31.01.2011

"Poezje" Salvatore Quasimodo


Nigdy nie lubiłam czytać poezji. Prozę w każdej ilości, ale poezja? To nie moja bajka. Nawet utworów prozatorskich zbyt mocno podszytych poezją nie lubię. Nie sięgnęłabym więc na pewno po wiersze Quasimodo, gdyby nie był noblistą. Projekt mnie zobowiązuje, a i uważam, że warto od czasu do czasu przełamać uprzedzenia i sięgnąć po nieznane gatunki literackie.

Kolejna próba zaprzyjaźnienia się z poezją nie zakończyła się sukcesem. Wiersze przeczytałam, kilka fraz przypadło mi do gustu. Więcej nie jestem w stanie przeczytać. Wprawdzie przeczytałam przydługi wstęp, dający wskazówki co do interpretacji wierszy Włocha ale przecież celem recenzji nie jest streszczenie nieswoich przemyśleń. Tak więc ani nie zachęcam, ani nie odradzam, musicie przekonać się sami.

23.01.2011

Herta Müller, „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie”


Dojmująca kronika cierpienia. Beznamiętna, choć nie dlatego, że brak w niej uczuć – beznamiętna, bo smutek i gorycz wyzute są w niej z gwałtowności buntu. „Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie” to jedna z wczesnych książek Herty Müller, znów więc jesteśmy w zamieszkanej przez Niemców wsi w rumuńskim Banacie, kraju jej lat dziecinnych. W Banacie, gdzie historia miażdży ludzi, w których żywoty jest wpleciona – czy to jako echo przeszłości, czy jako bieżąca polityka. I nie ma człowieka dość prostego, wsi dość zapadłej, dziecka dość niewinnego, żeby mogli się przed nią uchronić. Każdego dotknie wina lub hańba – lub obie.

Całość tutaj.

22.01.2011

"Urania" J.M.G. Le Clézio


Jak to dobrze, że to nie była moja pierwsza książka Le Clézio. Z pewnością nigdy nie sięgnęłabym już po inne jego tytuły. Tymczasem dwie poprzednie powieści noblisty (recenzje tui tu) bardzo mi się podobały. Na ich tle "Urania" wypada niestety blado.

Daniel Sillitoe - francuski geograf - przybywa do Emporio. Jest to miejsce, gdzie spotykają się naukowcy, przede wszystkim antropologowie, by wspólnie przeprowadzać badania, wygłaszać odczyty i korzystać z wymiany doświadczeń. Daniel już w pierwszych dniach nie znajduje z nimi wspólnego języka. Antropologowie reprezentują bardzo ambiwalentny stosunek do ludności, zamieszkującej Dolinę. To przede wszystkim biedota, dziewczyny, które się prostytuują, dzieci, przeczesujące wysypiska śmieci, kobiety pracujące od świtu, do nocy na plantacjach truskawek. Geografa zafascynowała pobliska osada zwana Campos - jest to miejsce zamieszkane przez grupę ludzi, którzy stworzyli odrębną wspólnotę, z własnymi zasadami, językiem, na której czele stoi Doradca. Poznany w autobusie Rafael przybliża Danielowi życie we wspólnocie.
Le Clézio wprowadza jeszcze trzeci wątek w swojej powieści - Daniel poznaje Portorykankę Dalię, z którą się czasowo związuje. Dalia tęskni za swoim trzyletnim synkiem, który pozostał pod opieką ojca-rewolucjonisty.

Mnogość wątków w tej przecież dość szczupłej objętościowo książce zdecydowanie jej nie służy. Tytułowa Urania, którą ma być Campos, spada do wątku pobocznego. Chętnie dowiedziałabym się więcej o jej mieszkańcach, o ich motywach zamieszkania we wspólnocie, o ich życiu codziennym. Pozostałe wątki również aż proszą się o rozwinięcie.
Ponownie zachwycił mnie język Le Clézio - długie ale zgrabne zdania, świadczące o coraz rzadziej spotykanej umiejętności niespiesznego opowiadania, którą tak bardzo cenię.

"Uranii" nie polecam więc, ale nie zrażajcie się do Le Clézio, bo naprawdę warto sięgnąć po innego jego powieści.

