6.08.2009

Wisława Szymborska, Tutaj.


Wydawnictwo Znak

Właściwie nie wiem czy powinno się pisać o twórczości wielkich poetów. Wobec takiej twórczości jestem maluczka, ziarnkiem wśród bezkresu tego świata.

Tomik zawiera dziewiętnaście wspaniałych wierszy wybitnej poetki. Pisze o rzeczach oczywistych, ale potrafi im nadać odpowiednie określenia. W słowach oswobadza uwięzioną myśl. Wiersze SA lekkie i przyjemne w odbiorze. Co za ulga czytać Szymborską po wysłuchaniu bełkotliwych wiadomości w radiu czy telewizji. „Tutaj na Ziemi jest sporo wszystkiego”. „Żyjemy dłużej,/Ale mniej dokładnie/I krótszymi zdaniami”, bo żyjemy w biegu, szybko i bezboleśnie pogrążając się w głupocie. Pisze o zaborczej pamięci, portrecie bliskiej osoby też z pamięci, o tym co przynoszą sny. W wierszu „Metafizyka” zaznacza, że „Było, minęło./Było, wiec minęło” nawet to że się jadło kluski ze skwarkami.

Wiersze warte zastanowienia i wielokrotnego przeczytania.

5.08.2009

Dokładka

Do mojej dotychczasowej listy lektur dodaje:
-"Szarańczę" Marqueza
-"Opowieść rozbitka" Marqueza
-"Młodość" Coetzzego
-"Zapiski ze złego roku" Coetzzego

Znalazłam je w bibliotece i od razu poczułam chęć zaopiekowania się nimi.

4.08.2009

Stambuł. Wspomnienia i miasto- Orhan Pamuk


"Czy tajemnica Stambułu polega na tym, że imponująca przeszłość współistnieje tu ze współczesną nędzą i obok wielkiej otwartości na obce wpływy niczym wielkiej tajemnicy strzeże się niedostępnego życia maleńkich społeczności? I że za ostentacyjną urodą pomników skrzętnie skrywane są rozsypujące się życie codzienne i kruche relacje z innymi ludźmi? Wszystkie słowa wypowiedziane przez nas na temat naszego miasta, jego duszy i racji istnienia, będą w istocie opowieścią o naszym życiu. Jedynym centrum miasta jesteśmy bowiem my sami."


Trzydzieści siedem szkiców literackich rządzi się wewnętrzną, precyzyjnie obmyśloną spójnością. No właśnie, kiedy od pierwszego rozdziału dajemy się prowadzić Orhanowi Pamukowi, obraz, słowo, fotografia zaczynają tworzyć jedność, niewiarygodny, ekspresjonistyczny, niepokojący wizerunek Stambułu noblisty. Dajemy się mu wieść bez pośpiechu, co chwilę zatrzymujemy się, przyjmujemy opowieści o mieście, ludziach, próbujemy zrozumieć dzień dzisiejszy jako kontynuację przeszłości.
Ciąg dalszy na moim blogu.

"Miłość" w wielu odsłonach


Akcja książki Toni Morrison „Miłość” dzieje się w małej nadmorskiej miejscowości Silk, która kiedyś była prężnie działającym kurortem z hotelami i ich bogatymi właścicielami. Dziś jest małym upadłym miasteczkiem z nieprzewidywalną pogodą i zamkniętymi hotelami, których właściciele dawno umarli.
„Miłość” to nie tylko opowieść o uczuciu miłości ale też o zazdrości, pożądaniu, władzy, chciwości i nienawiści. To swego rodzaju epopeja afrykańskich kobiet, z których każda ma inne pochodzenie ale łączy je jeden mężczyzna i jeden dom. To historia Billego Coseya – ojca, opiekuna, męża, kochanka, dobroczyńcy, nieznajomego, przyjaciela czy wreszcie cienia, którym Bill Cosey kładzie się na życie kobiet swojego życia. dalej TU

Baltazar i Blimunda Jose Saramago




To moja pierwsza lektura obejmująca Projekt Nobliści, ale tak naprawdę inspiracją do sięgnięcia właśnie po ten tytuł była ta recenzja na blogu Buvljak

Przez całą książkę musiałam siebie samą upominać „To nie średniowiecze, to XVIII wiek”. Wyobraźnia jednak płatała mi figla a Saramago nie pomagał i mentalnie kierował w wieki dawne.

Portugalska rodzina królewska z niecierpliwością oczekuje potomka. Król w tej intencji składa śluby dotyczące wybudowaniu klasztoru i katedry jeśli Bóg pobłogosławi go potomstwem. Osiem miesięcy później na świat przychodzi księżniczka Maria Barbara i to za jej sprawą rusza budowa największej świątyni w Portugalii. Wydarzenie jakim jest wznoszenie katedry w Mafrze, jest częścią składową życia wszystkich obywateli. Jeśli nawet osobiście nie odczuwają trudów pracy, to przedsięwzięcie jest tak duże, że finansowo państwo staje się niewydolne.

