Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Müller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Müller. Pokaż wszystkie posty

28.08.2012

Niziny, Herta Muller

Czarne, 2006
Liczba stron: 166

„Niziny” to zbiór opowiadań poświęconych banackiej wsi. Herta Muller napisała tę książkę pracując jako tłumaczka w fabryce w Timisoarze. Książka ściągnęła na nią gniew mieszkańców Banatu, którzy oskarżali ją o kalanie własnego gniazda. Przyczyniła się także do tego, że Herta Muller musiała opuścić Rumunię. Ten sam zbiór, wydany już bez cenzury, w Niemczech przyniósł jej dużą popularność.
Tytułowe opowiadanie, najobszerniejsze w tomie, bo zajmujące prawie 100 stron, opowiada o dzieciństwie we wsi z punktu widzenia kilkuletniej dziewczynki. Opisuje surowych, nieprzystępnych, poważnych dorosłych, których działania zdominowane są przez niezrozumiałe dla dziecka rytuały. Świat realny i świat wyśniony zamieszkują potwory.

Ciąg dalszy TUTAJ

Głód i jedwab, Herta Muller

Czarne, 2008
Liczba stron: 199
Tym razem przeczytałam eseje, a nie powieść, czy opowiadania rumuńsko-niemieckiej noblistki. I choć forma inna, to tematyka zgoła podobna do tej poruszanej we wcześniej czytanych przeze mnie książkach. "Głód i jedwab" składa się z czterech części, poruszających się po trochę innych rejonach zniewolenia. Zaczyna się od krytyki Niemców za ich stosunek do imigrantów. Autorka wytyka im marginalizowanie problemów przybyszów, piętnowanie ich i izolowanie się od ludzi, którzy przeszli niewyobrażalnie wiele złego, żeby ubiegać się o azyl w Niemczech. Nikt, kto nie przeżył dyktatury, nie powinien oceniać innych. Powinien również powstrzymać się od rad.
"Nadal jest tak, jak pisze Kleist: od frontu 'wrota do raju są zaryglowane', zatem 'musimy udać się w podróż dookoła świata, żeby zobaczyć czy może tymczasem otwarto gdzieś jakieś tylne wejście.' Tak, musimy. Ale tam, gdzie od frontu jest dyktatura, również od tyłu żadne drzwi nie stoją otworem."

Ciąg dalszy TUTAJ

25.05.2012

Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie, Herta Muller


Czarne, 2009
Liczba stron: 112
Dotychczas czytałam tylko jedną książkę Herty Muller. Jej akcja rozgrywała się w mieście i tylko w nastroju i atmosferze przypominała tę, o której zamierzam właśnie napisać. "Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie" przenosi nas na rumuńską prowincję w czasach rozkwitu dyktatury Ceausescu. Autorka skupia się na tej części wsi, którą sama zna najlepiej - na społeczności pochodzenia niemieckiego.
Ta grupa społeczna niezbyt chętnie wchodzi w interakcje z rodowitymi Rumunami, między wersami wyczytać można, że powodem może być pewna duma narodowa oraz typowe wywyższanie się nad innymi. Największym i najbardziej skrywanym marzeniem jest wyrwanie się z ponurej i trudnej do polubienia Rumunii. Na przeszkodzie stoi im biurokracja oraz zwykła ludzka zawiść. Zdobycie paszportów w totalitarnym kraju wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, kombinacjami, poniżeniem i prawdziwym upodleniem. I chociaż wiadomo jaką cenę przyjdzie im zapłacić, rodzina głównego bohatera Windischa podejmuje liczne próby przekupienia pomniejszych urzędników oraz proboszcza parafii. Pisząc o przekupieniu nie mam na myśli tylko dóbr materialnych.

