31.08.2009

"Władca much" - Wiliam Golding


"Władca much" to powieść o grupie chłopców ewakuowanych przed bombą atomową, którzy na skutek defektu w samolocie dostają się na bezludną wyspę i tu organizują sobie życie na wzór dorosłych. To miniaturowe społeczeństwo, rządzące się własnymi prawami, przeżywa poważne konflikty, które niemal prowadzą do katastrofy. Groźny obraz wypaczeń i skrzywień narastających w młodej społeczności, nękanej przez symboliczne zło, jest wymownym ostrzeżeniem dla świata dorosłych.

[Wydawnictwo "Czytelnik", Warszawa 1986]


Smutna to książka… interesujące studium natury człowieka w ekstremalnych warunkach. Nie ma mowy o logicznym rozumowaniu, zwłaszcza u dzieci. Rządzi siła, emocje, strach, panika. Prosiaczek, który jest uosobieniem racjonalnego myślenia jest w pogardzie, wyśmiewany, odsunięty na bok. Tak bardzo było mi go żal. Wrażliwiec nie pasujący do środowiska gdzie rządzi siła. Chłopcy, którzy z początku się świetnie bawią dopiero później zaczynają dostrzegać ciemniejsze strony tej sytuacji. Chyba słusznie jest to jedna z książkę, które TRZEBA przeczytać, przeczytać i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie jak by się w danej sytuacji postąpiło. Chociażby teoretycznie… bo teoria jest teorią, a prawdziwe życie pokazuje prawdę. O czym przekonali się chłopcy… w wieku w którym nie mogli dać rady unieść takiego ciężaru… końcówka mną wstrząsnęła…

30.08.2009

Baltazar i Blimunda - Jose Saramago

Tytuł jak z romansu traktującego o miłości do grobowej deski. I taka ona jest: jak uderzenie pioruna, od pierwszego wejrzenia i słowa, na dobre i na złe, pełna czułości, zmysłowości, oddania i przyjaźni. Bohaterami są ludzie z nizin: Baltazar Mateusz zwany Siedem Słońc, stracił część ręki na wojnie, z której wraca, Blimunda obserwuje odejście matki posądzonej o czary, którą zesłana do Angoli. Spotykają się na auto da fé w Lizbonie i od tej chwili są nierozłączni. Na drugim planie jest rodzina królewska Jana V (1706 - 1750) i królowej Marii Anny Józefy z Austrii. Protokół, sztywność, obowiązek wobec dynastii, skoki w bok króla - to ogólna charakterystyka tego związku.

Jednakże tytuł oryginału brzmi Memorial do Conventio, a więc Pamiętniki / Kroniki zakonu, co poszerza pole zainteresowań narratora. Historie osiemnastowiecznych bohaterów są ściśle związane z budową zespołu klasztorno-pałacowego w Mafrze koło Lizbony, by w ten sposób podziękować za dziecko urodzone po latach starań w rodzinie królewskiej, lecz i zaspokoić potrzebę franciszkanów, którzy pozazdrościli okazałych klastorów cystersom czy dominikanom. Złoto napływa do Portugalii z Brazylii strumieniami, więc budowla się rozrasta, ludzie mają pracę. Król jest wielkim budowniczym - stwierdza sarkastycznie narrator. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

26.08.2009

Peonia - Pearl S. Buck


Książka noblistki, która stała u mnie na półce przez kilka miesięcy. Wiele recenzji jej książek było tak pochlebnych, że co chwilę obiecywałam, że po nią sięgne zaraz jak skończę czytać obecną książkę. Ale w końcu się za nią zabrałam ciekawa nowych doświadczeń związanych z odkrywaniem kultury chińskiej i ich obyczajami.
Tytułowa Peonia to niewolnica, która jako dziecko została kupiona na targu przez państwa Ezra. Była dwa lata młodsza od syna swoich żywicieli, więc w dzieciństwie razem się bawili i się bardzo zżyli. Kiedy dochodzą do dojrzałego wieku ich beztroskie zabawy się kończą. Peonia zakochana w Dawidzie pomaga spełnić miłość swego panicza, którego małżeństwo zostało zaplanowane przez madame Ezra. Działania do spełnienia uczuć wobec osób, które kochają prowadzą do dramatycznych zdarzeń, które zmieniają ludzi na zawsze.
Poznając już fabułę książkę byłam bardzo ciekawa jej zakończenia. Która miłość się spełni? Mocno kibicowałam Peonii, dlatego zakończenie zupełnie zbiło mnie z tropu. Niespodziewałam się takiego zakończenia, do końca nie wierzyłam, że naprawdę Peonia tak się poświęci. Tytułowa bohaterka jest naprawdę wielka. Taka osoba to skarb, który poświęca swoje pragnienia dla całkowitego posłuszeństwa. W końcu była niewolnicą, ale bardzo dobrze traktowana. Atmosfera panująca w domu państwa Ezry była wyjątkowa, która wraz z odejściem poszczególnych domowników zmieniała się, ale zawsze była niezwykła. Cała historia urzekła mnie od samego początku po sam koniec. Jest naprawdę napisana językiem, który przyczynia się do przyjemnych chwil z lekturą. Opisy miejsc są tak żywe, że czułam się jakbym była tam z nimi. Czułam empatię do wszystkich ważniejszych bohaterów, tak mocno autorka opisała ich uczucia i wrażenia. Nie mogłam poczuć sympatii do żony Dawida, tuż przy ślubie wydawała mi się tak głupia i kapryśna, że nie polubiłam jej. Oprócz miłości i uczuć względem drugiej osoby poznajemy życie żydów w Chinach. Ich odmienność w porównaniu z obyczajami Chińczyków. Właściwie to poznajemy głównie obyczaje Żydów niż Chińczyków. Żydów, którzy stanowią zdecydowaną mniejszość narodową, która powoli wymiera. Cały dramat tworzy się między pragnieniami młodych ludzi a powinnościami Żydów.
Autorka, która w Chinach przebywała wiele lat, świetnie przedstawiła ich klimat w swojej książce. Naprawdę, powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie, taką dużą falę emocji, której nie potrafię przelać na klawiaturę. Nagroda Nobla w pełni zasłużona. Napisała 85 książek, nie wiem czy wszystkie są przetłumaczone na język polski, w każdym razie jeśli każda jest tak fantastycznie napisana to ja chcę przeczytać wszystkie. Zauroczyłam się w jej powieści.

