Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - Nutinka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczestnik - Nutinka. Pokaż wszystkie posty

17.01.2014

William Faulkner – Intruz

William Faulkner
Intruz (Intruder in the Dust)
przeł. Ewa Życieńska
Czytelnik, 1990

Faulkner zajmuje u mnie sporo miejsca na półce, chociaż nie wszystko, co napisał, już przeczytałam. Po każdej powieści czy zbiorze opowiadań potrzebuję chwili oddechu, by ułożyć sobie w głowie kolejną historię z Yoknapatawpha. Tym razem, po dość długiej przerwie, sięgnęłam po Intruza w nadziei, że cieńsza powieść wciągnie mnie znowu łagodnie w świat Południa.
Intruz to pozornie lekka historia kryminalna. Złapany nad ciałem Vinsona Gowrie, czarnoskóry Lucas Beauchamp, posiadacz broni palnej, został uznany winnym zabójstwa i osadzony w areszcie. Na amerykańskim Południu wina czarnego człowieka jest tak oczywista, że nikt nie bierze pod uwagę innej możliwości. Nikt oprócz szesnastoletniego Chicka, który zetknął się z Lucasem wcześniej i miał wobec niego dług honorowy. To Chick podejmie się niebezpiecznego zadania wykazania, że broń, która pozbawiła życia białego nie była bronią Lucasa.


Czytaj dalej...

18.05.2013

William Golding – Widzialna ciemność

William Golding
Widzialna ciemność (Darkness Visible)
tłum. Małgorzata Golewska-Stafiej i Leszek Stafiej
Czytelnik, 1986

Widzialna ciemność to prosta opowieść o zwyczajnych ludziach, ich zwykłym życiu, pragnieniach, niezrealizowanych marzeniach, wyimaginowanych posłannictwach. To opowieść o ukrytych stronach człowieczej duszy, o przeciwstawianiu sobie dobra i zła, tkwiącego w każdym z nas, o trudnej do zdefiniowania, a czasem i odkrycia, innej, mrocznej, głęboko schowanej cząstce naszego jestestwa. O wyborach, które tak naprawdę nie są wyborami, tylko przymusem wewnętrznym, niemożliwym do odparcia, natrętnym i dominującym. U jednych bierze on początek w wojnie, przypadkowym nieszczęściu, napiętnowaniu ogniem, u innych w skłonnościach różnych od tych uważanych za normalne, braku miłości i akceptacji, wieloletnim pomijaniu, ignorowaniu potrzeby bliskości i zwykłego domowego ciepła, odrzuceniu poza swój mały, bezpieczny światek.
Trzyczęściowa powieść rozpoczyna się mocnym uderzeniem: podczas nalotu Londynu z pożaru wyłania się poparzony chłopiec. Żołnierze ratują go, odstawiają do szpitala, skąd po długich miesiącach cierpień wychodzi, by znów normalnie żyć. Ale czy jego życie może być normalne? Mocno oszpecony wzbudza litość i niechęć, poczucie winy i przykry przymus niesienia pomocy, dania pracy. Matty radzi sobie jak potrafi z obrzydzeniem dostrzeganym na twarzach innych i z własnymi lękami wobec spotykanych ludzi, zwłaszcza pięknych kobiet. Ucieka przed nimi aż do Australii w naiwnym mniemaniu, że tam tych spotkań uniknie. Swój strach próbuje pokonać czytając Biblię, ucząc się jej na pamięć, szukając w niej odpowiedzi na dręczące go pytania, do skutku, do bólu, do obłędu...


Więcej na blogu.

