Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Saramago. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Saramago. Pokaż wszystkie posty

29.09.2012

Mały pamiętnik, Jose Saramago


Świat Książki, 2012
Liczba stron: 143

Jose Saramago znam z jednej tylko książki (nie liczę tej pierwszej przeze mnie czytanej i niedokończonej). "Miasto ślepców" bardzo mi się podobało i miałam ochotę poznawać twórczość tego noblisty. "Mały pamiętnik" jest idealną książką na początek przygody z tym trudnym w odbiorze pisarzem (mam na myśli tę niedokończoną książkę). Dlaczego idealną? Bo niezbyt długą (jakby się komu nie podobała, to czasu nie straci na nią zbyt wiele), bo autobiograficzną (ja jestem ciekawa życia prywatnego pisarzy - szczególnie tych, którzy na szczyt weszli za sprawą własnego talentu, a nie skandalu).
Saramago, w momencie powstawania tej książki już osiemdziesięcioletni, bez żadnego wstępu przywołuje swoje wspomnienia w lat dzieciństwa.
Całość do przeczytania TUTAJ. Zapraszam!

25.09.2012

Miasto ślepców

Czy próbujecie sobie wyobrazić, jak to jest być osobą niewidomą? Ja nie chcę tego wyobrażać, wiem, że jest to łatwiejsze dla osoby, która z taką wadą się urodziła niż dla tej, na którą nagle to spadło. Ale przecież osoby niewidome, które stanowią mniejszość społeczeństwa, mogą liczyć na wsparcie osób pełnosprawnych. Dzięki temu jest im łatwiej. Ale co by było gdyby wszyscy oślepli? Taki obraz mamy w powieści Saramago. Cała recenzja na blogu.

28.08.2012

Miasto ślepców, Jose Saramago

Rebis, 2008
Liczba stron: 348

Nienazwane miasto, bezimienni bohaterowie. Zwykły dzień. Każdy zajmuje się swoimi sprawami, pracuje, robi zakupy, wraca do domu po pracy. Na czerwonym świetle kierowcy czekają w samochodach. Kiedy światło zmienia się na zielone, pierwszy w rzędzie samochód nie rusza. Kierowca coś wykrzykuje, miota się w kabinie. Okazuje się, że właśnie stracił wzrok. Jest pierwszym w mieście przypadkiem nagłej utraty wzroku. Wkrótce ślepota, niczym epidemia ogarnie innych, w pierwszej kolejności tych, którzy wraz z nim i jego żoną czekali będą na wizytę u okulisty.
Władze przerażone możliwością wybuchu epidemii, postanawiają internować zarażonych oraz osoby będące z nimi w kontakcie. W ten sposób pierwszy ślepiec, jego żona, okulista oraz ludzie z poczekalni zostają umieszczeni w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Wśród nich znajduje się także żona okulisty, która pragnąc być blisko niepełnosprawnego męża, postanawia udawać ślepą i przyłączyć się do internowanych. Ona nie traci wzroku do samego końca, aczkolwiek przez większość czasu ukrywa to przed pozostałymi. Wraz z napływającymi do ośrodka kolejnymi ślepcami staje się świadkiem upadku człowieka i zezwierzęcenia jego zachowań.

Ciąg dalszy TUTAJ

29.07.2012

Baltazar i Blimunda Jose Saramago

Do tej pory moja znajomość z literaturą półwyspu iberyjskiego była znikoma i prawdę powiedziawszy, taką by pewnie została, gdyby nie Saramago. Pisarz zaskoczył mnie zarówno formą, jak i treścią. Zaskoczył pozytywnie.
Portugalią na początku XVIII wieku rządzi król Jan V, który słynie nie tylko z zamiłowania do zabawiania się z zakonnicami i układania małych replik słynnych świątyń, ale także marnotrawienia ogromnych sum pieniędzy napływających z zamorskich kolonii. Pragnąc potomka składa franciszkanom uroczystą obietnicę wybudowania nowego klasztoru w Mafrze, jeśli jego królewska małżonka szczęśliwie znajdzie się w stanie błogosławionym. Maria Anna bogobojna córka Habsburskiego rodu, za namową spowiednika, nie zdradza się przed małżonkiem, iż w chwili składania królewskiej obietnicy słowo już stało się ciałem. Kiedy więc okazuje się, iż królowa urodzi dziecko król nakładem tysięcy przymusowych robotników buduje klasztor, który z czasem przekształca się w ogromną, pełną przepychu barokową katedrę. Katedrę, którą do dzisiaj można podziwiać.
Tymczasem w kraju panuje inkwizycja, która tłumi każdy przejaw wolnej myśli, na stosy trafiają zarówno heretycy, jaki i osoby, które miały nieszczęście zostać o herezję oskarżone. Zaprzężeni do niewolniczej pracy, królewską zachcianką wybudowania repliki Bazyli Św. Piotra w Rzymie, robotnicy bez sprzeciwu dźwigają swój los cierpiąc nędzę, choroby, upokorzenie.