24.08.2009

Lato przed zmierzchem, Doris Lessing


Bohaterką tej książki jest Kate Brown. Lato opisane w powieści jest momentem przełomowym w jej życu, jest czasem, kiedy Kate dopuszcza do siebie swoje prawdziwe uczucia i pragnienia. Zaczyna też inaczej pojmować otaczającą ją rzeczywistość. Tak naprawdę nie dzieje się w jej życiu nic strasznego - po prostu pierwszy raz od wielu lat jest sama przez kilka miesięcy. Na nikogo nie czeka, nikim nie musi się opiekować, nie musi o nic dbać. Jej mąż wyjeżdża na staż do Ameryki, dzieci już dorosłe jadą w różne miejsca na świecie w swoich sprawach, czy też na wakacje. Sama Kate otrzymuje ofertę pracy przy tłumaczeniach podczas wielkiej konferencji w Londynie. W normalnych warunkach nigdy by jej nie przyjęła - pieniędzy Brownom nie brakuje, Kate nie ma doświadczenia w tłumaczeniu symultanicznym. Jednak za namową męża i w obliczu perspektywy samotnego spędzania wakacji w Londynie przyjmuje tę pracę - trochę dla zabawy, trochę po to by się sprawdzić. Dom Brownów zostaje wynajęty na całe lato. Po kilku tygodniach konferencja zostaje przeniesiona do Konstantynopola, gdzie Kate poznaje młodszego od siebie mężczyznę, z którym spontanicznie wyrusza w podróż do Hiszpanii.

Możliwosć decydowania o sobie, brak odpowiedzialności, świat widziany z perspektywy tanich hoteli, małych miasteczek i prostych ludzi wpływają na Kate w ogromnym stopniu. W pewnym sensie dokonuje ona rozliczenia ze swoją przeszłością i obrazem siebie jako matki czwórki dzieci, żony znanego lekarza, statecznej Kate Brown, poważanej, solidnej, pogodzonej ze zdradami męża, mediatorki, opiekunki, opoki. Zauważa to, czego przez lata nie widziała - nie jest sobą, gra narzucone jej role, gra perfekcyjnie, bo wszystko, co robi, robi najlepiej jak umie.

Postać Kate Brown wypełnia karty książki prawie w stu procentach. Opowieść jest pełna symboli, nastrojowa. Relacja jest raczej chłodna, choć opisuje silne emocje. Metamorfoza Kate, która dokonuje się w powieści prowadzi ją do uwolnienia swoich uczuć, odrzucenia masek, sama bohaterka zauważa, że "wyszła na zewnątrz, na zewnątrz swojego życia". Kate zyskuje nową perspektywę, na siebie, swoje małżeństwo, rodzinę. A sama książka, tak jak pokój Maureen, w któym ląduje pod koniec, jest miejscem, gdzie może być sobą, może być widoczna, autentyczna, inna niż na co dzień - i taką ogląda ją czytelnik. Jaka Kate będzie po powrocie na łono rodziny? Nie wiem na pewno, ale myślę, że inna niż przed wakacjami.

22.08.2009

"Masażysta cudotwórca" V.S. Naipaul



Ganesh Ramsumir to prosty człowiek. Nobilituje go jednak fakt, że ukończył szkoły. Wciąż ma nowy pomysł na swoje życie. Gdy nie wyszła mu kariera nauczyciela, postanowił zostać masażystą. Gdy i to się nie udało, obiweścił wszystkim, że napisze książkę. Sam zamiar czynił go wielkim w oczach sąsiadów. Pisanie książki trwało bardzo długo, a gdy już powstała marna broszurka, nie odniosła sukcesu. Szczęśliwym losem Ganesh zdobywa jednak sławę jako mistyk - cudotwórca i jego kariera zaczyna rozwijać się w zastraszającym tempie. Od cudotwórcy dzieli go już krok od polityki.
Dopiero po przeczytaniu książki dowiedziałam się, że to debiutancka powieść Naipaula. Całkiem przypadkowo wybrałam akurat ten tytuł w bibliotece. Naipaul opowiada bardzo sprawnie, dowcipnie. Jego opisy środowiska Hindusów na Trynidadzie są mistrzowskie, a dialogi przekomiczne. Naipaul demaskuje bohaterów, traktując ich z przymróżeniem oka, ukazując ich prostotę a zarazem wysokie mniemanie o sobie. Bardzo ciekawie opisuje życie na przedwojennym Trynidadzie - dla mnie była to w dużej mierze laktura poznawcza.
NIe tak dawno temu czytałam ciekawy artykuł o Naipaulu i miałam po nim bardzo sprzeczne odczucia, nawet nieco obawiałam się lektury jego książek. Jednak niezależnie jaką był osobą, jego pisanie bardzo mi się spodobało i myślę, że spróbuję sięgnąć po jego najsłynniejszą powieść "Dom pana Biswasa".

"Zapiski ze złego roku" J.M. Coetzee

"Dystyngowany starzejący się pisarz JC poznaje sąsiadkę Anyę, filipińską piękność, i pod wpływem impulsu nakłania ją, by przepisywała notatki do jego esejów. Początkowo obojętna wobec mechanicznej pracy sekretarki Anya powoli zanurza się w świat poglądów pisarza i zaczyna z nim polemizować. Rozważania o moralności polityków, hańbie wojny w Iraku, pedofilii czy matematyce i muzyce zderza z własnymi przekonaniami prostej, zaradnej dziewczyny. W tej dyskusji uczestniczy Alan, partner życiowy Anyi, cyniczny finansista nowej epoki, reprezentujący wszystkie wartości, którymi JC pogardza. Jednocześnie między pisarzem i dziewczyną powstaje przesycona erotyzmem, skomplikowana więź.
"Zapiski ze złego roku" to rozpisana na trzy głosy, niepozbawiona humoru polemika między staroświeckim umiłowaniem szczerości a bezlitosnym pragmatyzmem wolnego rynku. Obecne w powieści motywy autobiograficzne powodują, że głos Coetzee'ego brzmi czysto i porażająco szczerze. Jego bohater, zawieszony między pożądaniem i niemocą, honorem i śmiesznością, przeprowadza bilans swoich stanowczych przekonań, a zarazem doświadcza ostatniej wielkiej miłości życia."

Ciekawym zabiegiem jest forma książki. Nie jest to jednostajna powieść, lecz jak przekonuje wydawca - dyskusja na trzy głosy. Pierwszy głos, to głos samego Coetzzego na temat polityki, uczuć, muzyki czy społeczeństwa. Jego zapiski są szalenie ciekawe i wynikają z lat obserwacji i doświadczenia. W drugiej części poznajemy młodą kobietę imieniem Anya. Zostaje ona zatrudniona jako maszynistka i niewątpliwie wprowadza zamieszanie w życiu dojrzałego pisarza. Jej świat wydaje mi się prosty i naiwny. Kiedy czytałam jej relację, miałam wrażenie, że kobieta nie ma pomysłu na własne życie i nie do końca wie, czego od niego oczekuje. Jest zagubiona, lecz próbuje udowodnić samej sobie, że olbrzymia pewnością siebie pobije świat. Trzeci głos to wspomienia pisarza dotyczące całej sytuacji. Opowiada nam o tworzeniu notatek i współpracy z kusicielką. Z jego perspektywy zdarzenia wyglądają nieco inaczej. Mężczyzna jest świadom uroku kobiety, ale i jej próżności. Mimo to, szanuje ją i w pewnym sensie podziwia. Łatwo porównać można różnice pomiędzy zapiskami pisarza oraz Anyi. Doświadczenie i nieodpowiedzialność, pokora i roztrzepanie, równowaga i całkowita dysharmonia.
Książkę oceniam wysoko. Jedynym minusem było kłopotliwe przerzucanie kartek. Strona bowiem, podzielona jest na 3 części i ciężko nadążać za wszystkimi naraz.

