Tytułowa dżuma wybucha w miasteczku Oran. Zwiastują ją masowo zdychające
szczury, a gdy te znikną, na tajemniczą, śmiertelną chorobę zapada
coraz więcej ludzi. Epidemia pustoszy miasto i prowadzi do jego
zamknięcia. Wywołuje różne reakcje u ludzi, od obojętności do aktywnej
walki. Główny bohater, doktor Rieux, wiedziony poczuciem obowiązku
lekarza, stawia czynny opór dżumie i nakłania do tego innych.
Camus tworzy metaforę walki ze złem, a także obraz kojarzący się z
obozem koncentracyjnym czy samotnością i izolacją ludzi chorych.
Tytułową dżumę można interpretować na różne sposoby, jako wojnę, jako
zrządzenie losu, przed którym się nie ucieknie i które niszczy
człowieka, jako doktrynę, która bezgranicznie opanowuje społeczeństwo.
Ciekawe są opisy reakcji ludzi, bezradnych w obliczu tego, na co nie
mają wpływu, a co zagraża im w sposób bezpośredni.
Powieść napisana jest stylem reporterskim, bez emocji, bez zbędnych
opisów. Narrator po prostu relacjonuje to, co dzieje się w Oranie,
skutecznie hamując się przed osobistymi refleksjami czy ocenami.
Lektura trudna, przygnębiająca. Jednak warto się z nią zmierzyć nie tylko w liceum z racji obowiązku na języku polskim.
Notka ukazała się również na moim blogu.
16.10.2014
7.10.2014
"Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela" Sienkiewicz
"Biedny Michaś namiętnie i ślepo był przywiązany do matki, że zaś mu powiedziano, iż matka bardzo jest nieszczęśliwa i chora i że gdy on będzie jeszcze się źle uczył, to może ją dobić - więc chłopak drżał przed tą myślą i całymi nocami siadywał nad książką, byle tylko matki nie zmartwić".
"Z pamiętnika poznańskiego nauczyciela" to nowela z okresu pozytywizmu. Przedstawia losy jedenastoletniego Michasia, obarczonego ciężarem ponad siły. Chłopiec w żaden sposób nie mógł poradzić sobie z nadmiarem nauki, przesiadywał do trzeciej w nocy, a i tak otrzymywał złe oceny.
Więcej o nowelce - na moim blogu.
26.09.2014
"Bum!" Mo Yan
Ludzi jedzących mięso jest na
świecie więcej niż ziaren piasku na plaży, lecz tylko ja, Luo Xiaotong,
wyniosłem tę niską czynność do poziomu artyzmu. Gdyby złożyć razem całe
zjedzone mięso na ziemi i to, które miało być zjedzone przyszłości,
uzbierałaby się góra wyższa od Himalajów, lecz tylko mięso zjedzone
przeze mnie stanowiło część artystycznego popisu. [s. 425]
To
nie jest książka dla jaroszy. W grubaśnym „Bum!” (blisko 600 stron)
chyba na każdej stronie mowa jest o mięsie: jego spożywaniu albo wręcz
przeciwnie – o głodzie i tęsknocie za solidną wyżerką. Gatunek nie gra
roli, z braku wołowiny lub baraniny nada się psina, oślina i
wielbłądzina, w chwilach desperacji także kocina. W chwilach, kiedy
główny bohater, kilkuletni Luo Xiaotong, nie skupia myśli na jedzeniu
mięsa, pochłania go temat pokrewny czyli wytwarzanie tegoż. Czy może
zatem dziwić, że dzięki uporowi i bezczelności ten mały potwór trafił do
rzeźni w charakterze racjonalizatora produkcji? Raczej nie, w świecie
Mo Yana nie takie cuda się zdarzają.
__________________________________________________
Mo Yan, Bum!, przeł. Agnieszka Wulik, WAB, Warszawa 2013
Chiński noblista wymyślił
niebanalnego bohatera, osadził go w wiejskiej scenerii z końca ubiegłego
wieku i tak pokierował burzliwymi dziejami rodziny Xiaotong, aby
powstała obszerna powieść. Jak tłumaczy we wstępie i w posłowiu, „opowiadanie jest tu bowiem celem samym w sobie, głównym tematem, wyrazem myśli”.
Książka faktycznie imponuje objętością, widać w niej dbałość o formę
oraz treść, z lektury niestety nic istotnego nie wynika. Na nic ciekawa
dwutorowa narracja, na nic realizm magiczny w wydaniu chińskim oraz
nieźle zbudowane chwilami napięcie, skoro brakuje najważniejszego:
głębszych myśli. Ba! Nie warto nawet streszczać fabuły, bo sam autor
ujął ją w kilku słowach.
Być
może w Chinach obowiązują inne kanony pisarskie i wydłużanie powieści
poprzez mnożenie bohaterów oraz epizodów jest na porządku dziennym. Dla
mnie „Bum!” pozostanie egzotyczną wydmuszką, która początkowo zaciekawia
i sprawia frajdę, ale ostatecznie trafia do lamusa. Mimo obiekcji za
jakiś czas zaryzykuję kolejne spotkanie z Mo Yanem.
__________________________________________________
Mo Yan, Bum!, przeł. Agnieszka Wulik, WAB, Warszawa 2013
18.09.2014
"Zrozumieć życie" Nadine Gordimer
W powieści Gordimer najbardziej podobał mi się tytuł. I okładka. Reszta przemknęła obok mnie. Wprawdzie historia Paula Bannermana, ekologa, który po zachorowaniu na raka tarczycy oraz kuracji jodem, przebywa w domu rodziców, by zaoszczędzić żonie i trzyletniemiu synkowi promieniowania, wydaje się na pozór być ciekawa ale właśnie tylko początkowo. Akcja powieści rozpina się w czworoboku, tworzonym przez Paula, jego żonę Berenice oraz jego rodziców Adriana i Lyndsay.
