31.01.2012

Witam


Witam wszystkich serdecznie

Z lekkim zażenowaniem muszę przyznać, że do tej pory mój kontakt z noblistami był raczej skromny. Do tej pory przeczytałam:
Henryk Sienkiewicz – Quo vadis, Krzyżacy, W pustyni i w puszczy, nowele
Rudyard Kipling – Księga dżungli, Druga księga dżungli
Władysław Reymont – Chłopi
George Bernard Shaw – Pigmalion
Ernest Hemingway – Stary człowiek i morze
Samuel Beckett – Czekając na Godota
Albert Camus – Dżuma
Aleksander Sołżenicyn – Archipelag Gułag
William Golding – Władca much
Czesław Miłosz – wiersze
Wisława Szymborska – wiersze
Boris Lessing – Szczelina

W najbliższym czasie mam zamiar przeczytać trylogię o Chinach Pearl S. Buck, wrócić do powieści naszych polskich noblistów, a potem stopniowo rozszerzać zainteresowanie na pozostałych pisarzy.

"Matka" Pearl Buck

Nie mogę odżałować, że dopiero teraz zetknęłam się z twórczością Pearl Buck. Oczarowała mnie jej książka o Chince porzuconej przez męża, borykającej się z losem i z wychowaniem trójki dzieci.

Gdzieś na chińskiej prowincji stała maleńka chatka, w której mieszkało młode małżeństwo. W chatce tej i dzieci, i dorośli spali w tym samym łóżku, mało tego, do łóżka przywiązany był bawół, pod spodem chowały się kury... Posiłki składały się z ryżu dla wszystkich i kapusty tylko dla mężczyzny. Pomimo tych okropnych warunków kobieta czuła się szczęśliwa... aż do czasu, gdy jej przystojny mąż odszedł.

Wieśniaczka nie ujawniła sąsiadom informacji, że została opuszczona. Ale w praktyce była samotną matką. 

Dalszy ciąg recenzji TUTAJ.

25.01.2012

Kipling "Kot, który zawsze chadzal własnymi drogami"

Pierwsza książeczka, którą przeczytałam samodzielnie, nosiła tytuł "Kot, który zawsze chadzał własnymi drogami". Zauroczyła mnie i utkwiła w pamięci na zawsze. I chociaż w następnych latach zapoznałam się także z innymi utworami Rudyarda Kiplinga, żaden nie pobudził mojej wyobraźni tak mocno jak opowiastka o dzikim, miłym kocie.

Kipling przedstawił w niej czasy, gdy nieudomowione zwierzęta mieszkały w Wilgotnych, Dzikich Lasach. "Nieudomowiony" był także mężczyzna. Gdy kobieta zaproponowała mu, by zamieszkał z nią w jaskini, zgodził się. Szybko zrozumiał, że wygodniej jest spać pod dachem niż na stercie mokrych liści, dobrze jest też codziennie dostawać ciepły, gotowany posiłek. Wkrótce urodziło im się dziecko, można więc powiedzieć, że utworzyli rodzinę.

Dalszy ciąg recenzji TUTAJ.