Moi Nobliści

Nobliści, których już miałam przyjemność czytać, to:
  • Tomasz Mann,
  • Jean-Paul Sartre,
  • Henri Bergson,
  • Albert Camus,
  • Bertrand Russell,
  • Elias Canetti,
  • Ernest Hemingway,
  • Gunter Grass,
  • Gabriel Garcia Marquez,
  • Aleksander Sołżenicyn,
  • Imre Kertesz,
  • Orhan Pamuk,
  • Doris Lessing,
  • Nagib Mahfuz,
  • Wisława Szymborska,
  • Czesław Miłosz,
  • Rudyard Kipling,
  • Henryk Sienkiewicz,
  • Isaak Bashevis Singer.
Nie wiem, czy mogę doliczyć Reymonta, skoro nie zdzierżyłam Chłopów. :)

A kogo czytać zamierzam?

W pierwszej kolejności tych, których mam na półkach:
  • Andre Gide'a Lochy Watykanu,
  • Anatole'a France'a Zbrodnię Sylwestra Bonnard,
  • Tomasza Manna Czarodziejską górę,
  • V.S. Naipaula Zakręt rzeki,
  • Jean-Paul'a Sartre'a Drogi wolności,
  • Imre Kertesza Kadysz za nienarodzone dziecko,
  • Orhana Pamuka Nowe Życie,
  • Henri'ego Bergsona Materię i pamięć,
  • Bertranda Russella Szkice sceptyczne.
W drugiej kolejności tych, których nieznajomość mnie uwiera:
  • Elfriede Jelinek,
  • Williama Goldinga,
  • Hermana Hessego,
  • Jean-Marie Gustave'a Le Clezio,
  • Johna Maxwella Coetzeego,
  • Oe Kenzaburo,
  • Kawabata Yasunari,
  • Jose Saramago,
  • Sigrid Undset,
  • Borysa Pasternaka,
  • Williama Faulknera
  • i... Henryka Sienkiewicza Potop.
A w trzeciej kolejności - wszystkich pozostałych.

21.08.2009

Rabindranath Tagore. Dom i świat.



Fabuła powieści Noblisty (1913) wydaje się być prosta: Bimali jest żoną Nikhila, gdy w ich domu pojawia się Sandip, przywódca ruchu politycznego głosząc hasła działania ku Sprawie.

Bimali daje się uwieść słowom pełnym pasji, pożądania i siły jakimi czaruje ją Sandip. On zaślepiony przekonaniem, że: "Pokrewnych dusz mogą być tysiące. Moja umowa z naturą nigdy nie przewidywała, że mam się wyrzec wszystkich niezliczonych pokrewnych mi dusz dla jednej jedynej. W moim życiu dotychczas odkryłem ich wiele, a przeciez nie zamkneło mi to drzwi do następnej, a ta następna stoi mi wyraźnie przed oczami." coraz śmielej sięga po żonę innego mężczyzny, podczas gdy ów mężczyzna... Cóż, Nikhil zawsze powtarzał żonie, że ma z domu wyjść do świata, że ograniczenie jej do spraw właściwych domowi zabiera jej część człowieczeństwa - tę część, którą pielęgnowałaby i odkrywała będąc w świecie.

Fascynująca jest przenikliwość z jaką autor opisał swoich bohaterów. Konwenanse, w które wciśnięte są emocje i działania Bimali, Nikhila i Sandipa dają bogaty ogląd społeczności indyjskiej. W tle najistotniejszych spraw dostrzec możemy to, jak funkcjonują rodziny, jakie są zależności między nauczycielem i uczniem, uwarunkowania kulturowe. I kto wie - może to właśnie jest sednem powieści?

19.08.2009

Wstęp Marigolden


Lista znanych mi z lektury noblistów zawiera od dwudziestu kilku do trzydziestu kilku nazwisk – w zależności od tego, czy liczyć tylko całe tomy, czy również rozsiane tu i tam poezje. Wymieniać nazwisk nie będę, zresztą wszystkie już padły ;), powiem za to, że wśród poznanych noblistów najliczniej reprezentowani są (w każdym razie pod względem procentowym) pisarze z lat 40. i obecnych, najsłabiej zaś pierwsza dziesiątka. Największą liczbą znanych mi utworów (nie licząc oczywiście szkolnego Sienkiewicza (1905) i wierszy) cieszą się Faulkner (1949) i Beckett (1969), a najmniejszą... no, niech będą nieczytani, a kuszący nobliści z tych samych dziesiątków lat: Lagerlöf (1909), G. Mistral (1945) i Asturias (1967).

Co do planów – nie jestem pewna, czy zamiast poznawać nowych, nie wolę wrócić do starych. Faulknera zaledwie lubię, ale nie czytałam go od tak dawna, że zdążyłam się stęsknić. Myślę też o Le Clézio (2008) – „Onitsza” podobała mi się, ale dość umiarkowanie, i przypuszczam, że po ogłoszeniu kolejnego laureata już do Le Clézio nie wrócę. Konkretów na razie nie podaję, zostawię sobie swobodę wyboru.


18.08.2009

"The Star-Apple Kingdom" Derek Walcott


Preczytałam. Wymęczyłam. Nie lubię poezji. I już. A poezja Walcotta nie jest tym rodzajem poezji, która potrafi zachęcić takich opornych czytelników jak ja.
Zbiorek, który czytałam zawiera wybrane wiersze z trzech różnych książek, więc daje pewnie ogólny pogląd na twórczość Walcotta. Owszem zorientowałam się, że dominującą tematyką jest poszukiwanie tożsamości narodowej i utrata ojczyzny ale nawet posłowie tłumacza nie rozjaśniło mi przeczytanych wierszy, co gorsza myśli tak mi uciekały, że nie dokończyłam owego posłowia czytać. Gdyby nie noblowski plan, pewnie nigdy bym nie sięgnęła po wiersze Walcotta i nawet teraz, mimo że je przeczytałam, z czystym sumieniem nie mogę tak powiedzieć. Szkoda. Ciekawa jestem czy jeszcze ktoś zmierzy się z Walcottem i podzieli swoimi spotrzeżeniami?

