Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Le Clézio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Le Clézio. Pokaż wszystkie posty

3.05.2013

Onitsza, J.M.G. Le Clézio


Tytułowa Onitsza to miasto w Afryce, ostatnie miasto mitycznego ludu Meroe. Przybywa do niego dwunastoletni Fintan Allen wraz z matką zwaną pieszczotliwie Maou. Przyjeżdżają by chłopiec mógł wreszcie poznać swojego ojca, Goeffroy’a Allena, a Maou dawno niewidzianym być przy swoim mężu. Spotkanie wydaje się być rozczarowujące dla wszystkich. Relacje pomiędzy głównymi bohaterami stopniowo się jednak zmieniają. Rodzina, której głowa jest praktycznie obcym człowiekiem zarówno dla własnego syna jak i żony dąży do scalenia się. Chłopiec powoli zaczyna oswajać się z nowym miejscem. Groźny, nieprzystępny Czarny Ląd stanie się dla niego domem, miejscem, które nigdy nie zatrze się w pamięci.
Powieść Le Clézio często porównywana jest do „Jądra ciemności” Conrada. Tu również mamy do czynienia z mrokami kolonializmu. Biali mieszkańcy Onitszy to zdecydowanie niesympatyczne typy. Fintan ma okazję przekonać się o tym już na statku, którym zmierza do Afryki. Jednak klimat powieści noblisty jest o wiele jaśniejszy, przełamany pięknem opisów i czystością spojrzenia głównego bohatera, z którego perspektywy poznajemy Czarny Ląd.
„Onitsza” to także opowieść o fascynacji graniczącej z szaleństwem. Fascynacji kulturą Afryki, nieokiełznaną, dziką siłą przyrody i mitem. Sama powieść też ma w sobie coś w mitu. Czytając, ma się poczucie, że opisane zdarzenia rozgrywają się  w czasie bez czasu, w uświęconej wiecznej teraźniejszości.  Poza tym narracja ma zdecydowanie oniryczny charakter. Ale to chyba typowe dla konstrukcji  opierających się na wspomnieniach z dzieciństwa. 

Jeśli książka jest dobra nie przestaje się o niej myśleć po odstawieniu na półkę. Coś pozostaje w człowieku, zagnieżdża się, czasami uwiera, przypomina o sobie. „Onitsza” do takich właśnie książek należy.

Recenzja do przeczytania również tutaj.

29.07.2012

J.-M. G. Le Clézio, Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent


Jean-Marie Gustave Le Clézio, Raga. Ujrzałem niewidzialny kontynent
Państwowy Instytut Wydawniczy

To moje drugie, a zarazem jakby pierwsze – bo totalnie inne – spotkanie z francuskim noblistą. Poprzednio sięgnęłam po bardzo wczesną (z 1970) powieść eksperymentalną Wojna. Tym razem inna forma, inna tematyka, inny styl: Raga. Le Clézio dużo podróżował i owocem tego są dość liczne książki podróżnicze. Raga na polskim rynku ukazała się w 2009 roku, a powstała trzy lata wcześniej, więc od Wojny upłynęło niemało czasu i wiele się w pisarstwie Le Clézio zmieniło.

W swojej książce autor zabiera nas w podróż na wyspy Oceanii, nazywanej niewidzialnym kontynentem: bo niedocenianym, niedostrzeganym, rozproszonym. Jak można się jednak spodziewać, nie jest to zwykła książka podróżnicza. Jest tu historia, opowieści, mit, obrazy i odczucia, zawsze jakby w migawkach i urywkach: trochę tu, trochę tam, a wszystko na zaledwie stu dwudziestu stronach. Nie znaczy to, że zapiski są pobieżne: przeciwnie, wiele w nich informacji, są one za to skondensowane i bazują na domniemanej wiedzy czytelnika. A jednocześnie wszystko jest jakby ujrzane w mgnieniu oka: i już ledwo dojrzana, muśnięta, Raga się oddala.


Dalej. 

