28.10.2009

"Podróż Bena" Doris Lessing



To kontynuacja losów Bena, poznanego w powieści "Piąte dziecko", która jednak może być również czytana zupełnie niezależnie. Na pewno "Piąte dziecko" daje pełniejszy obraz postaci Bena, jednak ta powieść opiera się na zupełnie innej tematyce.
Już nie rodzina jako instytucja jest najważniejsza, a przystosowanie do życia w społeczeństwie. Poznajemy Bena jako osiemnastolatka, który jakoś radzi sobie i żyje w Londynie, ale wciąż zależny jest od innych osób. Ben instynktownie szuka osoby w jego oczach dobrej, która dałaby mu jeść i zaopiekowała się zagubionym chłopcem. Niestety najczęściej trafia na osoby, które bezczelnie go wykorzystują, pozbawiając należnego zarobku. Praktycznie wszystkie osoby, które w jakiś sposób okazują mu ciepło czy współczucie pochodzą z nizin społecznych - jest tu prostytuka i alfons, reżyser marzący o sławie i jego kochanka, a także chora staruszka, która wydaje się pomagać Benowi najbardziej bezinteresownie. Każda z tych osób ma swój bagaż doświadczeń, złych doświadczeń, dlatego też łatwiej jest jej wczuć się w położenie Bena i zaopiekować się nim. Jednak prędzej czy później wygrywa własne dobro. Ben stara się utrzymywać swój temperament w ryzach stale cierpi - czuje się wyobcowany, nieprzystosowany i najbardziej pragnie poznać ludzi takich, jak on.
Lessing znów niemal beznamiętnie zdaje realcję z życia Bena - ukazuje jego tęsknotę za akcpetacją, wewnętrzną walkę i ogromną potrzebę miłości. Autorka zmusza do refleksji nad odmieńcami, nad ich rolą w społeczeństwie - przyznać trzeba, że do refleksji trudnych, bolesnych.
W komentarzach znalazłam sugestie, że "Podróż Bena" jest powieścią gorszą niż "Piąte dziecko". Nie wiem, raczej nie. Jest powieścią zupełnie inną, poruszającą inną problematykę, raczej nie tak kompleksową jak poprzednia powieść. Faktycznie, czytana bezpośrednio po "Piątym dziecku" może wydać się uboższa, ale jestem przekonana, że i tutaj można wyłuskać wiele tematów i wątków pobocznych, jak chociażby rola nauki i skala poświęceń w imię nowych odkryć.
Lessing jest w moim odczuciu pisarką nietuzinkową, swoim językiem nadaje powieściom niemal tragiczny rys, równocześnie zmuszając czytelnika do wielu refleksji. A co najważniejsze nie stwarza w tym celu opasłych tomisk - bardzo cenię taki konkretny styl.

27.10.2009

"Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie" Herta Müller


Nie zgadzam się z tegoroczną decyzją Komisji Noblowskiej. Proza Herty Müller jest dobra, ale nie wybitna. A przynajmniej trudno dostrzec jej wyjątkowość w powieści, którą miałam okazję przeczytać. Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie to powieść pisana przez autorkę, o autorce, dla autorki. Niestety, nie dla czytelnika.

Ciąg dalszy recenzji na Dzienniku Literackim.

za głupia jestem by d-ocenić?

Już po raz nie wiem który trafia mi się książka autora wielokrotnie nagradzanego, książka nad którą większość czytelników wprost rozpływa się w pochwałach, a ja nie potrafię jej docenić. Zawsze tłumaczę sobie ten fakt tym, że moja znajomość literatury jest zbyt mała abym mogła wypowiadać się na tematy "wielkich", ale bywa czasem tak, że fabuła książki nawet do mnie nie przemawia, bo przecież nie muszę zaraz wdawać się w warsztaty, style i wartości ale chociaż bym chciała czasem aby mnie wciągnęło. Podobnie jest w przypadku "Hańby" Coetzee, o której teraz dopiero coś mogę napisać, bo czas, który sobie i książce dałam i tak nie zaowocował nowo odkrytymi wrażeniami. Jednak podobnie jak w przypadku Pamuka, Saramago i Coetzee ("Hańby") nie jestem na szczęście osamotniona w odmiennym odbiorze książki. Nie chciałabym rozpisywać się na temat tego co mnie NIE zachwyciło i czemu bo nawet nie potrafię podać mocnych argumentów Po prostu historia była jakich wiele a zarazem nijaka. Nijakość objawiła mi się w tym nad czym niektórzy recenzenci się zachwycają - niby normalność bohaterów, niby zwykła proza życia, ludzie jakich wiele - ok, owszem ale do mnie to nie przemówiło. Jakkolwiek początkowo "Hańba" przypominała mi Konające zwierze czy też Błękitnego anioła tak na początku się skończyło i dalej Coetzee mnie zawiódł (odwrotnie niż autorzy wspomnianych książek). I choć wiem bądź też domyślam się, co autor chciał przekazać czy też przekazał (tylko ja nie zauważyłam) to jednak nie pojmuję istoty i celowości przyznanej "Hańbie" nagrody (ale jak wspomniałam nie jestem osobą kompetentną do takich ocen). Aby samej się nie nakręcać i nie dręczyć własnym brakiem umiejętności czytania wielkich pisarzy poszukałam kilka podobnych w odczuciu recenzji i ku własnej radości takowe znalazłam. TU znajdziecie moją ulubioną recenzję Doroty Tukaj, pod którą podpisuję się również ja!

