Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - ktrya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - ktrya. Pokaż wszystkie posty

16.03.2015

Drogie życie - Alice Munro


Mówi się, że każdy dobry film musi mieć scenę z pociągiem. O tym pomyślałam, przy pierwszych opowiadaniach Munro ze zbioru Drogie życie. Niestety, nie we wszystkich był obecny pociąg, więc koncepcja uznania tego motywu jako wspólnego dla tego zbioru opowiadań odpadła. I tym samym (stosując analogię do filmu) czuję się usprawiedliwiona. Bowiem nie uznaję twórczości Munro za wybitną, a nagrodę Nobla przyznałabym zupełnie komuś innemu. A konkretnie osobie, której opowiadania są łatwo przyswajalne, a mimo to niepozbawione pewnej, nawet można rzec prozaicznej, głębi. (Tak na wszelki wypadek zaprzeczę podejrzeniom, że niniejszy tekst jest moim świadectwem głębokiego żalu i rozczarowania, wynikającego z nieprzyznania nagrody mojemu ulubionemu pisarzowi, bynajmniej.)
Książki Alice Munro niewątpliwie przyciągają swoimi delikatnymi i kobiecymi okładkami, sugerującymi coś zgoła odmiennego od zawartej w nich treści. A ta jest toporna, ciężka i męcząca. Niektórzy żartobliwie twierdzą, że pewnie z tego powodu dostała taką prestiżową nagrodę. Połowa noblistów zapewne potwierdza tę tezę, ale na pewno nie jest to reguła. Przejdę jednak doDrogiego życia…
Książka składa się z dwóch części: opowiadań napisanych przez autorkę i opowieści, które napisało życie autorki. (Niniejszym wyznaję wiarę w to, że autorka nie cierpi na schizofrenię i to co opisuje po Finale rzeczywiście przeżyła, a nie jest wytworem jej wyobraźni.) O czym one są? Mogłabym banalnie i lakonicznie powiedzieć: o życiu. Ale tym rzuciłabym na siebie podejrzenia, że tego zbioru w ogóle nie przeczytałam. Więc przyznaję się, że książkę czytałam w grudniu, a niewiele pamiętałam niedługo po lekturze, a teraz w niepamięć poszło jeszcze więcej.
Całość recenzji na blogu.

Willa "Triste" - Patrick Modiano


Pamięć zawodzi, kłamie, wprowadza w błąd, zanika, jest wątpliwa. Pamięć bywa przekorna, nie pamiętamy tego, co chcielibyśmy zachować w pamięci, za to za nic w świecie nie możemy zapomnieć, tego co nas boli. Walczymy z czasem, aby to co właśnie przeżywamy, z pełną świadomością, zachować na zawsze. Chcemy, aby pamięć wiernie odzwierciedlała ten obraz, żeby on był tak rzeczywisty jak ta chwila. Ona ma jeszcze jedną właściwość: jest podatna na fantazmaty, możemy nią kreować. W zależności od talentu i siły manipulacji możemy tak wykreować naszą przeszłość, że w nią uwierzymy, że stanie się ona obrazem naszej pamięci. Prowadzić to może do melancholii, zwłaszcza kiedy kreowanie pamięci zostało pobudzone doświadczeniem traumy.
„Za kunszt pamiętania i dzieła, w których ukazał najbardziej nieuchwytne ludzkie losy i odkrył świat czasu okupacji” – tak brzmiało uzasadnienie Szwedzkiej Akademii, która w ubiegłym roku przyznała Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury Patrickowi Modiano. Ten francuski prozaik i scenarzysta filmowy, urodzony w 1945 roku został pisarzem w wieku 23 lat, kiedy opublikował pierwszą powieść La Place de l’Etoile. Dziesięć lat później na swoim koncie miał nagrodę Akademii Francuskiej za Les Boulevards de ceinture oraz Nagrodę Goncourtów za Ulicę Ciemnych Sklepików. I choć jego książki zostały przetłumaczone na wiele języków, Modiano stał się powszechnie znany dzięki Nagrodzie Nobla.
Całość recenzji na blogu.