21.01.2011

Rewolucje - Le Clezio



Jean Eudes Marro i Jean Gildas Marro – co łączy tych dwóch mężczyzn poza nazwiskiem? Otóż rewolucje. I nie mam na myśli tylko książki o tym tytule ale raczej wewnętrzne przemiany, które dokonały się w ich umysłach i życiu. Także te rewolucje, które były tłem do historii. Wielka Rewolucja Francuska wchłonęła Jeana Eudesa, a bliższe współczesnemu człowiekowi wydarzenia w Meksyku, wojna algierska i Paryski Maj stanęły na drodze młodego Jeana Gildasa. To rewolucje rzuciły ich w świat. J.E. Marro porzuca szeregi armii, rezygnuje z walki i pozostawiając ducha rewolucji na polu bitwy osiada na Mauritiusie. Ale i Jean’a Gildas’a los rzuca na Mauritius, jednak nie tak szybko i nie tak zdecydowanie – najpierw są postoje i dylematy co wybrać – Niceę czy Londyn, a może Meksyk? To dwie niespokojne dusze i tylko pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego.
Jean-Marie Gustave Le Clezio pisząc Rewolucje toczył dwie równolegle opowieści łącząc czasy rewolucji francuskich i współczesne, zrewolucjonizowane życie. Opowieści tak jednocześnie różne, a tak sobie bliskie. Rewolucje składają się z rozdziałów, które przeplatają się jak warkocz, jak tory biegnące do celu. Pozornie dwa różne życia, jednak związane więzami krwi i przeszłością - bowiem Jean Gildas to potomek Jeana Eudesa. Obaj tak samo rozdarci, szukający swojego miejsca w życiu. Jean Eudes obawiając się prześladowań ze strony jakobinów, ucieka z Francji, osiedlając się na bajkowej Isle de France czyli dzisiejszym Mauritiusie. Jean Gildas opiekujący się na co dzień niewidomą ciotką Catherine, kierowany jej opowieściami o boskim Rozilis, po wieloletniej wewnętrznej tułaczce (liczne miłostki, rozdarcie między własnym szczęściem, a zgorzkniałymi rodzicami) również dociera na Mauritius.
Czytając Rewolucje odnosi się wrażenie, że granice nie istnieją, że świat jest małą globalną wioską, której wszystkich mieszkańców łączą więzy krwi. W której wszędzie jest blisko, odległości się nie liczą i zawsze dociera się do celu. Celu, który znajduje się ukryty gdzieś, jak Atlantyda. Świat w Rewolucjach jawi się jako osobny raj. Jakby to, co już wiedzieliśmy i widzieliśmy na ziemi nie było prawdą. Jest jak bajka o raju. Raju utraconym, bo nierealnym. Miejscu, które ominęliśmy, choć było tak blisko. Tak jak Jean Gildas słuchając opowieści ciotki przenosił się do czasów swoich przodków, tak czytelnik przenosi się w opisywany przez autora świat. W tę książkę dosłownie się wchodzi - czując południową morską bryzę i upał nie do zniesienia, słuchając odgłosów walki i czując cierpienie żołnierzy. Tak czyta się Rewolucje.
Mówi się też, że Rewolucje to książką z wątkami autobiograficznymi – ciągle szukający Le Clezio, którego korzenie wyrastały już w wielu miejscach do tego rodzice pisarza, pochodzący również z Mauritiusa. Ta książka mnie wzruszała wielokrotnie, ale choć jest smutna przez to, że uświadamia naszą małość, nasz zepsuty byt i to, że tym zepsuciem zaraziliśmy cały świat, to jest piękna i daje nadzieję, że zawsze można coś naprawić, odkryć. Rewolucje uświadamiają, że aby żyć musimy walczyć, musimy się buntować. Musimy prowadzić rewolucje, przemieszczać się i poszukiwać. To książka - droga, historia w ciągłym ruchu.
Kiedy patrzy się - bo czytelnik ma lepiej, gdyż widzi całą historię - nie można się nadziwić, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Jak często, nawet nie zdając sobie sprawy, przenosimy nasz kod genetyczny, nasze zwyczaje z pokolenia na pokolenia. Jak bardzo jesteśmy powtarzalni, choć jednocześnie tak różni. To powieść pełna faktów historycznych, jednak czarująca i niepowtarzalna. Książka, której bohaterów tak szybko się nie zapomina. Wręcz utrwalają się oni do tego stopnia, i stają się tak żywi, że można złapać się na poszukiwaniach ich wśród mijanych mężczyzn.

