16.03.2015
Drogie życie - Alice Munro
Willa "Triste" - Patrick Modiano
16.11.2013
Dzieciństwo Jezusa - J.M. Coetzee
25.09.2012
Miasto ślepców
29.08.2012
Cudowna podróż - Selma Lagerlof
9.08.2012
Ta trzcina żyje - Pearl S. Buck
30.07.2012
Stambuł. Wspomnienia i miasto
17.03.2012
Dżuma - Albert Camus
Podoba mi się to, że ramach zajęć języka polskiego poznajemy nie tylko polską literaturę, ale także powszechną. Jeszcze bardziej mi się podoba, kiedy wśród omawianych twórców znajdą się nobliści. I tak przyszła kolej na Dżumę, która w powieści Camusa ma niejednoznaczne znaczenie. W sensie dosłownym książka traktuje o algierskim mieście Oran, które opanowała epidemia dżumy. Zaczęło się od rosnącej liczby martwych szczurów, przez ich całkowite zniknięcie, aż do masowej śmierci ludzi. Miasto zamknięto, ludzie nie mogą kontaktować się ze znajomymi spoza miasta, telefony wykonuje się tylko w wyjątkowych sytuacjach, policja zajmuje się nie przestępstwami, ale wykroczeniami w zasadach bezpieczeństwa wobec panującej dżumy. Jeden z bohaterów, Cottard wykorzystuje ten fakt i jako jedyny podczas epidemii odżywa, kwitnie towarzysko, jest pełen energii i radości. Jest jak bakteria, która rozwija sie w chorym organiźmie, czerpiąc z tego same korzyści. Cottard bowiem ma na sumieniu poważne przestępstwo i uciekając od kary chciał popełnić samobójstwo. Kiedy policja zaczęła zajmować się innymi sprawami niż karaniem przestępców, Cottard poczuł się wolny. Troska o swoje życie była w okresie epidemii czymś normalnym i dotyczyła każdego, więc bohater nie był też osamotniony. Antybiotyk zadziałał, dżuma się zbliżała do końca, a nasza bakteria zaczęła się niepokoić i słabnąć, lęk o swoje życie zwiększał się, aż Cottard został złapany przez policję.
Całosć recenzji na blogu
30.09.2011
Chłopi - Władysław Reymont
6.03.2011
Wyzwanie. Szczeniaki - Mario Vargas Llosa
Ciąg dalszy na blogu.
27.11.2010
Wiek żelaza
Nie wiem czy to podświadomość czy może jednak przypadek, że trafiam na książki o tematyce trudnej, zjawisku powszechnym zwłaszcza w obecnych czasach, problemie, które od jakiegoś czasu, częściowo dotknęło i mnie. Nie wiem czy moja podświadomość każe przekonać się, że z tym problemem nie jesteś sama i poobserwować jak to w innych przypadkach wygląda i jak się kończy. Zazwyczaj nie jest to pomyślne zakończenie.
20.10.2010
Zagłoba Swatem - Henryk Sienkiewicz
Książeczka objętościowo niewielka zawiera komedię w kilkunastu scenach dotyczącą miłości Zosi i Zaremby, a ojciec Zosi żywiąc z przeszłości uraz do rodu Zarembów, nie zezwala na ślub. Zaremba jednak wpada na kapitalny pomysł sprowadzenia szanowanego pana Zagłobę, o którym dzieli się z Cyprianem. W wyniku realizacji jego pomysłu Zosia jest zdezorientowana, a stare panny Marcjanna i Weronika są pełne nadziei na szczęśliwe zamążpójście. Ostatecznie cała sytuacji prowadzi do weselnego zakończenia i wypicia toastu na cześć Zosi i Zaremby.
Powiem szczerze, nie pojęłam komizmu tego utworu. Ideę pomysłu Zaremby zrozumiałam, ale jak dokładnie miało do tego dojść to już nie bardzo. Często musiałam wracać, by bardziej zrozumieć rozwój sytuacji, ale Sienkiewicz to Sienkiewicz, nie jest łatwy w odbiorze, nawet przy takiej wydawałoby się banalnej komedii.