Największa mądrość życiowa polega właśnie na obojętnym przyjmowaniu tego, co zsyłają niebiosa, słońce czy deszcz, byleby nie w nadmiarze, ale nawet i wtedy, bo przecież ani w czasie potopu nie zginęli wszyscy ludzie, ani nie było jeszcze takiej suszy, żeby nie przetrwała choćby jedna trawka lub nadzieja na jej odnalezienie. [str.130 ze 182]

Baltazar i Blimunda to historia jednostek, których życie splotło się nierozerwalnie z budową klasztoru. Budowa jest ogromnym, morderczym przedsięwzięciem, które pochłania nie tylko wiele środków, ale przede wszystkim wiele istnień ludzkich. Wydawać by się mogło, że tak przytłaczająca budowla przytłoczy też życie bohaterów. Tymczasem okazuje się, iż z pozoru niewiele znacząca jednostka obdarzona może być nadludzką siłą, jeśli jej motorem są miłość i pasja. Ksiądz Bartłomiej-Wawrzyniec, posiadający ogromne marzenie, aby przy pomocy passaroli (maszyny latającej) wzbić się w powietrze i przenieść do innego, szczęśliwszego świata spotyka na swej drodze dwoje ludzi, którym decyduje się zaufać i powierzyć swój sekret. Są to Baltazar, były żołnierz bez lewej ręki oraz obdarzona zdolnością widzenia rzeczy dla innych niedostrzegalnych – córka czarownicy - Blimunda. Przygody tej niezwykłej trójki to nie tylko historia księdza - pasjonata (postaci mającej swój pierwowzór w rzeczywistości) i dwójki kochanków, ale też wyraz siły, jaką daje człowiekowi uczucie i szlachetne pragnienia, to historia zwycięstwa mądrości nad głupotą, uczucia nad siłą, pasji nad powszedniością.

„bo czymże w rzeczywistości jest człowiek, którego człowieczeństwo mierzy się siłą mięśni, otóż jest ucieleśnieniem strachu, boi się, że ta siła okaże się niewystarczająca, by powstrzymać potwora, który go bezlitośnie ciągnie za sobą, wszystko zaś z powodu kamienia, który wcale nie potrzebował być aż tak wielki, taras można by przecież zrobić z trzech czy dziesięciu niniejszych, lecz wówczas nie moglibyśmy się pysznić wobec Jego Królewskiej Mości, Jest to jeden kamień, i wobec zwiedzających, nim przejdą do innej sali, Jest to jeden kamień, właśnie tego rodzaju pycha jest źródłem wszelkiego zakłamania, zarówno w skali ogólnej, jak i jednostkowej, o czym świadczy chociażby takie oto stwierdzenie z podręczników historii, Klasztor w Mafrze zawdzięczamy królowi Janowi V który ślubował zbudować go, jeśli będzie miał potomka, a gdzie tych sześciuset mężczyzn, którzy wszak nie zrobili żadnego dziecka królowej, a jednak to oni spełniają ślubowanie, niech to, proszę wybaczyć anachroniczne powiedzonko, cholera weźmie” [str.128 ze 182].


Saramago w sposób niezwykle prosty - za pomocą ludowej opowieści (używając jednocześnie dość zawiłego stylu) opisuje historię determinacji, z jaką dążą do realizacji swych marzeń bohaterowie, którzy muszą przezwyciężyć nie tylko przeszkody zewnętrze, ale także własne słabości i ograniczenia.