28.07.2012

Onitsza Le Clezio

Wydawca: PIW
Rok wydania: 2008
liczba stron: 224
Upalny dzień zniechęca do jakiegokolwiek wysiłku umysłowego, zatem dzisiaj będzie krótko. Pierwsze spotkanie z noblistą. Nie powiem, że nie udane, ale też nie mogę powiedzieć, abym była tej znajomości ciekawa na przyszłość. Oczywiście, wiem, że nie należy się zniechęcać po pierwszej książce, należy dać szansę i pisarzowi i sobie, sama tak kiedyś pisałam innej blogerce, ale kiedy każdy z nas ma po kilkadziesiąt, a niektórzy kilkaset pozycji na półeczkach i są tam też takie, do których aż przebieramy nóżkami to takie pierwsze nie do końca udane spotkanie może przesądzić o losie autora w naszym życiu literackim.
Książkę przeczytałam w maju i z przerażeniem stwierdzam, że mimo upływu tak krótkiego czasu coraz bardziej zaciera się w mojej pamięci. To co w tej opowieści o podróży utkwiło mi w pamięci to sama aura tejże (tu kłania się moje zamiłowanie do morskich podróży) oraz obraz Afryki, jaki poznajemy, dzięki wrażliwości małoletniego bohatera powieści. Obraz ten mimo dużej intensywności barw i zapachów sprawia wrażenie nieco sennego i poetyckiego. Akcja toczy się niespiesznie i monotonnie.
Biała kobieta krótko po wojnie wraz z dwunastoletnim synem, Fintanem odbywa podróż statkiem do Afryki (do miejsca o nazwie Onitsza), aby tam spotkać się z ojcem chłopca. Geoffray, opuścił rodzinę w pogoni za nieuchwytnym marzeniem. Kobieta płynie pełna wiary w odzyskanie męża i ojca jednocześnie. Fintan nie bardzo ma ochotę płynąc na nieznany ląd, do człowieka, który jest mu całkiem obcy, ale kiedy już przybywa na miejsce stara się poznać i zapamiętać wszystko, co warte i godne zapamiętania; poprzez barwy, zapachy, zjawiska pogodowe, niezwykłych ludzi. Chłopiec chłonie otaczający go świat z całym jego dobrodziejstwem. Odnajduje w nim i piękno afrykańskiego krajobrazu i biedę i okrucieństwo kolonialnego świata. Kiedy po latach Fintan zaczyna uważać Onitszę za swój dom okoliczności zmuszają rodzinę chłopca do powrotu do Europy. Wówczas okazuje się, iż Onitsza to nie tylko mały punkt na mapie świata, ale miejsce, które zaważyło na całym dalszym życiu chłopca. Opowieść niespieszna, nieco poetycka, opowieść o samotności, o tęsknocie, o marzeniach, o akceptacji, o trudnej miłości, o dojrzewaniu, no i przede wszystkim opowieść o Afryce pięknej i zdradliwej.
Polecam wielbicielom czarnego lądu i sennych, niespiesznych klimatów.
Jeśli ktoś byłby książką zainteresowany, proszę śledzić na moim blogu za jakiś czas zakładkę Wymiana, do której Onitsza trafi jako pierwsza.

18.01.2012

Jean-Marie Gustave Le Clezio, "Wojna"

Jean-Marie Gustave Le Clezio, laureat Literackiej Nagrody Nobla 2008, francuski pisarz, autor powieści, opowiadań, esejów filozoficznych. Debiutował w 1963 roku powieścią Protokół, po czym wydał jeszcze ponad 30 książek. Wojna ukazała się po raz pierwszy w 1970 roku, a więc zalicza się do początkowej twórczości autora.

Ciężko pisać o tej książce. To powieść eksperymentalna – i sam ten fakt wystarczy, żeby mogła się komuś zdecydowanie podobać albo zdecydowanie nie. Mnie się podoba, lubię od czasu do czasu takie teoretycznoliterackie zabawy, choć czasem nie nadążam za autorem.

Bohaterką powieści jest Bea B., młoda dziewczyna żyjąca w ciągłym strachu, próbująca się odnaleźć w zmechanizowanym, metalicznym, nowoczesnym świecie. Patrzy na niego z zupełnie nowej perspektywy: piękne wydają się jej skrzyżowania, samochody, puszka konserw. Czy to znaczy, że nie ma już nic bardziej godnego podziwiania? Czy może to my źle patrzymy na to, co nas otacza? Jest tyle rzeczy, które trzeba nauczyć się widzieć. Nikt się niczym nie zachwyca. Ludzie żyją wśród cudów i nie zwracają na nie uwagi. Jest tyle niezwykłych i pięknych przemiotów, chromowanych, z przewodami, silnikami i reflektorami! Są nożyczki, długopisy, zegarki, kałamarze, lusterka samochodowe, butelki lemoniady, widelce, papierosy, szyby, suszarki do włosów, wagi, swetry, windy, rowery, monety, maszyny do pisania, tranzystory.
Świat otaczający bohaterkę w jednym momencie wydaje się zimny, obcy, brutalny – nawet drzewa są zarażone nienawiścią – by za chwilę magnetyzować. Przyciąga i wchłania czytelnika.

Cały tekst dostępny na moim blogu.

22.01.2011

"Urania" J.M.G. Le Clézio


Jak to dobrze, że to nie była moja pierwsza książka Le Clézio. Z pewnością nigdy nie sięgnęłabym już po inne jego tytuły. Tymczasem dwie poprzednie powieści noblisty (recenzje tui tu) bardzo mi się podobały. Na ich tle "Urania" wypada niestety blado.

