13.09.2014
"Spadkobiercy" William Golding
18.05.2013
William Golding – Widzialna ciemność
Więcej na blogu.
29.02.2012
"Władca much" William Golding
Powyższa powieś leżała na mojej półce dość długo. Zawsze znalazłam jakiś powód, żeby po nią nie sięgać. Nie miałam okazji czytać "Władcy much" w liceum, a podobno, w niektórych szkołach jest lekturą, ani w czasie studiów.
Znalazłam jednak motywację, do jej przeczytania: projekt Kornwalii Porozmawiajmy o książkach. Wypadła moje kolej na zaproponowanie lektury, więc pomyślałam, że będzie to świetna okazja na zapoznanie się z odkładanym na później, Williamem Goldingiem.
Na skutek katastrofy samolotu, na nieznaną wyspę, trafia grupka chłopców, w wieku od sześciu do dwunastu lat. Początkowo dzieci są tak zdziwione zaistniałą sytuacją, że nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie niesie za sobą takie miejsce. Na szczęście wyspa "wita" swych nowych mieszkańców dość przychylnie. Daje im w bród pożywienia w postaci owoców, wodę pitną, schronienie w cieniu palm, a przede wszystkim świetną zabawę w wodzie i na plaży, z czego dzieci skwapliwie korzystają. W końcu mogą bawić się do woli, nieskrępowane obecnością opiekunów, światem nakazów i zakazów, wypełniania obowiązków i wiecznego pośpiechu.
Jednak nawet taka grupa dzieci, przypadkowo organizuje się w społeczność. Wszystko zaczyna się od momentu, kiedy jeden ze starszych chłopców, Ralf, dmucha w konchę i zwołuje do siebie pozostałe dzieci. W ten sposób zostaje nieformalnym przywódcą tegoż zgromadzenia i ustala zasady wspólnego życia na wyspie.
Pozostali chłopcy dostosowują się do ustalonych reguł. Zostaje wybrana grupa myśliwych oraz grupa pilnująca ogniska, ponieważ dzieci doszły do wniosku, że dym z ogniska może zostać zauważony przez przepływający statek i dać im szansę na ratunek. Oczywiście, początkowo w ferworze zabawy i totalnej swobody, dzieci nie czują potrzeby, aby ktoś ich z wyspy wyratował. Jednak, wraz z nadejściem nocy, w której "potwór" czai się za każdym drzewem, kwestia ratunku jest bardzo ważna. Jednak, po pewnym czasie, chłopcom nudzi się wykonywanie obowiązków i praca, którą trzeba wykonać w obozowisku.
Wtedy, w grupie chłopców zaczyna się swoista walka o władzę. W konflikt z Ralfem popada Jack, chłopak, który przed katastrofą pełnił funkcję lidera wśród swoich kolegów. Jack proponuje chłopcom nowe zasady życia na wyspie, w których nie ma nakazów pilnowania ognia, czy nudnego umacniania szałasów. Zyskuje sobie sympatię większości i przenosi się na inną część wyspy. Ralf próbuje opanować rozprzestrzeniającą się anarchię, ale jest już za późno. Dochodzi bowiem do strasznej tragedii, która pociąga za sobą kolejne, brzemienne w skutki, wydarzenia.
Na jednym z portali przeczytałam, że "Władca much" to powieść o istocie zła. Zgadzam się, jednak poza tym zagadnieniem zawiera w sobie wiele innych kwestii do przedyskutowania.
Treść książki można rozpatrywać na poziomie społeczeństwa:
Jak wygląda hierarchia społeczeństwa, postawa jednostki przeciwko grupie, podążanie za większością, życie według określonych reguł, dostosowanie się do istniejących zasad, poczucie obowiązku i dobrze wykonanej pracy. Ale także, jak wygląda walka o władzę, jakie są symbole władzy, jaki wpływ ma silna osobowość na grupę, jak następuje zapoczątkowanie rządów tyrana, oraz jakie cechy powinien posiadać dobry lider.
Powieść rozpatruje się także, a może głównie, na poziomie moralności i etyki, a także ludzkich zachowań. Jaka siła jest konieczna do przeciwstawienia się złu, jak wygląda życie pod presją, czy zło i zdolność do popełnienia zabójstwa tkwi w każdym człowieku, czym różni się emocjonalny i racjonalny stosunek do zaistniałej sytuacji, gdzie kończy się niewinność, oraz jaka jest wytrzymałość psychiczna człowieka.