17.08.2009

"Miasto ślepców"


Jedyne co mogę wyrazić po przeczytaniu tej książki to ogromny zawód, a jedyne co jest godne zapamiętania z jej 345 stron to zdanie na końcu książki „ Jesteśmy ślepcami, którzy widzą. Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą”. No dobrze to dwa zdania, ale dwa zdania jak na powieść noblisty to chyba mało?! Czytając tę historię miasta, którego wszyscy mieszkańcy powoli, jeden po drugim ślepną miałam wrażenie, że czytam pospolite czytadło, tak pospolite, że nie powinno wyjść ono spod pióra noblisty.
Choć książka zaczęła się ciekawie, wciągnęła mnie do tego stopnia, że żal było mi ją odłożyć do rana – ludzie tracący wzrok w tajemniczy sposób, do tego wszystkiego „widzący” wszystko „zalane mlekiem” – nietypowe – to docierając do jej połowy z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, kiedy będę mogła ujrzeć jej koniec. Miałam wrażenie, że sama zaczynam widzieć jakby przez mgłę, że czytam nie tą książkę, którą zaczęłam.

16.08.2009

"Opowieść rozbitka" Gabriel Garcia Marquez

"28 lutego 1955 r. dowiedzieliśmy się, że ośmiu członków załogi niszczyciela "Caldas", należącego do kolumbijskiej marynarki wojennej, wypadło za burtę i zaginęło podczas sztormu na Morzu Karaibskim. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania rozbitków, przy współpracy z jednostkami amerykańskimi ze strefy Kanału Panamskiego, przeprowadzającymi kontrolę wojskową oraz inne miłosierne akcje na południu Karaibów. Po czterech dniach zaniechano poszukiwań i oficjalnie uznano marynarzy za zmarłych. A jednak w tydzień potem jeden z nich, na wpół żywy, pojawił się na jednej z bezludnych plaż północnej Kolumbii, po dziesięciu dniach dryfowania na tratwie bez jedzenia i picia. Nazywał się Luis Alejandro Velasco. Książka ta jest dziennikarskim zapisem tego, co mi opowiedział i co ogłosiłem w miesiąc po katastrofie w bogotańskim dzienniku "El Espectador"

Kolejna interesująca książka Marqueza. Jest to zapis wspomnień pewnego rozbitka, dryfującego na nieznanych wodach bez szans na przeżycie. A jednak udaje mu się wyjść z tej niebezpiecznej przygody bez większych opresji. Narrator opisuje swoje męki, przywidzenia oraz przejmującą chęć ocalenia. Opowiada nam o żarłocznych rekinach i dających nadzieję, łagodnych mewach. Udowadnia nam, że człowiek jest w stanie znieść bardzo wiele, kiedy walczy o życie. Czasem nawet podświadomie. Historia może bez większego polotu, ale za to niezwykłe ciekawa i przejmująca. Podczas czytania od razu przypomniała mi się książka Yanna Martela "Życie Pi". Obie historie dosyć podobne. Chociaż z tego co pamiętam bohater "Życia Pi" błądził po wodach 7 miesięcy, natomiast Luis zaledwie( albo aż)10 dni. Lektura warta Waszej uwagi. Polecam:)

15.08.2009

"Szarańcza" Gabriel Garcia Marquez

"W dogorywającym już po okresie ekonomicznej świetności Macondo umiera znienawidzony niemal przez wszystkich lekarz, który niegdyś odmówił całemu miesteczku swojej pomocy. Teraz nadeszła dla Macondo chwila odwetu: lekarzowi zostanie odmówiony pochówek. Chyba że znajdzie się ktoś, kto - wbrew miasteczku i pewnie samemu sobie - wyłamie się, by spełnić "haniebny obowiązek".
W swej debiutanckiej powieści przyszły noblista potrafił, we właściwy sobie sposób, połączyć narastające napięcie klasycznego westernu z nierozerwalnym konfliktem sumień antycznej tragedii, tworząc zarazem jedną z pierwszych "pieśni" eposu o Macondo i rodzie Buendia."

Po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Marqueza podczas czytania "Miłości w czasach zarazy". Tamta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. "Szarańcza" również sprostała moim oczekiwaniom,mimo że, była w troszkę innym stylu. Nie dziwę się, że Marquez w 1982 roku dostał Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Potrafi on doskonale przedstawić realne, codzienne życie w magiczny sposób. Śmiało można powiedzieć,że książka ma charakter elegii. Jest bowiem refleksyjna i utrzymana w tonie rozpamiętywania przeszłości. Tę przeszłość widzimy oczami dorosłego mężczyzny( dziadek/ojciec), młodej kobiety( córka/matka) oraz malutkiego chłopca(wnuczek/syn). Każde wspomnienie jest inne, mimo że, dotyczą podobnych kwestii. Podczas czytania książki, doszłam do wniosku, że przypomina mi antyczną tragedię. Śmierć znienawidzonego przez lud doktora już się dokonała i nie można tego cofnąć. To w jaki sposób zachowują się bohaterowie książki Marqueza skłania nas do przemyśleń nad problemami honoru, przyjaźni i strachu.

13.08.2009

Projekt Nobliści

Projekt Nobliści to kolejne, po Kolorowym Czytaniu i Literaturze na peryferiach, wyzwanie czytelnicze, którego się podjęłam. Nie ma ograniczeń czasowych, więc niespiesznie i spokojnie mogę poznawać laureatów tej prestiżowej literackiej nagrody. Z kilkoma osobami miałam już mniejszą lub większą przyjemność się spotkać. Są wśród nich:

1905 Henryk Sienkiewicz, Polska - "Janko Muzykant", "Latarnik", "Krzyżacy", "Ogniem i mieczem", "Pan Wołodyjowski", "Potop", "W pustyni i w puszczy", "Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela"
1907 Rudyard Kipling, Wlk. Brytania - "Księga dżungli", "Kim"
1924 Władysław Reymont, Polska - "Chłopi", "Ziemia obiecana"
1928 Singrid Undset, Norwegia - "Krystyna, córka Lavransa"
1951 Par Lagerkvist, Szwecja - "Kat", "Karzeł", "Mariamne"
1954 Ernest Hemingway, USA - "Komu bije dzwon", "Zielone wzgórza Afryki", "Słońce też wschodzi", "Stary człowiek i morze"
1957 Albert Camus, Francja - "Dżuma", "Upadek", "Obcy", "Człowiek zbuntowany"
1964 Jean - Paul Sartre, Francja - "Mur"
1969 Samuel Beckett, Irlandia - "Czekając na Godota", "Końcówka"
1978 Isaak Bashevis Singer, Polska/USA - "Sztukmistrz z Lublina"
1980 Czesław Miłosz - wiersze, "Dolina Issy", "Piesek przydrożny"
1983 William Golding, Wlk. Brytania - "Władca much"
1995 Seamus Heaney, Irlandia - "44 wiersze"
1996 Wisława Szymborska, Polska - wiersze
1999 Gunter Grass, Niemcy - "Blaszany bębenek"
2003 J.M.Coetzee, RPA - "Elizabeth Costello"

Planów na razie nie snuję, bo plany mogą się zmienić. Wszystko zależy od dostępności książek na półkach bibliotecznych. Marquez, Gide, Andrić - te nazwiska odnajduję na własnej półce. Ciekawam bardzo Buck'a, Lessing, Clezio, Canetti'ego, ale "wszystko wyjdzie w praniu"...