"Afrykanin" - Jean-Marie Gustave Le Clezio

   Nieznany, a jednak tak bliski ląd - Afryka. Ojciec - tak bliski, a jednak tak całkowicie obcy człowiek. Pierwsza z przeczytanych przeze mnie powieści Le Clezio i od razu tak intymne zwierzenia. O Afryce baśniowej, brzmiącej dźwiękiem swojskich bębnów i otulonej przyjaznym słonecznym żarem; o tym sercu ziemi pisze Noblista w swej powieści autobiograficzno-genealogicznej. Jednocześnie, unoszony na falach wspomnień tropi każde wgniecenie trawy uczynione butem swego ojca na tym lądzie, który on ukochał niczym własne dziecko.


















   Słodko-gorzka podróż sentymentalna Le Clezio w poszukiwaniu zrozumienia  dla świata, ojca a przede wszystkim siebie rozpoczyna sie głęboką refleksją dotyczącą więzi rodzinnych:
   "Każda istota ludzka bierze się z jakiegoś ojca i jakiejś matki. Można ich nie uznawać, nie kochać, można w nich zwątpić.  Ale oni istnieją, mają twarze, poglądy, maniery i nawyki. Istnieją ze swymi złudzeniami i nadziejami (...) i to wszystko przechodzi na nas."**
Na całość recenzji zapraszam do mnie: Kartek szelest.

20.01.2011

"Muzeum niewinności" Orhan Pamuk


"Opowieści mające szczęśliwe zakończenie nie zasługują bowiem na więcej niż kilka zdań!" to zdanie które znajdujemy na 659 stronie powieści. I dlatego właśnie ma ona ponad 700 stron. "Muzeum niewinności" zaczyna się od romansu, jaki nawiązuje się między głównym bohaterem, który właśnie ma się zaręczyć, 30-letnim Kemalem, a jego daleką, "ubogą kuzynką" Füsun. Z ich regularnymi spotkaniami trwającymi zaledwie półtora miesiąca mamy do czynienia na pierwszych 200 stronach. Potem nie dzieje się nic...

Nic, co można byłoby opowiedzieć bez odwoływania się do zapachów, kolorów, kształtów, spojrzeń i, przede wszystkim, przedmiotów.

Po resztę wrażenio-cenzji zapraszam tutaj

19.01.2011

"Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu" Buck Pearl S.

wydawnictwo: Muza
język oryginału: angielski
stron: 176
ocena ogólna: 5,5/6
ocena wciągnięcia: 6/6

Jedyne czego żałuję po czytaniu tej książki, że nie była ona moją własną. Tak cudownych powieści nie powinno się czytać, kiedy samemu się ich nie posiada.

Sytuacja dzieje się w Chinach. Państwo środka ma nie o tyle nad wyraz, ale nawet wygórowane pojęcie o tradycyjnym zachowaniu chińczyków. Ściśle obowiązujące reguły dobrego wychowania obejmują naród od wczesnych lat, a szlachetnie urodzeni nawet nie śmią się temu sprzeciwiać. Nauki z Zachodu są dla nich nie do przyjęcia, stronią od nich a w kwestii pomocy medycznej mają bardzo religijną metodę. Wierzą oni głęboko w bogów, których trzeba udobruchać i odprawić potrzebne rytuały by zapewnić ich przychylność. Wierzą też w duszę. Nie jest zbyt odbiegające od europejskich standardów, ale jednak jest bardziej interesujące.

Historie opisuje tutaj Chinka, Kwei-Lan, która opowie nam historię swojego życia w tak mało znanym okresie tego państwa, a także historię zmian w jej życiu pod wpływem męża, ciągnącego do nauk Zachodu.

Moja niewiedza w tym zakresie bardzo mnie rozczarowała, a przecież Chiny to tak intrygujące państwo. Chociaż kraj to tor poboczny warto jednak przyjrzeć się i jemu. Ważniejszym elementem są relacje międzyludzkie tak tutaj charakterystyczne. Kontakt rodzic-dziecko jest tutaj znikomy.