26.10.2009

Wiek Żelaza - John Maxwell Coetzee



Tę krótką notkę zapiałam parę lat temu na stronie internetowej podaj.net. Wstawię ją także tu, być może zainteresuje tych, którzy nie czytali jeszcze książek tego autora, by sięgnęli po jego dzieła :)


Smutna opowieść starszej kobiety, piszącej pożegnalny list - pamiętnik dla swej córki, której nie widziała od wielu lat. A powodem, dla którego to czyni, jest jej śmiertelna choroba, z jaką walczy. Nie ma odwagi ani siły poinformować najbliższą jej osobę o takim stanie rzeczy, dlatego spisuje całe swoje życie. Opisuje każdą chwilę bólu, smutku, samotności. Wkrótce w jej życiu (a raczej na podwórku) pojawia się tajemniczy bezdomny...
Rzecz dzieje się w Afryce, książka opowiada także o wojnach domowych, które się tam toczą. Misz-masz uczuć, postępowania i smutny koniec. Dla mnie osobiście książka była zbyt ciężka i przygnębiająca, ale dla miłośników Coetzee'go polecam.

Sercątko - Herta Müller

Od dawna marzyłam o tym, by przeczytać jakąkolwiek powieść H. Müller. Tyle słyszałam o prozie tej pisarki, zaciekawiła mnie przede wszystkim opisami życia w Rumunii (bardzo intryguje mnie ostatnio ten kraj). Kiedy nadarzyła się okazja, pożyczyłam z kolejkowa "Sercątko". "Na oko" książka do oddania po tygodniu, może dwóch...
Niestety pozycja ta przerosła moje oczekiwania, możliwości i chęci. Po miesiącu czytania tkwiłam nadal na 70 stronie i nie byłam w stanie przebrnąć przez dalszą jej część.
Początkowo sądziłam, że autorka celowo zagmatwała wstęp, wprowadziła klimat strachu i wszechogarniającej paniki, by w dalszej części treść rozjaśnić, wytłumaczyć i tym samym ułatwić czytelnikowi przebrnięcie przez ciemne ulice Rumunii, koszmarne sale akademików (czy stancji) i wrogie każdemu aule uniwersyteckie. Niestety przeżyłam lekkie załamanie nerwowe, kiedy po trzech tygodniach czytania wciąż wracam do punktu wyjścia lub w najlepszym razie cofałam się o kilka stron.
Piszę o niczym, ponieważ tak naprawdę nie wiem o czym ta książka była, a więc nie mam czego streszczać. Nie zrozumiałam przesłania autorki, nie pojęłam co H. Müller chciała mi powiedzieć... Jedyne, co czułam podczas czytania, to strach i panika, obawa przed kolejnymi niezrozumiałymi stronami powieści i niechęć z powodu kolejnej porażki - braku rozumienia sensu najprostszych zdań.
Zdaję sobie strawę, że jest to proza wybitna, alternatywna, wymagająca... Widocznie jestem tylko zwykłym szarym człowieczkiem, któremu nie jest dane odebrać tego typu przesłania. I szczerze mówiąc jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. Jeśli ktoś lubi zastanawiać się nad każdym zapisanym na stronie zdaniem i doczytywać się w nim drugiego dna, to dzieła H. Müller są dla niego stworzone. Ja - kiedy mam potrzebę tak dokładnej analizy treści - biorę do ręki tomik wierszy Tuwima, Gałczyńskiego czy Staffa. Nie potrzebuję do tego aż 212 stron tekstu, wystarczy wiersz na 2 strony :)
Podsumowując: proza ta zmęczyła mnie niesamowicie, osłabiła moje receptory czuciowe i chwilowo zniechęciła do czytania czegokolwiek... I wiem już na pewno, że przygoda z Hertą Müller skończyła się dla mnie definitywnie.

Moje spotkania z noblistami

Witam!!!

Na początku chciałabym bardzo podziękować założycielce tego blogu, że tak szybko zareagowała na moją prośbę i pozwoliła mi dzielić się z Wami dorobkiem czytelniczym.

A wybitnego dorobku nie mam niestety, zwłaszcza jeśli chodzi o noblistów, ale zamieszczę tu swoją listę:

1905 Henryk Sienkiewicz, Polska: "Szkice węglem", "Krzyżacy", "Sahem", "Ogniem i mieczem", "Potop", "Quo vadis" i kilka innych nowel :)
1924 Władysław Reymont, Polska: "Chłopi"
1954 Ernest Hemingway, USA: "Stary człowiek i morze"
1957 Albert Camus, Francja: "Dżuma"
1970 Aleksander Sołżenicyn, ZSRR: "Oddział chorych na raka"
1980 Czesław Miłosz, Polska: Poezja
1996 Wisława Szymborska, Polska: kilkaset wierszy z różnych tomików
2003 J.M. Coetzee, RPA: "Wiek żelaza"
2009 Herta Müller, Niemcy: "Sercątko"

Moja lista noblistów

Postanowiłam i ja dołączyć do kolejnego wyzwania czytelniczego. Moja znajomość noblistów jest bardzo mała, aż wstyd się przyznać:
1905 Henryk Sienkiewicz, Polska – „Janko Muzykant”, „Latarnik”, „Sachem”, „Quo Vadis”
1954 Ernest Hemingway, USA – “Stary człowiek I morze”
1970 Aleksander Sołżenicyn, ZSRR – “Oddział chorych na raka”
1980 Czesław Miłosz, Polska – wybór wierszy
1994 Kenzaburo Oe, Japonia – „Zerwać pąki, zabić dzieci”
1996 Wisława Szymborska, Polska - wybór wierszy
2002 Imre Kertész, Węgry – “Los utracony”
2007 Doris Lessing, Wlk. Brytania – „Piąte dziecko”

Mam nadzieję, że uda mi się poznać jak najwięcej twórczości noblistów. Nie chcę tworzyć konkretnej listy, bo obawiam się, że i tak nie będę się jej trzymać, ale z tego co mam na półce wiem na pewno, że zapoznam się z twórczością E. Jelinek, G. G. Márqueza oraz A. Camusa. Co do reszty autorów, zobaczymy jak wyjdzie.