Daniel Sillitoe - francuski geograf - przybywa do Emporio. Jest to miejsce, gdzie spotykają się naukowcy, przede wszystkim antropologowie, by wspólnie przeprowadzać badania, wygłaszać odczyty i korzystać z wymiany doświadczeń. Daniel już w pierwszych dniach nie znajduje z nimi wspólnego języka. Antropologowie reprezentują bardzo ambiwalentny stosunek do ludności, zamieszkującej Dolinę. To przede wszystkim biedota, dziewczyny, które się prostytuują, dzieci, przeczesujące wysypiska śmieci, kobiety pracujące od świtu, do nocy na plantacjach truskawek. Geografa zafascynowała pobliska osada zwana Campos - jest to miejsce zamieszkane przez grupę ludzi, którzy stworzyli odrębną wspólnotę, z własnymi zasadami, językiem, na której czele stoi Doradca. Poznany w autobusie Rafael przybliża Danielowi życie we wspólnocie.
Le Clézio wprowadza jeszcze trzeci wątek w swojej powieści - Daniel poznaje Portorykankę Dalię, z którą się czasowo związuje. Dalia tęskni za swoim trzyletnim synkiem, który pozostał pod opieką ojca-rewolucjonisty.

Mnogość wątków w tej przecież dość szczupłej objętościowo książce zdecydowanie jej nie służy. Tytułowa Urania, którą ma być Campos, spada do wątku pobocznego. Chętnie dowiedziałabym się więcej o jej mieszkańcach, o ich motywach zamieszkania we wspólnocie, o ich życiu codziennym. Pozostałe wątki również aż proszą się o rozwinięcie.
Ponownie zachwycił mnie język Le Clézio - długie ale zgrabne zdania, świadczące o coraz rzadziej spotykanej umiejętności niespiesznego opowiadania, którą tak bardzo cenię.

"Uranii" nie polecam więc, ale nie zrażajcie się do Le Clézio, bo naprawdę warto sięgnąć po innego jego powieści.

21.01.2011

Rewolucje - Le Clezio



Jean Eudes Marro i Jean Gildas Marro – co łączy tych dwóch mężczyzn poza nazwiskiem? Otóż rewolucje. I nie mam na myśli tylko książki o tym tytule ale raczej wewnętrzne przemiany, które dokonały się w ich umysłach i życiu. Także te rewolucje, które były tłem do historii. Wielka Rewolucja Francuska wchłonęła Jeana Eudesa, a bliższe współczesnemu człowiekowi wydarzenia w Meksyku, wojna algierska i Paryski Maj stanęły na drodze młodego Jeana Gildasa. To rewolucje rzuciły ich w świat. J.E. Marro porzuca szeregi armii, rezygnuje z walki i pozostawiając ducha rewolucji na polu bitwy osiada na Mauritiusie. Ale i Jean’a Gildas’a los rzuca na Mauritius, jednak nie tak szybko i nie tak zdecydowanie – najpierw są postoje i dylematy co wybrać – Niceę czy Londyn, a może Meksyk? To dwie niespokojne dusze i tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Jean-Marie Gustave Le Clezio pisząc Rewolucje toczył dwie równolegle opowieści łącząc czasy rewolucji francuskich i współczesne, zrewolucjonizowane życie. Opowieści tak jednocześnie różne, a tak sobie bliskie. Rewolucje składają się z rozdziałów, które przeplatają się jak warkocz, jak tory biegnące do celu. Pozornie dwa różne życia, jednak związane więzami krwi i przeszłością - bowiem Jean Gildas to potomek Jeana Eudesa. Obaj tak samo rozdarci, szukający swojego miejsca w życiu. Jean Eudes obawiając się prześladowań ze strony jakobinów, ucieka z Francji, osiedlając się na bajkowej Isle de France czyli dzisiejszym Mauritiusie. Jean Gildas opiekujący się na co dzień niewidomą ciotką Catherine, kierowany jej opowieściami o boskim Rozilis, po wieloletniej wewnętrznej tułaczce (liczne miłostki, rozdarcie między własnym szczęściem, a zgorzkniałymi rodzicami) również dociera na Mauritius.
Czytając Rewolucje odnosi się wrażenie, że granice nie istnieją, że świat jest małą globalną wioską, której wszystkich mieszkańców łączą więzy krwi. W której wszędzie jest blisko, odległości się nie liczą i zawsze dociera się do celu. Celu, który znajduje się ukryty gdzieś, jak Atlantyda. Świat w Rewolucjach jawi się jako osobny raj. Jakby to, co już wiedzieliśmy i widzieliśmy na ziemi nie było prawdą. Jest jak bajka o raju. Raju utraconym, bo nierealnym. Miejscu, które ominęliśmy, choć było tak blisko. Tak jak Jean Gildas słuchając opowieści ciotki przenosił się do czasów swoich przodków, tak czytelnik przenosi się w opisywany przez autora świat. W tę książkę dosłownie się wchodzi - czując południową morską bryzę i upał nie do zniesienia, słuchając odgłosów walki i czując cierpienie żołnierzy. Tak czyta się Rewolucje.
Mówi się też, że Rewolucje to książką z wątkami autobiograficznymi – ciągle szukający Le Clezio, którego korzenie wyrastały już w wielu miejscach do tego rodzice pisarza, pochodzący również z Mauritiusa. Ta książka mnie wzruszała wielokrotnie, ale choć jest smutna przez to, że uświadamia naszą małość, nasz zepsuty byt i to, że tym zepsuciem zaraziliśmy cały świat, to jest piękna i daje nadzieję, że zawsze można coś naprawić, odkryć. Rewolucje uświadamiają, że aby żyć musimy walczyć, musimy się buntować. Musimy prowadzić rewolucje, przemieszczać się i poszukiwać. To książka - droga, historia w ciągłym ruchu.
Kiedy patrzy się - bo czytelnik ma lepiej, gdyż widzi całą historię - nie można się nadziwić, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Jak często, nawet nie zdając sobie sprawy, przenosimy nasz kod genetyczny, nasze zwyczaje z pokolenia na pokolenia. Jak bardzo jesteśmy powtarzalni, choć jednocześnie tak różni. To powieść pełna faktów historycznych, jednak czarująca i niepowtarzalna. Książka, której bohaterów tak szybko się nie zapomina. Wręcz utrwalają się oni do tego stopnia, i stają się tak żywi, że można złapać się na poszukiwaniach ich wśród mijanych mężczyzn.