16.11.2013

Dzieciństwo Jezusa - J.M. Coetzee

Po książkę sięgnęłam później niż powinnam, jednak w trakcie lektury wciąż przypominały mi się słowa tłumaczonej przeze mnie recenzji. (Bez znajomości omawianej lektury przekład był nie lada wyczynem). Na odbiór książki Coetzeego miała też wpływ rozmowa Szymona Hołowni i ks. Grzegorza Strzelczyka w Niebie dla średnio zaawansowanych. Dlatego moja interpretacja powieści może odbiegać od tych, które już czytaliście. Choć może niekoniecznie…
Tytuł i opis książki sugeruje nawiązanie do Biblii. Idąc po linii najmniejszego oporu można dopatrzyć się Świętej Rodziny z Nazaretu w rodzinie, którą próbuje stworzyć Simon, szukając matki Davidowi. Rodzina, w której opiekun Davida, nie czuje się jego ojcem, a syn jest wyjątkowym dzieckiem, niezrozumianym i nieakceptowanym przez społeczeństwo. Niczym Mesjasz wśród Żydów. Także ich wspólną ucieczkę z Novilli, można przełożyć na obraz Świętej Rodziny uciekającej do Egiptu. Jednak ani nieodgadniona postać Dawida nie wydaje mi się być odpowiednikiem Syna Bożego, nawet w daleko idącej interpretacji, a sztauerzy niekoniecznie muszą być rybakami, z którymi dobry kontakt miał Jezus.
Dalszy ciąg recenzji na blogu.

25.09.2012

Miasto ślepców

Czy próbujecie sobie wyobrazić, jak to jest być osobą niewidomą? Ja nie chcę tego wyobrażać, wiem, że jest to łatwiejsze dla osoby, która z taką wadą się urodziła niż dla tej, na którą nagle to spadło. Ale przecież osoby niewidome, które stanowią mniejszość społeczeństwa, mogą liczyć na wsparcie osób pełnosprawnych. Dzięki temu jest im łatwiej. Ale co by było gdyby wszyscy oślepli? Taki obraz mamy w powieści Saramago. Cała recenzja na blogu.

29.08.2012

Cudowna podróż - Selma Lagerlof

Byłoby mi o wiele łatwiej napisać tę recenzję, gdybym była dzieckiem. Ba! Byłoby mi łatwiej, gdybym była chociaż rodzicem adresata tej książki. Niestety wiek już nie ten, dzieci brak... Całość recenzji na blogu.

9.08.2012

Ta trzcina żyje - Pearl S. Buck

Pearl S. Buck należy do moich ulubionych literackich noblistów. Choć kulturami wschodu nigdy specjalnie się nie interesowałam, dzięki tej amerykańskiej pisarce poznaje je z pasją. Jej autorstwa czytałam książkę o Chinach, Japonii i jej relacji z Ameryką, teraz przyszła na Koreę. Całą recenzję można przeczytać na blogu.

30.07.2012

Stambuł. Wspomnienia i miasto

W końcu nadszedł czas na zapoznanie się z tureckim noblistą, w ten sposób poznając nie tylko kolejnego noblistę, ale także rozszerzając peryferia literackie o Turcję. Stambuł. Wspomnienia i miasto nie jest powieścią autobiograficzną, choć takowe wątki też się w niej znajdą. Całość recenzji na blogu.