"Piąte dziecko" Doris Lessing




To niewielka objętościowo książka, która zawiera w sobie mnóstwo treści.
David i Herriet, wbrew radom i opiniom otoczenia, postanawiają założyć tradycyjną rodzinę - z wielkim domem, ogromnym stołem, przy którym wszyscy się gromadzą i gromadką dzieci. Swoje plany realizują na przekór wszystkim. Kupują powiktoriańską willę pod Londynem i tworzą rodzinę. Harriet wprowadza tradycję zapraszania wszystkich krewnych na święta i wakacje, podtrzymując w ten sposób rodzinną atmosferę, którą uwielbia ich czwórka dzieci. Piąta ciąża Harriet zmienia jednak (pozorną) sielankę. Nowe dziecko jest niezwykłe już w brzuchu matki, poród bardzo ciężki a niemowlę nie przypomina dotychczasowych dzieci. Wydaje się pochodzić z innej planety i staje się zagrożeniem dla innych dzieci - nie tylko fizycznym ale i psychicznym, gdyż powoli zaczyna nieszczyć rodzinny spokój.
Lessing zamieszcza w swojej powieści całą paletę problemów. Celowo piszę więc o pozornej sielance - bo ciąże nadchodzą zbyt szybko, są nieplanowane, wykanczają i męczą Harriet, która wydaje się tego nie zauważać. Czas poświęcany kolejnym dzieciom jest coraz którszy, gdy zmęczona matka kolejny raz wymiotuje w ciąży. Harriet zamienia się w męczęnnicę, jeszcze przed urodzeniem ostatniego Bena, nie zauważając tego i nie odpuszczając ani jednej rodzinnej tradycji na rzecz powrotu do sił. Nie przemawiają do niej argumenty matki i otoczenia - plan szczęśliwej rodziny wielodzietnej jest realizowany.
Szczęście rodzinne jest pozorne również dlatego, że możliwe jest tylko i wyłącznie dzięki finansowym dotacjom ojca Davida i pomocy matki Harriet. David nie jest w stanie zarobić na utrzymanie domu oraz piątki dzieci - długie dojazdy do Londynu oraz prace dodatkowe kradną czas, który mógłby poświęcić dzieciom. Tak więc rodzina korzysta z zastrzyków finansowych bogatego dziadka oraz ze wsparcia Dorothy - matki Harriet. Dorothy troszczy się o dzieci i utrzymanie domu, wyręcza Harriet we wszystkich pracach, gdy ta kolejny raz źle znosi ciążę.
I wreszcie kolejny problem - narodziny Bena - odmieńca. Lessing beznamiętnie opisuje jak to dziwne dziecko zmienia rodzinną sielankę w piekło. Niekochany przez nikogo Ben psuje atmosferę, przepędza tak chętnie dotąd przyjeżdżających gości i doprowadza na Harriet i jej matkę na skraj załamania nerwowego. Rodzina zupełnie sobie nie radzi z wychowaniem niespotykanego dziecka i sięga do najprostszych środków, by rozwiązać problem. Co mnie przeraziło to fakt, że problem z Benem ignorują wszystkie instytucje - pediatra, psycholog, nauczyciele w szkole. Każdy stara się owo nietypowe dziecko zignorować, nikt nie słucha zwątpionej matki.
Pod koniec książki Lessing dorzuca jeszcze problem młodzieży wykolejonej - ignorującej wszelkie społeczne zasady i szkołę.
Podejrzewam, że każdy czytelnik odkryje dla siebie inny problem, inny wątek, który najbardziej go dotknie. Dla mnie to powieść o rozterkach matki - o rozdzieleniu miłości do męża i do dzieci. O trudności w podejmowaniu decyzji - o niemożności zdecydowanie dobro, które dziecka jest ważniejsze. To chyba najtrudniejszy problem dla matki - wybór między dziećmi. Rozterki Harriet, podane w surowych, bezuczuciowych zdaniach, poruszają do głębi. Uczucie to potęguje fakt, że nie znajduje ona zrozumienia ani u męża, ani wśród bliskich.

25.10.2009

"Sercątko" Herta Müller



"Sercątko" to bardzo trudna książka, wymagająca skupienia i rozwagi. Moja znajomość z panią Müller na pewno nie będzie łatwa, nie wiem czy zdecyduję się sięgnąć po jeszcze inną jej książkę.
Znajomość jej biografii pomogła mi choć trochę zrozumieć "Sercątko" ale odkładam je z poczuciem, że zrozumiałam może kilka procent, że odkryłam tylko nieliczne obrazy, że nie potrafiłam poddać się rytmowi autorki. Bardzo trudno było mi podążyć za nią, nie chciałam wręcz zagłębiać się w mroczny świat. Każda kartka książki wzbudzała we mnie większy niepokój i poczucie klęski. Nie rozumiem metafor, nie widzę znaczenia obrazów, potrafię tylko podążać za treścią.
Herta Müller opisuje życie młodej dziewczyny, która wyjeżdża na studia tłumaczeniowe - dziewczyna należy do mniejszości niemieckiej. Na studiach nawiązuje znajomość z trzema chłopakami, z którymi stwarza niewielką grupę oporu. Müller opisuje życie w osaczeniu, przesłuchania, szykany, rozciągające się na całą rodzinę, niepewność, okraszając to dużą dozą ludowości. Autorka nawiązuje do pieśni ludowych, do zwyczajów, opisuje życie na wsi. Bohaterka w końcu wyjeżdża do Niemiec, dokąd również sięgają macki Securitate. Jej wystraszone "sercątko" nie ma odwagi kochać - ludzkie uczucia w opisywanym świecie nie mają racji bytu.

21.10.2009

Mój „Projekt Nobliści”. Początek wyzwania

Choć wyzwanie ruszyło kilka miesięcy temu, dopiero teraz postanowiłam dołączyć do grona osób, chcących poznać dzieła laureatów literackiej nagrody Nobla. Lista literatów, których utwory poznałam jest stosunkowo krótka, a i tak czytałam ich tak dawno temu, że nawet nie pamiętam, jakie wrażenia towarzyszyły mi podczas poznawania ich twórczości. Dlatego też w tym wyzwaniu chciałabym nie tylko poznać dzieła innych Noblistów, ale również wrócić do książek już czytanych i odkryć je na nowo. Mam nadzieję, że mi się to uda :) Powodzenia, drodzy uczestnicy wyzwania!