23.01.2012

"Odruch serca" Toni Morrison

W krótkim opisie książki, który znajduje się na okładce, czytamy, że „Odruch serca” to „rozpisana na kilka postaci opowieść, w której główną narratorką jest czarnoskóra szesnastoletnia niewolnica Florens, oddana przez własną matkę na służbę do amerykańskiego farmera.” Radzę nie czytać dalszej części tego okładkowego streszczenia, które zupełnie nie oddaje sensu powieści. W historiach opisanych przez Toni Morrisom, splatają się losy kilku postaci, z których każda analizuje rzeczywistość z własnej perspektywy. Początkowo, dziecięcymi oczami małej Florens, oglądamy scenę jej rozstania z matką, rozumiemy jej ból i poczucie odrzucenia. Później widzimy trochę szerszą perspektywę tego zdarzenia, dzięki spojrzeniu Jacoba, farmera, który - za długi -przejmuje Florens z rąk jej poprzedniego właściciela. Niewolnica dorasta później na jego farmie, a opowieści o swych losach snują też inne otaczające ją osoby – jej nowa pani Rebekka, inne niewolnice i niewolnicy, aż w ostatnim rozdziale znów wracamy na pierwszą farmę Florens i niespodziewanie poznajemy motywy jej matki, która ze wszystkich sił walczyła o to, by to jej córkę, a nie ją sama czy małego synka zabrał ze sobą Jacob.
Wszystkie historie opowiadają o trudnym życiu ich bohaterów, którzy nie wiedzą jak bardzo łączą ich wzajemne losy. Tym, co wpływa – choć chwilowo – na rozświetlenie ich ponurej egzystencji jest miłość, czasem nierozpoznana, czasem nieodwzajemniona, czasem objawiająca się tylko jako ludzka życzliwość, jako „odruch serca”.
Życie wszystkich bohaterów tej powieści jest podobne. Mimo pozornych różnic między niewolnikami, a ich panami, wszyscy obarczeni są trudną przeszłością, brakiem korzeni. Biali są wyrzutkami, których nie chce rodzina i kraj. Wszyscy są bezbronni, skazani na walkę w nowych, nieznanych sytuacjach i miejscach, takich jak brytyjska kolonia na amerykańskiej ziemi pod koniec XVII wieku. Powieść czyta się bardzo dobrze i mimo przytłaczającego obrazu ludzkiej egzystencji, niesie ona również sporo pokrzepienia.

Pozdrawiam z Pikinini:)

"Listy do młodego pisarza" - Mario Vargas Llosa

    Zacznijmy od tego, że nie wierzę, iż ktoś może nauczyć kogoś tworzenia. Według mnie z takimi predyspozycjami trzeba się po prostu urodzić,  a potem to w sobie pielęgnować. I nie jest to bynajmniej pochodna romantycznego widzenia twórcy jako bożego pomazańca; nic z tych rzeczy. Myślę jednak, że to kwestia bardziej rozwiniętej wyobraźni, kwestia większej wrażliwości. Dlatego też do najświeższej na polskim rynku publikacji Llosy (jednego z moich nota bene ulubionych pisarzy) podeszłam nie jako do podręcznika dla adeptów sztuki słowa, ale jako do specyficznej autobiografii artystycznej. Zaostrzyłam sobie ząbki, spodziewając się wielkich wynurzeń i wyszeptanych mniejszą czcionką tajemnych trików wielkiej literackiej sławy. Miałam nadzieję zdemaskować jego talent, rozebrać go na czynniki pierwsze, poznać w czym tkwi sekret llosowskiego geniuszu. I co? - zapytacie. I... kolejne szelmostwo.
Na całość recenzji zapraszam do mnie Kartek szelest.

Rozmowa w "Katedrze" - Mario Vargas Llosa


"Rozmowę..." czytałam wiele lat temu, chyba jako maturzystka i pamiętam, że zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Zapoczątkowała u mnie fazę na książki Peruwiańczyka, niestety, każda kolejna okazała się niewypałem, choć poddałam się się dopiero przy piątej ("Wojna końca świata"), przy której po prostu nie rozumiałam co czytam. Teraz z podziwem patrzę na blogerki z grupy wiekowej poniżej 20. roku życia, które spokojnie biorą na warsztat np. "Marzenie Celta" czy "Raj tuż za rogiem" i są nawet w stanie je ciekawie zinterpretować!
No nic, jeśli ktoś twierdzi, że młode pokolenie jest bezmyślne - chyba nie do końca ma rację:).
Na ciąg dalszy zapraszam TU.

22.01.2012

Romain Rolland "Jan Krzysztof"

Są takie książki, nazywane powieściami-rzekami, które opisują życie bohatera od urodzin aż do śmierci, ze szczegółami przedstawiają jego dzieciństwo, rodziców, rodzeństwo, wrogów i przyjaciół. Do najbardziej znanych polskich powieści-rzek należą "Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej, a do zagranicznych - "Saga rodu Forsyte'ów" Johna Galsworthy’ego, "Buddenbrookowie" Thomasa Manna, "Rodzina Thibault" R. Martina du Garda oraz "Ojciec chrzestny" Maria Puzo. Warto wiedzieć, że istnieje jeszcze "Jan Krzysztof" Romain Rollanda, bardzo długa, nakreślona z olbrzymim rozmachem powieść o obdarzonym ogromnym talentem muzyku, Janie Krzysztofie Kraffcie.

