09.10.2012

Lato przed zmierzchem Doris Lessing


Mam dylemat. Chyba nie zrozumiałam tej lektury. Wydaje mi się, że wiem, co autorka chciała nam przekazać, ale moim zdaniem nie do końca mnie przekonała swoim pomysłem. Jest to kolejna książka, co do której przeczytałam kilka wielce entuzjastycznych recenzji (w stylu najlepsza książka, jaką przeczytałem/am), a która we mnie wywołała uczucia niezgody, sprzeciwu, znudzenia. 
Właściwie doczytałam do końca, wbrew sobie; jej lektura męczyła mnie okrutnie. Pomysł ciekawy, choć nie odkrywczy. Kate Brown, bohaterka, kobieta w średnim wieku, która zatraciła swoją osobowość, odłożyła na półkę dyplom wraz z perfekcyjną znajomością kilku języków obcych na rzecz bycia matką, żoną, gospodynią domową znajduje się na rozdrożu. Poszukuje punktu odniesienia, czegoś, co pozwoli jej nadać sens dalszej egzystencji, tak, aby kolejne lata nie były wyłącznie godnym starzeniem się; dbaniem o figurę, farbowaniem włosów, właściwym sposobem doboru strojów. Jaki sposób wybiera Kate, aby zmienić swoje życie? Najpierw decyduje się wziąć udział w międzynarodowej konferencji w charakterze tłumaczki, następnie wyjeżdża na urlop i wdaje się w romans (?) z dużo młodszym mężczyzną, po czym wraca i … no właśnie, czy odnajduje siebie sprzed lat, czy odnajduje sens - tego dowiecie się na kartach książki.

Życie głównej bohaterki było do tej pory strasznie powierzchowne, bo choć robiła wszystko perfekcyjnie, świetnie wyglądała, jej dom był dobrze utrzymany, mąż zadbany, dzieci wychowane, ona nie rozumiała, jak to się stało, że całe życie uciekało jej między palcami, że nie miała na nic wpływu, że została podporządkowana konwenansom, rodzinie, własnym przekonaniom na temat tego, co wypada, a czego robić nie wypada.

Mój sprzeciw budziła zarówno postać bohaterki, jak i pomysł książki, który moim zdaniem miał udowodnić, iż kobieta wyrzekająca się siebie na rzecz rodziny jest przez to obarczenie rodziną osobą niepełnosprawną. Streściłabym to założenie cytatem z książki „poczucie winy staje się definicją macierzyństwa”. Odebrałam książkę, jako próbę ukazania kobiety uwięzionej w roli matki, żony, gosposi, tyle, że moim zdaniem, często kobieta sama się w te kajdany zakuwa, aby usprawiedliwić swoją bierność i brak konieczności kierowania życiem. Jak łatwo potem mówić, że obowiązki domowe uniemożliwiły im samorealizację. A może przemawia przeze mnie mój brak akceptacji dla kobiet biernych i autodestrukcyjnych.  Ale może być też tak, że odebrałam tę książkę zupełnie niezgodnie z zamierzeniem autorki. Choć z drugiej strony jest też tak, że nie ma jednej książki, książek bywa tyle, ilu bywa czytelników.

Zaciekawia natomiast zderzenie wielości języków, które zna Kate z niemożnością porozumienia się z otoczeniem.

Nie było to moje pierwsze spotkanie z Noblistką. W tej chwili czytam Podróż Bena, będącą kontynuacją Piątego dziecka i przyznaję, że czytam z zainteresowaniem.

Moja ocena coś pomiędzy 4-/6 a 3+/6

5 komentarzy:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Ja najczęściej nie rozumiem tekstów Noblistów. Prosty facet jestem :-)

guciamal pisze...

Oj tam, nie bądź taki skromny :) Mnie się udaje niektóre zrozumieć, a może mi się tylko tak wydaje :(

Imani pisze...

Mam bardzo podobne odczucia:)

Zachecilas mnie tym "Benem", chyba to bedzie kolejna lektura tej Noblistki.

natanna pisze...

Większość Noblistów jest pewno nie strawienia, ale ta Angielka mnie zainteresowała.Muszę popytać o nią w bibliotece. Ciekawe natomiast jak się będzie czytał nowy Noblista, który pochodzi tym razem z Chin.

guciamal pisze...

Czy ja wiem, może za mało znam Noblistów, ale większość tych, których czytałam Steinbeck, Sienkiewicz, Reymont,Saramago bardzo mi się podobało. Dwie inne pozycje Lessing także były niezłe. Może najmniej zainteresował mnie do tej pory Le Clezio.