Ciąg dalszy na Czytam, bo lubię

18.05.2011

Herta Müller, Sercątko


Książka Herty Müller długo leżała u mnie na półce, a kiedy w końcu po nią sięgnęłam, czym prędzej miałam ochotę odłożyć ją na bok. Wydawało mi się , że nie przebrnę przez- zbyt poetycki moim zdaniem- styl, że trudno mi będzie odnaleźć sens. Mimo wszystko przeczytałam ją do końca. Owszem, coś w sobie ma, czekałam, jak potoczą się wydarzenia, jak rozwiążą pewne sprawy.
Wolę jednak, kiedy proza pozostaje prozą, zbyt dużo tu dla mnie niedopowiedzeń. Czy takie niedopowiedzenia przyczyniają się do oddania klimatu opisywanych czasów? Być może.
Kwestia sięgnięcia przeze mnie po kolejne utwory pani Müller pozostaje sprawą otwartą.

23.01.2011

Herta Müller, „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”


Dojmująca kronika cierpienia. Beznamiętna, choć nie dlatego, że brak w niej uczuć – beznamiętna, bo smutek i gorycz wyzute są w niej z gwałtowności buntu. „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie” to jedna z wczesnych książek Herty Müller, znów więc jesteśmy w zamieszkanej przez Niemców wsi w rumuńskim Banacie, kraju jej lat dziecinnych. W Banacie, gdzie historia miażdży ludzi, w których żywoty jest wpleciona – czy to jako echo przeszłości, czy jako bieżąca polityka. I nie ma człowieka dość prostego, wsi dość zapadłej, dziecka dość niewinnego, żeby mogli się przed nią uchronić. Każdego dotknie wina lub hańba – lub obie.

Całość tutaj.

9.01.2011

Herta Muller "Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie"


Książka ta jest krótką opowieścią o życiu mniejszości niemieckiej w Rumunii. Ta mniejszość ukazana jest na przykładzie małej rumuńskiej wioski, której mieszkańcy zostali pozostawieni sami sobie, bez wsparcia i opieki, poniżani przez władzę, która jest reprezentowana choćby przez milicjanta czy kobietę z poczty, czuje się wszechwładna i nieograniczona w swych żądaniach. Zbiera haracz w postaci ciał młodych dziewcząt czy zboża lub kur. A za co ten haracz? To wszystko po to, by otrzymać swój wymarzony paszport do niemieckich stron. Marzenia o jego zdobyciu podporządkowuje się wszystko.
Nastrój powieści buduje jej forma. Napisana jest prostym językiem w postaci krótkich zdań o nieskomplikowanej budowie.
Nie jest to jednak lektura łatwa ani przyjemna. Raczej trudna w odbiorze.

30.09.2010

Herta Müller - Głód i jedwab


Wydawnictwo: Czarne, 2008
Pierwsze wydanie: 1997
Liczba stron: 200
Tłumacz: Katarzyna Leszczyńska

Literacka Nagroda Nobla 2009

Ocena: 4/6

Ciężka pozycja. Müller ciągle wpadała w moje ręce i za każdym razem nie zdążyłam przeczytać jej książki przed terminem jej zwrotu. Tym razem mi się udało. I dobrze, w końcu wstyd nie znać noblistki, niezależnie co się samemu myśli o decyzjach Komitetu.

W trakcie lektury czułam pewien dysonans. Z jednej strony kobieta, która pisze tylko o strachu, o złości, o krzywdach swoich i innych, z drugiej ze zdjęcia patrzyła na mnie mocno umalowana, roześmiana kobieta. Przeczytałam też notki o pozostałych jej książkach i właściwie wszystkie dotyczą tego samego tematu - dyktatury w Rumunii. Wdaje mi się przez to trochę zasklepiona w swoim smutku, we wspomnieniach, jakby była już złamana na całe życie. Nie wiem czy to prawda, mam po prostu takie wrażenie.

cd. u mnie --> Mikropolis

19.07.2010

Herta Müller, „Niziny”


„Niziny”, debiutancki zbiór opowiadań Herty Müller, to poetycka kronika wspomnień z dzieciństwa i dorastania w niemieckiej wsi w rumuńskim Banacie. Lata 50. i 60. XX wieku, stanowiące tło życia szwabskiej rodziny, upływają w blaknącym cieniu wojennej przeszłości, na który nakłada się ciemność teraźniejszości. Pamięć esesmańskich zbrodni ojca czy robót, na które wywieziono do ZSRR matkę zasnuwa zaduch mentalnej enklawy, odciętej zarówno od kultury rumuńskiej, jak i od heimatu, brutalność wiejskiego naturalizmu, pączkujące ze stłamszonej przeszłości koszmary ludzi złamanych, którzy nie potrafią już kochać ani być szczęśliwi. Pod powłoką chwiejnej równowagi tworzonej przez kierat codziennych obowiązków nieustannie czuwa zło, a każde zdarzenie, każdy gest, każde słowo jest potencjalnym punktem zapalnym grożącym wybuchem nieszczęścia.