16.02.2013

Komediantka – Władysław Reymont

Władysław Reymont
Komediantka
Tower Press, 2000

Janka Orłowska, młoda dziewczyna ze wsi, nie mogąc wytrzymać nudy życia na prowincji i protestując przeciw matrymonialnym planom ojca, wyjeżdża do teatru w Warszawie. Chce grać, rozwijać talent, być samodzielną i samowystarczalną, robiąc to, co kocha i co wydaje jej się w życiu właściwym. I udaje jej się, dopóki nie musi zarabiać, dopóki nie pozna biedy, nie doświadczy zazdrości, nie dozna upokorzeń i głodu.
Są istoty, które nie mogą żyć w przestrzeni pół i lasów, do szczęścia potrzebują miejskich murów, poklasku tłumów, sceny i kostiumów. Duszą się w ciasnym środowisku, gdzie ideałem męża jest solidny, z gruba ciosany chłop, majętny, bez problemów finansowych i rozterek duchowych, piszący listy, by odzyskać ukochaną. Uciekają do teatru, grać, bawić się, brylować – wtedy czują się kimś, czują, że coś znaczą, a inni się z nimi liczą. Taka była Janka – wcześnie osierocona przez matkę, niekochana przez ojca, apodyktycznego i surowego, szukała swojego miejsca w świecie.


Więcej na blogu.

6.02.2013

Ziemia obiecana

Władysław Reymont
Ziemia obiecana
Tower Press, 2000

Trudno napisać coś nowego o powieści, która doczekała się już dziesiątek czy setek recenzji i opracowań. Będzie więc tylko kilka moich wrażeń.
Prężnie rozwijający się przemysł włókienniczy ściąga do dziewiętnastowiecznej Łodzi rzesze ludzi; na sprytnych i pomysłowych czekają wielkie pieniądze, na biednych i mało twórczych ciężka praca, złe warunki bytowania, choroby. Do grupy młodych, pełnych zapału przedsiębiorców dołączają trzej przyjaciele: Karol Borowiecki, Maks Baum i Moryc Welt – zakładają fabrykę, by wzbogacić się i ustabilizować życie na odpowiednim poziomie finansowym. Nie stanowi dla nich problemu brak funduszy, te zawsze się znajdą, grunt to odpowiednie podejście do sprawy:
„– Zakładamy fabrykę.
– Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic – zaśmiał się głośno.
– To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę. Cóż stracimy? Zarobić zawsze można – dorzucił po chwili. – Zresztą, albo robimy interes, albo interesu nie robimy.” (s. 6-7).
Wśród mniej energicznych przedstawicieli rodzaju ludzkiego może budzić podziw tempo, w jakim decydują się na interesy, zakładają spółkę i podejmują ważkie decyzje, w dowolnym miejscu i jako tako sprzyjającym czasie: „dla interesów jest wszędzie miejsce” (s. 27), bez zbędnych formalności i biegania po urzędach, jak to musi się odbywać współcześnie. Interesy robią wszyscy, za nic mając tanią siłę roboczą: „tego towaru nigdy nie braknie” (s. 241), przybyłą przeważnie ze wsi, cierpiącą biedę i poniżenie, żyjącą nadzieją na poprawę losu w tej ziemi obiecanej, która wykarmiła już wiele fortun.


Więcej na blogu.

30.01.2013

Świat jest pełen hochsztaplerów

Tomasz Mann
Wyznania hochsztaplera Felixa Krulla
(Die Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull)
tłum. Andrzej Rybicki
LSW, 1987

Wyznania hochsztaplera Felixa Krulla napisał Mann pod koniec życia, jako zwieńczenie swojej twórczości, i uznał za dzieło najdoskonalsze, najlepiej oddające poglądy autora, najpełniejsze. Przyznam, że miałam wątpliwości, czy może być coś lepszego od Buddenbrooków, którzy poza tym, że podobają mi się najbardziej z twórczości tego autora, to figurują też jako oficjalne uzasadnienie werdyktu komitetu noblowskiego. I słusznie – pierwsza powieść Manna pozostanie dla mnie tą najlepszą. Wyznania nie są złe, jednak nie pochłonęły mnie aż tak mocno.
Felix Krull był kuglarzem. Nie w sensie scenicznym, ale prozaicznie życiowym. Kształtował swój wizerunek w sposób zręczny i wyrachowany, grał i czarował, tłumaczył mimowolne odruchy celowością, poddawał się fali, łapał okazje, nie stroniąc nawet od kradzieży, usprawiedliwiając takie podejście do cudzej własności przez umniejszenie znaczenia aktu zawłaszczenia. Przez wyjawienie niezbyt chlubnych incydentów z przeszłości chciał być widzianym jako człowiek szczery, wiarygodny i prawdomówny, jednak przedstawiając swoje życie nie unikał podkreślania, jaki to jest zdolny, urodziwy, podziwiany, sprytny, pełen zalet i wiary we własne możliwości. Z pozoru jest to opowieść o przygodach drobnego oszusta, który miał swoje pięć minut w Paryżu i dobrze je wykorzystał.