Ocena 3,5/6
7.10.2010
Pochwała macochy - Mario Vargas Llosa
9.09.2010
Saga rodu Forsyte'ów - John Galsworthy
Mamy tu do czynienia z problemami w relacjach pomiędzy członkami rodziny, niezgodnymi małżeństwami, dumą i honorem, które nie pozwolą na pewne zachowania, patosem podkreślającym znaczenie rodu Forsyte'ów. Gdyby mnie bardziej zainteresowała mnie ta saga, może przeczytałabym kolejne tomy, czy nawet całość. Ale wrażenia mam jakie mam i sobie odpuszczę poznawanie dalszych losów rodu Forsyte'ów.
Ocena: 3/6
2.08.2010
Pan Wołodyjowski - Henryk Sienkiewicz (audiobook)
Po wielu miesiącach słuchania, wczoraj opłakałam śmierć Wołodyjowskiego. Może nie dosłownie płakałam, ale było mi jakoś tak smutno na duszy i żal i trochę zaskoczenie tym smutnym zakończeniem. Ja tu mówię o zakończeniu, a trzeba by zacząć od początku.
Z początku nie mogłam przywyknąć do głosu Janusza Gajosa, bo po przesłuchaniu Księgi bez tytułu przyzwyczaiłam się, że czyta mi Artur Barciś. Ale z czasem stwierdziłam, że Janusz Gajos świetnie modeluje głosem, pasuje na styl tamtego okresu a ponadto swoim głosem potrafi wywołać u słuchacza wzruszenie, patos, radość i smutek. Pomimo tego, że słuchanie tej powieści trwało tak długo, bo ciągle nie mogłam się zabrać za jej słuchanie, powieść mi się podobała bardzo. Znacznie bardziej niż Potop, chyba ze względu na wątek Baśki i Wołodyjowskiego, ich wielkiej miłości. I nie mogłam z jednej strony zrozumieć, że Wołodyjowski mógł opuścić swoją ukochaną... rozumiem, że zobowiązania, przysięga złożona Bogu, ale co innego gdyby go zabili, a inną rzeczą jest jak sam siebie na śmierć skazał. I to ma być powieść na pokrzepienie serc? Ja po takiej powieści spodziewałam się szczęśliwszego zakończenia. Zachwycona jestem kreacją postaci, opisem zalotów miłosnych Basi i Krzysi. W ogóle cała powieść ma swój klimat, który wyraźnie podkreślał głos Gajosa.
Cóż mogę dodać? To klasyka, wybitnego polskiego pisarza, który napisał piękną powieść na pokrzepienie serc, którą warto przeczytać lub wysłuchać.
Colas Breugnon - Romain Rolland
Tytułowy bohater, Colas jak stwierdziłam na końcu książki jest bardzo podobny do mnie, jesli chodzi o ten optymizm i poczucie humoru w każdym, nawet w najstraszniejszym momencie. Potrafię śmiać się na pogrzebie (oczywiście w ukryciu i w granicach przyzwoitości, choć i to czasem nie wychodzi) nawet bliskiej osoby, potrafię śmiać z własnych dolegliwości (z nieswoich też, jeśli ich właściciel na to pozwala - np. moja mama też woli zamiast pocieszania jakąś ripostę). W sumie to jest fajna cecha.
Ze zdziwieniem odkryłam jakie jest duże podobieństwo pomiędzy francuskim a polskim społeczeństwem wiejskim. Zwyczaje i zachowania - tak jak bym czytała książkę jakiegoś polskiego pisarza. Szczególnie to odczułam, kiedy była mowa o piciu, które tak charakteryzuje państwo polskie od XVi wieku, bo już Kochanowski w swoich fraszkach o tym pisał. Jak widać, to nie tylko Polacy lubią pić, ale i Francuzi.
Pomimo tego, że poczucie humoru towarzyszy głównemu bohaterowi przez cały czas, to książkę można podzielić na dwie części: radosną i spokojną oraz brutalną i smutną. Przez pierwszą część poznajemy naszego bohatera i jego najbliższych, w drugiej części stykamy się ze śmiercią, zarazą, utratą majątku i zrezygnacją z niezależności, ale nigdy z uśmiechu i poczucia humoru ;-).
Podobała mi się i już wiadomo, że tą lekturę będę wspominać z uśmiechem, pomimo, że nie jest to książka, przy której chce się śmiać.