Język Saramago wymaga od czytelnika dużego skupienia. Zdania się niezwykle rozbudowane, często pozbawione znaków przestankowych, zdarza się, iż w jednym zdaniu występuje dwóch narratorów. Jednocześnie narrator będący człowiekiem z XVIII wieku dysponuje często wiedzą człowieka współczesnego. Wszystko to sprawia, iż lektura nie należy do lekkich i łatwych. Z jednej strony utrudnia to czytanie, ale z drugiej strony pozbawiona owego stylu książka, myślę, że straciłaby sporo ze swej oryginalności.

„… bo zawsze kimś się jest, czy się tego chce czy nie, gdyż prawdę mówiąc, od wszystkiego można uciec, tylko nie od siebie samego” [str.31 ze 182]

Mnie książka urzekła. Ocena 5,5/6

A swoją drogą, ilekroć oglądam te wszystkie piękne świątynie przychodzi mi do głowy pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, czy były one warte swojej ceny.
Zdjęcia: 1 Okładka, 2-3. Katedra w Mafrze
Książkę przeczytałam w formie e-booka. Zaliczam ją do wyzwania z półki.

24.06.2012

José Saramago, Historia oblężenia Lizbony

José Saramago (1922 – 2010), portugalski pisarz, otrzymał Literacką Nagrodę Nobla w 1998 roku. Był bardzo wszechstronnym twórcą: poza licznymi powieściami (Miasto ślepców, Ewangelia według Jezusa Chrystusa, Baltazar i Blimunda, Wszystkie imiona i wiele innych) pisał także sztuki teatralne, dzienniki, opowiadania, wiersze, powieść podróżniczą, a nawet książkę dla dzieci. Miał trudne dzieciństwo i ze względu na sytuację finansową nie udało mu się zrealizować marzeń o studiach – nie przeszkodziło mu to jednak otrzymać tytułu honoris causa kilku uniwersytetów.

 Bohaterem Historii oblężenia Lizbony jest Raimundo Silva: przeciętny, samotny mężczyzna w średnim wieku, redaktor, człowiek inteligentny, ale całkiem zwyczajny. Pracuje właśnie nad książką "Historia oblężenia Lizbony" i decyduje się na dziwny krok: dopisuje "nie" w zdaniu, w którym autor informował, że krzyżowcy pomogą oblegającym. Próba odważna i szalona, choć nieudana – tak poważna zmiana musiała prędzej czy później wyjść na jaw. Kolejne dni Raimundo spędza zestresowany i wyczulony na każdy dźwięk: czeka na konsekwencje samowoli. Ten jeden moment okazuje się jednak bardziej brzemienny w skutkach, niż mógł się spodziewać; owo "nie" nie stanowi w gruncie rzeczy zaprzeczenia spisanej historii, bo przecież wpływ na jej zakończenie leży poza zasięgiem moźliwości redaktora: to fakt historyczny. Natomiast ten pojedynczy wyraz sprzeciwu kładzie kres nudnemu i pustemu życiu mężczyzny, a on sam pisze nową historię: historię oblężenia Lizbony i historię swojego życia.

Dalej.

19.05.2011

"Miasto ślepców" José Saramago

"Nigdy nie wiadomo do czego jesteśmy zdolni, trzeba pamiętać, że czas wszystko zmienia, wystarczy tylko poczekać, czas to siła kierująca naszymi losami, to gracz, który siedzi po drugiej stronie stołu, trzymając w ręku wszystkie karty, podczas gdy nam pozostaje tylko wymyślanie kart z własnym życiem".  

Trudno jeszcze pozbierać mi myśli, po przeczytaniu tej książki, ponieważ książka mną wstrząsnęła. Tematyka niby nie taka oryginalna, bo o nagłych epidemiach, kataklizmach, pisał już Albert Camus w "Dżumie" albo Golding we "Władcy much". Tutaj mamy epidemię ślepoty. 

