Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Mooly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Mooly. Pokaż wszystkie posty

23.01.2012

"Listy do młodego pisarza" - Mario Vargas Llosa

    Zacznijmy od tego, że nie wierzę, iż ktoś może nauczyć kogoś tworzenia. Według mnie z takimi predyspozycjami trzeba się po prostu urodzić,  a potem to w sobie pielęgnować. I nie jest to bynajmniej pochodna romantycznego widzenia twórcy jako bożego pomazańca; nic z tych rzeczy. Myślę jednak, że to kwestia bardziej rozwiniętej wyobraźni, kwestia większej wrażliwości. Dlatego też do najświeższej na polskim rynku publikacji Llosy (jednego z moich nota bene ulubionych pisarzy) podeszłam nie jako do podręcznika dla adeptów sztuki słowa, ale jako do specyficznej autobiografii artystycznej. Zaostrzyłam sobie ząbki, spodziewając się wielkich wynurzeń i wyszeptanych mniejszą czcionką tajemnych trików wielkiej literackiej sławy. Miałam nadzieję zdemaskować jego talent, rozebrać go na czynniki pierwsze, poznać w czym tkwi sekret llosowskiego geniuszu. I co? - zapytacie. I... kolejne szelmostwo.
Na całość recenzji zapraszam do mnie Kartek szelest.

15.11.2011

   Miałam pewne obawy sięgając po tę książkę. Dotyczyły one wpływu nagrody Nobla, otrzymanej przez Llosę w ubiegłym roku na "ponoblowską" twórczość autora. Nie wiedzieć czemu, szykowałam się na coś komercyjno-masowego, populistycznego, na produkt wysoce homogenizowany. Po przeczytaniu "Marzenia Celta" stwierdzam z czystym sumieniem - Llosa wielkim pisarzem jest; obronił Nobla w pięknym, mistrzowskim  stylu. Przypieczętował go powieścią mądrą, głęboką, napisaną z wielkim rozmachem, bardzo ambitną, a jednocześnie z dobrymi, poczciwymi llosowskimi akcentami.
   Przyznam szczerze, nie wiem od czego zacząć tę recenzję... "Marzenie Celta" po prostu trzeba przeczytać, by w pełni docenić jego głębię i przekaz. By znaleźć się na przełomie wieków XIX i XX; by pokłuć oczy swojej duszy i wyobraźni obrazami ofiar szalejącego ówcześnie kolonializmu i jego bestialskich nadużyć; by przemierzyć z Rogerem Casementem dziewicze dżungle Amazonii i Konga; by zastanowić się raz jeszcze nad istotą człowieczeństwa i najskrytszymi sekretami ludzkiej duszy. Trzeba je przeczytać, by przekonać się na własne oczy, jak wielkiego natchnienia może dostarczyć nobel; jak wysoko stawia się potem sobie poprzeczkę i jak ambitnym zadaniom można sprostać. Trzeba je przeczytać, by móc powiedzieć, że zna się dzieło na miarę Nobla. 
   Na całość recenzji zapraszam serdecznie do mnie: Kartek szelest.

21.01.2011

"Afrykanin" - Jean-Marie Gustave Le Clezio

   Nieznany, a jednak tak bliski ląd - Afryka. Ojciec - tak bliski, a jednak tak całkowicie obcy człowiek. Pierwsza z przeczytanych przeze mnie powieści Le Clezio i od razu tak intymne zwierzenia. O Afryce baśniowej, brzmiącej dźwiękiem swojskich bębnów i otulonej przyjaznym słonecznym żarem; o tym sercu ziemi pisze Noblista w swej powieści autobiograficzno-genealogicznej. Jednocześnie, unoszony na falach wspomnień tropi każde wgniecenie trawy uczynione butem swego ojca na tym lądzie, który on ukochał niczym własne dziecko.


