Całość tutaj.

14.07.2010

Dziś wolałabym siebie nie spotkać, Herta Muller

Wydawnictwo Czarne, 2004

Liczba stron: 201

Bohaterka tej powieści zostaje wezwana na przesłuchanie. Jedzie tam nie po raz pierwszy, zapewne nie ostatni. Za każdym razem jednak na nowo przeżywa strach, niepewność i lęk przed nieznanym - zawsze przygotowana jest na ewentualność pozostania w więzieniu. Zawoalowane i realne pogróżki wciąż brzmią w jej głowie. A doskonale zna bezwzględność reżimu, bo nie raz doświadczyła jego brutalności.

Podczas porannej podróży tramwajem przez miasto w kierunku siedziby policji, kobieta dokonuje w głowie podsumowań, wspomina osoby jej bliskie i te, o których wolałaby raz na zawsze zapomnieć. Dobre i złe wspomnienia wypełniają jej pamięć. Pamięta pierwsze nieudane małżeństwo i próbę jego zakończenia, która niemal skończyła się dla niej tragicznie, wspomina najpiękniejsze dni spędzone ze swoim drugim mężem, pamięta o przyjaciółce Lilli, której radość życia i apetyt na nowe doznania zostały przerwane zanim zdążyła dożyć wieku średniego. Nie może zapomnieć wydarzeń, które z pozoru błahe i śmieszne sprowadziły na nią zainteresowanie tajnej policji i w rezultacie złamały jej życie.

Konsekwencją życia w reżimie rumuńskim jest takie naginanie swojego światopoglądu, sumienia, życia, by jakoś dopasować się do ciasnych ram nałożonych przez władze i egzekwowanych przez nie poprzez zastraszanie, śledzenie, donoszenie, w końcu otwarte groźby i naruszanie nietykalności cielesnej. Próby wyrwania się z kraju skazane są na niepowodzenie. By zapomnieć, znieczulić się, uciec od swojego zniewolonego umysłu, uśpić strach o swoją żonę i wspólną przyszłość, Paul, mąż bohaterki topi świadomość w alkoholu. Bo "łatwiej jest, kiedy samemu trzeba wyjść, wynosi się z domu strach, a szczęście zostawia, a ktoś inny wyczekuje. Siedzenie w domu i czekanie rozciąga się do granic wytrzymałości i doprowadza do ostateczności strach."

To smutna, przejmująca książka. Studium strachu, obraz zniewolonego narodu. Głęboka i refleksyjna w wyrazie, napisana poetyckim językiem, bardzo kobieca, bardzo łagodna, wyciszona. Patrzy na czytelnika szeroko otwartymi z przerażenia oczami.

13.07.2010

Herta Muller "Huśtawka oddechu"

Herta Müller w eseju U nas w Niemczech napisała, iż oczekuje się od niej, by zamknęła rozdział rozrachunkowy z Rumunią, a zajęła teraźniejszością i niemieckim akcentem w książkach. "Im intensywniej zajmuję się Niemcami, tym bardziej teraźniejszość łączy się z przeszłością.(...) Czasem chciałabym głośno zapytać: czy słyszeliście kiedykolwiek o psychicznym okaleczeniu? (...) Ale nie uwolniłam się od odgórnie sterowanego podupadania ludzi w dyktaturze, od jej spuścizny wszelkiego rodzaju, rozbłyskującej wciąż na nowo."

