______________________________
29.03.2015
Ernest Hemingway - Ruchome święto
______________________________
16.03.2014
Komu bije dzwon Ernest Hemingw
Geneza lektury:
-sentyment związany z okolicznościami, w których po raz pierwszy czytałam powieść (piękne, słoneczne lato na wyspie Afrodyty, wiatr we włosach, ktoś miły sercu u boku).
- odwiedziny w Katedrze Św. Pawła w Londynie, gdzie znajduje się nagrobek Johna Donna twórcy tekstu, którego fragment posłużył za tytuł powieści .
Moje wspomnienia sprzed lat wywołują sentyment, którego dziś nie potrafiłabym wytłumaczyć, czy spowodował je klimat powieści, czy też aura wakacyjnego romansu. Kiedy młode dziewczę czyta o tym, jak to się ziemia zatrzęsła młodym kochankom podczas ich miłosnego aktu to mało więcej go obchodzi proza życie, walka czy śmierć. Młode dziewczę śledzi losy kochanków i marzy o tym, aby i pod nim zatrzęsła się kiedyś ziemia. Kiedy czyta dojrzała kobieta, w dodatku czyta, w całkiem innych okolicznościach przyrody, ze zdziwieniem stwierdza, iż wątek romansowy jest najsłabszym ogniwem powieści.
Robert Jordan, amerykański wykładowca, weteran wcześniejszych walk, przybywa do Hiszpanii, aby wspomóc w wojnie domowej siły rewolucji walczące z prawicową opozycją. Na rozkaz generała Goltza podejmuje się zadania, które wydaje się z góry skazanym na niepowodzenie. Jordan zgłasza się do bandy Pabla, aby wraz z nią wysadzić most. Cztery dni przygotowań do walki stają się dlań esencją życia, podczas tego krótkiego czasu musi doznać wszystkiego, co w życiu najważniejsze. Dzieje się niewiele, a jednak, kiedy nadchodzi dzień wysadzenia mostu mamy wrażenie jakby nieustannie coś się działo. W oczekiwaniu na wykonanie zadania i podczas przygotowań do niego Jordan wysłuchuje opowieści członków bandy Pabla. Każda z nich jest przejmująca i dramatyczna, tym bardziej, iż opowiadane są w sposób pozbawiony emocji, językiem prostym, dosadnym, nie pozbawionym hiszpańskim zwrotów i wulgaryzmów. I o ile dosadność języka jest jak najbardziej usprawiedliwiona to trochę brakuje tłumaczeń. O walce, okrucieństwie, bólu, gwałcie, zabijaniu mówi się tak jak o zwykłych codziennych czynnościach (jedzeniu, piciu czy spaniu). Pogodzenie się ludzi z ostatecznością jest porażające. O śmierci opowiada się tutaj, jak o przejściu na drugą stronę rzeki, ona i tak nastąpi, prawdopodobnie wcześniej niż później, więc nie ma sensu się nad nią dłużej rozwodzić. Ważne jest tylko, aby nie cierpieć, no i żeby odejść z honorem.
Lepiej jest umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.
Umieranie jest straszne tylko wtedy, kiedy trwa długo i jest tak bolesne, że upokarza człowieka.
Zarówno Jordan, jak i jego współtowarzysze snują rozważania nad
O wiele ciekawsze wydawały mi się rozmyślania pomocnika Roberto – starego Anselmo.
Postacie prezentują zróżnicowane typy charakterów, jednak poza Pablem (jedynym zdecydowanie negatywnym bohaterem i najciekawiej zarysowaną postacią) pozostali bohaterowie są trochę mało wiarygodni psychologicznie. Nieco irytowała mnie Maria. Jej uległość wobec kochanego mężczyzny jest aż przykra.