Najbardziej zaintrygowała mnie matka Kwei-Lan, która dla "dobrej twarzy" nakazuje córce czy synowi rzeczy, który nie są w ich interesie. Córce od początku wpoiła do głowy "odpowiednie" zachowanie. Kwei jest więc uległa, milczy, kiedy mówi do niej mężczyzna, nie sprzecza się, nie wnosi swojego zdania, a męża uważa za pana. Zaś jej brat przeciwstawił się tym regułom i pojechał do Ameryki. Od tego czasu matka notorycznie karze mu wracać i poślubić córkę pewnego rodowitego chińczyka. Zupełnie jak siostra, brat ma się podporządkować obyczajom i nie przynosić wstydu. Szkoda tylko, że przez wzgląd na takie tradycje matka zaniedbała tak ważne relacje z dziećmi. Chociaż można zaobserwować jakąś troskę płynącą z jej czynów, nie daje ona żadnego wyboru swoim dzieciom. Nauczyła je podstawy chińskiej, ale zapomniała, że każdy ma swój bagaż, z którym wędruje przez swoje życie.

Inna ciekaw relacja to brat-siostra. W dzieciństwie idealna, jak papużki nierozłączki. Następnie tradycja zabrała Kwei brata do apartamentów ojca. Od tamtej pory niewiele z nim rozmawia i tym bardziej na początku nie może pojąć zachowania brata. Z biegiem czasu, dzięki nowoczesnemu mężowi, odkrywa głębsze intencje rodzeństwa i staje w jego obronie. Piękne chwile są te, kiedy oboje na nowo budują własne więzi na wspólnych potrzebach.

Na końcu, chociaż intrygująca, relacja ojciec-matka. Ojciec Kwei, również tradycjonalista, ma kilka nałożnic. Z każdą z nich ma swoje dzieci, każdą kiedyś obarczał uczuciem, teraz tylko daje ich mieszkanie, jedzenie i status nałożnicy. Intrygujące jest to, że matka z "dobrą twarzą" obojętnie do tego podchodziła. Przecież żadna kobieta nie zniesie takiego upokorzenia. Dzielenie się mężem z inną kobietą? Żałuję, że nie ma w tej powieści wieloosobowej narracji. Tak ciekawa postać matki powinna zostać oddana w inny sposób. Jej motywy zainteresują pewnie wielu czytelników.

W książce cudowny jest język, forma, opowieść. Chociaż mogłaby być lepiej snuta, nie narzekam, gdyż i tak mnie urzekła.  Wiele wątków jest tutaj poruszonych, a taką małą ma objętość.

Polecam każdemu, kto chciałby choć trochę przybliżyć sobie Chiny z okresu XX wieku. Każdemu, kto lubi odrobinę historii w pigułce. Tradycjonalistom, aby ujrzeli innych, podobnych do siebie. Wolno myślących, aby docenili nienarzuconą wolę. Gratka dla moli, ciekawa dla pobieżnych oglądaczy. Jednym słowem - warto.

Recenzja zamieszczona wcześniej na moim blogu - Wykredowana

17.01.2011

Tutaj - Wisława Szymborska




Średnio znam się na poezji, ale Szymborska zachwyca mnie za każdym razem. O moich wrażeniach można przeczytać tutaj.

16.01.2011

"Gawędziarz" - Mario Vargas Llosa

    Książki Llosy lubię i to bardzo. Ilekroć sięgnę po jego książkę, autor nieodmiennie mnie czymś zaskakuje, ukazuje swoje inne oblicze twórcze; niczym królika z kapelusza wyciąga całkiem dotąd nieLlosowką w moim przekonaniu tematykę i świetnie się porusza w przestrzeni tworzonego przez siebie świata. Podbija przy tym moje czytelnicze serce za każdym razem od nowa. Był już Llosa-romantyk ("Pochwała macochy"), był Llosa-autor kryminałów ("Kto zabił Palomina Molero?"), teraz przyszła pora na noblistę etnologa...

Powieść to przede wszystkim głębokie studium mitologii macziguengeńskiej: ich wierzeń, przesądów, podań kosmologicznych, prób interpretacji świata. Mnie to wciągnęło bez reszty. To świat iście baśniowy, magiczny, fantastyczny, choć niejednokrotnie przerażająco brutalny i niezrozumiały w swych twardych i absurdalnych, zdawać by się mogło regułach, dla ludzi uwikłanych w cywilizację. 
   Na całość recenzji zapraszam do mnie: Kartek szelest.