11.08.2009

Nowe życie


„Nowe Życie” Orhana Pamuka to historia tureckiego studenta, spotkanie Zachodu ze Wschodem, miłości z nienawiścią i wielu jeszcze innych przeciwieństw, które przyciągają się w książce Pamuka. „Nowe Życie” to książka w książce, wciąga jak ruchome piaski, a czytając ją ma się wrażenie, że to jest ta sama książka którą czyta bohater. "Przeczytałem kiedyś pewną książkę i całe moje życie się zmieniło” tak mówi Osman, bohater książki Pamuka i rzeczywiście jego życie po przeczytaniu książki staje się fikcją. Gonieniem za czymś co nieosiągalne, poszukiwaniem lepszego życia za rozwiązaniem zagadki lepszego życia albo łatwej śmierci. Jest to podróż za śmiercią, za aniołem. Canan, miłość Osmana i on sam szukają wytłumaczenia czym jest to lepsze, obiecane w książce życie. Podróżując szukają ryzyka, szukają śmierci, której chcieliby doświadczyć, ale sami stają się aniołami dla innych, dla tych którzy jej doświadczają nawet w najbardziej okrutny sposób. Im samym się nie „udaje” ale pomagają odejść innym. Ma się wrażenie, że Osman i Canan próbują wyprzedzić bieg życia tak aby móc sprawdzić czy to co zapisano na kartach książki jest prawdą, tak by móc sprawdzić czy istnieje lepsze życie albo inne, drugie ICH życie. Tajemnicza książka staje się też dla bohaterów rodzajem mantry. Bezsensowne, codzienne, wydawałoby się, przepisywanie książki symbolizuje pogodzenie się z życiem, odnalezienie harmonii i wewnętrznego spokoju. To symboliczne przepisywanie stron może być równie dobrze wymarzoną pracą, której oddamy się w pełni, podróżom, które uczynią nasze życie spełnionym, rodzinie, w której oddawanie się codziennym obowiązkom będzie swoistym zegarem tykającym codziennie w równych taktach. Bez zastanawiania się nad istnieniem lepszego, nad drugą stroną życia bo tam już może być tylko „ciemna strona księżyca”. Białe karty książki, którą wszyscy, którzy czytają zapamiętują jako światło to symbol niezapisanych kart naszego życia. Życia, które ma swój bieg i nie można zmieniać go na siłę, a cokolwiek byśmy robili to ono i tak będzie takie jak nam z góry zapisano, a „wielką łaską jest najprostsza rzecz, którą posiada każdy z nas, to znaczy możliwość życia na tym świecie”. Jest jeszcze tylko ten czas „Czas przejścia z jednego świata w drugi, czas w którym nie istniejemy ani tam ani tu”.

10.08.2009

Dom ciszy - Orhan Pamuk

Jedna z wcześniejszych powieści Orhana Pamuka pisana w latach 1980 - 1983 ukazuje problemy Turcji w środowisku wyizolowanym, bo w kręgu ludzi związanych z rodziną Darvinoglu w niewielkim Cennethisarze, obecnie miasteczku turystycznym nad morzem. Od pierwszych rozdziałów uwagę zwraca narracja, która została rozpisana na pięć głosów, jednocześnie bohaterów powieści. Podobny, ale bardziej wyrafinowany zabieg został zastosowany w późniejszym utworze Nazywam się Czerwień. W monologach wewnętrznych i dialogach została zapisana część historii XX wieku obserwowana z punktu widzenia losów i zaangażowania jednostek.

Najważniejsza jest osoba już nieżyjąca, ale cały czas istniejąca we wspomnieniach żony - doktor Selahattin Darvinoglu, który do wspomnianego miasteczka został zesłany na osiedlenie ze Stambułu przez młodoturków. Entuzjasta zmian, ateista, którego jedynym pragnieniem było dogonić Zachód w dziedzinie nauki i standardów życia, w poczuciu misji pisze swoją encyklopedię, dzieło życia. Brak mu umiejętności rozmowy z ludźmi, pozyskiwania ich przyjaźni i zaufania, z czasem dziwaczeje i popada w alkoholizm, a na swoją pracę, traktowaną jak niesienie kaganka oświaty, wyprzedaje biżuterię żony. Nie ma partnera do rozmowy i dlatego w milczeniu jego wypowiedzi wysłuchuje Fatma, która go nie wspiera, lecz potępia. W milczeniu, we własnym wnętrzu burzy się przeciwko tej nowoczesności. To jej dziewięćdziesięcioletnia pamięć przybliża tę postać. Z monologu staruszki wnioskujemy, że ta tradycjonalistka nigdy nie dorosła, czuje się niewinną dziewczyną. Jednak to ona okazuje się osobą mściwą i okrutną i cały czas lęka się, czy Wielka Tajemnica zostanie ujawniona wnukom. Oprócz Fatmy narratorami są też: karzeł Recep, służący domu, jego bratanek Hasan oraz Faruk i Metin, wnukowie. Każda z tych osób jest nieszczęśliwa, pragnie uwagi drugiego człowieka, nie chce być gorsza, inna, izolowana, odsunięta na bok przez znajomych. Nie potrafią wypowiedzieć tego, co ich gnębi, a myślą o miłości, pieniądzach, zaimponowaniu ludziom znanym i nieznanym.(...)

Ciąg dalszy na blogu.