Moja ocena 4/6
13.02.2014
"Stary człowiek i morze" Ernesta Hemingwaya
Hemingway w pierwszej części pięknie opisuje przyjaźń Santiago z chłopcem. Potem następuje szczegółowa relacja z walki. Walki starego człowieka z wielką rybą. Walki ze starością i swoimi słabościami. Walki z przeciwnościami losu. Walki o przetrwanie.
Książka napisana w sposób bardzo konkretny, wręcz w reporterskim stylu, jednak wyjątkowo obrazowo. Czytając ma się nie raz wrażenie wręcz odczuwania zmęczenia Santiago.
Z dużą przyjemnością i zupełnie innym spojrzeniem wróciłam do niej po wielu latach:)
Notka również na moim blogu.
3.11.2013
Ernest Hemingway "Zielone wzgórza Afryki"
Dalszy ciąg tutaj.
29.07.2009
Ernest Hemigway - Stary człowiek i morze
Kolejna lektura i kolejna nuda. Niewiele z tej historii zrozumiałam. Jednak poznałam wartość starego człowieka i jego cel. To mój sukces. Jest to krótka, choć trudna powieść. Wywołuje głębokie współczucie i żal. Ale do czasu walki starego z wielorybami. To jest już mniej ciekawe, nie liczcie na jakąś akcję trzymającą w napięciu. Przygoda i tyle. Ale przez to, że jest to cienka książeczka to szybko ma się ją za sobą.
Opis:
Chciałem, żeby to był prawdziwy stary człowiek, prawdziwy chłopiec, prawdziwa ryba I prawdziwy rekin. Jeżeli mi się to udało, jeśli są prawdziwi, oznacza to bardzo wiele. Najtrudniej jest stworzyć coś naprawdę prawdziwego, może nawet prawdziwszego od prawdy.
28.07.2009
Ruchome święto - Ernest Hemingway
Są takie książki, które wręcz połyka się jednym tchem. Nie zawsze są to kryminały, thrillery lub książki sensacyjne, pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji i teorii spiskowych. Czasami można się całkowicie zatopić i pozwolić się pochłonąć spokojnej lekturze o powoli płynącej narracji. Właśnie tak pochłonęłam „Ruchome święto” Hemingwaya. Czytałam zachłannie, jakby książka lada moment miała rozsypać się w proch, a to przecież proza, która swoją magię roztacza stopniowo i którą trzeba smakować, delektować się nią. Kiedy więc już chciwie pochłonęłam „Ruchome święto” niczym nieopierzony 16-latek swoją pierwszą butelkę wina, przyjęłam dojrzalsze podejście i za drugim razem rozkoszowałam się niesamowitym bukietem wspomnień pisarza. „Ruchome święto” to niezwykły zbiór paryskich reminiscencji Hemingwaya, których bohaterami stają się takie postaci jak Francis Scott Fitzgerald, Ford Madox Ford, Ezra Pound czy Gertruda Stein, o której pisarz nie zawsze wypowiada się pochlebnie, ale która mimo to wzbudza sympatię. W „Ruchomym święcie” nie brakuje też księgarni Shakespeare and Company wraz z Sylvią Beach czy historii o powstaniu określenia „stracone pokolenie”.
Spomiędzy anegdot i plotek o przyjaciołach i znajomych, Hemingway daje się poznać jako bardzo zdyscyplinowany pisarz, któremu do tworzenia był potrzebny notatnik, ołówek, stolik w kawiarni i… trochę szczęścia. Okazuje się, precyzyjny, lapidarny styl Noblisty rozwinął się nie tylko dzięki jego dziennikarskim doświadczeniom, ale również poprzez podporządkowanie procesu pisania naczelnej zasadzie stworzenia „prawdziwego zdania” i… oglądanie obrazów Cezanne’a.
Jeśli dodać do tego jeszcze delikatnie nakreśloną atmosferę Paryża lat dwudziestych i łagodne echo miłości do pierwszej żony, Hadley, to mamy doprawdy wyjątkową książkę, którą można się rozkoszować jeszcze na długo po skończeniu lektury.