17.03.2012

Dżuma - Albert Camus


Podoba mi się to, że ramach zajęć języka polskiego poznajemy nie tylko polską literaturę, ale także powszechną. Jeszcze bardziej mi się podoba, kiedy wśród omawianych twórców znajdą się nobliści. I tak przyszła kolej na Dżumę, która w powieści Camusa ma niejednoznaczne znaczenie. W sensie dosłownym książka traktuje o algierskim mieście Oran, które opanowała epidemia dżumy. Zaczęło się od rosnącej liczby martwych szczurów, przez ich całkowite zniknięcie, aż do masowej śmierci ludzi. Miasto zamknięto, ludzie nie mogą kontaktować się ze znajomymi spoza miasta, telefony wykonuje się tylko w wyjątkowych sytuacjach, policja zajmuje się nie przestępstwami, ale wykroczeniami w zasadach bezpieczeństwa wobec panującej dżumy. Jeden z bohaterów, Cottard wykorzystuje ten fakt i jako jedyny podczas epidemii odżywa, kwitnie towarzysko, jest pełen energii i radości. Jest jak bakteria, która rozwija sie w chorym organiźmie, czerpiąc z tego same korzyści. Cottard bowiem ma na sumieniu poważne przestępstwo i uciekając od kary chciał popełnić samobójstwo. Kiedy policja zaczęła zajmować się innymi sprawami niż karaniem przestępców, Cottard poczuł się wolny. Troska o swoje życie była w okresie epidemii czymś normalnym i dotyczyła każdego, więc bohater nie był też osamotniony. Antybiotyk zadziałał, dżuma się zbliżała do końca, a nasza bakteria zaczęła się niepokoić i słabnąć, lęk o swoje życie zwiększał się, aż Cottard został złapany przez policję.

Całosć recenzji na blogu

30.09.2011

Chłopi - Władysław Reymont

Jako dość wybredna czytelniczka w powieściach obyczajowych do tejże lektury podchodziłam z pewnym obawami: nudy i zmuszania się przeczytania jej w całości. Powiedzmy, że o ile obce kultury zza granicy mnie intrygują, a o tyle obyczaje wsi już mniej. Aczkolwiek dzieło polskiego noblisty trafiło na listę moich ulubionych lektur szkolnych i przeczytanie ponadobowiązkowo pozostałych trzech tomów (w kanonie maturalnym obowiązuje tylko Jesień) było dla mnie czystą przyjemnością. Co na to wpłynęło?


Po odpowiedź zapraszam na bloga.

6.03.2011

Wyzwanie. Szczeniaki - Mario Vargas Llosa

Niewątpliwym wyzwaniem dla czytelnika nie jest tyle przeczytanie tej książki, ile co jej zrozumienie. Przyznam się szczerze, że opowiadania ze zbioru Wyzwanie czytałam kilkakrotnie i wciąż mi trudno zrozumieć ich fabułę, treść, którą chciał przesłać ubiegoroczny Noblista. Na te teksty małych form patrzyłam jak na opowieści Schmitta, próbując znaleźć wspólny motyw. Pierwszą myślą było znaleźć we wszystkich utworach motyw wyzwania, w końcu tytuł powinienen być główną wskazówką. Tropem okazał się nie tytuł, lecz opis z tylnej okładki mówiący o motywie przemocy. I ku temu się skłaniam. Bowiem w każdej opowieści przemoc ma miejsce, czy to wśród młodzieży, czy dorosłych mężczyzn, czy nawet u ludzi w podeszłym wieku. Nie zawsze to będzie jednak przemoc fizyczna. Skąd ta się przemoc bierze? Pobudki mogą być bardzo różne: bunt, nietolerancyjność, egocentryzm, chęć dowiedzenia wszystkim o swojej wyższości, fałszywość. To widzimy w postaciach Llosy. Skutki przemocy mogą nie tylko być karą dla jej bezpośrednich uczestników, ale źródłem fascynacji u obcych i znacznie starszych ludzi.

Ciąg dalszy na blogu.

27.11.2010

Wiek żelaza


Z pewnym trudem podejmuję się napisania recenzji noblisty pochodzącego z RPA. Zwłaszcza, że jest to dla mnie pierwsze spotkanie z Coetzee. Dlaczego z trudem? Otóż, książka jest tak głęboka i filozoficzna, iż wiem, że nie jestem w stanie zawrzeć w swoich słowach to na co ta książka zasługuje. A zasługuje na głęboką analizę.
Nie wiem czy to podświadomość czy może jednak przypadek, że trafiam na książki o tematyce trudnej, zjawisku powszechnym zwłaszcza w obecnych czasach, problemie, które od jakiegoś czasu, częściowo dotknęło i mnie. Nie wiem czy moja podświadomość każe przekonać się, że z tym problemem nie jesteś sama i poobserwować jak to w innych przypadkach wygląda i jak się kończy. Zazwyczaj nie jest to pomyślne zakończenie.