Zaczyna się niewinnie i nic nie zapowiada nadchodzącego kataklizmu. W centrum miasta, stojąc na skrzyżowaniu i czekając na zielone światło, nagle ślepnie mężczyzna. Mężczyzna widzi tylko biel. Zapanowała nagła jasność. I po krótkim czasie, tak jakby ślepota była chorobą zaraźliwą, ślepną pozostali mieszkańcy miasta. Na początku ci, co mieli styczność z pierwszym mężczyzną, czyli lekarz, który go badał, pacjenci, którzy byli w przychodni (kobieta w ciemnych okularach, stary człowiek z  czarną opaską, zezowaty chłopiec), jego żona, taksówkarz, policjant i wielu następnych. Dochodzi do tego, że rząd wykorzystując dawny szpital psychiatryczny, organizuje kwarantannę i zamyka w nim  wszystkich ślepców. Szpitala pilnują wartownicy, dostarczane są środki czystości i pożywienie. I codziennie dowożeni są nowi pacjenci. Wkrótce jednak ślepną również wartownicy i rządzący. Szpital staje się zamkniętych światem i tu zaczyna się piekło.  

Jak wiele potrafi znieść człowiek? Jak sprawdzi się warunkach, gdzie zaczyna brakować jedzenia? Do czego jest zdolny, by przetrwać?   Każdy tu reagował inaczej, jedni płakali, inni krzyczeli ze strachu lub wściekłości, jeszcze inni przeklinali. Nie każdy potrafił dźwigać krzyż  swojego eschatologicznego cierpienia w sposób godny. Zaczęły się rodzić zwierzęce instynkty. Nawet ktoś obdarzony wybujałą i twórczą wyobraźnią nie zdołałby opisać brudu i zapachu panującego w szpitalu. Ale w tym zamkniętym świecie jest jedna, zdrowa osoba, która widzi normalnie. To żona lekarza, ale paradoksalnie wcale nie jest w lepszej sytuacji niż wszyscy ślepcy. Ona na wszystko musi patrzeć, widzi całe zezwierzęcenie ludzi, ich upodlenie i upokorzenie. Czy może być coś gorszego? 

José Saramago zastosował w swojej powieści parę chwytów. Po pierwsze to bezimienność bohaterów. Nikt nie ma imienia i nazwiska. Tu jest lekarz, jego żona, złodziej samochodów, prostytutka-kobieta w ciemnych okularach, zezowaty chłopiec, stary człowiek w czarnej opasce na oku, pokojówka i tak dalej. Ta bezimienność sugeruje to, że ślepcem może być każdy z nas i każdego to może spotkać, bez względu na wiek i wykształcenie.

Drugi chwyt to miasto, również bez nazwy. Ale stary człowiek w czarnej opasce oślepł, gdy oglądał obrazy w muzeum. Widział obraz przedstawiający kruki w zbożu, a to z pewnością "Pole pszenicy z krukami" Vincenta van Gogha w Amsterdamie, ale widział również psa zagrzebanego w piachu, a to na pewno "Pies zagrzebany w piachu" Francisco Goyi w Madrycie. Oglądał też wóz z sianem przejeżdżający przez rzekę i miał na myśli obraz Johna Constble'a w Londynie, a kobieta stojąca w otwartej muszli to "Narodziny Wenus" z Florencji. Znowu kilka miast, a to świadczy o tym, że epidemia ślepoty może wybuchnąć wszędzie, w każdym miejscu. 

Co więc należy zrobi, aby się przed nią ochronić? I czy w ogóle można się jej wystrzyc?  Jak mają zachować się władze? Jeden z bohaterów stwierdza: "Jeśli kiedykolwiek odzyskam wzrok, będę z większą uwagą zaglądał ludziom w oczy, szukając w nich duszy". Właśnie! Może wystarczy tak niewiele, może nie dostrzegamy tego, co widzimy na co dzień. A może trzeba zamknąć na chwilę oczy, otworzyć i zobaczyć coś, czego do tej pory nie widzieliśmy.  Może trzeba stracić wzrok, aby znaleźć miłość swojego życia? Może trzeba nazwać pewne uczucia, których się nie chciało widzieć? 

