Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Kertész. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje - Kertész. Pokaż wszystkie posty

25.11.2012

"Los utracony" Imre Kertesz

Imre Kertesz wielokrotnie podkreślał, że „Los utracony” nie jest powieścią autobiograficzną, chociaż z pewnością można w niej znaleźć wątki zaczerpnięte z obozowych przeżyć autora. Świat ukazany w książce oglądamy oczami blisko piętnastoletniego Żyda z Budapesztu. Jest on dzieckiem rozwiedzionych rodziców, dosyć spolegliwej natury, który nie ma pretensji do świata i ludzi o rzeczy, które dotykają jego, jego bliskich i Żydów w ogóle. „Zresztą człowiek nie decyduje sam o pewnych różnicach, w końcu właśnie po to, jak wiem, są żółte gwiazdy[…]”. Podobnie zareagował, kiedy wraz z innymi kolegami z pracy został złapany w jednej z łapanek i w efekcie wysłany do obozu pracy. Jego naiwność, prostota w osądzaniu ludzi i sytuacji przeraża, ale też chwyta za gardło i zostawia nas z okrzykiem grozy i protestu na ustach. Główny bohater opowiada nam o tym, co widzi niemal bez emocji, starając się zawsze znaleźć jakiś pozytyw w tragicznej sytuacji. Potrafi docenić dobre maniery, wygląd czy sumienne wykonywanie obowiązków przez żandarmów i żołnierzy. Jakże szokujące jest to, że polubił swoich, jakby nie było, oprawców. Przyznaję, że byłam zszokowana tą uległą, pozbawioną złości i nienawiści, postawą. Jest jak owieczka, która jedzie na rzeź...

Czytaj dalej...

15.12.2010

"Likwidacja" Imre Kertész

Kupiłam "Likwidację" już dawno za kilka złotych, bez przekonania, ot tak. Bez przekonania dlatego, że lata temu przeczytałam "Kadysz za nienarodzone dziecko" i nie przypadła mi ta książka do gustu ani trochę. Ale cóż, miałam wtedy jakieś 17-18 lat, w głowie bajzel stylu Żeromskiego i poezji Skamandrytów, to co się dziwić, że Kertésza nie czułam ni w ząb.

Do tej książeczki, cieniutkiej, podeszłam więc bez żadnych specjalnych oczekiwań. I rozczarowałam się, tak jak lubię najbardziej, czyli pozytywnie. Główny bohater, redaktor Keserű, po śmierci tłumacza i pisarza B. poszukuje "powieści życia", którą B. musiał przecież napisać. I napisał. Ale nikt nigdy jej nie przeczyta, bo powieść ta jest tylko eksplikacją odmowy radości życia przez B., a także, pod jego wpływem, przez jego żonę, Judit. Nikt nigdy jej nie przeczyta, bo ta powieść pozostanie tylko pomiędzy nimi.

Po resztę zapraszam tutaj.

13.03.2010

Czekając na los

„Los utracony” jest niewielką powieścią węgierskiego Noblisty z 2002 roku, Imre Kertesza. Bohaterem jest Żyd, który przechodzi wielką przemianę wskutek rocznego pobytu w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Ważną kategorią powieści Kertesza jest „czekanie”. Od początku mamy do czynienia z oczekiwaniem, któremu towarszyszy nuda, zabijana prostymi czynnościami: napiciem się wody z kranu, zjedzeniem kanapki czy śpiewaniem piosenki. W miarę rozwoju wypadków, w miarę zbliżania się bohatera do bram obozu koncentracyjnego, a zarazem do gwałtownego zerwania zasłony nieswiadomości, nuda i oczekiwanie zaczynają przybierać inne , coraz bardziej bezlitosne oblicza.

W umyśle bohatera zaczyna powoli zacierać się poczucie czasu. Nie ma już sekund, minut, godzin. Godzina może być równie dobrze sekundą, jak i całym rokiem. Prze-definiowanie pojęcia czasu jest mocno zdeterminowane kategorią głodu, a ogólniej rzec ujmując, kategorią ciała. W obozie koncentracyjnym człowiek zostaje sprowadzony do ciała. Ciało boli, jest głodne, jest mu zimno, to ciało – nie Ja – pracuje, podczas gdy Ja może przenosić się w inne miejsca za pomocą wyobraźni. Do czasu jednak, aż ciało samo w sobie nie zemdleje i nie stanie się obojętne na czynniki zewnętrzne, które konsewetnie poddają je torturom wszelakiego rodzaju: niewyobrażalny głód i niewyobrażalne zimno, ból, robaki toczące ropną ranę (robaki toczące ciało za życia – symbol śmierci „człowieczeństwa”, śmierci duszy przed śmiercią ciała).

Kertesz pokazuje także, jak ekstremalnie wytrzymałe jest ciało, które nie tylko jest w stanie wytrzymać, ale także zregerować się i odrodzić. W przeciwieństwie do wszystkiego tego, co ludzkie, lecz niematerialne – do pamięci. Po powrocie do rodzinnego miasta, znajomi bohatera pytają go o plany na przyszłość, na rozpoczęcie „nowego życia”, sugerują mu jak najszybciej zapomnieć o tym, czego doświadczył. Dla bohatera, który na początku powieści był niedojrzałym, bezmyślnym 15-letnim chłopcem, a który powrócił jako 16-letni starzec, „nie-pamięć” jest niemożliwa. Przedstawia on teorię kroków, w myśl której „nigdy nie możemy rozpocząć nowego życia, zawsze musimy tylko ciągnąć stare” (s. 265), każdy następny krok stanowi zarazem skutek poprzedniego, jak i przyczynę następnego kroku – nieustannie tworzącej się ciągłości życia nie da się przerwać.

