Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - Paideia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - Paideia. Pokaż wszystkie posty

27.03.2014

"Odruch serca" Toni Morrison

Ameryka Północna XVII wieku. Początki kolonizacji brytyjskiej. Zbiorowisko wszelkiej maści wyznawców odłamów chrześcijańskich, nieakceptowanych i odrzucanych na starym lądzie. Niewolnictwo, ciężka fizyczna praca, ale i wielkie perspektywy. Z tym wszystkim próbuje się zmierzyć Jacob Vaark. Zakłada farmę w Nowym Jorku, sprowadza z Europy kobietę, która będzie mu żoną, gospodynią i matką jego dzieci. Próbuje normalnie żyć. Nie daje się uwikłać w żadną religię, nie trudzi się niewolnictwem, szanuje każdego napotkanego człowieka. Brzydzi się Europami, którzy bogacą się kosztem innych. Prawie ideał. Jacob Vaark.

Ale nie o nim ta historia, a o czterech kobietach, które połączyła jego osoba. To opowieść o jego żonie Rebece, o trudnej roli, jaka została jej przydzielona w tym dziwnym świecie, o jej młodości i trudach podróży na nowy kontynent. O tym, jak pragnęła normalnej rodziny, lecz nieustanne przeciwności losu stawiały przed nią coraz trudniejsze przeszkody.

Ciąg dalszy TUTAJ :) zapraszam!

24.11.2013

Selma Lagerlof "Tętniące serce"

Wiele już czytałam powieści o miłości rodzicielskiej. Wiele łez wylałam przy tego typu historiach, gdyż przeważnie sytuacje opisywane przez autorów okazywały się skrajnie patologiczne (niekoniecznie w negatywnym sensie). Jednak opowieść szwedzkiej pisarki, bądź co bądź laureatki Nagrody Nobla, wywarła na mnie niesamowite wrażenie, a łezka się w oku nie zakręciła. Jak to możliwe? Pytam dotąd sama siebie :)

S. Lagerlof wzięła na warsztat nietypowy temat - tacierzyństwo. Wątek, który w dzisiejszych czasach byłby czymś normalnym lub też czymś pożądanym, sto lat temu musiał wywołać skrajne emocje.Być może dlatego właśnie autorka wybrała tak specyficzny sposób opisu historii Jana Andersona i jego córki Klary Finy Gulleborgi. Za chwilę postaram się wyjaśnić dokładniej, o co mi chodzi, choć nie jestem pewna, czy będę potrafiła w pełni oddać to, co kłębi mi się w głowie.
Ciąg dalszy tutaj! Zapraszam :)

8.11.2013

W 100 rocznicę urodzin Alberta Camus - "Gość"

Miałam wczoraj ogromną ochotę symbolicznie chociażby uczcić 100 urodziny Alberta Camus. Przeglądałam liczne strony internetowe i na jednej z nich natknęłam się na króciutkie (10 stron) opowiadanie tegoż autora. "Gość" to jedna z nowel zawartych w zbiorze "Wygnanie i królestwo". Nie miałam niestety zbyt wiele czasu, by zdobyć więcej informacji na temat całego zbioru, etiologii jego powstania i ogólnej charakterystyki. Tak więc czytając opowiadanie wyrwane niejako z kontekstu trudno było mi wyobrazić sobie miejsce, czas i stosunki międzyludzkie tam opisane. Ale podobało mi się tam, choć zawitałam do świata Camus zaledwie na kilka minut...

... Nauczyciel patrzył na dwóch mężczyzn zmierzających w jego stronę...

Dookoła pola, które pokrył śnieg, na niebie kłębowisko chmur, pośrodku pustkowia mała szkółka, a w niej on - Daru. I jeszcze ktoś, zbliża się na koniu i ciągnie za sobą... człowieka, Araba. To komendant wlecze za sobą więźnia, Daru nie rozumie jednak, jaki jest cel ich wizyty. Wkrótce dowiaduje się, że człowiek związany sznurem zabił jednego z kuzynów. Dlaczego? Nie wiadomo, kogo to obchodzi. Morderstwo to morderstwo. Komendant przynosi rozkaz - nauczyciel musi odprowadzić więźnia do pobliskiej miejscowości - i odchodzi. Daru pozostaje z gościem sam na sam. Zapada noc. 