W tej niewielkiej stosunkowo książce, zostało przedstawionych, wiele interesujących kwestii. Czytanie jej dostarczyło mi wielu emocji, więc z czystym sumieniem polecam ją każdemu, kto jeszcze nie miał okazji przeczytać. William Golding autor "Władcy much", w roku 1983 otrzymał Literacką Nagrodę Nobla, więc choćby dlatego, warto książkę poznać.
Lekturę "Władcy much" przeczytałam w ramach Projektu Porozmawiajmy o książkach, gdzie już JUTRO 1 marca zaczynamy dyskusję na jej temat. Zapraszam wszystkich chętnych do podzielenia się opinią :)
Książkę wykorzystałam także do wyzwania Z półki (8/16) i Projektu Nobliści (3)
1.12.2011
Władca much
15.06.2011
Władca Much - William Golding
31.08.2009
"Władca much" - Wiliam Golding

"Władca much" to powieść o grupie chłopców ewakuowanych przed bombą atomową, którzy na skutek defektu w samolocie dostają się na bezludną wyspę i tu organizują sobie życie na wzór dorosłych. To miniaturowe społeczeństwo, rządzące się własnymi prawami, przeżywa poważne konflikty, które niemal prowadzą do katastrofy. Groźny obraz wypaczeń i skrzywień narastających w młodej społeczności, nękanej przez symboliczne zło, jest wymownym ostrzeżeniem dla świata dorosłych.
[Wydawnictwo "Czytelnik", Warszawa 1986]
Smutna to książka… interesujące studium natury człowieka w ekstremalnych warunkach. Nie ma mowy o logicznym rozumowaniu, zwłaszcza u dzieci. Rządzi siła, emocje, strach, panika. Prosiaczek, który jest uosobieniem racjonalnego myślenia jest w pogardzie, wyśmiewany, odsunięty na bok. Tak bardzo było mi go żal. Wrażliwiec nie pasujący do środowiska gdzie rządzi siła. Chłopcy, którzy z początku się świetnie bawią dopiero później zaczynają dostrzegać ciemniejsze strony tej sytuacji. Chyba słusznie jest to jedna z książkę, które TRZEBA przeczytać, przeczytać i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie jak by się w danej sytuacji postąpiło. Chociażby teoretycznie… bo teoria jest teorią, a prawdziwe życie pokazuje prawdę. O czym przekonali się chłopcy… w wieku w którym nie mogli dać rady unieść takiego ciężaru… końcówka mną wstrząsnęła…
29.07.2009
Władca much - William Golding
Dziecko i dzieciństwo to powszechnie rozpoznawany symbol niewinności, czystości. Dziewicza, nieskażona cywilizacją i niezamieszkana przez nikogo wyspa przywodzi na myśl raj (vide arturiański Avalon czy „Utopia” Thomasa More’a). William Golding we „Władcy much” wywrócił jednak te symbole do góry nogami i powstało niezwykłe, zapadające w pamięć dzieło.Grupa brytyjskich chłopców zostaje ewakuowana z powodu zagrożenia wybuchem bomby atomowej, ale samolot się rozbija i dzieci trafiają na bezludną wyspę. Są zdane tylko na siebie i tworzą mini-państwo – wybierają przywódcę, dzielą się obowiązkami. Szybko jednak okazuje się, że coś, co mogłoby się wydawać świetną zabawą w rozbitków, zmienia się w koszmar. „Władcę much” przez pierwszych kilka rozdziałów czyta się jak powieść przygodową, ale niedługo po rozpoczęciu lektury wraz z każdą obróconą stroną rośnie napięcie, a czytelnik w niemym przerażeniu nie może oderwać się od lektury, by po przeczytaniu ostatniego zdania gorzko zaśmiać się nad ironicznym zakończeniem – chłopcy zostali zauważeni, bo spalili pół wyspy w polowaniu na swojego kolegę, a ratuje ich nikt inny jak oficer marynarki, który dziwi się, że brytyjscy chłopcy nie spisali się lepiej, a sam przed chwilą pewnie „zabawiał się” nie gorzej niż oni.
Golding pokazuje, że zło jest nieodłączną częścią natury człowieka. Cywilizacja pomaga człowiekowi ograniczyć jego pierwotne instynkty, ale z dala od niej przestajemy kontrolować samych siebie (pisał o tym również Conrad w „Jądrze ciemności”). Można się z tymi poglądami nie zgadzać, ale nie sposób przejść wobec nich obojętnie.