"Czy to znaczy, że mamy za dużo słów? 
To znaczy, że mamy za mało uczuć
A może przestaliśmy je nazywać?
I dlatego je tracimy"   
 
A może trzeba się poświęcić dla innego? Wyzbyć się na chwilę egoizmu, który przesłania wszytko, sięgnąć do dna serca. Bo tam, właśnie na samym dnie serca, jest nadzieja - wielka, niezmierzona i jedyna!  
 "Jesteśmy  ślepcami, którzy widzą, Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą"
 
recenzja tez      u mnie       Zapraszam
 

14.08.2010

Wszystkie imiona, Jose Saramago

„Wszystkie imiona” to nazwa Archiwum Głównego Akt Stanu Cywilnego, w którym jako kancelista pracuje bohater książki Saramago, Pan Jose. „Wszystkie imiona” to – dosłownie – imiona wszystkich ludzi, zarówno żywych, jak i zmarłych, znajdujących się w rejestrach Archiwum. Każdego dnia, od kilkudziesięciu lat, Pan Jose wprowadza do archiwum żywych nowonarodzone osoby, a także przenosi do archiwum zmarłych akta tych, którzy odeszli z tego świata.

Na calosc tekstu zapraszam do BREDABLIKA :)

12.10.2009

Jose Saramago "Wszystkie imiona"

Laureat Nagrody Nobla za rok 1998.

Nie znałam twórczości Saramago i nie miałam pojęcia, jakiego typu to twórczość. Sięgnęłam po "Wszystkie imiona", ponieważ tylko tą książką dysponowała biblioteka. Czuję się usatysfakcjonowana lekturą, choć była nieco klaustrofobiczna.

Pan Jose, pracownik Archiwum Głównego Akt Stanu Cywilnego, to pięćdziesięcioletni samotny i zamknięty w sobie mężczyzna. Prowadzi nudne życie, a jego jedyną rozrywką w codziennej rutynie jest zbieranie wycinków z prasy z artykułami i zdjęciami sławnych ludzi. Większość czasu skromny kancelista spędza w pracy - miejscu surowym, mrocznym, w którym absurdalny regulamin zakazuje odwracania wzroku w trakcie rozmowy z kustoszem. Pan Jose jest pracownikiem idealnym. Do czasu...
Pewnego dnia trafia na kartę nieznajomej kobiety i, mimo braku racjonalnego wytłumaczenia, zaczyna się nią przesadnie interesować. Poszukiwanie informacji na temat 36 - letniej rozwódki sprawia, że z sumiennego i kompetentnego urzędnika pan Jose przeobraża się w roztargnionego, niewyspanego kancelistę, któremu zdarza się pomylić.

Dlaczego bohater tak bardzo interesuje się życiem tej kobiety? Dlaczego właśnie karta tej nieznajomej wzbudziła w nim ciekawość? Może nie ma znaczenia, że to ta kobieta? Może chodzi tylko (albo aż) o to, że w tym pustym życiu najwyższy czas zrobić coś absurdalnego, co wykracza poza logiczny schemat? Może na pana Jose spłynęła tego świadomość, gdy trzymał w dłoniach kartę tej kobiety? Może to przypadek?

Dziwna jest ta książka, ale wciągająca.

30.08.2009

Baltazar i Blimunda - Jose Saramago

Tytuł jak z romansu traktującego o miłości do grobowej deski. I taka ona jest: jak uderzenie pioruna, od pierwszego wejrzenia i słowa, na dobre i na złe, pełna czułości, zmysłowości, oddania i przyjaźni. Bohaterami są ludzie z nizin: Baltazar Mateusz zwany Siedem Słońc, stracił część ręki na wojnie, z której wraca, Blimunda obserwuje odejście matki posądzonej o czary, którą zesłana do Angoli. Spotykają się na auto da fé w Lizbonie i od tej chwili są nierozłączni. Na drugim planie jest rodzina królewska Jana V (1706 - 1750) i królowej Marii Anny Józefy z Austrii. Protokół, sztywność, obowiązek wobec dynastii, skoki w bok króla - to ogólna charakterystyka tego związku.