   Słodko-gorzka podróż sentymentalna Le Clezio w poszukiwaniu zrozumienia  dla świata, ojca a przede wszystkim siebie rozpoczyna sie głęboką refleksją dotyczącą więzi rodzinnych:
   "Każda istota ludzka bierze się z jakiegoś ojca i jakiejś matki. Można ich nie uznawać, nie kochać, można w nich zwątpić.  Ale oni istnieją, mają twarze, poglądy, maniery i nawyki. Istnieją ze swymi złudzeniami i nadziejami (...) i to wszystko przechodzi na nas."**
Na całość recenzji zapraszam do mnie: Kartek szelest.

16.01.2011

"Gawędziarz" - Mario Vargas Llosa

    Książki Llosy lubię i to bardzo. Ilekroć sięgnę po jego książkę, autor nieodmiennie mnie czymś zaskakuje, ukazuje swoje inne oblicze twórcze; niczym królika z kapelusza wyciąga całkiem dotąd nieLlosowką w moim przekonaniu tematykę i świetnie się porusza w przestrzeni tworzonego przez siebie świata. Podbija przy tym moje czytelnicze serce za każdym razem od nowa. Był już Llosa-romantyk ("Pochwała macochy"), był Llosa-autor kryminałów ("Kto zabił Palomina Molero?"), teraz przyszła pora na noblistę etnologa...

Powieść to przede wszystkim głębokie studium mitologii macziguengeńskiej: ich wierzeń, przesądów, podań kosmologicznych, prób interpretacji świata. Mnie to wciągnęło bez reszty. To świat iście baśniowy, magiczny, fantastyczny, choć niejednokrotnie przerażająco brutalny i niezrozumiały w swych twardych i absurdalnych, zdawać by się mogło regułach, dla ludzi uwikłanych w cywilizację. 
   Na całość recenzji zapraszam do mnie: Kartek szelest.

3.11.2010

Kto zabił Palomina Molero? - Mario Vargas Llosa

   Kto zabił Palomina to właściwie wiadomo od początku, ale nie wiadomo do końca.Tak, tak, Llosa znów pogrywa sobie z czytelnikiem. Obiecuje kryminał, jest ofiara, są śledczy, jest nawet dochodzenie i w momencie gdy sprawa wydaje się już rozwiązana a jako przyczynę śmierci nieszczęsnego śpiewaka boler wskazują Silva i Lituma jego wielką acz niewłaściwie ukierunkowaną miłość, autor jedna sceną w barze burzy pewność czytelnika, sieje niepewność i wprowadza zamęt. Bo może faktycznie Palomino zginął z ręki rozjuszonego narzeczonego, a może powody były bardziej prozaiczne? Może, jak wieść gminna niesie, chodziło o wykryty przemyt? Może o przesyłanie tajemnic wojskowych do Ekwadoru? A może poprostu była to "pedalska sprawa"? Wybierz sobie czytelniku, Llosa pozwala. Ale najpierw poigraj z bohaterami, pograj z autorem, zasmakuj stylu i nasyć się atmosferą, skosztuj noblisty, bo warto...





















   Już pierwsza scena powieści nie pozostawia złudzeń, że nie będzie słodko, gładko ani przyjemnie. Jest rok 1954, spokojny, upalny dzień w Peru zostaje zakłócony odnalezieniem przez pastuszka pasącego swe kózki nieopodal miasteczka Talara trupa młodego chłopaka w stanie godnym największego pożałowania:

"Chłopak był jednocześnie powieszony i przybity do starego drzewa chleba świętojańskiego w pozycji tak absurdalnej, że przypominał bardziej stracha na wróble lub przerażoną kukłę, niż trupa. Przed albo po zabiciu rozerwano go na strzępy z bezgranicznym okrucieństwem: usta miał rozcięte, nozdrza rozerwane, skrzepy zaschniętej krwi, siniaki i rany na całym ciele, ślady po oparzeniach papierosami i jakby tego było mało, próbowano go wykastrować, ponieważ jego jądra zwisały prawie do połowy uda. Był bosy, nagi od pasa w dół, w postrzępionym podkoszulku. Młody brunet, szczupły i kościsty. W roju much, które krążyły wokół jego twarzy, błyszczały czarne, kędzierzawe włosy."**
 Na całość recenzji (pełnej ochów i achów, a jakże) zapraszam do mnie.