"Afrykanin" - Jean-Marie Gustave Le Clezio

   Nieznany, a jednak tak bliski ląd - Afryka. Ojciec - tak bliski, a jednak tak całkowicie obcy człowiek. Pierwsza z przeczytanych przeze mnie powieści Le Clezio i od razu tak intymne zwierzenia. O Afryce baśniowej, brzmiącej dźwiękiem swojskich bębnów i otulonej przyjaznym słonecznym żarem; o tym sercu ziemi pisze Noblista w swej powieści autobiograficzno-genealogicznej. Jednocześnie, unoszony na falach wspomnień tropi każde wgniecenie trawy uczynione butem swego ojca na tym lądzie, który on ukochał niczym własne dziecko.


















   Słodko-gorzka podróż sentymentalna Le Clezio w poszukiwaniu zrozumienia  dla świata, ojca a przede wszystkim siebie rozpoczyna sie głęboką refleksją dotyczącą więzi rodzinnych:
   "Każda istota ludzka bierze się z jakiegoś ojca i jakiejś matki. Można ich nie uznawać, nie kochać, można w nich zwątpić.  Ale oni istnieją, mają twarze, poglądy, maniery i nawyki. Istnieją ze swymi złudzeniami i nadziejami (...) i to wszystko przechodzi na nas."**
Na całość recenzji zapraszam do mnie: Kartek szelest.

1.08.2010

Jean-Marie Gustave Le Clézio - Urania


Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2008
Pierwsze wydanie: 2006
Liczba stron: 239

Ocena: 2/6

Literacka Nagroda Nobla 2008

Proszę mi wierzyć, że nauczyłam się nie czytać kiepskich książek do końca i stosuję już od kilku dobrych miesięcy zasadę pierwszych 50 stron. Ale to było wyzwanie. Skoro już mi weszła w ręce z tym wielkim napisem "Nagroda Nobla", to wiedziałam, że trzeba będzie wysmarować recenzję. I jak już ją tak męczyłam, to przyświecała mi też myśl: trzeba ostrzec innych!

Dlaczego? To proste. Wydawca i pisarz robią czytelnika w konia! No bo tak: na okładce naprawdę zachęcająca "zajawka", że będzie o jakiejś utopijnej krainie, ale w naszej rzeczywistości, gdzie ludzie pokazują, że można żyć inaczej. I już byłam pozytywnie nastawiona. Gdybym też Wam dodała, że książka porusza temat (i wcale bym nie skłamała) eksploatacji żyznej meksykańskiej doliny, kontrast między biedotą a bogatymi mieszkańcami, ucieczki do Stanów tych pierwszych, to też można sobie chrząknąć pod nosem "ciekawe, ciekawe, trudne sprawy...". A tu figa!

Ciąg dalszy u mnie: Mikropolis

17.01.2010

Afrykanin - Le Clezio

Znajomość z francuskim noblistą zaczęłam od najbardziej osobistej książki autora. Jest to bowiem historia biograficzna dotycząca jego rodziny, szczególnie ojca i spędzonych kilka lat w Afryce. Le Clezio pisze o swoim ojcu jak o kimś obcym, który został mu przedstawiony jako rodzic. Tak było faktycznie. Biografia ta nie jest spisem czy zbiorem opowieści, anegdot o sytuacjach, które w Afryce miały i wciąż mają miejsce. Lecz przemyśleniami opartymi na wrażeniach, odczuciach, które po tylu latach tkwią w człowieku dalej.
Książka ta ma pomóc w lepszym zrozumieniu autora i innych jego dzieł. Przedstawia jego perspektywę i sposób obserwacji. Czy rzeczywiście zmienia nasze spojrzenie na inne jego teksty? Nie wiem, może się kiedyś o tym przekonam. Nie jest to książka nudna ani specjalnie trudna w zrozumieniu. Jest to typ książek, z którymi się już zetknęłam. One mają w sobie coś ambitnego i coś wielkiego czuć w powietrzu, a właściwie nie są jakieś wyjątkowe czy niesamowite. Moje wrażenia są takie jak po innych książkach - nie jest zła, ale też żadna rewelacja; nie jest też przeciętna, bo czuć w niej coś ponad przeciętnego. I takie odczucia, ten typ książek to nie koniecznie dotyczą dzieł noblistów czy innych nagrodzonych pisarzy.
Historia nie była mdła, zrobiła na mnie trochę wrażenia. Szkoda, że zdjęcia były kiepskiej jakości, wiem, że to były czasy bez cyfrówek i photoshopów, ale chodzi mi o to, że mało na nic widać, nic konkretnego. By bardziej ocenić twórczość Le Clezio musiałabym przeczytać jakąś jego książkę bardziej fikcyjną, czyli to co w głowie mu się rodzi, a nie jest od lat.