12.04.2010
Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez
Nie powiem, żeby to była lekka i łatwa lektura. Krótko mówiąc jest nieco porąbana. Fabuła jest totalnie chaotyczna, w której biorą udział niezliczone ilości postaci o powtarzających się imionach jak to jest w zwyczaju rodzinnym. A zarazem, w niektórych momentach powieść była komiczna, co przy odrobinie wyobraźni wywołało u mnie parsknięcie śmiechem i pytanie, co autor jeszcze wymyśli. Nie dziwię się, że niektórzy nie mogli przebrnąć do końca, ale mnie nawet zaintrygowała, jak na dzieła literackie noblistów...
Jeśli miałabym powiedzieć o czym ta książka jest, to mogłabym powiedzieć, że o patologicznym rodzie, który gdzieś został zapisany wraz z okolicznościami, w jakich poszczególni członkowie skończą. Począwszy od pierwszego z rodu, który dostał obłędu i przywiązał się do drzewa, aż do ostatniego, który miał być żywcem pożarty przez mrówki. A po drodze niezliczone romanse, obłędy, wojny, dziwaki i inne paranormalne wydarzenia. Taką główną postacią, która towarzyszyła czytelnikowi, niemal przez całą książkę była Urszula, która dla pozostałych bohaterów była inspiracją lub utrapieniem. A i zapomniałabym o najważniejszym, który jest też głównym tematem książki, a mianowicie, że wszyscy ci bohaterowie cierpią na samotność, z własnej woli, czy też za sprawą innych towarzyszów, z góry przeznaczeni na tę udrękę czy sami związający się z przeklętą rodziną Buendia.
I tak wyczekiwałam końca książki, która się wlokła upiornie, bo właściwie nic konkretnego mądrego się nie działo, stwierdzając, że książka się skończy wraz z śmiercią Urszuli. I co, Urszula umarła (też ta śmierć taka normalna nie była, bo dla autora nawet temat śmierci mógł być podmiotem do zabawy, kpiny czy po prostu komizmu), jak książka jeszcze toczyła się przez kilkadziesiąt stron, po drodze uśmiercając potomków i ich partnerek, które żyły po ponad 100 lat.
Pisarz pod przykrywą groteskowości spisał coraz powszechniejsze zjawisko samotności, które dotyka tylu ludzi. Pomimo internetu, który ułatwia kontakt, przebywaniu wśród ludzi człowiek jest samotny, bo w tym towarzyszącym ogromie tłumu, który jest właściwie jemu obcy nie ma bliskich osób, nie ma przyjaciół, tylko ci, którzy robią złudzenie przyjaźni, bo "razem pracują" czy "są w tej samej klasie" czy "też lubią brązowy kolor". Jeśli nie w otoczeniu przykładu wspólnoty ludzi, kolejne pokolenia nie będą umiały jej tworzyć, a przez to będą singlami i będą przykładami samotnego bytu.
31.03.2010
Ukryty kwiat - Pearl S. Buck
Różnice te komplikują związek Josui i Allena Kennedy'ego. Jej rodzice, choć nie są już takimi tradycjonalistami jak przodkowie, i żyli wiele lat w Ameryce, nie popierają tego związku. Podobnie rodzice Allena nie chcą zaakceptować Japonki w swoim domu, gdyż jest to nawet wbrew prawu w ich stanie. Czy mimo tego ich związek i miłość przetrwa?
Pod pewnymi względami kolejne książki Buck mnie rozczarowują, ponieważ brakuje mnie tych wyjątkowych przeżyć jakie miałam podczas lektury Peonii. Nie mniej jednak wciąż wiem za co tak wielbię twórczość Buck. Za nieprzewidywalne i zaskakujące zakończenia i akcje, które nie toczą się zwyczajnymi schematami. Nie wszystko skończy się tak jak się zapowiada.