MOJA (AKTUALIZOWANA) LISTA:

1901 Sully Prudhomme, Francja
1902 Theodor Mommsen, Niemcy
1903 Bjornstherne Bjornson, Norwegia
1904 Frédéric Mistral, Francja
1904 José Echegaray, Hiszpania
1905 Henryk Sienkiewicz, Polska: „Szkice węglem”, „Janko Muzykant”, „Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela”, „Latarnik”, „Sachem”, „Ogniem i mieczem”, „Quo vadis”, „Krzyżacy”, „W pustyni i w puszczy”
1906 Giosuè Carducci, Włochy
1907 Rudyard Kipling, Wlk. Brytania: „Księga dżungli”
1908 Rudolf Eucken, Niemcy
1909 Selma Lagerlöf, Szwecja
1910 Paul Heyse, Niemcy

1911 Maurice Maeterlinck, Belgia
1912 Gerhart Hauptmann, Niemcy
1913 Rabindranath Tagore, Indie
1914 ------
1915 Romain Rolland, Francja
1916 Verber von Heidenstam, Szwecja
1917 Karl Gjellerup, Dania
1917 Henrik Pontoppidan, Dania
1918 ------
1919 Carl Spitteler, Szwajcaria
1920 Knut Hamsun, Norwegia

1921 Anatole France, Francja
1922 Jacinto Benavente, Hiszpania
1923 William Butler Yeats, Irlandia
1924 Władysław Reymont, Polska: „Chłopi”
1925 George Bernard Shaw, Irlandia
1926 Grazia Deledda, Włochy
1927 Henri Bergson, Francja
1928 Sigrid Undset, Norwegia
1929 Thomas Mann, Niemcy
1930 Sinclair Lewis, USA

1931 Erik Axel Karlfeldt, Szwecja
1932 John Galsworthy, Wlk. Brytania
1933 Iwan Bunin, ZSRR
1934 Luigi Pirandello, Włochy
1935 -----
1936 Eugene O'Neill, USA
1937 Roger Marin du Gard, Francja
1938 Pearl S. Buck, USA: „Smocze ziarno”
(R), „Ukryty kwiat” (R), „Trzy córki pani Liang” (R), „Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu” (R)
1939 Frans Eemil Sillanpää, Finlandia
1940 -----

1941 -----
1942 -----
1943 -----
1944 Johannes Vilhem Jensen, Dania
1945 Gabriela Mistral, Chile
1946 Hermann Hesse, Szwajcaria
1947 André Gide, Francja
1948 Thomas Stearns Eliot, Wlk. Brytania: „W moim początku jest mój kres”
(R)
1949 William Faulkner, USA
1950 Bertrand Russel, Wlk. Brytania

1951 Pär Lagerkvist, Szwecja
1952 Francois Mauriac, Francja
1953 Winston Churchill, Wlk. Brytania
1954 Ernest Hemingway, USA: „Stary człowiek i morze”, “Komu bije dzwon”
1955 Halldór Laxness, Islandia
1956 Juan Ramón Jiménez, Hiszpania
1957 Albert Camus, Francja: „Dżuma”
1958 Boris Pasternak, Rosja
1959 Salvatore Quasimodo, Włochy
1960 Saint-John Perse, Francja

1961 Ivo Andrić, Jugosławia
1962 John Steinbeck, USA: „Tortilla Flat”
1963 Giorgos Seferis, Grecja
1964 Jean-Paul Sartre, Francja
1965 Michaił Szołochow, ZSRR
1966 Samuel Josef Agnon, Izrael
1966 Nelly Sachs, Szwecja
1967 Miguel Ángel Asturias, Gwatemala
1968 Yasunari Kawabata, Japonia
1969 Samuel Beckett, Irlandia
1970 Aleksander Sołżenicyn, ZSRR

1971 Pablo Neruda, Chile
1972 Heinrich Böll, Niemcy
1973 Patrick White, Australia
1974 Eyvin Johnson, Szwecja
1974 Harry Martinson, Szwecja
1975 Eugenio Montale, Włochy
1976 Saul Bellow, USA
1977 Vicente Aleixandre, Hiszpania
1978 Isaak Bashevis Singer Polska/USA
1979 Odysseas Elytis, Grecja
1980 Czesław Miłosz, Polska

1981 Elias Canetti, Wlk. Brytania
1982 Gabriel Garciá Márquez, Kolumbia: „Szarańcza” (R), „Kronika zapowiadanej śmierci” (R)
1983 William Golding, Wlk. Brytania: „Władca much”
1984 Jaroslav Seifert, Czechosłowacja
1985 Claude Simon, Francja
1986 Wole Soyinka, Nigeria
1987 Joseph Brodsky, USA
1988 Nadżib Mahfuz, Egipt:
„Hamida z zaułka Midakk" (R)
1989 Camilo José Cela, Hiszpania
1990 Octavio Paz, Meksyk

1991 Nadine Gordimer, RPA
1992 Derek Walcott, St. Lucia
1993 Toni Morrison, USA
1994 Kenzaburo Oe, Japonia
1995 Seamus Heaney, Irlandia
1996 Wisława Szymborska, Polska
1997 Dario Fo, Włochy
1998 José Saramago, Portugalia
1999 Günter Grass, Niemcy: „Blaszany bębenek”
2000 Gao Xingjian, Francja

2001 V.S. Naipaul, Trynidad i Tobago
2002 Imre Kertész, Węgry
2003 J.M. Coetzee, RPA: „Hańba”
(R), „Ciemny kraj” (R)
2004 Elfriede Jelinek, Austria
2005 Harold Pinter, Wlk. Brytania
2006 Orhan Pamuk, Turcja: „Śnieg” (R), „Nazywam się Czerwień” (R), „Stambuł” (R), „Dom ciszy” (R),
„Biały zamek” (R), „Cevdet Bej i synowie” (R)
2007 Doris Lessing, Wlk. Brytania
2008 Jean-Marie G. le Clézio, Francja
2009 Herta Müller, Niemcy:
„Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie” (R)
2010 Mario Vargas Llosa, Peru: „Pochwała macochy” (R), „Kto zabił Palomina Molero?” (R), „Lituma w Andach” (R)