Nowa powieść noblistki niejednego Niemca zadowoli. Dotyczy przymusowych deportacji obywateli pochodzenia niemieckiego i ich więzienia w obozach pracy na terenie ZSRR. Wprawdzie są to Niemcy z Banatu, ale i tak w jakiś sposób temat wpisuje się w dyskutowany wymiar krzywd wyrządzonych tej nacji po II wojnie światowej. To oczywiście uproszczone spojrzenie na przesłanie wynikające z fabuły, gdyż problem ma charakter uniwersalny, a obserwowany człowiek wepchnięty w machinę polityczną każdego totalitaryzmu jest tylko bezwolnym, poranionym psychicznie pionkiem.

(...)

Ciąg dalszy na blogu.

17.04.2010

Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie - Herta Muller

Po dwóch tomach znakomitych esejów Herty Müller nadszedł czas na powieść niewielkich rozmiarów i ... nie był to dobry wybór.

Od paru wieków w Banacie, krainie historycznej na terenie Rumunii, mieszkali Niemcy ze Szwabii. Przybyli, by się wzbogacić, bo widzieli w nowym miejscu swoją nową małą ojczyznę. I bogacili się, powstawały ich instytucje kulturalne i społeczne, doczekali się własnej inteligencji. Od II wojny światowej wszystko zmierzało ku katastrofie. Mężczyźni zostali zaciągnięci do hitlerowskiego wojska, po wojnie nastał czas pobytu niektórych osób w sowieckich łagrach, a potem komuna zabrała im prywatną własność. Marzeniem stał się powrót do miejsca, z którego parę wieków temu wyruszyli. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

14.04.2010

Głód i jedwab. Eseje Herty Muller

W centrum uwagi Herty Müller jest zawsze człowiek. Przygląda mu się z wszystkich ston, wykorzystując swoje rumuńskie i niemieckie doświadczenia i obserwacje. Co ciekawe, obie nacje łączą poglądy i postawa wobec obcych. Azylant dla pewnej grupy Niemców to nierozpoznane zło, źródło strachu, lęku i obaw. Oskarżenia pozbawione logiki, zadufanie powodują, iż przychylnie patrzy się na powrót młodych neonazistów. Cierpienie nie uszlachetnia, czego przykładem jest postawa Rumunów po upadku komunizmu wobec Romów, ludzi drugiej kategorii. Jest coś takiego w człowieku, że nie akceptuje drugiego, bo nie jest stąd, bo chce się dać komuś odczuć, że jest gorszy, niepożądany, nie ma prawa takiego jak ja. Postawy takie są widoczne nie tylko w krajach bogatych, ale i tych, które wybiły się na demokrację, a przykład narodów byłej Jugosławii potwierdza ważność problemu w czasie wojny. (...)
Ciąg dalszy na blogu.

30.01.2010

"Głód i jedwab" Herta Müller

Przejmujące i chwilami bardzo osobiste refleksje autorki o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Rumunii, z odniesieniami do własnego doświadczenia i historii kraju.

Rumunia opisana zostaje z perspektywy upodlonych obywateli, mniejszości narodowych, z perspektywy emigrantów i obywateli innych społeczeństw. Punkt obserwacyjny osadzony jest w rodzinie, w biurach i na ulicy, ale też na szczytach władzy, zarówno w Rumunii jak i w Niemczech, miejsca dokąd wyemigrowała Herta Muller.

Nad całością dominuje – pesymistyczny niestety – pogląd o niemożności, ale i niechęci całkowitego zrozumienia innych ludzi, społeczeństw, procesów.
Eseje dotykają ogromnej ilości wątków, dotyczących najważniejszych aspektów ludzkiej kondycji.

Z niektórymi poglądami autorki (mam na myśli przerywanie ciąży) nie zgadzam się, ale staram się zrozumieć źródła takiej postawy. Ta książka nie pozostawia obojętnym, porusza do głębi – na długo.

