19.05.2011

"Miasto ślepców" José Saramago

"Nigdy nie wiadomo do czego jesteśmy zdolni, trzeba pamiętać, że czas wszystko zmienia, wystarczy tylko poczekać, czas to siła kierująca naszymi losami, to gracz, który siedzi po drugiej stronie stołu, trzymając w ręku wszystkie karty, podczas gdy nam pozostaje tylko wymyślanie kart z własnym życiem".  

Trudno jeszcze pozbierać mi myśli, po przeczytaniu tej książki, ponieważ książka mną wstrząsnęła. Tematyka niby nie taka oryginalna, bo o nagłych epidemiach, kataklizmach, pisał już Albert Camus w "Dżumie" albo Golding we "Władcy much". Tutaj mamy epidemię ślepoty. 

Zaczyna się niewinnie i nic nie zapowiada nadchodzącego kataklizmu. W centrum miasta, stojąc na skrzyżowaniu i czekając na zielone światło, nagle ślepnie mężczyzna. Mężczyzna widzi tylko biel. Zapanowała nagła jasność. I po krótkim czasie, tak jakby ślepota była chorobą zaraźliwą, ślepną pozostali mieszkańcy miasta. Na początku ci, co mieli styczność z pierwszym mężczyzną, czyli lekarz, który go badał, pacjenci, którzy byli w przychodni (kobieta w ciemnych okularach, stary człowiek z  czarną opaską, zezowaty chłopiec), jego żona, taksówkarz, policjant i wielu następnych. Dochodzi do tego, że rząd wykorzystując dawny szpital psychiatryczny, organizuje kwarantannę i zamyka w nim  wszystkich ślepców. Szpitala pilnują wartownicy, dostarczane są środki czystości i pożywienie. I codziennie dowożeni są nowi pacjenci. Wkrótce jednak ślepną również wartownicy i rządzący. Szpital staje się zamkniętych światem i tu zaczyna się piekło.  

Jak wiele potrafi znieść człowiek? Jak sprawdzi się warunkach, gdzie zaczyna brakować jedzenia? Do czego jest zdolny, by przetrwać?   Każdy tu reagował inaczej, jedni płakali, inni krzyczeli ze strachu lub wściekłości, jeszcze inni przeklinali. Nie każdy potrafił dźwigać krzyż  swojego eschatologicznego cierpienia w sposób godny. Zaczęły się rodzić zwierzęce instynkty. Nawet ktoś obdarzony wybujałą i twórczą wyobraźnią nie zdołałby opisać brudu i zapachu panującego w szpitalu. Ale w tym zamkniętym świecie jest jedna, zdrowa osoba, która widzi normalnie. To żona lekarza, ale paradoksalnie wcale nie jest w lepszej sytuacji niż wszyscy ślepcy. Ona na wszystko musi patrzeć, widzi całe zezwierzęcenie ludzi, ich upodlenie i upokorzenie. Czy może być coś gorszego? 

José Saramago zastosował w swojej powieści parę chwytów. Po pierwsze to bezimienność bohaterów. Nikt nie ma imienia i nazwiska. Tu jest lekarz, jego żona, złodziej samochodów, prostytutka-kobieta w ciemnych okularach, zezowaty chłopiec, stary człowiek w czarnej opasce na oku, pokojówka i tak dalej. Ta bezimienność sugeruje to, że ślepcem może być każdy z nas i każdego to może spotkać, bez względu na wiek i wykształcenie.

Drugi chwyt to miasto, również bez nazwy. Ale stary człowiek w czarnej opasce oślepł, gdy oglądał obrazy w muzeum. Widział obraz przedstawiający kruki w zbożu, a to z pewnością "Pole pszenicy z krukami" Vincenta van Gogha w Amsterdamie, ale widział również psa zagrzebanego w piachu, a to na pewno "Pies zagrzebany w piachu" Francisco Goyi w Madrycie. Oglądał też wóz z sianem przejeżdżający przez rzekę i miał na myśli obraz Johna Constble'a w Londynie, a kobieta stojąca w otwartej muszli to "Narodziny Wenus" z Florencji. Znowu kilka miast, a to świadczy o tym, że epidemia ślepoty może wybuchnąć wszędzie, w każdym miejscu. 

Co więc należy zrobi, aby się przed nią ochronić? I czy w ogóle można się jej wystrzyc?  Jak mają zachować się władze? Jeden z bohaterów stwierdza: "Jeśli kiedykolwiek odzyskam wzrok, będę z większą uwagą zaglądał ludziom w oczy, szukając w nich duszy". Właśnie! Może wystarczy tak niewiele, może nie dostrzegamy tego, co widzimy na co dzień. A może trzeba zamknąć na chwilę oczy, otworzyć i zobaczyć coś, czego do tej pory nie widzieliśmy.  Może trzeba stracić wzrok, aby znaleźć miłość swojego życia? Może trzeba nazwać pewne uczucia, których się nie chciało widzieć

"Czy to znaczy, że mamy za dużo słów? 
To znaczy, że mamy za mało uczuć
A może przestaliśmy je nazywać?
I dlatego je tracimy"   
 
A może trzeba się poświęcić dla innego? Wyzbyć się na chwilę egoizmu, który przesłania wszytko, sięgnąć do dna serca. Bo tam, właśnie na samym dnie serca, jest nadzieja - wielka, niezmierzona i jedyna!  
 "Jesteśmy  ślepcami, którzy widzą, Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą"
 
recenzja tez      u mnie       Zapraszam
 

2 komentarze:

Evita pisze...

Uwielbiam tę książkę,nie to za mało,ja ją kocham!
Co może stać się z ludźmi,którzy walczą o przetrwanie.Przerażająca wizja.Walka o jedzenie,o picie,o wszystko.
Gdzieś juz o tym pisałam na blogu,że po przeczytaniu tej książki,nazajutrz bałam sie otworzyć oczy :)

karolka pisze...

Nie czytałam, ale skutecznie mnie zachęciłaś! Cytat boski..

"(...)mamy za mało uczuć. A może przestaliśmy je nazywać?I dlatego je tracimy"
!