Baltazar, jest jednym z tysięcy robotników pracujących przy wznoszeniu monumentalnej budowli. Wraz z Blimundą mieszkają w Mafrze. Ich zwyczajne z pozoru życie, cementuje nadzwyczajny związek oraz tajemnica budowy maszyny latającej. Ksiądz Wawrzyniec zaszczepił w nich entuzjazm związany z lataniem, udzielił niezbędnych rad jak maszyna ma wyglądać i w trójkę próbują powołać do życia „Latającego ptaka”. Ale nie jest prosto budować maszynę unoszącą się w przestworza jeśli jest się pionierem latania, a dodatkowo w każdej chwili można znaleźć się w centrum zainteresowania inkwizycji.


Niewątpliwie głównym bohaterem tej powieści jest katedra, to ona implikuje większość zdarzeń dotyczących wiodących postaci, jeśli nie bezpośrednio to staje się ich tłem. Może właśnie wątki dotyczące katedry i klasztoru, wszechobecnej w powieści religii, jakiejś totalnej niemocy społeczeństwa, szalejącej inkwizycji , wszechwładzy króla, spychały moją świadomość w średniowiecze. Myślę że jednak nie zmieniało to mojego odbioru głównych myśli autora.


Saramago stawia naprzeciw siebie dwie odmienne pary: królewską i tytułowych bohaterów. Ale jakże różne jest życie i ciele tych ludzi. Król Jan V bogaty rozkapryszony, rozpustny i nieobliczalny w swoich zachciankach i jego żona pobożna, poddająca się biegowi wydarzeń kobieta z zimnego kraju. Celem dla nich w życiu jest wypełnienie swych królewskich obowiązków, ceremoniałów, żyją jednak nie ze sobą ale obok siebie. Chciałoby się wprost napisać, bogaci ale nieszczęśliwi.

Zupełnie inny związek jest pomiędzy Baltazarem i Blimundą. To prawda że ubodzy, to prawda że doświadczeni przez los, On stracił rękę na wojnie, Ona żyje z piętnem córki czarownicy, ale mają siebie. Nie tylko rozumieją się bez słów, nie tylko ich uczucie trwa niezmiennie wiele lat, ale są zjednoczeni w swoich marzeniach o latającej maszynie.

Saramago jest pisarzem który oczekuje od czytelnika uwagi. Nie można śledzić tej powieści, rozpraszając się co chwila. Brak wyodrębnionych dialogów, czyli obecność ich w ciągłym tekście, zmusza do zwiększonej czujności podczas lektury. Także pojawiające się liczne dygresje i dygresje od dygresji, a pomiędzy nimi rozważania natury filozoficznej, mogą wybić z głównego wątku. Jednak skupienie uwagi, podążanie za myślą autora, jest jak najbardziej wynagrodzone wieloma bardzo udanymi opisami, przemyśleniami, spostrzeżeniami. To co zrobiło na mnie duże wrażenie to sposób narracji: z rezerwą, ironiczny, a jednocześnie dotykający najważniejszych spraw. Jedną z nich jest obecność kleru i Boga, w życiu Portugalczyków. Autor sięga po przerysowania i karykaturę tego co się dzieje wokół religii. Początkowo jest to nawet zabawne, w miarę przewracania następnych kartek, staje się jasne że pisarz ma na tym punkcie po prostu lekką paranoję

Nie zmienia to faktu że „Baltazar i Blimunda” są lekturą wartą przeczytania, zebrania kilku myśli natury uniwersalnej, zastanowienia się nad naszym własnym żywotem, i nad tym jak wiele w naszym życiu zależy od tak niewielu.

2.08.2009

„Stambuł. Wspomnienia i miasto” - Orhan Pamuk



Zachęcona przez Annę, umieszczam tu kilka refleksji, które wcześniej opublikowałam na moim blogu Pikinini.


Nigdy nie byłam w Stambule, ale też nikt z nas nie trafi już do tego miasta, które opisał Orhan Pamuk. A może wszyscy już tam kiedyś byliśmy? W uniwersalnym mieście dzieciństwa.

„Stambuł” - jak każdą dobrą literaturę - można odczytywać na wielu poziomach.
Dla mnie, to zagłębienie się we wspomnieniach uczuć doświadczanych w dzieciństwie. „Opowiadając o Stambule, mówię o sobie” – podpowiada nam zresztą pisarz.

To ciekawe, jak wspomnieniom można nadać kolor. „Moje dzieciństwo było jak czarno-białe fotografie Stambułu – dwubarwne, zatopione w stalowoszarym półmroku” – przeczytałam i odkryłam, że ja również myśląc o swoim dzieciństwie, łączę je z albumami pełnymi czarno-białych zdjęć. Takie zdjęcia zapełniają też karty książki, a łącząc się z osobistymi refleksjami pisarza, powodują, że odbieram „Stambuł” jako najbliższą sobie, ze wszystkich przeczytanych książek tureckiego noblisty.