06.08.2009

W pustyni i w puszczy

Książkę czytałam dawno i jakże byłam zdziwiona, że jej nie zrecenzowałam. Za pierwszym razem po kilku stronach dałam sobie spokój, bo nie kompletnie nudziło, nie wiedziałam o co chodzi. Drugie podejście zrobiłam po obejrzeniu filmu, który jest wspaniały i brałam udział w konkursie Sienkiewiczowskim. Szło ciężko, mimo, iż sama historia jest ciekawa.
Dwójka rodzeństwa Staś i Nel zostają porwani przez Arabów. Usiłują od nich uciec przemierzając pustynie i puszcze, trafiając na dzikusów, zwierzęta... Zwalczając wszelkie dżumy i inne malarie. Jak zwykle przygodówki dla dzieci kończą się dobrze, w ramionach ojca.
Oczami wyobraźni byłam w tej puszczy, którą łatwiej było mi wyobrazić niż pustynię. Widziałam dzikusów i słonia i wysoką gorączkę Neli. Na konkursie za nic świecie nie mogłam przypomnieć jak nazywała się choroba. Biorąc ogólnie przyjętą opinię na temat lektur, że one są trudne... to ta się nadaje na to znakomicie. Polecam bardziej film, który przyjemniej się ogląda niż czyta książkę.
Recenzja krótka, z racji tego, iż książkę przeczytałam jakiś czas temu i szczegółów nie pamiętam.

"Nazywam się czerwień" Orhan Pamuk



Udało się! Przebrnęłam przez całe 575 drobno zadrukowanych stron. Muszę jednak przyznać, że najbardziej krytyczne było pierwszych sto stron, gdy rozważałam odłożenie książki. Gdy jednak przyzwyczaiłam się do stylu i treści o odkładaniu książki przestałam myśleć.
Pamuk przenosi nas do szesnastowiecznego Stambułu w środowisko ilustratorów ksiąg. Poznajemy głównego ilustratora, trzech najbardziej utalentowych pracowników oraz Karę. Kara wyjechał ze Stambułu 12 lat temu, gdy okazało się, że nie może poślubić ukochanej córki wuja. Przez całe te lata marzył o pięknej wybrance. Wuj wezwał go do powrotu, by pomógł mu w ukończeniu wyjątkowej księgi, tworzonej właśnie dla szacha. Okazuje się jednak, że wuj odchodzi od tradycyjnego osmańskiego stylu ilustrowania, poddając się wpływom europejskim. Taki rozwój nie wszystkim się podoba, co więcej przez wielu uznawany jest za świętokradztwo i grzech śmiertelny. Wraz z przybyciem Kary do Stambułu zamordowany zostaje jeden z ilustratorów, który wykonywał złocone ornamenty w powstającej księdze. Pamuk niespiesznie snuje swoją intrygę, poświęcając najwięcej miejsca dokładnym opisom ksiąg, ilustracji, przytaczając legendy, przypowieści, historie. Opis jednej ilustracji po trafi zająć kilka stron, a jedno zdanie nawet półtora strony! Czytanie wymaga wielkiej koncentracji czytelnika i wręcz passjonackiego zamiłowania do opisyanych tematów. Równolegle autor pozwala na ponowne spotkanie Kary i pięknej ukochanej - matki dwóch synów, których ojciec nie powrócił z wojny. Przy okazji tego wątku możemy poznać życie w szestnastowiecznym Stambule - mieszkańców, poszczególne dzielnice, stroje, potrawy.
Pamuk dzieli swoją powieść na 59 rozdziałów - z których każdy ma innego narratora. Rozdziały nie są zbyt długie, co mnie akurat pomagało w czytaniu powieści. Z drugiej strony jednak ciągłe zmiany narratora wymagały stałej koncentracji. Narratorem są postaci (Kara, ukochana, ilustratorzy) ale również bohaterowie ksiąg (drzewo, koń, szatan). I te ostatnie rozdziały czytało mi się najgorzej. Brak mi odniesienia i wiedzy na temat ilustracji, zwłaszcza perskiej. Dużym ułatwieniem byłoby opublikowanie ilustracji w powieści, gdzie czytelnik mógłby skonfrotnować wzmianki dotyczące stylu.
Trudno mi polecić Pamuka z czystym sumieniem. Warto przeczytać tę powieść dla własnej satysfakcji, ale nie ukrywam, że nie jest to łatwa rozrywka.

"Miramar" Nadżib Mahfuz



Akcja toczy się w Aleksandrii. W pensjonacie Greczynki Mariany zamieszkuję kilku mężczyzn - w kolejnych rozdziałam poznajemy wydarzenia z ich perspektywy. Każdy z nich jest zupełnie inny: jest stary, dystyngowany dziennikarz, młody przedsiębiorca, pracownik radia i bogaty "niebieski ptak". Ich zachowania lub myśli w jakiś sposób orbitują wobec pracującej w pensjonacie pięknej Zuchry. Dużo też tu polityki - wspomnień rewolucyjnych, rozważań na temat przyszłości Egiptu oraz retrospekcji. Właśnie owe retrospekcje bardzo utrudniały mi czytanie, nie są one specjalnie wyróżnione w tekście a czytelnikowi trudno domyślić się do czego się odnoszą. Trudno mi zrecenzować tę powieść, bo muszę przyznać, że zupełnie mnie nie zachwyciła. I tematyka, i polityczne konotacje i styl Mahfuza nie trafiły w mój gust. Odczuwałam brak elementarnej wiedzy o historii Egiptu, co przeszkadzało mi w zrozumieniu i umiejscowieniu wspominanych wydarzeń. Nie porwała mnie historia Zuchry i zabiegów o jej względy. I w końcu spodziewałam się bardziej gawędziarskiego stylu - nie wiem czy to za sprawą recenzji na tym blogu czy z powodu mooich własnych wyobrażeń.
Ale nie żałuję czasu poświęconego Mahfusowi, bo jednak moja wiedza na temat Egiptu się powiększyła.

Wisława Szymborska, Tutaj.


Wydawnictwo Znak

Właściwie nie wiem czy powinno się pisać o twórczości wielkich poetów. Wobec takiej twórczości jestem maluczka, ziarnkiem wśród bezkresu tego świata.

Tomik zawiera dziewiętnaście wspaniałych wierszy wybitnej poetki. Pisze o rzeczach oczywistych, ale potrafi im nadać odpowiednie określenia. W słowach oswobadza uwięzioną myśl. Wiersze SA lekkie i przyjemne w odbiorze. Co za ulga czytać Szymborską po wysłuchaniu bełkotliwych wiadomości w radiu czy telewizji. „Tutaj na Ziemi jest sporo wszystkiego”. „Żyjemy dłużej,/Ale mniej dokładnie/I krótszymi zdaniami”, bo żyjemy w biegu, szybko i bezboleśnie pogrążając się w głupocie. Pisze o zaborczej pamięci, portrecie bliskiej osoby też z pamięci, o tym co przynoszą sny. W wierszu „Metafizyka” zaznacza, że „Było, minęło./Było, wiec minęło” nawet to że się jadło kluski ze skwarkami.

Wiersze warte zastanowienia i wielokrotnego przeczytania.

