zarazem jedną z pierwszych "pieśni" eposu o Macondo i rodzie Buendia."

Po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Marqueza podczas czytania "Miłości w czasach zarazy". Tamta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. "Szarańcza" również sprostała moim oczekiwaniom,mimo że, była w troszkę innym stylu. Nie dziwę się, że Marquez w 1982 roku dostał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Potrafi on doskonale przedstawić realne, codzienne życie w magiczny sposób. Śmiało można powiedzieć,że książka ma charakter elegii. Jest bowiem refleksyjna i utrzymana w tonie rozpamiętywania przeszłości. Tę przeszłość widzimy oczami dorosłego mężczyzny( dziadek/ojciec), młodej kobiety( córka/matka) oraz malutkiego chłopca(wnuczek/syn). Każde wspomnienie jest inne, mimo że, dotyczą podobnych kwestii. Podczas czytania książki, doszłam do wniosku, że przypomina mi antyczną tragedię. Śmierć znienawidzonego przez lud doktora już się dokonała i nie można tego cofnąć. To w jaki sposób zachowują się bohaterowie książki Marqueza skłania nas do przemyśleń nad problemami honoru, przyjaźni i strachu.