9.10.2010

Szczeliny i Tryskacze jako sfeminizowana wersja Adama i Ewy - "Szczelina" - Doris Lessing


















    "Szczelina" to moje pierwsze spotkanie z książkami Doris Lessing. Postanowiłam liznąc wielkiego świata i ugryźć literackiego Nobla, a że nazwisko Lessing jakoś dobrze mi się kojarzyło od niej zaczęłam. I powiem szczerze - podobało mi się. 
Całość recenzji - zapraszam do mnie: "Szczelina" Doris Lessing

Apologia fizyczności, rozpasania i wybujałej seksualności - "Pochwała macochy" - Mario Vargas Llosa

    Mam mieszane uczucia co do tego utworu, a nieznajomość innych dzieł autora uniemożliwia mi obiektywne spojrzenie na pozycję "Pochwały macochy" w jego dorobku artystycznym; nie mam żadnego punktu odniesienia. Ja osobiście odbieram ją jako bardzo nierówną pod względem wartości literackich jakie sobą reprezentuje, a niektóre rozdziały (te dotyczące łazienkowych zmagań i rozmyślań don Rigoberta) najzwyczajniej bym wyrzuciła, bo tylko moim zdaniem powieści szkodzą. Choć sama nie wiem, mam pewną teorię o ich pożyteczności dla pełnego przekazu... Mam z tą "Macochą" mały kłopot.





















    Powieść ocieka seksem. Chyba każda wariacja na temat erotyki jest tam w mniejszym lub większym stopniu realizowana. Poczynając od wyuzdanej miłości małżeńskiej przekraczającej wszelkie granice przyzwoitości, poprzez seks lesbijski, aż po kazirodztwo połączone z pedofilią wręcz. Bohaterowie powieści szukają rozlicznych sposobów na pomnożenie doznań seksualnych; fizyczna strona miłości przemienia się w ich rozwiązłych umysłach niemal w obsesje. Ich fantazje budzą niesmak a niejednokrotnie przyprawiają też o mdłości.
Całość recenzji - Zapraszam do mnie: "Pochwała macochy" Mario Vargas Llosa

Moi Nobliści



Przeczytałam:
1905 - Henryk Sienkiewicz, Polska ("Krzyżacy", "Quo vadis", nowele)
1924 - Władysław Stanisław Reymont, Polska ("Chłopi")
1954 - Ernest Hemingway, USA ("Stary człowiek i morze")
1980 - Czesław Miłosz, Polska ("Dolina Issy")
2003 - J. M. Coetzee, RPA ("Czekając na barbarzyńców)
2007 - Doris Lessing, Wielka Brytania ("Szczelina")
2010 - Mario Vargas Llosa, Peru ("Pochwała macochy")

Chcę przeczytać:
1933 - Iwan Bunin, ZSRR
1938 - Pearl S. Buck, USA
1957 - Albert Camus, Francja
1962 - John Steinback, USA
1968 - Yasunari Kawabata, Japonia
1969 - Samuel Beckett, Irlandia
1973 - Patrick White, Australia
1982 - Gabriel Garcia Marquez, Kolumbia
1983 - William Golding, Wielka Brytania
1984 - Jaroslav Seifert, Czechosłowacja
1986 - Wole Soyinka, Nigeria
1988 - Nagib Mahfuz, Egipt
1991 - Nadine Gordimer, RPA
1994 - Kenzaburo Oe, Japonia
1997 - Dario Fo, Włochy
1998 - Jose Saramago, Portugalia
1999 - Gunter Grass, Niemcy
2001 - V. S. Naipaul, Trynidad i Tobago
2002 - Imre Kertesz, Węgry
2003 - J. M. Coetzee, RPA
2004 - Elfriede Jelinek, Austria
2007 - Doris Lessing, Wielka Brytania
2008 - Jean-Marie G. le Clezio, Francja
2009 - Herta Muller, Niemcy
2010 - Mario Vargas Llosa, Peru