05.08.2009

Dokładka

Do mojej dotychczasowej listy lektur dodaje:
-"Szarańczę" Marqueza
-"Opowieść rozbitka" Marqueza
-"Młodość" Coetzzego
-"Zapiski ze złego roku" Coetzzego

Znalazłam je w bibliotece i od razu poczułam chęć zaopiekowania się nimi.

04.08.2009

Stambuł. Wspomnienia i miasto- Orhan Pamuk


"Czy tajemnica Stambułu polega na tym, że imponująca przeszłość współistnieje tu ze współczesną nędzą i obok wielkiej otwartości na obce wpływy niczym wielkiej tajemnicy strzeże się niedostępnego życia maleńkich społeczności? I że za ostentacyjną urodą pomników skrzętnie skrywane są rozsypujące się życie codzienne i kruche relacje z innymi ludźmi? Wszystkie słowa wypowiedziane przez nas na temat naszego miasta, jego duszy i racji istnienia, będą w istocie opowieścią o naszym życiu. Jedynym centrum miasta jesteśmy bowiem my sami."


Trzydzieści siedem szkiców literackich rządzi się wewnętrzną, precyzyjnie obmyśloną spójnością. No właśnie, kiedy od pierwszego rozdziału dajemy się prowadzić Orhanowi Pamukowi, obraz, słowo, fotografia zaczynają tworzyć jedność, niewiarygodny, ekspresjonistyczny, niepokojący wizerunek Stambułu noblisty. Dajemy się mu wieść bez pośpiechu, co chwilę zatrzymujemy się, przyjmujemy opowieści o mieście, ludziach, próbujemy zrozumieć dzień dzisiejszy jako kontynuację przeszłości.
Ciąg dalszy na moim blogu.

"Miłość" w wielu odsłonach


Akcja książki Toni Morrison „Miłość” dzieje się w małej nadmorskiej miejscowości Silk, która kiedyś była prężnie działającym kurortem z hotelami i ich bogatymi właścicielami. Dziś jest małym upadłym miasteczkiem z nieprzewidywalną pogodą i zamkniętymi hotelami, których właściciele dawno umarli.
„Miłość” to nie tylko opowieść o uczuciu miłości ale też o zazdrości, pożądaniu, władzy, chciwości i nienawiści. To swego rodzaju epopeja afrykańskich kobiet, z których każda ma inne pochodzenie ale łączy je jeden mężczyzna i jeden dom. To historia Billego Coseya – ojca, opiekuna, męża, kochanka, dobroczyńcy, nieznajomego, przyjaciela czy wreszcie cienia, którym Bill Cosey kładzie się na życie kobiet swojego życia. dalej TU

Baltazar i Blimunda Jose Saramago




To moja pierwsza lektura obejmująca Projekt Nobliści, ale tak naprawdę inspiracją do sięgnięcia właśnie po ten tytuł była ta recenzja na blogu Buvljak

Przez całą książkę musiałam siebie samą upominać „To nie średniowiecze, to XVIII wiek”. Wyobraźnia jednak płatała mi figla a Saramago nie pomagał i mentalnie kierował w wieki dawne.

Portugalska rodzina królewska z niecierpliwością oczekuje potomka. Król w tej intencji składa śluby dotyczące wybudowaniu klasztoru i katedry jeśli Bóg pobłogosławi go potomstwem. Osiem miesięcy później na świat przychodzi księżniczka Maria Barbara i to za jej sprawą rusza budowa największej świątyni w Portugalii. Wydarzenie jakim jest wznoszenie katedry w Mafrze, jest częścią składową życia wszystkich obywateli. Jeśli nawet osobiście nie odczuwają trudów pracy, to przedsięwzięcie jest tak duże, że finansowo państwo staje się niewydolne.

Baltazar, jest jednym z tysięcy robotników pracujących przy wznoszeniu monumentalnej budowli. Wraz z Blimundą mieszkają w Mafrze. Ich zwyczajne z pozoru życie, cementuje nadzwyczajny związek oraz tajemnica budowy maszyny latającej. Ksiądz Wawrzyniec zaszczepił w nich entuzjazm związany z lataniem, udzielił niezbędnych rad jak maszyna ma wyglądać i w trójkę próbują powołać do życia „Latającego ptaka”. Ale nie jest prosto budować maszynę unoszącą się w przestworza jeśli jest się pionierem latania, a dodatkowo w każdej chwili można znaleźć się w centrum zainteresowania inkwizycji.


Niewątpliwie głównym bohaterem tej powieści jest katedra, to ona implikuje większość zdarzeń dotyczących wiodących postaci, jeśli nie bezpośrednio to staje się ich tłem. Może właśnie wątki dotyczące katedry i klasztoru, wszechobecnej w powieści religii, jakiejś totalnej niemocy społeczeństwa, szalejącej inkwizycji , wszechwładzy króla, spychały moją świadomość w średniowiecze. Myślę że jednak nie zmieniało to mojego odbioru głównych myśli autora.


Saramago stawia naprzeciw siebie dwie odmienne pary: królewską i tytułowych bohaterów. Ale jakże różne jest życie i ciele tych ludzi. Król Jan V bogaty rozkapryszony, rozpustny i nieobliczalny w swoich zachciankach i jego żona pobożna, poddająca się biegowi wydarzeń kobieta z zimnego kraju. Celem dla nich w życiu jest wypełnienie swych królewskich obowiązków, ceremoniałów, żyją jednak nie ze sobą ale obok siebie. Chciałoby się wprost napisać, bogaci ale nieszczęśliwi.

Zupełnie inny związek jest pomiędzy Baltazarem i Blimundą. To prawda że ubodzy, to prawda że doświadczeni przez los, On stracił rękę na wojnie, Ona żyje z piętnem córki czarownicy, ale mają siebie. Nie tylko rozumieją się bez słów, nie tylko ich uczucie trwa niezmiennie wiele lat, ale są zjednoczeni w swoich marzeniach o latającej maszynie.

Saramago jest pisarzem który oczekuje od czytelnika uwagi. Nie można śledzić tej powieści, rozpraszając się co chwila. Brak wyodrębnionych dialogów, czyli obecność ich w ciągłym tekście, zmusza do zwiększonej czujności podczas lektury. Także pojawiające się liczne dygresje i dygresje od dygresji, a pomiędzy nimi rozważania natury filozoficznej, mogą wybić z głównego wątku. Jednak skupienie uwagi, podążanie za myślą autora, jest jak najbardziej wynagrodzone wieloma bardzo udanymi opisami, przemyśleniami, spostrzeżeniami. To co zrobiło na mnie duże wrażenie to sposób narracji: z rezerwą, ironiczny, a jednocześnie dotykający najważniejszych spraw. Jedną z nich jest obecność kleru i Boga, w życiu Portugalczyków. Autor sięga po przerysowania i karykaturę tego co się dzieje wokół religii. Początkowo jest to nawet zabawne, w miarę przewracania następnych kartek, staje się jasne że pisarz ma na tym punkcie po prostu lekką paranoję

Nie zmienia to faktu że „Baltazar i Blimunda” są lekturą wartą przeczytania, zebrania kilku myśli natury uniwersalnej, zastanowienia się nad naszym własnym żywotem, i nad tym jak wiele w naszym życiu zależy od tak niewielu.