Więcej na blogu.

11.09.2012

Biały zamek

Miałam już w rękach dwie powieści Orhana Pamuka. Nie były to spotkania udane, a nawet, można powiedzieć, nieco zniechęcające. Ale stwierdziłam, że muszę przeczytać coś traktującego o zupełnie innych czasach, żeby móc z czystym sumieniem zrezygnować z tego autora. Szczęśliwym trafem dostałam akurat w prezencie Biały zamek. I wsiąkłam. Wpadłam zupełnie. To jest to, o co chodziło.
Klimat siedemnastowiecznej Turcji opisany piórem pochodzącego z Wenecji chrześcijańskiego niewolnika, człowieka jak na tamte czasy dobrze wykształconego, był tym, co mnie pochłonęło.


Więcej na moim blogu.

10.01.2012

„Voss” Patricka White'a

Postanowiłam uzupełnić znajomość literatury Australii o twórczość Patricka White’a, noblisty z roku 1973. Na początek zapoznałam się z Vossem (PIW 1979), powieścią o dążeniu do realizacji marzeń, pokonywaniu przeciwności losu, o miłości i miłosierdziu, o drodze przez pustynię w poszukiwaniu siebie i swojego celu.
Czas akcji to połowa XIX wieku, środowisko mieszczańsko-kupieckie, karety, suknie zamiatające ziemię, spotkania towarzyskie, na których królują „dialogi, niemal mistyczne w swej banalności”, pozór i obłuda religijna.
Główny bohater, Johann Urlich Voss, którego pierwowzorem był podróżnik Ludwig Leichhardt, planuje przejść przez całą Australię. Kompletuje skład wyprawy, zbiera fundusze, organizuje transport. Jednym ze sponsorów ma być pan Bonner, wuj Laury Trevelyan, panny wyłamującej się ze schematów konwenansów, pozwalającej sobie na niehołdowanie jedynie słusznej religii, myślącej samodzielnie i postrzeganej przez znajomych jako zjawisko wyjątkowe, choć niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu: „Laura jest sztywna jak kołek, a co gorzej, inteligentna, więc niegodna zaufania” (s. 59) i „ci, którzy znali Laurę, nie lubili jej, ponieważ czytała za dużo książek” (s. 62). Natomiast Voss to człowiek dumny i twardy, uważający, że „przyszłość będzie tym, czym ją sami zrobimy”, „przyszłość zależy od woli człowieka” (s. 70). I zgodnie z tą deklaracją będzie podążał wytkniętą drogą ku odległemu celowi, ku zachodniemu wybrzeżu Australii, przez pustynie, poznając ląd dotychczas nieoznaczony, nie odzwierciedlony na mapach, którego rzeźbę terenu dopiero nasz bohater chce utrwalić na papierze dla poznania i wygody przyszłych pokoleń. 

Reszta opinii na moim blogu.