Jednakże tytuł oryginału brzmi Memorial do Conventio, a więc Pamiętniki / Kroniki zakonu, co poszerza pole zainteresowań narratora. Historie osiemnastowiecznych bohaterów są ściśle związane z budową zespołu klasztorno-pałacowego w Mafrze koło Lizbony, by w ten sposób podziękować za dziecko urodzone po latach starań w rodzinie królewskiej, lecz i zaspokoić potrzebę franciszkanów, którzy pozazdrościli okazałych klastorów cystersom czy dominikanom. Złoto napływa do Portugalii z Brazylii strumieniami, więc budowla się rozrasta, ludzie mają pracę. Król jest wielkim budowniczym - stwierdza sarkastycznie narrator. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

17.08.2009

"Miasto ślepców"


Jedyne co mogę wyrazić po przeczytaniu tej książki to ogromny zawód, a jedyne co jest godne zapamiętania z jej 345 stron to zdanie na końcu książki „ Jesteśmy ślepcami, którzy widzą. Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą”. No dobrze to dwa zdania, ale dwa zdania jak na powieść noblisty to chyba mało?! Czytając tę historię miasta, którego wszyscy mieszkańcy powoli, jeden po drugim ślepną miałam wrażenie, że czytam pospolite czytadło, tak pospolite, że nie powinno wyjść ono spod pióra noblisty.
Choć książka zaczęła się ciekawie, wciągnęła mnie do tego stopnia, że żal było mi ją odłożyć do rana – ludzie tracący wzrok w tajemniczy sposób, do tego wszystkiego „widzący” wszystko „zalane mlekiem” – nietypowe – to docierając do jej połowy z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, kiedy będę mogła ujrzeć jej koniec. Miałam wrażenie, że sama zaczynam widzieć jakby przez mgłę, że czytam nie tą książkę, którą zaczęłam.

4.08.2009

Baltazar i Blimunda Jose Saramago




To moja pierwsza lektura obejmująca Projekt Nobliści, ale tak naprawdę inspiracją do sięgnięcia właśnie po ten tytuł była ta recenzja na blogu Buvljak

Przez całą książkę musiałam siebie samą upominać „To nie średniowiecze, to XVIII wiek”. Wyobraźnia jednak płatała mi figla a Saramago nie pomagał i mentalnie kierował w wieki dawne.

Portugalska rodzina królewska z niecierpliwością oczekuje potomka. Król w tej intencji składa śluby dotyczące wybudowaniu klasztoru i katedry jeśli Bóg pobłogosławi go potomstwem. Osiem miesięcy później na świat przychodzi księżniczka Maria Barbara i to za jej sprawą rusza budowa największej świątyni w Portugalii. Wydarzenie jakim jest wznoszenie katedry w Mafrze, jest częścią składową życia wszystkich obywateli. Jeśli nawet osobiście nie odczuwają trudów pracy, to przedsięwzięcie jest tak duże, że finansowo państwo staje się niewydolne.

Baltazar, jest jednym z tysięcy robotników pracujących przy wznoszeniu monumentalnej budowli. Wraz z Blimundą mieszkają w Mafrze. Ich zwyczajne z pozoru życie, cementuje nadzwyczajny związek oraz tajemnica budowy maszyny latającej. Ksiądz Wawrzyniec zaszczepił w nich entuzjazm związany z lataniem, udzielił niezbędnych rad jak maszyna ma wyglądać i w trójkę próbują powołać do życia „Latającego ptaka”. Ale nie jest prosto budować maszynę unoszącą się w przestworza jeśli jest się pionierem latania, a dodatkowo w każdej chwili można znaleźć się w centrum zainteresowania inkwizycji.


Niewątpliwie głównym bohaterem tej powieści jest katedra, to ona implikuje większość zdarzeń dotyczących wiodących postaci, jeśli nie bezpośrednio to staje się ich tłem. Może właśnie wątki dotyczące katedry i klasztoru, wszechobecnej w powieści religii, jakiejś totalnej niemocy społeczeństwa, szalejącej inkwizycji , wszechwładzy króla, spychały moją świadomość w średniowiecze. Myślę że jednak nie zmieniało to mojego odbioru głównych myśli autora.