Co dzieje się z człowiekiem, kiedy ogarniają go ciemności? O czym myśli, co czuje? Noc potrafi zmienić w ludziach wszystko. Może ich sprowadzić na złą drogę lub wręcz przeciwnie - pokazać im dobre rozwiązanie problemu. Opowiadania Camus'a przepełnione jest symbolami. Wszystko możemy tu odczytywać na kilka sposobów. Są pola, z których ludzie zbierają przedziwne plony - kamienie. Są rozdroża, na których bohaterowie podejmują ważne dla siebie i innych decyzje. Są obcy sobie ludzie, którzy potrafią zrozumieć się bez słów, chociaż... może kompletnie siebie nie rozumieją. Nic z tym opowiadaniu nie jest zwyczajne. Szczerze przyznam, że nie potrafię go zinterpretować. Ale oczarowało mnie. Chcę jeszcze i jeszcze! 

...W tym ogromnym kraju, który tak kochał, był sam...*

A jak wy uczciliście urodziny jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku? Jak reagujecie na jego twórczość? Jak ją odczytujecie? Czy lubicie jego powieści, czy wręcz przeciwnie? Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi!

* zdania pisane kursywą to pierwsze i ostatnie zdanie opowiadania

4.11.2013

Pär Lagerkvist "Karzeł"

Oto karzeł. Nie błazen - karzeł. Mieszka na zamku u swego księcia, służy mu przy stole, przebywa w jego komnatach. Służy też księżnej, choć szczerze jej nienawidzi. Uczuciem tym darzy wszystkich, lecz ją szczególnie. Mimo to służy, jest wierny i lojalny. Zajmuje mały karli pokoik, gdzie pisze niezwykły pamiętnik, choć pewnie dla niego to po prostu dziennik, ot zwykłe zapiski tego, co dzieje się na zamku. Przemierza liczne korytarze, obserwuje, lecz z nikim nie rozmawia i niczego nie komentuje. Chodzi i sieje wokół siebie nienawiść, a przecież powinno być odwrotnie, przecież jest karłem. Ale ten karzeł jest inny od swych pobratymców. Ten karzeł to zło!

Ciąg dalszy znajdziecie TUTAJ :) zapraszam!


15.04.2013

"Sto lat samotności" G.G. Marquez


Ufff... Czuję się spełniona! Przebrnęłam przez maraton narracji G.G. Marqueza i ukończyłam go. Tempo czytania nie było może najmocniejszą stroną tego biegu, ale najważniejsze, że szczęśliwie dotarłam do mety. Kto czytał "Sto lat samotności", domyśla się pewnie, o co chodzi. Dla tych, którzy nie mieli jeszcze możliwości zapoznania się z dziełem noblisty, sprawę wyjaśnię w dalszej części opinii.  

"Sto lat samotności" to saga rodziny Buendia, mieszkającej w małym zapomnianym przez świat miasteczku Macondo gdzieś w Ameryce Południowej. Poznajemy ich historię od czasu założenia osady przez Jose Arcadio i jego żonę Urszulę, poprzez płodny rozkwit rodzinny aż po ostatniego z rodu. Poznajemy więc około sto lat z ich życia. Długie, nieskończenie zmieniające się jak w kalejdoskopie dzieje, których nie sposób opisać, więc nawet nie podejmę się tej próby. Nie tylko z powodu ogromnej masy przygód, dziwnych sytuacji, lecz także przez magicznie surrealistyczne wydarzenia, które czasami przyprawiały człowieka o gęsią skórkę, innym razem rozbawiały do łez. Jedno jest pewne: nigdy jeszcze nie było mi dane poznać takiej rodziny! Oj nigdy...

Ciąg dalszy na MOIM BLOGU, zapraszam :)

28.11.2010

Romain Rolland - "Colas Breugnon"


Colas, Colas, ze świecą szukać dziś takiego jak ty! Szczęśliwego dziadka, kobieciarza, spryciarza i mistrza w swym fachu. W dzisiejszych czasach zapewne umarłbyś z głodu lub wygryzłaby cię konkurencja, lecz patrząc na czasy, w których żyłeś, niejeden mógłby ci pozazdrościć wesołego i szczęśliwego żywota, oj niejeden...