Krzysztof urodził się w ubogiej rodzinie. Jego ojciec, Melchior grał w miejskiej orkiestrze, lubił pić alkohol i wolał przehulać zarobek, niż oddać na utrzymanie rodziny. Z biegiem czasu Melchior ulegał coraz większej demoralizacji. Zaczął zaciągać długi. Los żony i trójki dzieci przestał go interesować.

Dalszy ciąg recenzji tutaj.

Mario Vargas Llosa "Listy do młodego pisarza"


Listy do młodego pisarza" to książka nietypowa, można ją nazwać autobiograficzną, jak czyni to sam autor we wstępie, ale można również potraktować ją jako swoisty podręcznik do creative writing. Llosa w dwunastu listach do młodego adepta sztuki powieściowej odsłania tajniki warsztatu- swojego warsztatu, każdy bowiem pisarz ma inne literackie doświadczenia.

Do przeczytania całego tekstu zapraszam do swojego kącika.

20.01.2012

"Dom ciszy" Orhan Pamuk

Dom ciszy to prawdopodobnie jedna z najbardziej przerażających książek Pamuka, a na pewno jedna z bardziej przerażających, które czytałam ostatnio w ogóle. To również pierwsza książka tego autora, w której nagromadzenie mocno irytujących bohaterów było tak zatrważające. Ani przerażanie, ani znaczne dawki irytacji nie sprawiają jednak, że książkę czyta się źle, ani że się jej zwyczajnie nie lubi, chociaż pewnie zaliczyłabym ją do mniej przeze mnie lubianych powieści tureckiego pisarza (lecz wciąż niesamowitych). Było to zresztą dla mnie pewną nowością – denerwujący bohaterowie, a jednak świetna lektura, jak to tak?

Początek lat osiemdziesiątych, miejsce akcji to niewielkie tureckie miasto, Cennethisar, które rozwinęło się dopiero na przestrzeni ostatnich kilka dekad. Powieść składa się z przeplatanych narracji pięciu powiązanych ze sobą postaci, których wzajemne relacje doprowadzają do nieoczekiwanej tragedii...

Recep, karzeł, nieślubny syn męża Fatmy, tutaj już około czterdziesto-pięćdziesięcioletni. Jest służącym Fatmy (którą nazywa “jaśniepanią”). Tak naprawdę jedyny bohater prowadzący narrację, do którego poczułam sympatię, chociaż zastanawia jego pasywność względem, powiedzmy sobie szczerze, wrednej, Fatmy, oraz jego skrytość, oszczędność w wyrażaniu sądów i uczuć w rozmowach z innymi, pomimo niezwykle towarzyskiego charakteru.

Fatma to dziewięćdziesięcioletnia staruszka, spędzająca czas głównie w łóżku, w swoim pokoju, ewetualnie doglądająca pustej szkatułki, z której dawniej jej mąż, Selahattin kazał wyjmować kosztowności do sprzedania, bo nie posiadali innych środków utrzymania. Z zawodu był lekarzem, zajmował się jednak bez przerwy pisaniem encyklopedii, która miała oświecić zabobończy i otumaniony Wschód. Teraz szkatułka jest pusta, mąż już od dawna nie żyje, więc Fatma oddaje się rozmyślaniom o przeszłości. Najszczęśliwsze wspomnienia to te z dzieciństwa. Jednak odkąd wyszła za mąż, jako jeszcze kilkunastoletnia pannica, rozpoczyna się jej ponadsiedemdziesięcioletnia udręka i wieczne obrzydzenie.

Po reszte recenzji zapraszam na mojego bloga.