(R) - pozycje zrecenzowane na Dzienniku Literackim

19.10.2009

Amatorki - Elfriede Jelinek

Ciężko cokolwiek napisać o tej książce – trzeba ją po prostu przeczytać. Jest niesamowita. Jej geniusz przede wszystkim polega na języku i formie, jakie zastosowała Jelinek. Historia bowiem jest stara jak świat – „Amatorki” opowiadają o relacjach między kobietami i mężczyznami – jednak sposób naświetlenia tego problemu, sposób jego przedstawienia, wytrąca z równowagi, szokuje, każe (po)myśleć inaczej niż zwykle. To książka na wskroś polityczna, jednak polityczna w innym, niż potocznie, znaczeniu.


To książka niebezpieczna, która, gdybyśmy żyli w czasach niewoli, byłaby zakazana, ocenzurowana, publicznie spalona. Tej książki nie wolno czytać, ponieważ skutki jej odzdziaływania grożą zagładą ludzkości, masowym wstrzymaniem procesów prokreacyjnych i rozpadem rodziny.

Noblistka bawi się językiem, buduje paralelne, czasem wręcz wyjęte z poezji zdania; związki frazeologiczne ściąga na ziemię, budując nowe znaczenia, eksperymentując, „co się stanie, jeśli” ulegnie zmianie, na przykład, forma zaimkowa – jak wpłynie to na świat przedstawiony powieści, na obraz bochaterów, ich psychologiczny portret. Jelinek nie używa dużych liter (jedynie w wyjątkowych przypadkach), jej zdania są połamane (tłumacz „Pianistki”, Ryszard Turczyn, bardzo trafnie zauważył, że „forma jest u Jelinek połamana tak jak ludzie, których opisuje”). Powieść jest dynamiczna i to bynajmniej nie przez wartką akcję. Akcji nie ma. Od początku autorka nie pozostawia złudzenia, że wszystko skończy się w tym samym rytmie i tempie, w jakim się zaczęło. Dynamika tkwi w języku i w eksperymencie zestawienia życiorysów dwóch kobiet, które raz szybciej, raz wolniej przeplatają się ze sobą.

Jelinek skupia się konsekwentnie na tym, co najbardziej ją interesuje, a więc na relacji między kobietą a mężczyzną, a przede wszystkim na motywacji, która pcha bohaterów do wiązania się z drugą osobą. Odrzuca zarazem wszystko, co mogłoby jej przeszkadzać i rozcienczać gęstość formy, którą sobie narzuciła. W powieści nie ma wielości szczegółów, zbędnych dygresji czy nachalnego wyjaśniania pobocznych kwestii. Sama autorka w pewnym momencie pisze, że „nie będziemy rozpisywać się o miłości, bo jej po prostu nie ma”. Jelinek pisze tylko o tym co jest i co jest istotne w budowniu „nie-istotności” jako głównej kategorii organizującej powieść. „Amatorki” są traktatem o pustce egzystencjalnej, o fałszywym charakterze narzuconych przez środowisko wzorców zachowań i odwróceniu paradygmatu uczuć.

E. Jelinek, „Amatorki”, W.A.B., Warszawa 2005.
Źródło: www.bredablik.blogspot.com

Doris Lessing "O kotach"




Moje pierwsze spotkanie z twórczością Doris Lessing wypadło bardzo na jej niekorzyść. Przeczytawszy "Piąte dziecko" stwierdziłam, że chyba podaruję sobie inne jej powieści. I dobrze, że słowa nie dotrzymałam, bo wtedy nie trafiłabym na tę niewielką objętościowo, uroczą książeczkę.
Doris Lessing opowiada w niej o swoich kotach - wpierw na farmie w Rodezji a potem po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii. Jej uwaga skupia się przede wszystkim na dwóch kotach - szarym i czarnym i to o ich perypetiach czytamy przez ponad pół książki. Ciekawe jest to, że ani razu nie pada żadne kocie imię; jest kot szary i kot czarny, kot w tygrysie pasy, kot nakrapiany, biały, brązowy itd. Nie wiem, czemu miał służyć ten zabieg, czyżby pokazaniu swego dystansu wobec tych istot, których zwyczaje i charakter autorka wydaje się dobrze znać ale mimo wszystko czuje wobec nich pewien respekt i niemożność odkrycia wszystkich kocich tajemnic? Ale mniejsza z tym, brak imion nie przeszkadza, a śledzenie zwyczajów i zabaw tej dwójki jest naprawdę wciągające. Ale nie tylko to, bo Lessing patrząc z boku na życie jej małych przyjaciół, pokazuje jakimi inteligentnymi stworzeniami są koty, których zachowania przypominają czasem te ludzkie oraz że każdy kot to osobna indywidualność, prawie tak jak człowiek.
I co najdziwniejsze - po lekturze tej cieniutkiej książeczki ja, która do kotów nie pałała zbytnią sympatią nagle gorąco zapragnęłam mieć jednego!
Cieszę się, że pomimo wcześniejszej urazy do twórczości Doris Lessing przełamałam się i sięgnęłam po jej kocie opowieści. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to książeczka, w której nie ma się co doszukiwać głębszych przesłań (jeżeli w ogóle jakichkolwiek), to takie czytadełko na jeden wieczór nie mające nic wspólnego z tematyką poruszaną przez Lessing w jej głównej twórczości.
Z pewnością sięgnę jeszcze po inne powieści noblistki, by przekonać się, czy sposób jej pisania rzeczywiście mi nie odpowiada ("O kotach" czytałam po niemiecku, więc i moje patrzenie na styl było trochę inne niż w przypadku czytania tekstu w języku ojczystym) i czy "Piąte dziecko" było tylko jednorazowym niewypałem.