Polecam wszystkim lekturę znakomitego laureata Nagrody Nobla z roku 1916 - Romaina Rollanda. A ciąg dalszy mojej recenzji znajdziecie TUTAJ

26.10.2009

Wiek Żelaza - John Maxwell Coetzee



Tę krótką notkę zapiałam parę lat temu na stronie internetowej podaj.net. Wstawię ją także tu, być może zainteresuje tych, którzy nie czytali jeszcze książek tego autora, by sięgnęli po jego dzieła :)


Smutna opowieść starszej kobiety, piszącej pożegnalny list - pamiętnik dla swej córki, której nie widziała od wielu lat. A powodem, dla którego to czyni, jest jej śmiertelna choroba, z jaką walczy. Nie ma odwagi ani siły poinformować najbliższą jej osobę o takim stanie rzeczy, dlatego spisuje całe swoje życie. Opisuje każdą chwilę bólu, smutku, samotności. Wkrótce w jej życiu (a raczej na podwórku) pojawia się tajemniczy bezdomny...
Rzecz dzieje się w Afryce, książka opowiada także o wojnach domowych, które się tam toczą. Misz-masz uczuć, postępowania i smutny koniec. Dla mnie osobiście książka była zbyt ciężka i przygnębiająca, ale dla miłośników Coetzee'go polecam.

Sercątko - Herta Müller

Od dawna marzyłam o tym, by przeczytać jakąkolwiek powieść H. Müller. Tyle słyszałam o prozie tej pisarki, zaciekawiła mnie przede wszystkim opisami życia w Rumunii (bardzo intryguje mnie ostatnio ten kraj). Kiedy nadarzyła się okazja, pożyczyłam z kolejkowa "Sercątko". "Na oko" książka do oddania po tygodniu, może dwóch...
Niestety pozycja ta przerosła moje oczekiwania, możliwości i chęci. Po miesiącu czytania tkwiłam nadal na 70 stronie i nie byłam w stanie przebrnąć przez dalszą jej część.
Początkowo sądziłam, że autorka celowo zagmatwała wstęp, wprowadziła klimat strachu i wszechogarniającej paniki, by w dalszej części treść rozjaśnić, wytłumaczyć i tym samym ułatwić czytelnikowi przebrnięcie przez ciemne ulice Rumunii, koszmarne sale akademików (czy stancji) i wrogie każdemu aule uniwersyteckie. Niestety przeżyłam lekkie załamanie nerwowe, kiedy po trzech tygodniach czytania wciąż wracam do punktu wyjścia lub w najlepszym razie cofałam się o kilka stron.
Piszę o niczym, ponieważ tak naprawdę nie wiem o czym ta książka była, a więc nie mam czego streszczać. Nie zrozumiałam przesłania autorki, nie pojęłam co H. Müller chciała mi powiedzieć... Jedyne, co czułam podczas czytania, to strach i panika, obawa przed kolejnymi niezrozumiałymi stronami powieści i niechęć z powodu kolejnej porażki - braku rozumienia sensu najprostszych zdań.
Zdaję sobie strawę, że jest to proza wybitna, alternatywna, wymagająca... Widocznie jestem tylko zwykłym szarym człowieczkiem, któremu nie jest dane odebrać tego typu przesłania. I szczerze mówiąc jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. Jeśli ktoś lubi zastanawiać się nad każdym zapisanym na stronie zdaniem i doczytywać się w nim drugiego dna, to dzieła H. Müller są dla niego stworzone. Ja - kiedy mam potrzebę tak dokładnej analizy treści - biorę do ręki tomik wierszy Tuwima, Gałczyńskiego czy Staffa. Nie potrzebuję do tego aż 212 stron tekstu, wystarczy wiersz na 2 strony :)
Podsumowując: proza ta zmęczyła mnie niesamowicie, osłabiła moje receptory czuciowe i chwilowo zniechęciła do czytania czegokolwiek... I wiem już na pewno, że przygoda z Hertą Müller skończyła się dla mnie definitywnie.

Moje spotkania z noblistami

Witam!!!

Na początku chciałabym bardzo podziękować założycielce tego blogu, że tak szybko zareagowała na moją prośbę i pozwoliła mi dzielić się z Wami dorobkiem czytelniczym.

A wybitnego dorobku nie mam niestety, zwłaszcza jeśli chodzi o noblistów, ale zamieszczę tu swoją listę:

1905 Henryk Sienkiewicz, Polska: "Szkice węglem", "Krzyżacy", "Sahem", "Ogniem i mieczem", "Potop", "Quo vadis" i kilka innych nowel :)
1924 Władysław Reymont, Polska: "Chłopi"
1954 Ernest Hemingway, USA: "Stary człowiek i morze"
1957 Albert Camus, Francja: "Dżuma"
1970 Aleksander Sołżenicyn, ZSRR: "Oddział chorych na raka"
1980 Czesław Miłosz, Polska: Poezja
1996 Wisława Szymborska, Polska: kilkaset wierszy z różnych tomików
2003 J.M. Coetzee, RPA: "Wiek żelaza"
2009 Herta Müller, Niemcy: "Sercątko"