"Listy do młodego pisarza" Llosy

"Jest to esej mówiący o tym, jak rodzą się i powstają powieści, oparty na moich własnych doświadczeniach, które nie muszą być identyczne z doświadczeniami innych prozaików ani nawet ich przypominać." - zaznacza we wstępie książki powstałej z inicjatywy wydawcy Mario Vargas Llosa.
Listy do młodego pisarza są cenne nie tylko dla adresata zapisanego w tytule, wkomponowanego w wypowiedź epistolograficzną, lecz i dla każdego czytelnika, osoby, która chce być odbiorcą świadomym zamierzeń twórczych każdego epika. Dwanaście życzliwych zwrotów do Przyjaciela, przyszłego kolegi po piórze, kieruje uwagę na pojęcie powołania nierozerwalnie związanego z wyborem wynikającym nie tylko z posiadania predyspozycji do kreowania fabuły, ale i buntu, sprzeciwu, poddawania krytyce, kontestowania rzeczywistości realnej i literackiej. Llosa jak wytrawny popularyzator teorii literatury sięga po uznane pojęcia, wplatając je w tok swobodnego dyskursu z adresatem listu, któremu radzi czytać dobrą literaturę, by poznać indywidualny styl uznanych prozaików, lecz nie radzi naśladować nikogo, tylko wypracować sobie własny styl. (...)
Ciąg dalszy w Niecodzienniku Literackim.

18.01.2012

Jean-Marie Gustave Le Clezio, "Wojna"

Jean-Marie Gustave Le Clezio, laureat Literackiej Nagrody Nobla 2008, francuski pisarz, autor powieści, opowiadań, esejów filozoficznych. Debiutował w 1963 roku powieścią Protokół, po czym wydał jeszcze ponad 30 książek. Wojna ukazała się po raz pierwszy w 1970 roku, a więc zalicza się do początkowej twórczości autora.

Ciężko pisać o tej książce. To powieść eksperymentalna – i sam ten fakt wystarczy, żeby mogła się komuś zdecydowanie podobać albo zdecydowanie nie. Mnie się podoba, lubię od czasu do czasu takie teoretycznoliterackie zabawy, choć czasem nie nadążam za autorem.

Bohaterką powieści jest Bea B., młoda dziewczyna żyjąca w ciągłym strachu, próbująca się odnaleźć w zmechanizowanym, metalicznym, nowoczesnym świecie. Patrzy na niego z zupełnie nowej perspektywy: piękne wydają się jej skrzyżowania, samochody, puszka konserw. Czy to znaczy, że nie ma już nic bardziej godnego podziwiania? Czy może to my źle patrzymy na to, co nas otacza? Jest tyle rzeczy, które trzeba nauczyć się widzieć. Nikt się niczym nie zachwyca. Ludzie żyją wśród cudów i nie zwracają na nie uwagi. Jest tyle niezwykłych i pięknych przemiotów, chromowanych, z przewodami, silnikami i reflektorami! Są nożyczki, długopisy, zegarki, kałamarze, lusterka samochodowe, butelki lemoniady, widelce, papierosy, szyby, suszarki do włosów, wagi, swetry, windy, rowery, monety, maszyny do pisania, tranzystory.
Świat otaczający bohaterkę w jednym momencie wydaje się zimny, obcy, brutalny – nawet drzewa są zarażone nienawiścią – by za chwilę magnetyzować. Przyciąga i wchłania czytelnika.

Cały tekst dostępny na moim blogu.

Witam się

Witam, witam i się dopisuję :) Moja dotychczasowa znajomość Noblistów nie jest imponująca, choć mogło być pewnie gorzej. Wyjątkiem są polscy twórcy z racji studiów polonistycznych. Do tej pory czytałam:
1905 Henryk Sienkiewicz - W pustyni i w puszczy; Quo vadis; Ogniem i mieczem; Potop; Krzyżacy; Bez dogmatu; wszystkie nowele
1924 Władysław Reymont - Chłopi
1925 George Bernard Shaw, Irlandia
1929 Thomas Mann - Buddenbrookowie
1946 Hermann Hesse - Wilk stepowy
1948 Thomas Stearns Eliot - wiersze
1957 Albert Camus - Dżuma; Obcy
1962 John Steinbeck - Grona gniewu
1969 Samuel Beckett - Czekając na Godota
1980 Czesław Miłosz - Zniewolony umysł; Dolina Issy; Rodzinna Europa; wiersze (dużo wierszy)
1982 Gabriel Garcá Márquez - próbowałam przebrnąć przez Sto lat samotności, poddałam się w okolicy 170. strony
1994 Kenzaburo Oe - Zerwać pąki, zabić dzieci
1996 Wisława Szymborska - wiersze
2002 Imre Kertész - Kadysz za nienarodzone dziecko
2003 J.M. Coetzee - Czekając na barbarzyńców; Mistrz z Petersburga
2007 Doris Lessing - Piąte dziecko
2008 Jean-Marie G. le Clézio - Wojna
2010 Mario Vargas Llosa - Miasto i psy; Wyzwanie