16.01.2010

Jean-Marie Gustave Le Clezio „Urania”

To nie będzie dobra recenzja. Trudno bowiem pisać z przyjemnością o książkach, które mnie nie zainteresowały, znudziły wręcz i pomimo, że objętościowo były niewielkie, ciągnęły się w nieskończoność. Po przeczytaniu 2/3 „Uranii” na przestrzeni dość długiego czasu, zmęczona postanowiłam oddać ją do biblioteki. Wypożyczyłam ją jednak po kilku tygodniach ponownie stwierdziwszy, że trzeba już ją „machnąć” do końca i mieć święty spokój.

„Uranię” wybrałam, ponieważ zaintrygowała mnie tematyka: „Urania to powieść-bajka o utopii stworzonej w dwudziestym wieku na wzór dawnych społeczności Mezoameryki” – przeczytałam na tylnej stronie okładki. Spodziewałam się trochę Huxleya, trochę Orwella, trochę „Avatara” w reżyserii James’a Camerona, a trochę także czegoś, czego jeszcze nie znałam.

Główny bohater i narrator – Daniel Sillitoe – jest geografem i zarazem badaczem, który przybywa na specjalne zaproszenie do Emporio, aby dokonać pomiarów geologicznych tamtejszych terenów, a także, aby wygłosić kilka naukowych odczytów. „Emporio” to coś na wzór Kastalii z „Gry szklanych paciorków” Hermana Hessego. Miejsce nauki, które zrzesza najwybitniejszych naukowców z dziedziny antropologii, ekonomii, nauk politycznych etc. Miejsce, które powstaje poniekąd po to, aby „zbawić” „Dzielnicę Spadochroniarzy” oraz inne okoliczne tereny, na ktorych miejscowa ludność żyje w biedzie, wyzyskiwana przez wielkie koncerny próbujące zbić majątek na tamtejszych ziemiach. Naukowcy ze Wzgórza Antropologów postawieni są moralnie w dość dwuznacznym świetle: z jednej bowiem strony ich zadaniem jest naukowe zbadanie i opisanie problemów społecznych, socjologicznych itp., z drugiej traktują oni tych ludzi bardzo przedmiotowo, nie bez dozy pewnej wyższości. Obok tego świata znajduje się „Strefa” – przestrzeń pod znakiem władzy, policji i rewolucji. Strefa pacyfikuje z kolei „Campos”, które jest tytułową Uranią, miejscem-utopią, którą stworzyli – jakby powiedziała to jedna z bohaterek, Dalia – hippisi. Campos rządzi się swoimi prawami, jej ludność łączy silny związek z ziemią i niebem (gwiazdami), jest to miejsce bez jakichkolwiek instytucji (szkoła, kościół, sklepy). Wszyscy każdego dnia uczą się świadomości i głębokiego wnikania wewnątrz najprostszych spraw.

„Urania” Le Clezio wydaje się szkicem. Wielość płaszczyzn nie pozwoliła na podejście inne niż jedynie pobieżne zarysowanie problematyki i sylwetek. Powieść Noblisty nie zaangażowała mnie. Podczas lektury miałam wrażenie, że kwestie opowiadane przez narratora wprawdzie są dla niego bezcenne, drogie sercu, że odnosi się do nich ze swoistą wewnętrzną tkliwością, lecz nie udało mu się przenieść tej troski na czytelnika. Może nie taki był plan. Dla mnie powieść była zbyt sentymentalna. Zabrakło mi w niej dystansu i próby zainteresowania czytelnika. Również tytułową „Uranię”, czyli Campos, Le Clezio bardzo pobieżnie opisał. Jego obraz właściwie nie różnił się zbytnio od któregokolwiek ze stereotypowych wyobrażeń o utopijnych miejscach, które człowiek tworzy jako alternatywę dla cywilizacji, jako wyraz życia zgodnego z naturą, wyraz życia „inaczej”. „Urania” znudziła mnie. Jednak będę mimo wszystko szukać na półce z prozą Noblisty z 2008 roku czegoś lepszego.

J.M.G. Le Clezio, „Urania”, przeł. Zofia Kozimor, PIW, Warszawa 2008.