20.10.2010

Zagłoba Swatem - Henryk Sienkiewicz

Za każdym razem, kiedy poszukuję czegoś w domowej biblioteczce, zwłaszcza czegoś z zakresu lektur szkolnych trafiam na mało znany moim zdaniem, utwór Sienkiewicza. Zawsze mnie ten utwór intrygował, szczególnie, kiedy byłam już po lekturze Pana Wołodyjowskiego i wiedziałam co to za tytułowy Zagłoba.
Książeczka objętościowo niewielka zawiera komedię w kilkunastu scenach dotyczącą miłości Zosi i Zaremby, a ojciec Zosi żywiąc z przeszłości uraz do rodu Zarembów, nie zezwala na ślub. Zaremba jednak wpada na kapitalny pomysł sprowadzenia szanowanego pana Zagłobę, o którym dzieli się z Cyprianem. W wyniku realizacji jego pomysłu Zosia jest zdezorientowana, a stare panny Marcjanna i Weronika są pełne nadziei na szczęśliwe zamążpójście. Ostatecznie cała sytuacji prowadzi do weselnego zakończenia i wypicia toastu na cześć Zosi i Zaremby.
Powiem szczerze, nie pojęłam komizmu tego utworu. Ideę pomysłu Zaremby zrozumiałam, ale jak dokładnie miało do tego dojść to już nie bardzo. Często musiałam wracać, by bardziej zrozumieć rozwój sytuacji, ale Sienkiewicz to Sienkiewicz, nie jest łatwy w odbiorze, nawet przy takiej wydawałoby się banalnej komedii.
Ocena 3,5/6

7.10.2010

Pochwała macochy - Mario Vargas Llosa


Opis jak najbardziej odpychający, ale też kuszący. Gdybym, wcześniej znała twórczość Vargas Llosa, po tę książkę nigdy bym nie sięgnęła. Powieść jak nowela prawie, bo opiera się na 1-2 wątkach. Pierwszy erotyczna fascynacja ciałem don Lukrecji i wzajemnie, a drugi relacja seksualna między macochą a kilkuletnim pasierbem. Po prostu szczyt perswazji haczącej o pedofilię. Nie wiem czy ta macocha tak kusi, czy mężczyźni rodu don Rigoberto mają słabość to jej zadu. Całe szczęście książka niegruba i pisana prawie poetycko. Całe szczęście bez szczegółów i dosłownych określeń podczas aktów miłosnych. Przynajmniej tyle, bo więcej bym nie wytrzymała. W sumie sama sobie jestem winna, bo spodziewałam się czegoś innego, jakoś ten opis zinterpretowałam inaczej. A to po prostu historia szelmowskich uczuć, uśmieszków i myśli. Szczerze, za długo nad tą książką nie chcę rozpatrywać. Chcę mieć to za sobą i zamknąć ją do archiwum. Zbyt odważny błąd. Polecam tylko dojrzałym czytelnikom, którzy z taką literaturą są obeznani i wiedzą co ich czeka. A przynajmniej się domyślają.
Całość tu.