Saramago stawia naprzeciw siebie dwie odmienne pary: królewską i tytułowych bohaterów. Ale jakże różne jest życie i ciele tych ludzi. Król Jan V bogaty rozkapryszony, rozpustny i nieobliczalny w swoich zachciankach i jego żona pobożna, poddająca się biegowi wydarzeń kobieta z zimnego kraju. Celem dla nich w życiu jest wypełnienie swych królewskich obowiązków, ceremoniałów, żyją jednak nie ze sobą ale obok siebie. Chciałoby się wprost napisać, bogaci ale nieszczęśliwi.

Zupełnie inny związek jest pomiędzy Baltazarem i Blimundą. To prawda że ubodzy, to prawda że doświadczeni przez los, On stracił rękę na wojnie, Ona żyje z piętnem córki czarownicy, ale mają siebie. Nie tylko rozumieją się bez słów, nie tylko ich uczucie trwa niezmiennie wiele lat, ale są zjednoczeni w swoich marzeniach o latającej maszynie.

Saramago jest pisarzem który oczekuje od czytelnika uwagi. Nie można śledzić tej powieści, rozpraszając się co chwila. Brak wyodrębnionych dialogów, czyli obecność ich w ciągłym tekście, zmusza do zwiększonej czujności podczas lektury. Także pojawiające się liczne dygresje i dygresje od dygresji, a pomiędzy nimi rozważania natury filozoficznej, mogą wybić z głównego wątku. Jednak skupienie uwagi, podążanie za myślą autora, jest jak najbardziej wynagrodzone wieloma bardzo udanymi opisami, przemyśleniami, spostrzeżeniami. To co zrobiło na mnie duże wrażenie to sposób narracji: z rezerwą, ironiczny, a jednocześnie dotykający najważniejszych spraw. Jedną z nich jest obecność kleru i Boga, w życiu Portugalczyków. Autor sięga po przerysowania i karykaturę tego co się dzieje wokół religii. Początkowo jest to nawet zabawne, w miarę przewracania następnych kartek, staje się jasne że pisarz ma na tym punkcie po prostu lekką paranoję

Nie zmienia to faktu że „Baltazar i Blimunda” są lekturą wartą przeczytania, zebrania kilku myśli natury uniwersalnej, zastanowienia się nad naszym własnym żywotem, i nad tym jak wiele w naszym życiu zależy od tak niewielu.

30.07.2009

Jose Saramago - Miasto ślepców

Przeczytałam ją niedawno, więc przekopiuję swój wpis z mojego blogu, z jedną zmianą. Napisałam tam, że denerwowały mnie dwie rzeczy w czasie czytania. Ponieważ tutaj będą zaglądać osoby, które jeszcze tego nie czytały, nie zamieszczę tu informacji o tej drugiej rzeczy. Może nie zwrócicie na to uwagi, natomiast jeśli będziecie wiedzieć, o co chodzi, nie będziecie już mogli spokojnie czytać. ( Kto chce wiedzieć, o co chodzi -zapraszam na bloga na własną odpowiedzialność :) )

Miasto ślepców - Jose Saramago
Książka noblisty. Swoisty hit ostatnich miesięcy za sprawą ubiegłorocznej ekranizacji.
A ja mam problem z tą książką. Bo nie wiem, czy mi się podobała, czy nie.
Fabuła jest prosta - oto w mieście jakimkolwiek w kraju jakimkolwiek nagle bez przyczyny ślepnie człowiek. Wkrótce ślepota zamienia się w epidemię, każdy, kto miał styczność ze ślepym, po kilku godzinach również traci wzrok. Władze próbuja na początku jakoś z tym walczyć, więc pierwszą grupę ślepców izolują w budynku starego szpitala. Na początku wszystko układa się w porządku, zwłaszcza pierwszej grupie, w której jest lekarz okulista i jego żona, która z niewyjaśnionych przyczyn jest jedyna osoba, która widzi.
Problemy nabierają na sile, gdy jedna z kolejnych grup "przejmuje" władzę. Na czele tej grupy staje "król oddziału trzeciego" i posiadana przez siebie bronią terroryzuje pozostałych zmuszając ich do okropnych i poniżających czynów.
Nie zdradzę, co było dalej. Napiszę tylko o swoich odczuciach.
Dwie rzeczy denerwowały mnie bardzo. Pierwsza to brak zaznaczenia dialogów w sposób "tradycyjny", czyli myślnikami. Do tego jednak można po jakimś czasie się przyzwyczaić, a poza tym koleżanka moja J.W. wymyśliła, że to może specjalny zabieg, żebyśmy poczuli się trochę jak ślepi, nie mogąc się od razu zorientować, kto się odzywa.
(...)
Zamysł powieści to ukazanie kondycji człowieka i tego, jak zmienia się zachowanie człowieka w ekstremalnej sytuacji, jak szybko dokonuje się degrengolada. Zamysł, jak dla mnie jednak wtórny. Coś podobnego już było. Był to słynny stanfordzki eksperyment więzienny Philipa Zimbardo. Więcej informacji na jego temat tutaj. On też pokazywał, jak szybko ludzie tracą swoją tożsamość w zetknięciu z pewnym ekstremum i warunkami życia.
Jeśli jednak potraktować powieść jako swego rodzaju przypowieść o życiu w dzisiejszym skonsumpcjonizowanym świecie, to ... hmm, wesoło nie jest.
A co do ekranizacji, to książka jest napisana tak sugestywnym językiem, a i moja wyobraźnia działa bez zarzutu, nie chcę tego oglądać, nie potrzebna mi wizualizacja.