Docelowo bardzo bym chciała przeczytać przynajmniej po jednej pozycji każdego Noblisty, zaczynając od najnowszych, chociaż prędko to pewnie nie będzie :) Na razie na półce stoi Lessing i poluję na  Pearl S. Buck, koniecznie chcę przeczytać więcej książek le Clezio i Coetzee. Reszta - czas pokaże.

16.01.2012

Tristan. Tomasz Mann

Agencja Praw Autorskich i Wydawnictwo Interart, 1992

Liczba stron: 85

Bardzo dawno temu czytałam jedną powieść Manna pt: "Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla," która bardzo mi się podobała. Po wielu latach chciałam wrócić do twórczości tego Noblisty, ale nie czułam się i wciąż nie czuję się gotowa na przeczytanie "Czarodziejskiej Góry." Wybrałam zatem (z własnej półki!) tomik zawierający dwa opowiadania - tytułowego "Tristana" oraz "Nieład i wczesną udrękę." "Tristan" powstał na początku dwudziestego stulecia, a drugie opowiadanie ponad 20 lat później.

W "Tristanie" mamy sanatorium dla niedomagających na płuca i inne schorzenia, do którego przybywa żona przedsiębiorcy i mieszczanina. Zachwyca się nią rezydujący na miejscu artysta, powieściopisarz, esteta. Kobieta traktuje go przychylnie i z sympatią. On sam popada w zachwyt nad jej urodą, manierami i talentami. Na przeszkodzie miłości stoi mąż jego wybranki - według artysty - ordynarny, grubiański fabrykant, który nie potrafi docenić wartości swojej żony.

Powiem szczerze, że mam pewien problem ze zrozumieniem tego opowiadania.
Ciąg dalszy TUTAJ

10.01.2012

„Voss” Patricka White'a

Postanowiłam uzupełnić znajomość literatury Australii o twórczość Patricka White’a, noblisty z roku 1973. Na początek zapoznałam się z Vossem (PIW 1979), powieścią o dążeniu do realizacji marzeń, pokonywaniu przeciwności losu, o miłości i miłosierdziu, o drodze przez pustynię w poszukiwaniu siebie i swojego celu.
Czas akcji to połowa XIX wieku, środowisko mieszczańsko-kupieckie, karety, suknie zamiatające ziemię, spotkania towarzyskie, na których królują „dialogi, niemal mistyczne w swej banalności”, pozór i obłuda religijna.
Główny bohater, Johann Urlich Voss, którego pierwowzorem był podróżnik Ludwig Leichhardt, planuje przejść przez całą Australię. Kompletuje skład wyprawy, zbiera fundusze, organizuje transport. Jednym ze sponsorów ma być pan Bonner, wuj Laury Trevelyan, panny wyłamującej się ze schematów konwenansów, pozwalającej sobie na niehołdowanie jedynie słusznej religii, myślącej samodzielnie i postrzeganej przez znajomych jako zjawisko wyjątkowe, choć niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu: „Laura jest sztywna jak kołek, a co gorzej, inteligentna, więc niegodna zaufania” (s. 59) i „ci, którzy znali Laurę, nie lubili jej, ponieważ czytała za dużo książek” (s. 62). Natomiast Voss to człowiek dumny i twardy, uważający, że „przyszłość będzie tym, czym ją sami zrobimy”, „przyszłość zależy od woli człowieka” (s. 70). I zgodnie z tą deklaracją będzie podążał wytkniętą drogą ku odległemu celowi, ku zachodniemu wybrzeżu Australii, przez pustynie, poznając ląd dotychczas nieoznaczony, nie odzwierciedlony na mapach, którego rzeźbę terenu dopiero nasz bohater chce utrwalić na papierze dla poznania i wygody przyszłych pokoleń. 

Reszta opinii na moim blogu.