9.09.2010

Saga rodu Forsyte'ów - John Galsworthy

Pora zapoznać się z kolejnym brytyjskim noblistą, którego książki mam w swoim posiadaniu. Jest to powieść, ponoć bardzo ceniona. Ja jej nie doceniam. Próbowałam dać się wciągnąć w fabułę, ale jakoś mi ona umykała, myśli ulatywały w innym kierunku. Nie potrafiła na stale przykuć mojej uwagi. Można by rzec, że powieść została napisana w stylu cynicznym. Niektóre stwierdzenia mnie rozbrajały, coś w stylu "nigdy nie przyszło im do głowy, że ktoś z rodu Forsyte'ów mógłby umrzeć". No właściwie, kto by przypuszczał, że oni są takimi śmiertelnikami jak my. Doprawdy zastanawiające. Fabułę może nie określiłabym tak jak to zrobiła moja mama, czyli opis kto i kiedy jaką miał minę. Ale jest równie nużąca i właśnie cyniczna, tak występuje tu cynizm, którego tak bał się najstarszy z rodu Frosyte'ów.
Mamy tu do czynienia z problemami w relacjach pomiędzy członkami rodziny, niezgodnymi małżeństwami, dumą i honorem, które nie pozwolą na pewne zachowania, patosem podkreślającym znaczenie rodu Forsyte'ów. Gdyby mnie bardziej zainteresowała mnie ta saga, może przeczytałabym kolejne tomy, czy nawet całość. Ale wrażenia mam jakie mam i sobie odpuszczę poznawanie dalszych losów rodu Forsyte'ów.
Ocena: 3/6

2.08.2010

Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz (audiobook)


Po wielu miesiącach słuchania, wczoraj opłakałam śmierć Wołodyjowskiego. Może nie dosłownie płakałam, ale było mi jakoś tak smutno na duszy i żal i trochę zaskoczenie tym smutnym zakończeniem. Ja tu mówię o zakończeniu, a trzeba by zacząć od początku.
Z początku nie mogłam przywyknąć do głosu Janusza Gajosa, bo po przesłuchaniu Księgi bez tytułu przyzwyczaiłam się, że czyta mi Artur Barciś. Ale z czasem stwierdziłam, że Janusz Gajos świetnie modeluje głosem, pasuje na styl tamtego okresu a ponadto swoim głosem potrafi wywołać u słuchacza wzruszenie, patos, radość i smutek. Pomimo tego, że słuchanie tej powieści trwało tak długo, bo ciągle nie mogłam się zabrać za jej słuchanie, powieść mi się podobała bardzo. Znacznie bardziej niż Potop, chyba ze względu na wątek Baśki i Wołodyjowskiego, ich wielkiej miłości. I nie mogłam z jednej strony zrozumieć, że Wołodyjowski mógł opuścić swoją ukochaną... rozumiem, że zobowiązania, przysięga złożona Bogu, ale co innego gdyby go zabili, a inną rzeczą jest jak sam siebie na śmierć skazał. I to ma być powieść na pokrzepienie serc? Ja po takiej powieści spodziewałam się szczęśliwszego zakończenia. Zachwycona jestem kreacją postaci, opisem zalotów miłosnych Basi i Krzysi. W ogóle cała powieść ma swój klimat, który wyraźnie podkreślał głos Gajosa.
Cóż mogę dodać? To klasyka, wybitnego polskiego pisarza, który napisał piękną powieść na pokrzepienie serc, którą warto przeczytać lub wysłuchać.