02.08.2009

„Stambuł. Wspomnienia i miasto” - Orhan Pamuk



Zachęcona przez Annę, umieszczam tu kilka refleksji, które wcześniej opublikowałam na moim blogu Pikinini.


Nigdy nie byłam w Stambule, ale też nikt z nas nie trafi już do tego miasta, które opisał Orhan Pamuk. A może wszyscy już tam kiedyś byliśmy? W uniwersalnym mieście dzieciństwa.

„Stambuł” - jak każdą dobrą literaturę - można odczytywać na wielu poziomach.
Dla mnie, to zagłębienie się we wspomnieniach uczuć doświadczanych w dzieciństwie. „Opowiadając o Stambule, mówię o sobie” – podpowiada nam zresztą pisarz.

To ciekawe, jak wspomnieniom można nadać kolor. „Moje dzieciństwo było jak czarno-białe fotografie Stambułu – dwubarwne, zatopione w stalowoszarym półmroku” – przeczytałam i odkryłam, że ja również myśląc o swoim dzieciństwie, łączę je z albumami pełnymi czarno-białych zdjęć. Takie zdjęcia zapełniają też karty książki, a łącząc się z osobistymi refleksjami pisarza, powodują, że odbieram „Stambuł” jako najbliższą sobie, ze wszystkich przeczytanych książek tureckiego noblisty.

Czy „monochromatyczność” wspomnień wynika tylko z przywoływania ich poprzez fotografie? Wspomnienia tchną ciepłem, ale być może tak daje o sobie znać troska dorosłego pisarza o małego Orhana: „To, co po latach uznałem za wszechogarniającą melancholię i tajemnicę, w dzieciństwie odczuwałem jako nudę, przygnębienie, otępiającą monotonię(…)Uciekałem od tych doznań w świat fantazji.”
Uciekał od niezrozumienia, ciągłych domowych kłótni, rozstań z rodzicami. Sceną była kamienica należąca do jego zeuropeizowanej, mieszczańskiej rodziny w Stambule lat pięćdziesiątych, miejsce magicznych wspomnień o prozaicznych wydarzeniach. Takich jak to, kiedy dziecko, jest świadkiem kłótni w sąsiednim pokoju: „..jak za wzorzystym szkłem cienie matki i ojca zbliżają się i oddalają od siebie, ożywają nagle i łączą ze sobą wśród wrzasków i krzyków, tworząc jeden cień (…) Energia rodziców sprawiła, że szyba w drzwiach dygotała, a wszystko wokół było czarno-białe”

Wiele lat później, Orhan, w trakcie rodzinnej, niedzielnej wycieczki nad Bosfor, odkrywa powtarzalność ludzkich losów: „zobaczyłem w autach inne rodziny, też zmęczone, nieszczęśliwe i skłócone”

Bardzo zabawne wydają mi się odkrycia zwyczajności swojej rodziny i swojego życia, które dokonuje małe dziecko:
- „Gdy w witrynie sklepu papierniczego zauważyłem identyczny podręcznik, jakiego używał mój brat w szkole, wiedziałem już, że nasze zwyczaje i dobytek nie są wcale wyjątkowe, że inni ludzie wiodą życie podobne do naszego”
- „Ponieważ brat w podnieceniu wciąż opowiadał o swoim wychowawcy, byłem przekonany, że każdy uczeń ma swojego osobistego nauczyciela, tak samo jak każde dziecko ma własną nianię. Gdy więc rok później zobaczyłem w klasie trzydzieścioro dwoje uczniów i jednego nauczyciela, poczułem głębokie rozczarowanie”

Nie dajmy się jednak zwieść pisarzowi, który sam nas zresztą ostrzega przed nostalgią wspomnień: „… nie ukształtowało mnie prawdziwe życie, lecz własna wyobraźnia. Dlatego czytelnicy, którzy mają teraz przed sobą tę książkę, powinni pamiętać, że zawsze miałem skłonność do wyolbrzymiania. (…)Ale przecież tak samo jak dla artysty malarza nie jest istotna rzeczywistość, tylko kształt przedmiotów, tak dla powieściopisarza nie liczy się kolejność wydarzeń, lecz ich kompozycja, a dla autora wspomnień – ich symetria, nie prawdziwość.”

Czytając tę książkę, zastanawiałam się właśnie, czy pewne wątki zawartych tu wspomnień, które później pojawiają się w twórczości noblisty, nie stanowią po prostu dodatkowej przyprawy do lektury. Z drugiej strony, to przecież prawdziwa przyjemność je odnajdywać:
- „Śnieg jest nieodłącznym elementem moich stambulskich wspomnień z lat dziecinnych. Niektóre maluchy nie mogą się doczekać pierwszego dnia wakacji – ja nigdy nie mogłem doczekać się śniegu.”
- „Kiedy już nauczyłem się czytać, najbardziej ekscytowały mnie wydawane przez wuja książki dla dzieci, których setki dostawałem w prezencie. Niebawem znałem je wszystkie na pamięć (wybór baśni Księgi tysiąca i jednej nocy, kolejne tomy Brata sokoła, baśnie Andersena, encyklopedia odkryć i wynalazków)”

Zachęcam do poszukiwań śladów z tej książki, w innych powieściach Orhana Pamuka, ale też odkrywania pamięci własnego dzieciństwa, własnego Bosforu.

01.08.2009

Los utracony - Imre Kertész

Moja przygoda z literaturą laureatów literackiego Nobla zaczęła się kilka miesięcy temu, kiedy to zupełnie przypadkiem trafiłam w mojej bibliotece na Doris Lessing i jej "Lato przed zmierzchem", a chwilę później zobaczyłam na wyzwaniowej liście Anny do "Historycznego czytania" "Krystynę, córkę Lawransa" Undset. oba tytuły przeczytałam - a jakże - i o ile Lessing mi się nie spodobała, o tyle Undset zachwyciła i powaliła na kolana

Teraz przeczytałam "Los utracony" Imre Kertésza - trudno mówić w przypadku tej książki,że się podobała - to nie w takich kategoriach ocenia się taką literaturę. Moja prawda o Kertészu jest taka, że poruszył mnie do głębi swoją spokojną, naiwną i wręcz beznamiętną narracją o okropieństwach życia w obozie koncentracyjnym. Jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego - zajrzyjcie do mnie. Zapraszam:-)