Czy „monochromatyczność” wspomnień wynika tylko z przywoływania ich poprzez fotografie? Wspomnienia tchną ciepłem, ale być może tak daje o sobie znać troska dorosłego pisarza o małego Orhana: „To, co po latach uznałem za wszechogarniającą melancholię i tajemnicę, w dzieciństwie odczuwałem jako nudę, przygnębienie, otępiającą monotonię(…)Uciekałem od tych doznań w świat fantazji.”
Uciekał od niezrozumienia, ciągłych domowych kłótni, rozstań z rodzicami. Sceną była kamienica należąca do jego zeuropeizowanej, mieszczańskiej rodziny w Stambule lat pięćdziesiątych, miejsce magicznych wspomnień o prozaicznych wydarzeniach. Takich jak to, kiedy dziecko, jest świadkiem kłótni w sąsiednim pokoju: „..jak za wzorzystym szkłem cienie matki i ojca zbliżają się i oddalają od siebie, ożywają nagle i łączą ze sobą wśród wrzasków i krzyków, tworząc jeden cień (…) Energia rodziców sprawiła, że szyba w drzwiach dygotała, a wszystko wokół było czarno-białe”

Wiele lat później, Orhan, w trakcie rodzinnej, niedzielnej wycieczki nad Bosfor, odkrywa powtarzalność ludzkich losów: „zobaczyłem w autach inne rodziny, też zmęczone, nieszczęśliwe i skłócone”

Bardzo zabawne wydają mi się odkrycia zwyczajności swojej rodziny i swojego życia, które dokonuje małe dziecko:
- „Gdy w witrynie sklepu papierniczego zauważyłem identyczny podręcznik, jakiego używał mój brat w szkole, wiedziałem już, że nasze zwyczaje i dobytek nie są wcale wyjątkowe, że inni ludzie wiodą życie podobne do naszego”
- „Ponieważ brat w podnieceniu wciąż opowiadał o swoim wychowawcy, byłem przekonany, że każdy uczeń ma swojego osobistego nauczyciela, tak samo jak każde dziecko ma własną nianię. Gdy więc rok później zobaczyłem w klasie trzydzieścioro dwoje uczniów i jednego nauczyciela, poczułem głębokie rozczarowanie”

Nie dajmy się jednak zwieść pisarzowi, który sam nas zresztą ostrzega przed nostalgią wspomnień: „… nie ukształtowało mnie prawdziwe życie, lecz własna wyobraźnia. Dlatego czytelnicy, którzy mają teraz przed sobą tę książkę, powinni pamiętać, że zawsze miałem skłonność do wyolbrzymiania. (…)Ale przecież tak samo jak dla artysty malarza nie jest istotna rzeczywistość, tylko kształt przedmiotów, tak dla powieściopisarza nie liczy się kolejność wydarzeń, lecz ich kompozycja, a dla autora wspomnień – ich symetria, nie prawdziwość.”

Czytając tę książkę, zastanawiałam się właśnie, czy pewne wątki zawartych tu wspomnień, które później pojawiają się w twórczości noblisty, nie stanowią po prostu dodatkowej przyprawy do lektury. Z drugiej strony, to przecież prawdziwa przyjemność je odnajdywać:
- „Śnieg jest nieodłącznym elementem moich stambulskich wspomnień z lat dziecinnych. Niektóre maluchy nie mogą się doczekać pierwszego dnia wakacji – ja nigdy nie mogłem doczekać się śniegu.”
- „Kiedy już nauczyłem się czytać, najbardziej ekscytowały mnie wydawane przez wuja książki dla dzieci, których setki dostawałem w prezencie. Niebawem znałem je wszystkie na pamięć (wybór baśni Księgi tysiąca i jednej nocy, kolejne tomy Brata sokoła, baśnie Andersena, encyklopedia odkryć i wynalazków)”

Zachęcam do poszukiwań śladów z tej książki, w innych powieściach Orhana Pamuka, ale też odkrywania pamięci własnego dzieciństwa, własnego Bosforu.

1.08.2009

Los utracony - Imre Kertész

Moja przygoda z literaturą laureatów literackiego Nobla zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy to zupełnie przypadkiem trafiłam w mojej bibliotece na Doris Lessing i jej "Lato przed zmierzchem", a chwilę później zobaczyłam na wyzwaniowej liście Anny do "Historycznego czytania" "Krystynę, córkę Lawransa" Undset. oba tytuły przeczytałam - a jakże - i o ile Lessing mi się nie spodobała, o tyle Undset zachwyciła i powaliła na kolana

Teraz przeczytałam "Los utracony" Imre Kertésza - trudno mówić w przypadku tej książki,że się podobała - to nie w takich kategoriach ocenia się taką literaturę. Moja prawda o Kertészu jest taka, że poruszył mnie do głębi swoją spokojną, naiwną i wręcz beznamiętną narracją o okropieństwach życia w obozie koncentracyjnym. Jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego - zajrzyjcie do mnie. Zapraszam:-)