Colas Breugnon - Romain Rolland


Bardzo cenię literaturę francuską, ale moje ostatnie doświadczenia z francuskimi noblistami nie były takie wspaniałe. Jednak moje pierwsze spotkanie z Romainem mogę uznać za udane i przyjemne. Z tego co wiem, to Colas Bregnon jest najradośniejszą książką tegoż autora, więc miałam chyba szczęście, że taka mi się trafiła jako pierwsza. Nie wiem jak inne spodobałyby mi się, ale przynajmniej mam miłe doświadczenie z tym autorem.
Tytułowy bohater, Colas jak stwierdziłam na końcu książki jest bardzo podobny do mnie, jesli chodzi o ten optymizm i poczucie humoru w każdym, nawet w najstraszniejszym momencie. Potrafię śmiać się na pogrzebie (oczywiście w ukryciu i w granicach przyzwoitości, choć i to czasem nie wychodzi) nawet bliskiej osoby, potrafię śmiać z własnych dolegliwości (z nieswoich też, jeśli ich właściciel na to pozwala - np. moja mama też woli zamiast pocieszania jakąś ripostę). W sumie to jest fajna cecha.
Ze zdziwieniem odkryłam jakie jest duże podobieństwo pomiędzy francuskim a polskim społeczeństwem wiejskim. Zwyczaje i zachowania - tak jak bym czytała książkę jakiegoś polskiego pisarza. Szczególnie to odczułam, kiedy była mowa o piciu, które tak charakteryzuje państwo polskie od XVi wieku, bo już Kochanowski w swoich fraszkach o tym pisał. Jak widać, to nie tylko Polacy lubią pić, ale i Francuzi.
Pomimo tego, że poczucie humoru towarzyszy głównemu bohaterowi przez cały czas, to książkę można podzielić na dwie części: radosną i spokojną oraz brutalną i smutną. Przez pierwszą część poznajemy naszego bohatera i jego najbliższych, w drugiej części stykamy się ze śmiercią, zarazą, utratą majątku i zrezygnacją z niezależności, ale nigdy z uśmiechu i poczucia humoru ;-).
Podobała mi się i już wiadomo, że tą lekturę będę wspominać z uśmiechem, pomimo, że nie jest to książka, przy której chce się śmiać.

12.04.2010

Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez

Od jakiegoś czasu chciałam się zapoznać z twórczością tego kolumbijskiego noblisty. W szkolnej bibliotece na półce znalazłam dwie (albo więcej) jego książki. Zrezygnowałam z Miłości w czasach zarazy po obejrzeniu ekranizacji, która była dość ciężkim do przebrnięcia filmem i nie chciałam ponownie przeżywać tej melodramatycznej historii. Może za parę lat... Więc pozostała mi druga książka Sto lat samotności.
Nie powiem, żeby to była lekka i łatwa lektura. Krótko mówiąc jest nieco porąbana. Fabuła jest totalnie chaotyczna, w której biorą udział niezliczone ilości postaci o powtarzających się imionach jak to jest w zwyczaju rodzinnym. A zarazem, w niektórych momentach powieść była komiczna, co przy odrobinie wyobraźni wywołało u mnie parsknięcie śmiechem i pytanie, co autor jeszcze wymyśli. Nie dziwię się, że niektórzy nie mogli przebrnąć do końca, ale mnie nawet zaintrygowała, jak na dzieła literackie noblistów...
Jeśli miałabym powiedzieć o czym ta książka jest, to mogłabym powiedzieć, że o patologicznym rodzie, który gdzieś został zapisany wraz z okolicznościami, w jakich poszczególni członkowie skończą. Począwszy od pierwszego z rodu, który dostał obłędu i przywiązał się do drzewa, aż do ostatniego, który miał być żywcem pożarty przez mrówki. A po drodze niezliczone romanse, obłędy, wojny, dziwaki i inne paranormalne wydarzenia. Taką główną postacią, która towarzyszyła czytelnikowi, niemal przez całą książkę była Urszula, która dla pozostałych bohaterów była inspiracją lub utrapieniem. A i zapomniałabym o najważniejszym, który jest też głównym tematem książki, a mianowicie, że wszyscy ci bohaterowie cierpią na samotność, z własnej woli, czy też za sprawą innych towarzyszów, z góry przeznaczeni na tę udrękę czy sami związający się z przeklętą rodziną Buendia.
I tak wyczekiwałam końca książki, która się wlokła upiornie, bo właściwie nic konkretnego mądrego się nie działo, stwierdzając, że książka się skończy wraz z śmiercią Urszuli. I co, Urszula umarła (też ta śmierć taka normalna nie była, bo dla autora nawet temat śmierci mógł być podmiotem do zabawy, kpiny czy po prostu komizmu), jak książka jeszcze toczyła się przez kilkadziesiąt stron, po drodze uśmiercając potomków i ich partnerek, które żyły po ponad 100 lat.
Pisarz pod przykrywą groteskowości spisał coraz powszechniejsze zjawisko samotności, które dotyka tylu ludzi. Pomimo internetu, który ułatwia kontakt, przebywaniu wśród ludzi człowiek jest samotny, bo w tym towarzyszącym ogromie tłumu, który jest właściwie jemu obcy nie ma bliskich osób, nie ma przyjaciół, tylko ci, którzy robią złudzenie przyjaźni, bo "razem pracują" czy "są w tej samej klasie" czy "też lubią brązowy kolor". Jeśli nie w otoczeniu przykładu wspólnoty ludzi, kolejne pokolenia nie będą umiały jej tworzyć, a przez to będą singlami i będą przykładami samotnego bytu.