Źródło: BREDABLIK

14.10.2009

J. M.G. Le Clézio, Raga


"O Afryce mówi się, że to kontynent zapomniany. Oceania jest kontynentem niewidzialnym. Niewidzialnym, gdyż podróżnicy, którzy po raz pierwszy przybyli w tamte strony, nie dostrzegli go. A i dzisiaj jest jedynie miejscem tranzytu, bez znaczenia na arenie międzynarodowej, poniekąd nie istnieje."

Tak zaczyna się ta książka mieszająca gatunki. gdyż odnajdujemy w niej i esej, i reportaż z podróży, i opowiadanie. Autor podąża śladami wypraw odkrywczych w poszukiwaniu południowego lądu za Quirósem, Mendañą, Magellanem, Bougainvillem, Cookiem, jednakże dawkuje informacje, by odnotować zło, które odcisnęło piętno na tych wyspach, wysepkach, atolach. Ziemia nazwana kontynentem marzeń, zatopionym kontynentem, wyspami z popiołu i koralu nosi w sobie ślady eksploracji pod znakiem grabieży, zawłaszczania żywności, wyniszczania mieszkańców przez system przymusowych robót blackbirding. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

18.09.2009

J.M.G. Le Clezio "Powracający głód"


Zanim poznamy historię rodziny z Mauritiusa, przeczytamy wprowadzenie narratora o własnym odczuwaniu niedostatku, którego doświadczył w czasie wojny, ale też i wyjaśnienia, iż w tym czasie zaczynał pojmować, że głód ma pojęcie szersze.

Po raz kolejny Le Clézio utwierdza czytelnika w przekonaniu, że jest mistrzem stylu, trafnych spostrzeżeń zwięźle zapisanych, nawet puentowania, umiejętności opisu precyzyjnego, lecz malowniczego, dialogów niebanalnych a pozwalających odkryć gamę ludzkich losów, nawet kontrowersyjnych poglądów, małości dążeń, wielkości marzeń, narracji kształcącej i nawet kształtującej poglądy odbiorcy. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

7.09.2009

"Onitsza" Le Clezio

Kiedy poznajemy dwunastoletniego Fintana, właśnie rozpoczyna on swą morską podróż do Afryki, gdzie mieszka jego angielski ojciec, który wyjechał tam w pogoni za marzeniami, tuż przed wybuchem drugiej wojny. Matka Fintana jest Włoszką, która schroniła się z dzieckiem we Francji. Swego męża pamięta tylko jako romantycznego kochanka, jej syn nie zna swojego ojca wcale.
Fintan nie chce opuszczać domu przybranej babki i Francji, ale nie protestuje. Całe swe siły skupia na zapamiętaniu ostatnich obrazów świata, który zostawia za sobą.Czytałam kilka recenzji książki Le Clezio „Onitsza”. Wszystkie z nich mówią o miłości chłopca do Afryki. Tak, chłopiec pokochał Afrykę, którą spotkał, intensywność barw, zapachów, dźwięków, niezwykłość ludzi. Ale to, że tak się stało wynikało z tego kim Fintan był, z jego wrażliwości na wszystko co go otaczało, z wewnętrznej potrzeby zachowania najlepszych cząstek świata.

Na dalszą część recenzji, zapraszam na bloga PIKININI





30.07.2009

...ale jestem...

Dziś spędziałam dwie godziny w bibliotece szukając noblistów :-) nie powiem zajęcie przyjemne :-))) Uzbierał mi się, z tego przyjemnego zajęcia, całkiem spory stosik, niestety mam problemy z załadowaniem zdjęcia stosiku do komputera, ale obiecuję poprawę :-)
Na początek dwie pozycje z Noblem, które czytałam już jakiś czas temu, może komuś pomogą w wyborze? :-)