Zastanawiałam się nad różnicą kulturową pomiędzy Chinami a Japonią. Mam wrażenie, że w Japonii nie ma aż tak rygorystycznego wychowania i daje się im nieco luzu, w każdym razie jest luźniej niż w Chinach. Przynajmniej więcej się o Japonii dowiedziałam niż z książki japońskiego noblisty. Ciekawe były fragmenty dotyczące poczętego dziecka, niestety z pewnymi rzeczami nie można się zgodzić, nie wiem czy to wynika z niewiedzy autorki czy w czasach kiedy ta powieść została pisana o czymś takim nie wiedziano. Mianowicie chodzi o to, że autorka pisze, iż dziecko nie odczuwa nastroju matki, żyje własnym życiem, życie matki w czasie ciąży nie ma wpływu na płód, co rzecz jasna jest bzdurą, bo wbrew pozorom to właśnie wtedy ma się największy wpływ na osobowość dziecka, jakie ono będzie, czy będzie otwarte, spokojne czy osamotnione, czujące zagrożenie (jeśli matka np. myślała o aborcji). Niestety nie wiele rodziców o tym pamięta. I kolejna rzecz, która mnie zdziwiła, jak kobieta podczas w ciąży, będąc już w którymś z kolei miesiącu może bardzo chudnąć? Ja wiem, że u człowieka w zwyczajnym stanie nerwy mogą to spowodować, ale u ciężarnych?
Niestety do tej mam kilka zastrzeżeń przez co książki Buck zostają coraz słabiej oceniane. Mimo wszystko są wyjątkowe.
21.02.2010
Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu - Pearl S. Buck
Powieść ta nie jest tylko o panujących tam zwyczajach, ale głównie przedstawia różnice pomiędzy kulturą chińską mocno zakorzenioną w starożytności, a światem Zachodu, nauki i nowoczesności. Dla głównej bohaterki zachowanie jej unowocześnionego męża bardzo upokarzało ją i było niezrozumiałe, że to co ją uczono przez tyle lat, wszystkie starania, krępowanie stóp jest niedoceniane, a wręcz skrytykowane. Podobnie jak jej mąż unowocześnił się jej brat, który już za wszelką cenę nie chcę poślubić przeznaczonej oblubienicy, bo kocha cudzoziemkę. Co jest mocnym ciosem dla chińskiej rodziny.
Autorka bardzo wyraźnie zaznacza różnicę pomiędzy tradycyjnymi Chinami a nowożytną Amerykę. I możemy w pełni zaufać autorce, że tak wygląda, wyglądałby spór między tymi ludźmi, ponieważ Buck jest amerykanką, ale przez wiele lat mieszkała w Chinach. Więc wie coś na ten temat znacznie więcej niż kto inny. Byłam ciekawa jakie są jej inne powieści, które chyba wszystkie są o Chinach. Zastanawiałam czy za każdym razem stać ją na zupełnie inną fabułę, czy będą mniej więcej podobne. Póki co druga książka tej autorki przeczytana przeze mnie nie okazała się powtórką pierwszej, z czego się bardzo cieszę, Jednak jakbym miała ocenić mój zachwyt jej książkami, to powiem, że Peonia o wiele bardziej mi przypadła do gustu. Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu, aż tak mnie nie onieśmielił swoją wyjątkowością. Mimo wszystko książkę uznam za wartą przeczytania i sama zachęcona jeszcze nie jeden raz sięgnę po którąś książkę noblistki, której twórczość dotąd z tych wszystkich, które przeczytałam najbardziej przypadła mi do gustu.
17.02.2010
Pamiętnik przetrwania - Doris Lessing
Narratorką jest kobieta w średnim czy może w podeszłym wieku i nagle staje się opiekunką nastoletniej Emily i jej psa Hugona. Owa kobieta jest bystrą obserwatorką, która patrzy na jej podopieczną w różnych odległościach: jako ktoś bliski i jako obca. Autorka trafnie przypisuje emocje nastolatki w oczach starszej kobiety, które są dla niej nie zawsze oczywiste, ale zrozumiałe. Czy może na odwrót...
W każdym razie powieść wywarła na mnie spore wrażenie, które mówiło, że w końcu czytam książkę zasłużonego noblisty. Obserwacje, wnioski z obecnego życia Emily przeplatane z jej przeszłością, która sprawia, że mamy do czynienia z fantastyką czy wręcz baśnią. Już widzę w myślach ekranizację niektórych fragmentów książki.
Nie wiem na ile to jest powieść biograficzna, ale patrząc na wydarzenia jakie miały miejsca, które zaczęły mijać się z rzeczywistością, przestałam patrzeć przez pryzmat biografii. Książka jest piękna, głęboka i wciągająca. Polecam.