08.12.2011

Piąte dziecko Doris Lessing

Piąte dziecko jest moim pierwszym spotkaniem z noblistką.
Bohaterowie powieści, Harriet i David Lovattowie, są idealną parą. Są inni, niż otaczający ich ludzie, inni niż ich znajomi, a nawet inni niż członkowie ich rodzin. Żyją nieco na uboczu świata, nie interesują ich spotkania towarzyskie, przelotne związki, robienie kariery, gromadzenie dóbr materialnych. Są tradycjonalistami; jak związek to monogamiczny, jak rodzina to wielodzietna, jak siedlisko to duży dom. Pobierają się i realizują swój plan; kupują dom, za który kredyt spłacają rodzice, Harriet w przeciągu kilku lat rodzi czworo dzieci i wcale nie zamierza na tym poprzestać. Co roku organizują święta i wakacje dla coraz większej liczby członków ich rodzin. Ich dom jest wyjątkowym miejscem, w szalonych latach sześćdziesiątych wydaje się on oazą spokoju. I choć kolejne ciąże Harriet nie budzą entuzjazmu najbliższych, to ich rodzinne szczęście wydaje się niczym niezakłócone. Szczęście to jest jednak owocem egoistycznych decyzji Dawida i Harriet, gdyż, nie mając środków na zapewnienie utrzymania tak licznej rodziny żyją kosztem rodziców Dawida i matki Harriet. Idealna rodzina; mama, tata, czworo zdrowych i szczęśliwych dzieci. I rodzi się piąte dziecko.
Niestety, to dziecko jest inne, odmieniec, mały potworek, jak nazywają go najbliżsi. Ben jest niezwykle silny i dziki, zachowuje się jak człowiek pierwotny. Od chwili, kiedy Ben zabija domowe zwierzaki, a życie młodszych dzieci staje się zagrożone w domu narasta atmosfera grozy i koszmaru. Rodzina staje przed trudnymi wyborami. Od tej pory następuje rozkład szczęśliwego związku państwa Lovattów.
Książka porusza do głębi. Zastanawia, jak to możliwe, że w tej „idealnej” rodzinie nikt nie próbuje zrozumieć „inności” dziecka. Jak to możliwe, że rodzina i przyjaciele pozostawiają samym sobie zarówno Bena, jak i jego matkę. Wszyscy traktują dziecko wyłącznie, jako zagrożenie, które należy wyeliminować. Podobnie, jak wszyscy traktują matkę, jako tę, która nie pozwoliła na dalsze „normalne” funkcjonowanie rodziny, gdyż nie pozwoliła pozbyć się problemu.
Przerażająca jest samotność matki, która, jako jedyna próbuje walczyć o życie syna. Pozbawiona oparcia męża, rodziny, lekarzy nie jest w stanie dotrzeć do Bena, mimo podejmowanych prób. A nie jest w stanie, gdyż w jej relacji z dzieckiem zabrakło miłości. Przerażający jest ten brak uczuć w rodzinie. Rodzinie, która do tej pory wydawała się być ostoją normalności w szalonym świecie. Harriet podejmuje próbę ratowania dziecka, a robi to nie z miłości, której nie potrafi z siebie wykrzesać, a powodowana poczuciem obowiązku i wyrzutami sumienia. Nieudolnie, bezskutecznie próbuje pomóc synowi. Podobnie, jak Bena wszyscy traktują, jako zagrożenie, tak samo wszyscy traktują Harriet, jako tę, która odrzuciła czwórkę swoich dzieci, aby poświęcić czas odmieńcowi.
Przerażający jest także brak pomocy ze strony środowiska lekarskiego.
Piąte dziecko to także książka o granicach tolerancji. Tolerujemy odmienność, tak długo, dopóki nie czujemy się zagrożeni.
Książka napisana jest tak "na chłodno", z dystansem. Narratorka, jest tu beznamiętną obserwatorką. Myślę, że jest to zamierzone działanie autorki.
Książka nie daje gotowych odpowiedzi, a zmusza do przemyśleń. Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Podejmuje trudną tematykę. Muszę przyznać, że w pewien sposób mnie wciągnęła. Nie należy może do moich ulubionych książek, ale na pewno na długo pozostanie w pamięci.
Moja ocena książki 4/6

4 komentarze:

Karolka pisze...

To też była moja pierwsza książka jaką przeczytałam Doris Lessing. Poruszająca, czytałam jednym tchem. Aczkolwiek czegoś mi zabrakło. Może właśnie to ten dystans autorki, a może to, że skończyła się tak nagle, jakby w pół słowa..

guciamal pisze...

Karolka - jest kontynuacja, która podobno sporo wyjaśnia. Ja zamierzam przeczytać

Książkozaur pisze...

Ja też po raz pierwszy - i na razie jedyny - spotkałam się z Doris Lessing przy okazji tej lektury. Polecano nie czytać przed porodem, cóż, nie posłuchałam :) Ale nie wstrząsnęła mną jakoś szczególnie.
Na półce czeka jeszcze jedna książka Lessing, zobaczymy.

guciamal pisze...

To chyba dobrze, że nie wstrząsnęła. Niektórzy twierdzą, że jest namową do aborcji. Ja tego tak nie odbieram.