31.03.2010

Ukryty kwiat - Pearl S. Buck


Tak całkiem niedawno zastanawiałam się, czy amerykańska noblistka, która wiele lat żyła w Chinach pisze inne powieści, niż te o Chinach. Ukryty kwiat jest tego właśnie przykładem. Nie jest to o Chinach, lecz o podobnej kulturze - Japonii. Tematyka nieco podobna do Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu, ponieważ dotyczy ona różnic kulturowych pomiędzy Japonią a Ameryką.
Różnice te komplikują związek Josui i Allena Kennedy'ego. Jej rodzice, choć nie są już takimi tradycjonalistami jak przodkowie, i żyli wiele lat w Ameryce, nie popierają tego związku. Podobnie rodzice Allena nie chcą zaakceptować Japonki w swoim domu, gdyż jest to nawet wbrew prawu w ich stanie. Czy mimo tego ich związek i miłość przetrwa?
Pod pewnymi względami kolejne książki Buck mnie rozczarowują, ponieważ brakuje mnie tych wyjątkowych przeżyć jakie miałam podczas lektury Peonii. Nie mniej jednak wciąż wiem za co tak wielbię twórczość Buck. Za nieprzewidywalne i zaskakujące zakończenia i akcje, które nie toczą się zwyczajnymi schematami. Nie wszystko skończy się tak jak się zapowiada.
Zastanawiałam się nad różnicą kulturową pomiędzy Chinami a Japonią. Mam wrażenie, że w Japonii nie ma aż tak rygorystycznego wychowania i daje się im nieco luzu, w każdym razie jest luźniej niż w Chinach. Przynajmniej więcej się o Japonii dowiedziałam niż z książki japońskiego noblisty. Ciekawe były fragmenty dotyczące poczętego dziecka, niestety z pewnymi rzeczami nie można się zgodzić, nie wiem czy to wynika z niewiedzy autorki czy w czasach kiedy ta powieść została pisana o czymś takim nie wiedziano. Mianowicie chodzi o to, że autorka pisze, iż dziecko nie odczuwa nastroju matki, żyje własnym życiem, życie matki w czasie ciąży nie ma wpływu na płód, co rzecz jasna jest bzdurą, bo wbrew pozorom to właśnie wtedy ma się największy wpływ na osobowość dziecka, jakie ono będzie, czy będzie otwarte, spokojne czy osamotnione, czujące zagrożenie (jeśli matka np. myślała o aborcji). Niestety nie wiele rodziców o tym pamięta. I kolejna rzecz, która mnie zdziwiła, jak kobieta podczas w ciąży, będąc już w którymś z kolei miesiącu może bardzo chudnąć? Ja wiem, że u człowieka w zwyczajnym stanie nerwy mogą to spowodować, ale u ciężarnych?
Niestety do tej mam kilka zastrzeżeń przez co książki Buck zostają coraz słabiej oceniane. Mimo wszystko są wyjątkowe.