16.10.2009

Selma Lagerlöf "Gösta Berling"



Przebrnęłam przez siedemdziesiąt stron, których nawet nie potrafię streścić. Po jednej stronie regularnie wyłączała mi się uwaga. Lagerlöf oderbała mi chęć do czytania, męczyłam się z jej wydumaną książką, łakomie spoglądając na stos. Dziś, tuż przed podjęciem decyzji o przerwaniu książki, zajrzałam na wikipedię. Doczytałam, że autorka w swych późniejszych utworach rezygnuje z apostrof i patetycznego stylu, więc spróbuję podejść ją od innej strony. Tej książce mówię zdecydowanie nie! Czy jest ktoś kto czytał i komu się podobało????????

15.10.2009

Patrick White: Wóz Ognisty


wydawnictwo: Muza 1998
tytuł oryginału: Riders in the chariot
seria wydawnicza: Biblioteka Bestsellerów
oprawa twarda z obwolutą
ilość stron: 700
moja ocena: 4

Niezwykła książka. Trudna, ale ważna. Trudna dlatego, że napisana jest metaforycznym językiem, bardzo poetyckim i mnie ciężko było się na niej skupić. Wymagała ode mnie sporo wysiłku. Musiałam wracać po kilka razy do poprzednich zdań, bo przyłapywałam się na odpływaniu myślami na inne tory. A jednak książka dobra.
Główną postacią jest Żyd Mordechaj Himmelfarb, urodzony w Niemczech, w czasie II wojny światowej cudem ocalał z obozu koncentracyjnego i został przemycony przez Stambuł do Izraela. Ten profesor uniwersytecki postanowił płynąć jeszcze dalej i znalazł się w Australii. Tam wykonywał najprostsze prace fizyczne, aby zarobić na swoje utrzymanie. Został całkiem sam.
Poznał przypadkiem starą pannę Hare, która wysłuchała jego historii. Ona z kolei była miejscową wariatką, mieszkającą samotnie w rodzinnej posiadłości, powoli wtapiającej się w przyrodę. Zatrudniła panią Jolley do pomocy w gospodarstwie. To była starsza pani uzurpująca sobie prawo do stanowienia, co jest zgodne z etyką, a co nie. Ona i jej przyjaciółka pani Flack były tzw. podporą społeczeństwa. Z daleka obserwowały, oceniały i krytykowały. To o tych dwóch matronach autor napisał: "Aniołowie są zamaskowanymi szatanami" (1). Lubiły posługiwać się jednym z najgorszych argumentów: "to dla twojego dobra". Wam też się nóż otwiera w kieszeni, gdy to słyszycie?
Kto ma w sobie tyle arogancji, żeby wiedzieć, co jest dobre dla drugiej osoby?To okropne zdanie jest płaszczykiem, pod którym wszyscy hipokryci tego świata narzucają bliźnim swoje "jedynie słuszne" zdanie. Zniewalają tym argumentem i nie pozwalają popełniać swoich własnych błędów. Kto dał im prawo stanowienia, które uczynki są dobre, a które złe? Coś jest zgodne z etyką- oto sztandarowe zdanie pani Flack. A zatem zgodne z etyką było, że banda młodych osiłków zakatowała starego schorowanego Żyda, tylko dlatego, że był Wielki Piątek, a "ciotunia" przypomniała siostrzeńcowi, że to "oni" zabili Pana Jezusa.
Inną postacią, która wyzwala wiele emocji jest Alf Dubbo, ciemnoskóry mieszaniec. Ten z kolei widział za dużo obłudy białych ludzi, żeby zechciał się do nich zbliżyć.
Był też biznesmen, Żyd, ukrywający swoją narodowość, konformista, który jednak nie wytrzymał napięcia w obliczu krzywdy Himmelfarba.
Książka jest demaskatorska ale nie nowatorska. Pewnie w swoim czasie była objawieniem, dziś nie jest. Obłuda jednych i samotność drugich. Egoistyczne przekonanie o własnej nieomylności przeciw pokorze mądrych ludzi; wyższość sądów większości przeciw spokojnej samotności utalentowanej jednostki; niedopasowanie społeczne artysty i brak tolerancji ze strony pobożnych- odwieczny temat rozważań literackich.
Książka jest naprawdę dobra i cieszę się, że ją przeczytałam.
Polecam.

(1) P. White, "Wóz ognisty", tłum. M. Skibniewska, Muza 1998, s. 527

14.10.2009

J. M.G. Le Clézio, Raga


"O Afryce mówi się, że to kontynent zapomniany. Oceania jest kontynentem niewidzialnym. Niewidzialnym, gdyż podróżnicy, którzy po raz pierwszy przybyli w tamte strony, nie dostrzegli go. A i dzisiaj jest jedynie miejscem tranzytu, bez znaczenia na arenie międzynarodowej, poniekąd nie istnieje."

Tak zaczyna się ta książka mieszająca gatunki. gdyż odnajdujemy w niej i esej, i reportaż z podróży, i opowiadanie. Autor podąża śladami wypraw odkrywczych w poszukiwaniu południowego lądu za Quirósem, Mendañą, Magellanem, Bougainvillem, Cookiem, jednakże dawkuje informacje, by odnotować zło, które odcisnęło piętno na tych wyspach, wysepkach, atolach. Ziemia nazwana kontynentem marzeń, zatopionym kontynentem, wyspami z popiołu i koralu nosi w sobie ślady eksploracji pod znakiem grabieży, zawłaszczania żywności, wyniszczania mieszkańców przez system przymusowych robót blackbirding. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

12.10.2009

Jose Saramago "Wszystkie imiona"

Laureat Nagrody Nobla za rok 1998.

Nie znałam twórczości Saramago i nie miałam pojęcia, jakiego typu to twórczość. Sięgnęłam po "Wszystkie imiona", ponieważ tylko tą książką dysponowała biblioteka. Czuję się usatysfakcjonowana lekturą, choć była nieco klaustrofobiczna.