Herta Müller „Głód i jedwab”, Wydawnictwo Czarne 2008

25.01.2010

Tu i teraz. „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”

Niepokojąca jest teza postawiona przez Hertę Muller w tytule jej trzeciej powieści, wydanej po raz pierwszy w 1986 roku. Niemniej przecież poniekąd rozumiem, mając na względzie biografię Noblistki. Dużo sie mówi o historii jej życia i o mroku czającym się w jej powieściach. Piszą, że jej proza jest ciężka, piekielna, prawie nie do zniesienia, wypływająca z samego „jądra ciemności”. Lub płynąca wprost ku niemu.

Można też przeczytać, że styl Muller uwodzi poetyckim językiem, który splata i rozplata metafory, porównania, przenośnie tworząc warkocze fascynujących zdań – czytałam więc fragmentami na głos. Brzmiało jak wiersze – dla kogoś zza drugiego brzegu okładki prozatorskie zdania szatkowały się na kawałki. Tak, Muller łączy piekło i poezję. I trochę jak Jelinek jest Muller. Powroty, refreny, ironiczny gwałt na słowach. Co będzie, gdy powtórzę jeszcze raz...? Krótkie zdania w czasie teraźniejszym. Tu i teraz. Jak fotografie. Jak didaskalia w tekstach sztuk teatralnych. Informacje. Śpi. Je. Mówi. Myśli. Biegnie. Jęczy. Zgrzyta. Pada. To dzieje się teraz. Przeszłość i przyszłość występują z dystansem. Czasami. Zza zasłony. Ostrożnie. Są. Ale poprzez pryzmat teraźniejszości. Jakby świat był zbyt trudny, jakby trzeba było sobie upraszczać jego pojmowanie. „Bażant wymaga szczególnie troskliwej opieki, gdyż ma dużo wrogów i jego zmysły nie są nadmiernie rozwinięte”*.

Herta Muller, „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”, przeł. Katarzyna Leszczyńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006.

*http://www.polowania.zw.pl/data/zwierzyna/bazant.htm

źródło: BREDABLIK

28.12.2009

Herta Muller, Król kłania się i zabija

Tegoroczną laureatkę Literackiej Nagrody Nobla powinno się zacząć poznawać od zbioru dziewięciu esejów Król kłania się i zabija.

Wielowarstwowa opowieść, rozważania, efekt pracy nad materią języka, pełna obsesji nazw, przedmiotów, pamięci wydarzeń pisana z perspektywy Niemiec, lecz sięgająca w przeszłość, która wciąż boli, zawsze będzie boleć, ku utrapieniu niemieckich krytyków literackich, przybliża rumuński totalitaryzm Ceausescu z punktu widzenia potomkini Niemców z Banatu, których śladem kiedyś podążał Claudio Magris w Dunaju. By pisać o traumatycznych przeżyciach przekonująco, trzeba mieć doskonały warsztat pisarski, być czułym na dobór słów, które wyrażą to, czego czytelnik nie doświadczył, który jednocześnie ma zrozumieć, wewnętrznie zbuntować się przeciw złu świata, dostrzec upodlonego człowieka w historii, ale i tego, który jest bezmyślnym lub chytrym narzędziem wykonawczym. Zawsze trzeba widzieć obie strony, bo bez nich nie byłoby tragedii. (...)

Ciąg dalszy recenzji na blogu.

27.10.2009

"Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie" Herta Müller


Nie zgadzam się z tegoroczną decyzją Komisji Noblowskiej. Proza Herty Müller jest dobra, ale nie wybitna. A przynajmniej trudno dostrzec jej wyjątkowość w powieści, którą miałam okazję przeczytać. Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie to powieść pisana przez autorkę, o autorce, dla autorki. Niestety, nie dla czytelnika.

Ciąg dalszy recenzji na Dzienniku Literackim.