27.11.2011

Hamida z zaułka Midakk

Nadżib Mahfuz, autor kilkudziesięciu powieści, laureat Nagrody Nobla z 1988 roku, określany jest mianem egipskiego Balzaca. W swoich powieściach przybliża nam codzienną egzystencję mieszkańców Kairu, ukazując miasto tętniące życiem, pełne wąskich uliczek i malowniczych zaułków. Pierwszą kairską powieścią Mahfuza jest Hamida z zaułka Midakk (Smak Słowa, 2010).
Na świecie trwa wojna, a w zaułku Midakk toczy się normalne życie. Zaułek leży nieco na uboczu wielkiego miasta. Zamknięty, tajemniczy świat tętni własnym rytmem: ktoś się zakochał, ktoś wyszedł za mąż, inny umarł czy też trafił do więzienia; niektórzy robią interesy, znajdują bądź tracą pracę, chorują i zdrowieją – ot, zwyczajność. Niewielki wycinek kairskiej społeczności we wszystkich przejawach codzienności. I nawet gdy w pewnym momencie wstrząsnęły zaułkiem tragiczne wydarzenia, to potem „spłynęło znowu dobrodziejstwo zapomnienia i obojętności. Jak zwykle płakano rankiem, jeżeli był powód do płaczu, i śmiano się wieczorem, a drzwi i okna skrzypiały rano, kiedy je otwierano, i wieczorem, kiedy je zamykano. Nic interesującego się nie działo” (s. 264).

(Reszta recenzji na moim blogu)

15.11.2011

Dzieje upadku rodziny

Buddenbrookowie Tomasza Manna to po ostatnich męczących lekturach wytchnienie i wielka przyjemność czytania. Powieść jest urzekająco klarowna, skondensowana, pozbawiona zbędnych słów, ozdobników i wypełniaczy, napisana przez mistrza dla czytelników potrafiących docenić urok prostoty.
Mann potrafi równie pięknie i zajmująco pisać o radościach i sukcesach, jak o troskach i śmierci, o dojrzewaniu i miłości, życiu ograniczonym konwenansami, stwarza klimat doskonale oddający realia mieszczańskiego bytu w Niemczech dziewiętnastego wieku. W dwóch niezbyt obszernych tomach zawarł stuletnią historię kupieckiej rodziny Buddenbrooków, ukazał ją od lat największego rozkwitu firmy handlowej do czasu upadku wraz z ostatnimi męskimi przedstawicielami rodu. Każde pokolenie, dumne z historii rodziny, stara się pomnażać fortunę podejmując czasem ryzykowne wyzwania, borykając się z różnymi problemami. W oszczędnej, pozornie suchej, a przecież niepozbawionej humoru i tak doskonałej narracji zawarta jest sama istota życia człowieka miejskiego, wrośniętego w tradycję, religię, konwenanse. Mann daje nam kompletny obraz człowieka uwikłanego w „obowiązki”, jakimi są rodzina i społeczeństwo, podporządkowanego środowisku, w jakim przyszło mu żyć. Każdy przedstawiciel rodu scharakteryzowany jest wyraziście, równym pociągnięciem pióra, dzięki czemu czytelnik może zobaczyć to, co najistotniejsze i wyobrazić sobie niedopowiedzianą resztę. Czyż nie tego właśnie oczekujemy po lekturze doskonałej?
(Ocena: 6/6)

10.11.2011

Nobliści poznani i w planach


Z dotychczas przeczytanych książek noblistów najbardziej sobie cenię te:
William Golding: Wieża, Władca much
Gabriel García Márquez: Sto lat samotności
Elias Canetti: Auto da fé
John Steinbeck: Na wschód od Edenu
William Faulkner: Stary
Thomas Mann: Buddenbrookowie
George Bernard Shaw: Pigmalion
Oprócz tych ocenionych na szóstkę jest też wiele powieści piątkowych – dokładna lista wraz z ocenami na bieżąco uzupełniana znajduje się tutaj.

Kilka następnych powieści mam w najbliższych planach, m.in. pozostałe dwa tytuły Goldinga, również dwa Steinbecka (jak zdobędę), kilka Faulknera, Błogosławieństwo ziemi Hamsuna, na pewno coś Bölla i Saramago, Opowieści starego Kairu Mahfuza i koniecznie Pamuka, bo dotychczasowe próby nie były zbyt udane, a czuję, że jednak może mi się coś spodobać. Dobrze jednak, że nie ma ograniczenia czasowego, bo zawsze wpadnie mi w kolejkę coś atrakcyjnego, a niekoniecznie trwale wartościowego. ;)