21.02.2010

Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu - Pearl S. Buck

Bardzo się ucieszyłam, kiedy mama wracając z zakupów wręczyła kilka książek zakupionych na wyprzedaży i wśród nich znalazła się książka Buck. Autorka, której twórczości polubiłam od pierwszej przeczytanej jej książki Peonia. Byłam nią tak zachwycona, że postanowiłam przeczytać wszystkie jej książki, jeśli będzie taka możliwość. I okazja się trafiła, by znów pobyć gościnnie w Chinach.
Powieść ta nie jest tylko o panujących tam zwyczajach, ale głównie przedstawia różnice pomiędzy kulturą chińską mocno zakorzenioną w starożytności, a światem Zachodu, nauki i nowoczesności. Dla głównej bohaterki zachowanie jej unowocześnionego męża bardzo upokarzało ją i było niezrozumiałe, że to co ją uczono przez tyle lat, wszystkie starania, krępowanie stóp jest niedoceniane, a wręcz skrytykowane. Podobnie jak jej mąż unowocześnił się jej brat, który już za wszelką cenę nie chcę poślubić przeznaczonej oblubienicy, bo kocha cudzoziemkę. Co jest mocnym ciosem dla chińskiej rodziny.
Autorka bardzo wyraźnie zaznacza różnicę pomiędzy tradycyjnymi Chinami a nowożytną Amerykę. I możemy w pełni zaufać autorce, że tak wygląda, wyglądałby spór między tymi ludźmi, ponieważ Buck jest amerykanką, ale przez wiele lat mieszkała w Chinach. Więc wie coś na ten temat znacznie więcej niż kto inny. Byłam ciekawa jakie są jej inne powieści, które chyba wszystkie są o Chinach. Zastanawiałam czy za każdym razem stać ją na zupełnie inną fabułę, czy będą mniej więcej podobne. Póki co druga książka tej autorki przeczytana przeze mnie nie okazała się powtórką pierwszej, z czego się bardzo cieszę, Jednak jakbym miała ocenić mój zachwyt jej książkami, to powiem, że Peonia o wiele bardziej mi przypadła do gustu. Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu, aż tak mnie nie onieśmielił swoją wyjątkowością. Mimo wszystko książkę uznam za wartą przeczytania i sama zachęcona jeszcze nie jeden raz sięgnę po którąś książkę noblistki, której twórczość dotąd z tych wszystkich, które przeczytałam najbardziej przypadła mi do gustu.

17.02.2010

Pamiętnik przetrwania - Doris Lessing

Tą książkę, do której żywiłam wiele nadziei zostawiłam sobie na koniec stosika książek noblistów z biblioteki, by kiedy zawiodą inni ta może okazać się bardzo dobrą lekturą. I nie zawiodłam się. Książka jest niesamowita. Miała w sobie coś wyjątkowego na pograniczu rzeczywistości i fantastyki (nie SF jak ktoś napisała w recenzji). Nie udało mi się rozwikłać co to za rzeczywistość, jakie jest miejsce akcji (tj. kraj, miasto) i w jakich czasach się dzieje. Skutkiem czego jest ten strach, uciekanie ludzi przez złem, bieda? Nie była to żadna z wojen światowych to wiem. Inne wydarzenia też mi się nie kojarzyło. I czy faktycznie charakter wydarzeń jest oparty na jakieś części historii? Czy tak jak postacie były totalną fikcją?
Narratorką jest kobieta w średnim czy może w podeszłym wieku i nagle staje się opiekunką nastoletniej Emily i jej psa Hugona. Owa kobieta jest bystrą obserwatorką, która patrzy na jej podopieczną w różnych odległościach: jako ktoś bliski i jako obca. Autorka trafnie przypisuje emocje nastolatki w oczach starszej kobiety, które są dla niej nie zawsze oczywiste, ale zrozumiałe. Czy może na odwrót...
W każdym razie powieść wywarła na mnie spore wrażenie, które mówiło, że w końcu czytam książkę zasłużonego noblisty. Obserwacje, wnioski z obecnego życia Emily przeplatane z jej przeszłością, która sprawia, że mamy do czynienia z fantastyką czy wręcz baśnią. Już widzę w myślach ekranizację niektórych fragmentów książki.
Nie wiem na ile to jest powieść biograficzna, ale patrząc na wydarzenia jakie miały miejsca, które zaczęły mijać się z rzeczywistością, przestałam patrzeć przez pryzmat biografii. Książka jest piękna, głęboka i wciągająca. Polecam.