29.07.2009

"Miasto ślepców" José Saramago


"Miasto ślepców" to historia epidemii, która po kolei ogarnia wszystkich mieszkańców miasta, a póżniej kraju. Pierwsza osoba zaraża najbliższych tylko przez krótki kontakt z nimi, aż epidemia rozprzestrzenia się na całe społeczeństwo. Pierwsi oślepli zostają internowani w byłym szpitalu psychiatrycznym. Okazuje się jednak, że żona jednego ze ślepych widzi, ukryła to, by móc towarzyszyć mężowi. Nie zdradza jednak tego faktu innym ślepych. Mimo braku wody i funkcjonujących urządzeń sanitarnych grupa ślepców jako tako radzi sobie. Po pewnym czasie dołączają do nich kolejni oślepli i warunki życia stają się katastrofalne - wszystko tonie w brudzie i smrodzie. Ponadto grupa ślepców przejmuje przydzielane racje żywnościowe, by czerpać z ich rozdzielania profity.
Od pierwszych stron zaskoczył mnie język Saramago - nigdzie nie widać wydzielonych graficznie dialogów, jednak dialogi w książce występują, wplecione są w długie zdania i sugerowane tylko użyciem mowy bezpośredniej. Potrzebowałam chwili, by przyzwyczaić się do tego sposobu pisania, a i niełatwo odłożyć na chwilę tak pisaną książkę. Dzięki temu zabiegowi jednak przykuwa wręcz Saramago czytelnika do swojej powieści.
Czas jednak zastanowić się w jakim celu taka powieść? Rozważać można ją na wielu płaszczyznach. Naturalnie najpierw śledząc akcję książki a równocześnie zachowania ludzkie wobec epidemii. Czytelnikowi nasuwa się wiele pytań - jak szybko człowiek przejmuje zachowania zwierzęce, jak istotny jest wzrok do normalnego funkcjonowania, czy możliwa jest organizacja państwa jeśli wszyscy są niewidomi, jaki sens ma takie życie, czy niewidomi mają jakąkolwiek przyszłość poza wegetacją i walką o pożywienie, jakie znaczenie ma miłość? Każde z tych pytań może być przycyznkiem do dłuższych rozważań.
Saramago nakreśla jednak także drugą płaszczyznę - państwa i społeczeństwa: oceniać można zachowanie państwa wobec początku epidemii, walka o przetrwanie i zachowanie organizacji państwowych, terror. Wiele z wypowiedzi niewidomych odnosi się właśnie do tych zachowań. Mnie akurat ta płaszczyzna mniej interesowała, bliższa jest mi jednak istota człowieka.
To zadziwiająca książka, niesamowitym jest dla mnie fakt samego pomysłu na taką alegorię i przede wszystkim ujęcia go w słowa tak, że powstała z niego blisko czterystustronicowa powieść. Całą akcję można przecież streścić w kilku zdaniach, a mimo to książka nie nudzi. Jestem pewna, że będzie dla mnie jeszcze powodem wielu rozważań i chętnie podyskutowałabym na temat jej treści.