15.01.2011

"Opowiadania" Thomas Mann

PROZA, PROZA W MISTRZOWSKIM WYKONANIU!
"Opowiadania" to wybór 14 utworów, krótkich form w twórczości Manna.
1. Upadła
2. Młody pan Friedemann
3. Pajac
4. Luizka
5. Szafa. Historia pełna zagadek.
6. Tristan
7. Tonio Kroger
8. Z rodu Walsungów
9. Anegdota
10. Katastrofa kolejowa
11. Śmierć w Wenecji
12. Pan i pies
13. Nieład i wczesna udręka
14. Mario i czarodziej

Opowiadania w tłumaczeniu Marii Kureckiej Leopolda Staffa i Witolda Wirpsza). Powiem od razu, że lektura niełatwa, bo język Mistrza, w całej swej doskonałości, do przyjaznych czytelnikowi nie należy. Nie przebrnie przez opowiadania ktoś, kto poszukuje wartkiej akcji, zawiłej fabuły i napięcia. Nie na to postawił autor. Przedstawił  plejadę postaci targanych  wątpliwościami, namiętnościami. Bohaterowie Manna są postaciami tragicznymi, borykają się ze świadomością, że coś w życiu tracą, że przegrywają, ale wciąż poszukują. Nie ma tu prostych odpowiedzi ani nasuwających się rozwiązań. Nie ma też bezpośrednich pytań. Jest mnóstwo refleksji, filozofii, niepokoju umysłu i ducha.Szczególnie późniejsze opowiadania Manna wyrażają obawy, co do przyszłego oblicza świata - obawy, które okazały się zupełnie słuszne w obliczu mającej nastąpić II wojny światowej.  

Powolna, miejscami jakby od niechcenia prowadzona narracja, w której widoczne są tendencje i wpływy wielkich francuskich powieści Stendhala, Flauberta czy rosyjskich mistrzów XIX wieku. Między wierszami mówi o ograniczoności ludzkiego istnienia, o jego miałkości. Jest tu także refleksja o skończoności rzeczy, o przemijaniu i oczywiście o śmierci. Motyw śmierci to obsesja Manna. Wydaje się być swoistym "idee fixe" tego pisarza. U Noblisty to właśnie ona jest wybawieniem i lekarstwem na wszystko. W przeciwieństwie do miłości, prawie wszyscy jego bohaterzy cierpią z powodu tego uczucia. Mało tego, właśnie przez miłość, nikt nie jest szczęśliwy i zawsze ponosi klęskę.  Godne podkreślenia są jeszcze opisy. Też chyba obsesja Manna. Bardzo dokładne, plastyczne i ujmujące - opisy wszystkiego: postaci, przeżyć wewnętrznych, krajobrazu,  miejsc (szczególnie piękny opis Wenecji, gondolierów, mieszkańców).   

Realizm w opowiadaniach wydaje się oczywisty, natomiast naturalizm objawia się właśnie w drobiazgowości pisarza, który nie szczędzi najmniejszych szczegółów. Naturalizm to także biologizm, determinizm i instynkty, którymi kierują się bohaterzy Manna.  

Zbiór trochę obszerny (590 stron), dlatego całość może trochę znużyć. Ale czytając pojedyncze opowiadania, jako przerywnik miedzy innymi pozycjami, na pewno zachwycą i oczarują. Poza tym opowiadania takie jak: "Upadła", "Młody pan Friedemann" (moje ulubione), czy "Tonio Kroger", "Śmierć w Wenecji" (klasyka), "Mario i czarodziej" warto znaćPolecam wszystkim, kto spragniony jest wycedzonego w najmniejszych szczegółach języka (tutaj żadne słowo nie jest przypadkowe), do lektury skłaniającej do pracy umysłowej i - pewnej melancholii, zadumy.  

recenzja też na moim blogu zapraszam

Ja i Nobliści

Wstyd się przyznać, ale moje spotkania z noblistami są dość mizerne, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości. Oczywiście znam dorobek pisarski Polaków (czytałam Sienkiewicza, Reymonta, Szymborską i Miłosza). Jeśli chodzi o pozostałych to lista jest krótka:

Rudyard Kipling "Księga dżungli"
Hermann Hesse "Wilk stepowy"
Ernest Hemingway "Stary człowiek i morze" 
John Steinbeck "Na wschód od edenu"
Albert Camus "Dżuma"
Gabriel Garcá Márquez  "Sto lat samotności"
William Golding "Władca much"


 Jeśli chodzi o plany, to skupię się na razie na noblistach niemieckich i rosyjskich.