Bohater podaje przykład kolejki tworzonej przez nowo przybyłych do obozu więźniów, na końcu której stoi lekarz decudujący o tym, czy dany człowiek zostaje przeznaczony „od razu do gazu” czy do dania mu „drugiej szansy”. Każdy krok jest krokiem w stronę dalszej części:

Kroczył każdy, kto tylko mógł kroczyć; ja też zrobiłem swoje kroki i nie tylko w kolejce do lekarza, ale już w domu. Kroczyłem z ojcem i kroczyłem z matką [...]. Teraz już mógłbym powiedzieć, co to znaczy „Żyd”: nic nie znaczy, przynajmniej dla mnie, dopóki nie zaczną się kroki. Nic nie jest prawdą, nie ma innej krwi, nie ma nic innego [...] są tylko dane sytuacje i istniejące w nich nowe warunki. Ja też przeżyłem dany los. To nie był mój los, ale ja go przeżyłem [...] (s. 264-265).

„Czekanie” zmienia bohatera. Na początku jego postawa nie przejawia jakiegokolwiek szacunku i zrozumienia dla „czekania”, manifestuje postawę marnotrawiącą i bierną. W obozie „czekanie” zaczyna łączyć się ze strachem i lękiem, a przede wszystkim z niemożnością dostrzeżenia końca. Kiedy bohater wraca do rodzinnego miasta, kiedy pojawia się kolejne „oczekiwanie”, on idzie dalej, nie czeka. „[...] oświadczam, że w danym mi losie, do końca byłem uczciwy. Jedyna plama, powiedziałbym, skaza, jedno, co ewentualnie można by mi zarzucić, to jest to, że teraz tu rozmawiamy, ale na to nie poradzę”.

***
Powieść Kertesza stanowi wielopoziomowe stadium ciała i psychiki ludzkiej poddanych ekstremalnym warunkom. Jest to powieść niezwykle głęboka, warta wielokrotnej lektury w celu odkrywania nowych sensów. Przy okazji uświadomiłam sobie, że chciałabym poczytać więcej literatury związnej z tematem obozów koncentracyjnych oraz funkcjonowania człowieka w tych nieludzkich warunkach, które stanowią przecież historyczny fakt. Interesuje mnie szczegolnie, czy istnieje książka relacjonująca pobyt w obozie – napisana przez kobietę – jako jej własne doświadczenie. Jeśli ktoś z Was miałby jakiekolwiek informacje, bardzo proszę o pozostawienie ich w komentarzu.

Imre Kertesz, „Los utracony”, przeł. Krystyna Pisarska, WAB, Warszawa 2002.
Źródło: BREDABLIK

21.01.2010

Kadysz za nienarodzone dziecko - Imre Kertesz

Powiem bez ociągania krótko i zwięźle: to była masakra! I to w tym negatywnym odczuciu. Sposób pisania autora jest tak beznadziejny, że tego nie potrafię nawet wyrazić w słowach. Tekst jednym ciągiem, zdanie długie na stronę. Treści często odbiegające od głównego tematu książki, że czasami czytelnik zapomina jaki był sens napisania tej książki. Bo pisze o Auschwitz, Żydach, dzieciach, pisze o swoim życiu i pisze co mówił żonie. Tylko nie zauważyłam z jakiego powodu opowiada żonie swoją przeszłość, przy tym nudząc ją i czytelników. Dygresji jest mnóstwo i ogólnie forma tekstu zarówno pod względem gramatycznym i treściowym przypomina mojego osobistego bloga. Tam pisze sobie post na jakiś konkretny temat, czy z konkretnego powodu, a pisząc przychodzi mi do głowy tyle inny rzeczy do opisania, że w sumie ten główny wątek postu gdzieś się gubi. Po prostu wylewam siebie poprzez klawiaturę i czuję ulgę, ale nie nazywam siebie pisarzem, choć pisze baaardzooo dużooo i nie wydaję moich pisemnych wylewów uczuć, chwil, przeżyć w formie książki! A może powinnam. I co więcej skoro on dostał Nobla za takie coś, to ja za mojego bloga też mogłabym dostać Nobla.
Bez urazy szanowni wielbiciele Kertesza, ale ta lektura mnie po prostu zmęczyła. Za szybko leciał ten tekst, szybko jak nadaje największa gaduła, która zacznie jeden temat, a przy okazji opowie o mnóstwie innych rzeczach, niekoniecznie istotnych i interesujących odbiorcę. Bardzo się zawiodłam.

1.08.2009

Los utracony - Imre Kertész

Moja przygoda z literaturą laureatów literackiego Nobla zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy to zupełnie przypadkiem trafiłam w mojej bibliotece na Doris Lessing i jej "Lato przed zmierzchem", a chwilę później zobaczyłam na wyzwaniowej liście Anny do "Historycznego czytania" "Krystynę, córkę Lawransa" Undset. oba tytuły przeczytałam - a jakże - i o ile Lessing mi się nie spodobała, o tyle Undset zachwyciła i powaliła na kolana

Teraz przeczytałam "Los utracony" Imre Kertésza - trudno mówić w przypadku tej książki,że się podobała - to nie w takich kategoriach ocenia się taką literaturę. Moja prawda o Kertészu jest taka, że poruszył mnie do głębi swoją spokojną, naiwną i wręcz beznamiętną narracją o okropieństwach życia w obozie koncentracyjnym. Jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego - zajrzyjcie do mnie. Zapraszam:-)