takiej fascynacji Afryką nie czytałam od czasu "Hebana" Kapuścińskiego. Czytając Onitszę miałam to samo uczucie...koniecznie odwiedzić ten kraj! Czasy kolonii afrykańskiej, wojny i znalezienia się w tym wszystkim Clezio przedstawia oczami dziecka. To rozdarcie jakie odczuwa Fintan, już w trakcie podróży do Afryki, przeraża jego samego. Fintan początkowo strasznie przeciwny i nienawidzący "tego mężczyzny" jak nazywa swojego ojca i miejsca, do którego się udaje odkrywa w sobie ogromne uczucie do Onitszy i Afryki. Do ludzi i krajobrazów jakie tam zastaje. Początkowo obawiający tej zmiany, teraz zostaje rozdraty pomiędzy dwoma światami, pomiędzy miłością do matki i mężczyzny, którego ona kocha, a światem dziecka, w którym sie dotychczas wychowywał. Czytając Onitszę czytamy jakby dwie równoległe historie ojca i syna. Każdy z nich szuka swojej tajemnicy- ojciec historii ludu Meroe i istnienia wyroczni Aro Czuku, a syn - miłości do ojca i obcego jemu miejsca, które porównuje w pisanej przez siebie książce do podróży rzeką. Jednak Fintan stara się odkryć piękno kraju do którego podąża już na statku- zachwyca się "horyzontem tak odległym, że spojrzenie nie ma się na czym zatrzymać" i widocznym "zielonym promieniem", który zdaje sie jemu głosem babki nawołującej do powrotu. Afryka, jakiej nie chciał znać daje sie jemu poznac jako świat pełen wspaniałych ludzi, tubylców, wspaniałego otoczenia. Fascynuje go bieganie na boso, poznawanie zwierząt, rozmowa z wężem, wnika w otoczenie, poznaje wspaniałych przyjaciół. Jednocześnie odradza sie w nim miłośc do ojca i zrozumienie dla decyzji matki. Zaczyna domyślać się czego poszukuje tak naprawdę ojciec. Kiedy w pełni zaakceptował jużz Onitszę, kiedy ją pokochał zmuszony jest zapomnieć o niej i wyjechać.Zapomnieć o przyzwyczajeniach, które tak szybko jego pochłonęły, o przyjaciołach i zostawić ich w rękach wojny i kolonistów. Fintana wspomnienia z Afryki męczą w dorosłyum życiu. Będąc już dorosłym mężczyzną, ze zdawało by się ułożonym życiem, ciągle nie może pogodzić się z losem Onitszy i tym, że ją zostawił. Książka jest walką dwoch światów- rosądku i miłości. Clezio w mnogości opisów przedstawia nam Afrykę jakbyśmy tam byli. Czytając Jego opis upału "witającego" dzień ma się wrażenie, że sami ten upał odczuwamyy. Każda z postaci jest tak wyraziście przedstawiona przez autora, że zdaje się być żywą, znaną nam wraz ze swoją historią. Nie męczą długie opisy przyrody bo pisane są ze zwinną lekkością. Są samą przyjemnością i słodycza tej ksiązki. A rozdarcie, którego ogień płonie w seru Fintana jest znane nam wszystkim. Całe życie każdy z nas musi podejmowac decyzje, które wydawać się mogą jemu błędne lub błednymi się stać, ale życie jest dzięki takim zmianom ciekawsze i pełniejsze.
Dziś pewnie napisałabym inaczej ale nie chcę nic zmieniać, chcę aby tak zostało, tak jak odbierałam ją wtedy, kiedy czytałam pierwszy raz :-)

Kolejna pozycja znalazła się już na moim blogu ale pozwolę sobie wrzucić dla (ewentualnych) zainteresowanych.


Róża Burger córka Lionela, obrońcy czarnych, człowieka walczącego z podziałem świata na białych i kolorowych, po śmierci rodziców zostaje uznana przez otoczenie za naturalnego następcę swoich rodziców w walce z apartheidem. Tracąc rodziców Róża jest jeszcze dzieckiem, nad którym opiekę sprawują czasem przypadkowi ludzie, dla których zdaje się ona być ciężarem. Nie do końca gotowa wziąć to na siebie dziewczyna, zmuszona do samodzielnego życia i sprzedaży domu rodzinnego gubi się w świecie walk o równouprawnienie. Wychowana w rodzinie, w której rodzice walczą o równe prawa dla białych i kolorowych nie może zrozumieć dlaczego czarne dzieci nie chodzą z nią razem do szkoły, dlaczego nie może razem z nimi iść na basen, dlaczego przyjaźń z czarnymi może stać się przyczyną kłopotów. Ten swoisty podział kulturowy i ustawowy ras jest dla niej źródłem niepowodzeń w życiu osobistym, później także przyczynia się do utraty pracy i przyjaciół.
Dalej TU