"Miłość i wygnanie" - Izaak Bashevis Singer


Lubię czytać autobiografie. Kłopot w tym, że często taka lektura odstrasza mnie od innych książek autora (tak było z Amosem Ozem czy Margaret Forster). Po co czytać coś wymyślonego, skoro w jednym tomie dostajemy "samą prawdę i tylko prawdę" (no powiedzmy, ta prawda często bywa też kreacją).
Tak pewnie będzie też z Singerem. Jego twórczość, jak sygnalizuje w autobiografii, miała trzy źródła: chasydzkie dzieciństwo, młodość spędzona na esksperymantach w dziedzinie stosunków damsko-męskich oraz trudna adaptacja w Ameryce. Już wiem, że kompletnie nie interesuje mnie temat przewodni numer dwa:).
Sama "Miłość i wygnanie" bardzo mi się podobała, przede wszystkim dlatego, że oferuje sporo zaskoczeń.
Ciąg dalszy na moim blogu. Zapraszam.

09.01.2012

Orhan Pamuk, Dom ciszy


Przyznaję, że po pierwszej przeczytanej przeze mnie książce tego autora ("Muzeum niewinności") trochę się wahałam, czy czytać kolejną, ale ponieważ moje plany projektu Nobliści legły w gruzach, wzięłam się za czytanie.
Pamuk z pewnością jest wymagającym pisarzem i ten, kto liczy na lekturę łatwą, lekką i przyjemną niech raczej po niego nie sięga. Wymaga cierpliwości i dopiero zakończenie naświetla pewne sprawy.
Osobiście lubię u niego igranie z własną postacią, osobę pana Orhana, która mimochodem przemyka przez jedną ze stron i odsyła czytelnika do samego autora.
A czego nie lubię?
Tego, że czytając mam czasem wrażenie, że "pisze, pisze, pisze, ale o czym pisze, tego nie pisze".

02.01.2012

Doris Lessing - Piąte dziecko


Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy, 2005
Pierwsze wydanie: The Fifth Child, 1988
Stron: 142
Tłumacz: Anna Gren

Literacka Nagroda Nobla 2007

Ocena: 5,5/6

Jeszcze w starym roku zdążyłam pochłonąć książkę nr 91. Właśnie pochłonęłam, ponieważ przeczytałam ją w kilka godzin, niemal na wdechu. Dostarczyła mi ekstremalnych emocji: od zaciekawienia, przez oburzenie i zimnego strachu aż do palpitacji serca wywołanego zdenerwowaniem.
Lessing po raz trzeci całkowicie mnie rozbraja. Zupełnie nie rozumiem dlaczego niektórzy kwestionują zasadność przyznania jej Nagrody Nobla! Styl ma dopracowany, pomysły nieprzeciętne, a historie nie zatrzymują się na cienkiej skorupce rzeczywistości, tylko wciągają czytelnika głębiej, jak bagno, ujawniając przed sobą pokłady kolejnych warstw. Stwarza oryginalne postaci, a zwłaszcza subtelnie oddaje skomplikowany charakter swoich bohaterek. Nie karmi czytelników czytadłami, tylko Literaturą. Nie twierdzę, że nie ma słabszych książek (jak chyba każdy pisarz), na pewno też na nie trafię, jednak nieodmiennie zaskakuje mnie jej twórczość, wyróżnia się, a moim zdaniem to raczej rzadka cecha. Tym razem zaserwowała mi, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało, powieść obyczajową, a raczej opowiadanie zg na swoje niewielkie rozmiary. Historia wydaje się być do bólu zwyczajna: czytelnik obserwuje proces powstawania jednej angielskiej rodziny. korowód świąt, krewnych i kolejnych nowych dzieci. Aż do tego piątego - Bena, który stanowi punkt graniczny dla rozwoju tego zbiorowiska. Jak tama, zatrzymuje on sobą wszystko i od momentu jego pojawienia się, jeszcze w łonie matki, następuje powolny rozpad. W sieci przeczytałam sobie kilka dyskusji na temat tej książki i już sam fakt, że wzbudza ona takie emocje i sprzeczne opinie sprawia, że warto po nią sięgnąć. 
Cd. u mnie --> Mikropolis