26.10.2009

Sercątko - Herta Müller

Od dawna marzyłam o tym, by przeczytać jakąkolwiek powieść H. Müller. Tyle słyszałam o prozie tej pisarki, zaciekawiła mnie przede wszystkim opisami życia w Rumunii (bardzo intryguje mnie ostatnio ten kraj). Kiedy nadarzyła się okazja, pożyczyłam z kolejkowa "Sercątko". "Na oko" książka do oddania po tygodniu, może dwóch...
Niestety pozycja ta przerosła moje oczekiwania, możliwości i chęci. Po miesiącu czytania tkwiłam nadal na 70 stronie i nie byłam w stanie przebrnąć przez dalszą jej część.
Początkowo sądziłam, że autorka celowo zagmatwała wstęp, wprowadziła klimat strachu i wszechogarniającej paniki, by w dalszej części treść rozjaśnić, wytłumaczyć i tym samym ułatwić czytelnikowi przebrnięcie przez ciemne ulice Rumunii, koszmarne sale akademików (czy stancji) i wrogie każdemu aule uniwersyteckie. Niestety przeżyłam lekkie załamanie nerwowe, kiedy po trzech tygodniach czytania wciąż wracam do punktu wyjścia lub w najlepszym razie cofałam się o kilka stron.
Piszę o niczym, ponieważ tak naprawdę nie wiem o czym ta książka była, a więc nie mam czego streszczać. Nie zrozumiałam przesłania autorki, nie pojęłam co H. Müller chciała mi powiedzieć... Jedyne, co czułam podczas czytania, to strach i panika, obawa przed kolejnymi niezrozumiałymi stronami powieści i niechęć z powodu kolejnej porażki - braku rozumienia sensu najprostszych zdań.
Zdaję sobie strawę, że jest to proza wybitna, alternatywna, wymagająca... Widocznie jestem tylko zwykłym szarym człowieczkiem, któremu nie jest dane odebrać tego typu przesłania. I szczerze mówiąc jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. Jeśli ktoś lubi zastanawiać się nad każdym zapisanym na stronie zdaniem i doczytywać się w nim drugiego dna, to dzieła H. Müller są dla niego stworzone. Ja - kiedy mam potrzebę tak dokładnej analizy treści - biorę do ręki tomik wierszy Tuwima, Gałczyńskiego czy Staffa. Nie potrzebuję do tego aż 212 stron tekstu, wystarczy wiersz na 2 strony :)
Podsumowując: proza ta zmęczyła mnie niesamowicie, osłabiła moje receptory czuciowe i chwilowo zniechęciła do czytania czegokolwiek... I wiem już na pewno, że przygoda z Hertą Müller skończyła się dla mnie definitywnie.

25.10.2009

"Sercątko" Herta Müller



"Sercątko" to bardzo trudna książka, wymagająca skupienia i rozwagi. Moja znajomość z panią Müller na pewno nie będzie łatwa, nie wiem czy zdecyduję się sięgnąć po jeszcze inną jej książkę.
Znajomość jej biografii pomogła mi choć trochę zrozumieć "Sercątko" ale odkładam je z poczuciem, że zrozumiałam może kilka procent, że odkryłam tylko nieliczne obrazy, że nie potrafiłam poddać się rytmowi autorki. Bardzo trudno było mi podążyć za nią, nie chciałam wręcz zagłębiać się w mroczny świat. Każda kartka książki wzbudzała we mnie większy niepokój i poczucie klęski. Nie rozumiem metafor, nie widzę znaczenia obrazów, potrafię tylko podążać za treścią.
Herta Müller opisuje życie młodej dziewczyny, która wyjeżdża na studia tłumaczeniowe - dziewczyna należy do mniejszości niemieckiej. Na studiach nawiązuje znajomość z trzema chłopakami, z którymi stwarza niewielką grupę oporu. Müller opisuje życie w osaczeniu, przesłuchania, szykany, rozciągające się na całą rodzinę, niepewność, okraszając to dużą dozą ludowości. Autorka nawiązuje do pieśni ludowych, do zwyczajów, opisuje życie na wsi. Bohaterka w końcu wyjeżdża do Niemiec, dokąd również sięgają macki Securitate. Jej wystraszone "sercątko" nie ma odwagi kochać - ludzkie uczucia w opisywanym świecie nie mają racji bytu.