13.01.2011

Genitrix- Francois Mauriac


Zaczyna się przerażająco- młoda kobieta, Matylda, rodzi przedwcześnie martwą dziewczynkę. W trakcie porodu wdaje się zakażenie, które u niej przybiera formę galopującą. Matylda jest sama w pokoju i walczy z kolejnymi falami gorączki, osłabienia, halucynacji. Nikt do niej nie zagląda, nikt nie udziela pomocy.
W tym samym czasie, niemal tuż obok, jej mąż, 50- latek Fernand i jego matka, spokojnie jedzą kolację, następnie siadają sobie przy kominku, przepisują cytaty z klasyki do zeszytu Fernanda, po czym późnym wieczorem mama odprowadza swojego synka za rączkę do łóżka, całuje w czółko i usypia...
Dopiero wieczorem stara kobieta (tylko ona) zagląda do, będącej już wtedy w agonii Matyldy...

Jak zakończy się ta historia? Co doprowadziło do tej sytuacji. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o tym wstrząsającym studium chorej miłości matki do syna zapraszam Tu.

09.01.2011

"Tutaj" czyli "Here" Wisławy Szymborskiej

Zostałam zaproszna do zrecenzowania najnowszego tomika wierszy naszej Noblistki i odkryłam jej wiersze na nowo. 


Ten, moim zdaniem, najlepszy z tego tomiku zamieściłam na moim blogu. Tam też znajdziecie więcej o tym tomiku.


Zapraszam na mój blog pod nową nazwą Wielokropek

Herta Muller "Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie"


Książka ta jest krótką opowieścią o życiu mniejszości niemieckiej w Rumunii. Ta mniejszość ukazana jest na przykładzie małej rumuńskiej wioski, której mieszkańcy zostali pozostawieni sami sobie, bez wsparcia i opieki, poniżani przez władzę, która jest reprezentowana choćby przez milicjanta czy kobietę z poczty, czuje się wszechwładna i nieograniczona w swych żądaniach. Zbiera haracz w postaci ciał młodych dziewcząt czy zboża lub kur. A za co ten haracz? To wszystko po to, by otrzymać swój wymarzony paszport do niemieckich stron. Marzenia o jego zdobyciu podporządkowuje się wszystko.
Nastrój powieści buduje jej forma. Napisana jest prostym językiem w postaci krótkich zdań o nieskomplikowanej budowie.
Nie jest to jednak lektura łatwa ani przyjemna. Raczej trudna w odbiorze.

01.01.2011

Ta trzcina żyje - Pearl S. Buck

To moje pierwsze spotkanie z noblistką Pearl Buck. Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej jej powieści, chociaż niektóre jej dzieła zostały wydane w Polsce bardzo dawno temu. Tytuł "Spowiedź Chinki" obił mi się gdzieś o uszy, to jednak nie czytałam. Dziś "Spowiedź Chinki" została wznowiona przez wydawnictwo Muza pod tytułem "Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu". Musiałam się naszukać, żeby do tego dojść!


Reszta recenzji znajduje się na moim blogu Czytam więc jestem - serdecznie zapraszam!

Znów ta miłość, Doris Lessing

W.A.B., 2009

Liczba stron: 444

Sara ma 65 lat. Od dawna jest wdową. Od dawna jest samotna, choć nie czuje się osamotniona, ponieważ wciąż jest aktywna zawodowo. Zawód Sary jest jej hobby - wraz z grupą przyjaciół prowadzi teatr, który każdego roku przygotowuje kilka premier. Dzieci Sary mieszkają daleko od niej, dobrze im się powodzi w życiu. Sara pomaga swojemu bratu i bratowej w wychowywaniu bratanicy Joyce, która od dziecka odstawała od swoich rówieśników, a wyrosła na trudną, nieprzystosowaną do życia młodą kobietę eksplorującą najciemniejsze sfery Londynu.

Lato 1989 roku przyniesie Sarze mnóstwo wrażeń, zapomnianych namiętności i porywów, a zarazem dostarczy bólu złamanego serca, rozterek oraz wewnętrznego niepokoju...

Ciąg dalszy TUTAJ