09.02.2012

Gunter Grass, Blaszany bębenek

Książkę Grassa przeczytałam już dobrych parę lat temu, jednak- mając w planach sięgnięcie po dalsze części "Trylogii gdańskiej"- postanowiłam przypomnieć sobie to dzieło, tym bardziej, że pożyczono mi ją w wersji audiobooka w interpretacji Z. Zapasiewicza, a zapamiętanym przeze mnie wrażeniem literackim był zachwyt.
Lektura oparła się dzielnie próbie czasu. Historia przedwojennego i wojennego Gdańska oraz kilku lat powojennych widziana oczyma Oskara Macerata, który zdecydował się być dla świata wiecznym trzylatkiem, zaskakuje czytelnika, prowadzi przez wydarzenia znane z podręczników historii i te, których wspomnienie skryło się jedynie w zabranym w czasie wysiedlenia do Niemiec albumie z rodzinnymi fotografiami bohatera.
Dla mnie osobiście najbardziej miarodajnym kryterium geniuszu literackiego jest umiejętność opisu w sposób nowatorski i zaskakujący czegoś, co opisywane było być może setki razy. W przypadku "Blaszanego bębenka" te kilka stron, które wystarczyłyby, by umieścić go na półce "dzieła wybitne" to opis nocy kryształowej, w którym niebagatelną rolę odgrywają "cztery koty, z których jeden nazywał się Bismarck".
Gorąco polecam!

2 komentarze:

pisanyinaczej.blogspot.com pisze...

Do tej książki wrócę za jakiś czas.

guciamal pisze...

Zupełnie nie znałam twórczości Grassa. Czytam właśnie Wróżby kumaka. Na pewno przeczytam i Blaszany bębenek, poza wszystkim ze względu na moje miasto. Z jaką przyjemnością czyta się o miejsca, które zna się tak dobrze, niemal mija codziennie, wtedy bohaterowie stają się bliżsi.