Pan Jose, pracownik Archiwum Głównego Akt Stanu Cywilnego, to pięćdziesięcioletni samotny i zamknięty w sobie mężczyzna. Prowadzi nudne życie, a jego jedyną rozrywką w codziennej rutynie jest zbieranie wycinków z prasy z artykułami i zdjęciami sławnych ludzi. Większość czasu skromny kancelista spędza w pracy - miejscu surowym, mrocznym, w którym absurdalny regulamin zakazuje odwracania wzroku w trakcie rozmowy z kustoszem. Pan Jose jest pracownikiem idealnym. Do czasu...
Pewnego dnia trafia na kartę nieznajomej kobiety i, mimo braku racjonalnego wytłumaczenia, zaczyna się nią przesadnie interesować. Poszukiwanie informacji na temat 36 - letniej rozwódki sprawia, że z sumiennego i kompetentnego urzędnika pan Jose przeobraża się w roztargnionego, niewyspanego kancelistę, któremu zdarza się pomylić.

Dlaczego bohater tak bardzo interesuje się życiem tej kobiety? Dlaczego właśnie karta tej nieznajomej wzbudziła w nim ciekawość? Może nie ma znaczenia, że to ta kobieta? Może chodzi tylko (albo aż) o to, że w tym pustym życiu najwyższy czas zrobić coś absurdalnego, co wykracza poza logiczny schemat? Może na pana Jose spłynęła tego świadomość, gdy trzymał w dłoniach kartę tej kobiety? Może to przypadek?

Dziwna jest ta książka, ale wciągająca.

11.10.2009

Nazywam się Czytelnik. Orhana Pamuka "Nazywam się Czerwień"

Jestem Czytelnikiem i chciałbym opowiedzieć Wam historię pewnej Książki, którą niedawno miałem okazję przeczytać. Jest to dziwna powieść o świecie, który nazwałby zarówno mnie, jak i Was – innych Czytelników – Niewiernymi. Jednak muszę się Wam do czegoś przyznać – skłamałem. Nie przeczytałem bowiem tej książki, zostało mi do końca jeszcze sto stron, które ciągle odkładam na kolejny dzień. Nie myślcie jednak o mnie źle. Nie robię tego specjalnie – to Powieść tego ode mnie chce. Ona bowiem wie, że jestem Niewierny i nie rozumiem jej świata, historii, religii. Wie, jaką trudność sprawia mi malowanie w wyobraźni tysiąca obrazów, które są tam opisane. Drwi ze mnie, gdy widzi, jak wysilam umysł, aby móc zobaczyć ten jeden jedyny odcień barwy, której użył Mistrz Behzad do pokolorowania sułtańskiej szaty. Patrzy z pogardą, gdy nierozumnym wzrokiem przebiegam po linijkach kolejnego rozdziału, gdy otwiera się przede mną kolejna szkatułka, z której wyskakują nieznane mi twarze, nieznani mistrzowie, nieznane barwy. Gdy bohaterem staje się Drzewo lub Moneta, Powieść wie, że nie jestem w stanie potraktować tych bajarzy tak, jak na to zasługują – a więc jako tych, kim naprawdę są, a nie tych, jakich ja, Niewierny Czytelnik, mogę zobaczyć. Przyznam się wam jeszcze do czegoś – irytowałem się i denerwowałem. Czytałem zbyt szybko, przeskakakiwałem zdania. Czy myślicie, że Powieści mogło się to podobać? O nie. I ja to wiem. Uwierzcie mi jednak, że się starałem. Pierwsze strony i rozdziały próbowałem gryźć zębami i długo przeżuwać ich smak. W połowie jednak poddałem się. Mordercę śledziłem już tylko od czasu do czasu. Obrazy stwarzane przez słowa pojawiały się jedynie migawkowo. Gniewałem się na Czarnego, że postępuje egoistycznie, lecz nie spróbowałem zrozumieć, dlaczego. Nie mówiąc o tym, że w ogóle przestały obchodzić mnie postaci Oliwki, Bociana i Motyla, skoro pojawiały się tak rzadko, mówiły o sobie tak wiele niezrozumiałych rzeczy, a ponadto weszły w pakt z Mordercą i zwodziły mnie, aby nie tak łatwo było skazać któregoś z nich na tortury i powolną śmierć. Jestem Czytelnikiem Niewiernych, a mój pobieżny rysunek zawiśnie w kawiarni Meddaha jedynie wtedy, gdy przyjdzie wieczór zabaw i uciech, a mężczyźni będą chcieli rozweselić się czyimś kosztem. I sam jestem sobie temu winien, bowiem ta Powieść pragnie kogoś, kto pochyli się nad nią, poświęci trochę więcej czasu, zada sobie trud wniknięcia w niezrozumiałe sprawy, w niejasne kwestie, w zawiłą historię. Kogoś, kto zamknie oczy i czytać ją będzie oczami serca, umysłu, wyobraźni. Strony tej Powieści mogą otworzyć się jedynie przed Wiernym Czytelnikiem.



Orhan Pamuk, "Nazywam się Czerwień", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007

Źródło: BREDABLIK

10.10.2009

Orhan Pamuk, Nowe życie


Moja kolejna powieść Orhana Pamuka i na pewno nieostatnia.

Jak jest napisana książka, która wskazuje inne życie? Co obiecuje, czemu się przeciwstawia? Nowe życie Orhana Pamuka jest utworem o tajemniczej, ale rozpowszechnianej książce, która zachęca do poszukiwań, gnania na oślep przed siebie, odnajdywania równie szalonych pasjonatów co i jej wrogów. Zaskakująca powieść wymaga od czytelnika cierpliwości i nizania informacji w celu odnalezienia prawdy, włączenia się w wewnętrzne przeżycia narratora, obserwacji jego oczyma wskazywanych tureckich problemów.
(...)
Ciąg dalszy recenzji na blogu - zapraszam.