29.07.2009

"Poisson d'or" J.M.G. Le Clézio


Gdy zobaczyłam w księgarni przecenioną ksążkę Le Clézio, od razu ja kupiłam - koniecznie chciałam poznać tego zupełnie mi nieznanego Noblistę. Zaczęłam czytać wczoraj późnym wieczorem i nie mogłam się oderwać. Powieść kompletnie mnie wciągnęła.
Autor opowiada historię afrykańskiej dziewczynki, która w wieku około sześciu lat zostaje ukradziona. Wrzucona do worka i wywieziona z rodzinnych stron. Dziewczynka nie pamięta domu, rodziców ani własnego imienia. Gdy zostaje kupiona przez Lallę Asamę, starszą panią, otrzymuje imię Laila. Jej opiekunka staje się dla niej babcią, Laila kocha ją i nie opuszcza jej ani na krok. Pewnego dnia jednak Lalla Asama umiera i dziewczynka wpada w ręce nieprzyjaźnie do niej nastawionej synowej. Laila ucieka z domu synowej i tuła się od jednego miejsca do drugiego: nie znając świata ani norm w nim panujących naiwnie ufa życzliwym jej osobom. Wiele miesięcy spędza wśród prostytutek, które traktują ją jak maskotkę, później mieszka z dwoma z nich w małej chatce na drugim brzeu rzeki, aż w końcu nielegalnie wyjeżdża do Francji. W Paryżu poznaje wielu nielegalnych imigrantów z różnych zakątków świata. Laila nie potrafi sama sterować swoim życiem, przechodzi z rąk do rąk, zaczepia się tam, gdzie spotka życzliwą jej osobę. Często jest wykorzystywana psychicznie, a także seksualnie. Sama czuje się uwięziona w sieci, jak ryba. Pragnie się z niej uwolnić, ale wciąż zależna jest od innych osób - legalnie przebywających we Francji, dających jej pracę, jedzenie, umożliwiających jej naukę. Brak korzeni, brak znajomości rodziców, miejsca, gdzie się urodziła wciąż daje jej poczucie zawieszenia, braku przynależności, samotności, dezorientacji. Ukojenie znajduje tylko w muzyce, która pozwala jej zapomnieć o otaczającym ją świecie i umożliwia spojrzenie wgłąb siebie, zatopienie się we własnym jestestwie.
Autor opisuje również emigrantów z Antyli, Cyganów, którzy przybli z Rumunii, indiańskich i meksykańskich emigrantów w USA. Potrafi wskazać różnice między nimi, podkreślając jednak podobieństwo ich losów.
Tematyka poruszana przez Le Clézio bardzo mnie interesuje i skłania do przemyśleń nad tożsamością, losami emigrantów, sposobem ich integracji w nowej ojczyźnie. Czytając tę powieść dopiero uświadomiłam sobie jak istotna jest świadomość własnych korzeni. Zachwycona jestem stylem autora. Na pozór niezbyt spektakularne zdania wciągają, poruszają, pozwalają bardzo plastycznie wyobrazić sobie ulice Rabatu czy Paryża. Le Clézio nie skąpi opisów, nie pozostawiając równocześnie u czytelnika poczucia dłużyzn. Z ogromną fascynacją pochłaniałam kolejną linijkę książki, pędząc ku końcowi tej w sumie dość krótkiej powieści. Jestem zachwycona tą książką i w poniedziałek popędzę do księgarni sprawdzić czy druga przeceniona pozycja tego autora jeszcze tam jest:)

"Rewolucje" J.M.G. Le Clézio


Długa i wymagająca uwagi lektura. Powieść Le Clézio od pierwszych stron sprawia wrażenie sagi - poznajemy rodzinę Morro, która z początkiem XX wieku musiała opuścić Mauritius, gdzie osiedliła się ponad sto lat wcześniej. Głównym bohaterem jest Jean Morro, abiturient z Nicei, który odwiedzając swoją starą ciotkę Catherine, poznaje losy rodziny i przyczyny wyjazdu z wyspy. Taki początek brzmiał niezywkle zachęcająco i z przyjemnością zagłębiłam się w lekturę. Le Clézio jednak nie podaje nam sagi, początkowe wrażenie jest mylące. Okazuje się, że powieść Le Clezio to układanka - autor nie tyle koncentruje się na chronologicznym przedstawieniu czytelnikowi losów Jeana i jego przodków, a na opisaniu epizodów, związanych z rewolucjami, przewrotami czy buntami w różnych miejscach na świecie. Począwszy od Rewolucji Francuskiej autor zapoznaje czytelnika z życiem emigrantów w Londynie, wojną w Algierii czy buntami meksykańskich studentów. Le Clézio wraca również do niewolnictwa na Mauritiusie - posługuj ę się tu historią przykładowej dziewczynki, skradzionej rodzicom w Afryce i sprzedanej na Mauritiusie. Historię tą podaje w kawałkach, między rozdziałami o pobycie Jeana w Meksyku.
Pierwszy członek rodziny Marro zgłasza się dobrowolnie do wojska by wziąć udział w Rewolucji Francuskiej. Ten młody chłopak poznaje życie żołnierza i zamienia się w pacyfistę, by w końcu emigrować na Mauritius. Tam małżeństwo Marro jest jedyną rodziną sprzeciwiającą się niewolnictwu, współcześnie żyjący Jean z trwogą rejestruje wypadki w Algierii i stara się uniknąć zaciągu do wojska i udziału w wojnie. W czasie swoich podróży obserwuje walkę w różnych zakątkach świata. Opis losów rodziny Marro to właściwie tylko przyczynek do rozważań nad równouprawnieniem niewolników czy emigrantów, nad sensem wojny, nad sensem buntu i o poszukiwaniu własnej życiowej ścieżki. Ilość poruszanych przez Le Clézio wątków nieco mnie przytłaczała, czyniła powieść nieco chaotyczną - dopiero po zakończeniu czytania odgaduję sens, odszukuję znaczenia, wątki, myśli. Le Clézio nie pomija losów żadnej z postaci - koncentruje się niemal na wszystkich, których spotyka Jean - od kochanki po szkolnego przyjaciela.
Chyba jednak wolałabym gdyby autor pozostał przy głównej linii, czuję niedosyt i przytłoczenie ilością niedokończonych wątków, naszkicowanych zaledwie myśli. Niespecjalnie mam ochotę rozważać każdy z nich, choć pewnie takie było zamierzenie autora. Mnie zabrakło uporządkowania. Mimo to warto sięgnąć po tę książkę.