8.10.2009

Herta Müller: Sercątko


Na biblionetce jest opcja do oceniania przeczytanych przez siebie książek. Niestety, nie wszystkie książki mieszczą się w oferowanej skali ocen. Bo jak ocenić książkę, którą się przeczytało i nie chce się już nigdy do niej wrócić, bo nas przeraziły?
Tak właśnie ma się rzecz z „Sercątkiem” Herty Muller. Jest to utwór zapadający w pamięć, bardzo mroczny i przerażający. Pani Muller urodziła się w Rumunii i tam spędziła dzieciństwo i młodość w środowisku niemieckiej mniejszości narodowej. Jej pierwsze utwory zostały objęte zakazem publikacji. Pisarka, prześladowana przez władze, musiała wyemigrować do Niemiec. Z doświadczeń jej dzieciństwa i młodości powstało „Sercątko”.

Rzecz dzieje się w Rumunii za dyktatury Ceausescu. Z maleńkiej wsi do miasta na studia przyjeżdża dziewczyna, której ojciec w czasie wojny był ssmanem. Stąd wysnułam wniosek, że jej rodzina musiała być pochodzenia niemieckiego. Pomogła mi w tych domysłach notka z okładki, ponieważ lektura nie należy do najłatwiejszych i mało w niej oczywistych faktów i podanych wprost informacji. Główna bohaterka mieszka w akademiku w jednym pokoju z dziewczyną, która popełniła samobójstwo. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. Jak było w rzeczywistości? Tego nigdy nikt nie powiedział.

Trzech chłopaków i nasza narratorka spotykają się po śmierci koleżanki i najczęściej milczą. Mało rozmawiają. Wciąż mają świadomość, że ich rozmowy są podsłuchiwane, listy do domów i od rodziny są czytane, każdy ich krok śledzony.


Nie jest to moje pierwsze spotkanie z książką o totalitaryzmie i strachu jednostki. Jednakże jest to pierwsza rzecz napisana tak poetyckim językiem o strachu, braku nadziei, niemocy. To dzięki tej poezji napisanej prozą dociera do nas bezmiar przerażenia bohaterów. Najsmutniejsza jest chyba ta apatia, brutalna ponura beznadzieja. Bohaterowie krążą wokół siebie, snują się przez własne życie w ciągłym strachu, nieufności do wszystkich i wszystkiego. Wszystko obraca się przeciwko nim. Nawet ich przyjaźń jest zaczątkiem posądzania o sodomię. Nie mają wsparcia w najbliższych, którzy są zmuszani przez władze do pisania fałszywych oświadczeń.

Absurdalność tego życia jest przerażająca. Po długim namyśle doszłam do wniosku, że ten surrealistyczny strumień świadomości spotęgował grozę sytuacji.

A zatem wracam teraz do pierwszego zdania niniejszej dysertacji. Jak ocenić tę książkę? Rewelacyjna? Ale, pod jakim względem? Chyba jedynie pod względem wrażenia, jakie po sobie pozostawia. Bardzo dobra? Nie, nie sądzę. Dobra? Za mało powiedziane. Przeciętna? W żadnym wypadku. Książka ta wymyka się wszelkim schematom i ocenom. Ja do niej na pewno już nie wrócę, ale jednocześnie mam świadomość, że nie zapomnę bohaterów ani atmosfery terroru. Nie jest to powieść, którą poleca się na wakacje ani na długie zimowe wieczory. Raczej studentom jako lekturę obowiązkową, nad którą będą sobie łamać głowy.


Książka nie jest ani łatwa, ani lekka, ani przyjemna. Jeśli ktoś lubi taki mroczny surrealizm, nie zawiedzie się. Ja nie lubię. Jednakże nie potrafię skrytykować takiej literatury.

Mam świadomość, że są zwolennicy tego typu utworów i oni się nie zawiodą. Bo wobec „Sercątka” nie da się przejść obojętnie. Albo komuś się spodoba i się zakocha i zostanie wiernym wielbicielem twórczości pani Muller albo będzie się odżegnywał od innych jej utworów rękami i nogami. Innej opcji chyba nie ma. Ja do jej fanklubu nie należę.
Powieść, tak jak życie tych młodych ludzi, jest duszna. Nie jest to lektura do poduszki. Zamiast nas wyciszyć po całym dniu, spowoduje, że nie będziemy mogli zasnąć.