08.10.2009

Herta Müller: Sercątko


Na biblionetce jest opcja do oceniania przeczytanych przez siebie książek. Niestety, nie wszystkie książki mieszczą się w oferowanej skali ocen. Bo jak ocenić książkę, którą się przeczytało i nie chce się już nigdy do niej wrócić, bo nas przeraziły?
Tak właśnie ma się rzecz z „Sercątkiem” Herty Muller. Jest to utwór zapadający w pamięć, bardzo mroczny i przerażający. Pani Muller urodziła się w Rumunii i tam spędziła dzieciństwo i młodość w środowisku niemieckiej mniejszości narodowej. Jej pierwsze utwory zostały objęte zakazem publikacji. Pisarka, prześladowana przez władze, musiała wyemigrować do Niemiec. Z doświadczeń jej dzieciństwa i młodości powstało „Sercątko”.

Rzecz dzieje się w Rumunii za dyktatury Ceausescu. Z maleńkiej wsi do miasta na studia przyjeżdża dziewczyna, której ojciec w czasie wojny był ssmanem. Stąd wysnułam wniosek, że jej rodzina musiała być pochodzenia niemieckiego. Pomogła mi w tych domysłach notka z okładki, ponieważ lektura nie należy do najłatwiejszych i mało w niej oczywistych faktów i podanych wprost informacji. Główna bohaterka mieszka w akademiku w jednym pokoju z dziewczyną, która popełniła samobójstwo. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. Jak było w rzeczywistości? Tego nigdy nikt nie powiedział.

Trzech chłopaków i nasza narratorka spotykają się po śmierci koleżanki i najczęściej milczą. Mało rozmawiają. Wciąż mają świadomość, że ich rozmowy są podsłuchiwane, listy do domów i od rodziny są czytane, każdy ich krok śledzony.


Nie jest to moje pierwsze spotkanie z książką o totalitaryzmie i strachu jednostki. Jednakże jest to pierwsza rzecz napisana tak poetyckim językiem o strachu, braku nadziei, niemocy. To dzięki tej poezji napisanej prozą dociera do nas bezmiar przerażenia bohaterów. Najsmutniejsza jest chyba ta apatia, brutalna ponura beznadzieja. Bohaterowie krążą wokół siebie, snują się przez własne życie w ciągłym strachu, nieufności do wszystkich i wszystkiego. Wszystko obraca się przeciwko nim. Nawet ich przyjaźń jest zaczątkiem posądzania o sodomię. Nie mają wsparcia w najbliższych, którzy są zmuszani przez władze do pisania fałszywych oświadczeń.

Absurdalność tego życia jest przerażająca. Po długim namyśle doszłam do wniosku, że ten surrealistyczny strumień świadomości spotęgował grozę sytuacji.

A zatem wracam teraz do pierwszego zdania niniejszej dysertacji. Jak ocenić tę książkę? Rewelacyjna? Ale, pod jakim względem? Chyba jedynie pod względem wrażenia, jakie po sobie pozostawia. Bardzo dobra? Nie, nie sądzę. Dobra? Za mało powiedziane. Przeciętna? W żadnym wypadku. Książka ta wymyka się wszelkim schematom i ocenom. Ja do niej na pewno już nie wrócę, ale jednocześnie mam świadomość, że nie zapomnę bohaterów ani atmosfery terroru. Nie jest to powieść, którą poleca się na wakacje ani na długie zimowe wieczory. Raczej studentom jako lekturę obowiązkową, nad którą będą sobie łamać głowy.


Książka nie jest ani łatwa, ani lekka, ani przyjemna. Jeśli ktoś lubi taki mroczny surrealizm, nie zawiedzie się. Ja nie lubię. Jednakże nie potrafię skrytykować takiej literatury.

Mam świadomość, że są zwolennicy tego typu utworów i oni się nie zawiodą. Bo wobec „Sercątka” nie da się przejść obojętnie. Albo komuś się spodoba i się zakocha i zostanie wiernym wielbicielem twórczości pani Muller albo będzie się odżegnywał od innych jej utworów rękami i nogami. Innej opcji chyba nie ma. Ja do jej fanklubu nie należę.
Powieść, tak jak życie tych młodych ludzi, jest duszna. Nie jest to lektura do poduszki. Zamiast nas wyciszyć po całym dniu, spowoduje, że nie będziemy mogli zasnąć.

Herta Müller noblistką 2009


W czerwcu ukazał się w Dużym Formacie wywiad z tegoroczną noblistką - warto przeczytać!

06.10.2009

"Radubis" Nadżib Mahfuz



Mahfuz przenosi czytelnika do starożytnego Egiptu. Młody faraon właśnie celebruje święto Nilu, gdy na jego kolanach ląduje złoty sandał. Przelatujący orzeł upuścił kosztowny but. Okazuje się, że but należy do jednej z najsłynniejszych kurtyzan, Radubis. Dziewczyna mieszka w pięknym pałacu na wyspie, oczarowała swoją urodą cały męski świat i codziennie wieczorem gości pod swoim dachem wielu mężczyzn. Jej uroda słynna jest na całe państwo. Piękna kurtyzana ma jednak zimne serce i nie kocha żadnego z mężczyzn. Do czasu gdy odwiedza ją młody faraon. Faraon zakochuje się w Radubis i zapomina o świecie. Przestają go interesować problemy polityczne państwa, podejmuje pochopne decyzje i godzi się na wymyślony przez Radubis podstęp, mający uratować jego pozycję. Miłość dwojga kochanków okazuje się być zgubna.
Książka jest niezbyt długa, a rodziały krótkie, pisane z perpsektywy różnych osób. Z tego względu czyta się szybciutko ale mnie nie zachwyciła. Rozumiem, że Mahfuz odnosi się do świata współczesnego (powieść pisał w latach czterdziestych) i wytrawny znawca historii Egiptu na pewno znalazłby wiele paraleli do zamieszek ówczesnych. Koncentrując się jednak tylko na płaszczyźnie historii Radubis i faraona, odczuwałam niedosyt - historia wydawała mi się być przewidywalna i dość trywialna.