Żadna z tych postaci jednak nie przyciąga uwagi czytelnika na tyle, by zdążył poczuć do niej sympatię. Oczywistym jest, że tytuł i sens powieści odnosi się do zmian w życiu czy też do szukania jego sensu przez każdą z tych osób. Po krótkiej rekonwalescencji Paul wraca do pracy, a jego działania koncentrują się na chronieniu rzeki Okawongo, gdzie wielki australijski koncern chce rozpocząć wydobywanie surowców. Berenice, odnosząca sukcesy w agencji reklamowej, pragnie drugiego dziecka, a stojący u progu emerytury Adrian i Lyndsay odbywają brzemienną w skutki podróż do Meksyku. Sporo tutaj wydarzeń, które jednak nie mają najmniejszego wpływu na dynamikę akcji. Wszystko dzieje się obok bohaterów, którzy wydają się być zamknięci w swoich kokonach.
I chociaż noblistka porusza tutaj wiele istotnych tematów, takich jak ekologia, ochrona natury, współżycie białych oraz czarnych, czy dzieci zarażone wirusem HIV, to nie odczuwam, by te tematy zostały pogłębione lub by czytelnik został zachęcony do refleksji.
Także styl autorki nie trafił w mój gust. Wprawdzie jego surowość dobrze komponuje się ze sposobem przedstawiania świata i mimo że wyjątkowo lubię krótkie, dosadne zdania, to tutaj miałam wrażenie, że ślizgam się po słowach, nie sięgając ich głębi.
14.09.2014
"Życie mrówek" Maurycy Maeterlinck
Gdyby nie fakt, że Maeterlinck jest noblistą, nigdy w życiu nie sięgnęłabym po tę książkę. Jakimś cudem mrówki niekoniecznie znajdują się w centrum moich zainteresowań, no chyba, że maszerują przez środek mojego pokoju, co w Portugalii zdarza się dość często.
Belgijski noblista napisawszy książki o życiu pszczół i termitów zainteresował się mrówkami, jego zdaniem, najbardziej inteligentnymi owadami. Ta niewielka pozycja analizuje życie mrówek, we wszystkich jego aspektach, Maeterlinck nie zapomina o ich różnorodności, biorąc na warsztat różne gatunki. Autor powołuje się na badania licznych myrmekologów, uzupełniając je własnymi spostrzeżeniami, często stricte filozoficznymi. Ze słów noblisty wyczytać można ogromny respekt i fascynację tymi owadami, szczególnie porównania ze światem ludzi wypadają na korzyść mrówek:
"W świecie ludzkim szczęście jest przede wszystkim negatywne i pasywne; czujemy się szczęśliwi wówczas, gdy nie cierpimy. U mrówek jest ono uczuciem pozytywnym i czynnym, jak gdyby pochodziło z jakiejś innej planety. Fizycznie, czy organicznie, mrówka czuje się szczęśliwą wówczas, gdy uszczęśliwia wszystkich naokoło siebie."
Z ciekawością przeczytałam tę szczupłą książkę, aczkolwiek nie odnalazłam w niej znamion geniuszu na miarę noblisty. Lekturę umiliły mi świetne ilustracje Katarzyny Słowiańskiej - nie spodziewałam się po tej niepozornej publikacji aż tak udanego wydania.
13.09.2014
"Spadkobiercy" William Golding
Aż wstyd się przyznać ale nie znam słynnego Władcy much, a po lekturze Spadkobierców nie jestem pewna czy sięgnę po tę najbardziej znaną powieść noblisty.
Zdaję sobie sprawę, że treść tej książki na pewno jest odmienna, ale nie przekonał mnie styl Goldinga.
Spadkobiercy to niewielka powieść, opisująca życie Neandertalczyków, którzy przemieszczają się na zamieszkiwane przez nich latem tereny. Już podczas wędrówki zauważają, że coś nie zgadza. Okazuje się, że przez obszar wokół ich jaskini oraz pobliskiego wodospadu przemieszcza się grupa ludzi. Jej członkowie są bardziej liczni, a przede wszystkim stoją na o wiele wyższym szczeblu ewolucyjnym. Nie tylko różnią się wyglądem i budową ciała, ale umiejętnościami. Władają łukiem, nie boją się wody, potrafią budować łodzie, znają działanie alkoholu.
Neandertalczycy są bardziej związani z naturą, o ile w przypadku prehistorii w ogóle można stosować takie rozróżnienie, bardziej lękliwi i zacofani. Równocześnie ważna dla nich jest grupa, więzi, mają swoistą religię, hierarchię oraz mocno rozwinięte zmysły takie jak węch czy wzrok.
Przez jedenaście rozdziałów to właśnie Lok, jeden z Neandertalczyków jest narratorem. Golding przedstawia świat jego oczyma. Nie przeczę, że to najlepszy element tej powieści. Czytelnik podąża za Lokiem, rozumie jego sposób pojmowania świata i czuje do niego sympatię. Nowi ludzie wydają się być brutalni, krzykliwi, niezorganizowani, mimo to fascynują Loka i jego towarzyszy, wzbudzają lęk i równocześnie przyciągają. Spotkanie z nimi skończy się dla słabiej rozwiniętej grupy tragicznie.
Nowi ludzie otrzymują prawo głosu dopiero w ostatnim rozdziale, w którym okazuje się, że także oni odczuwają lęk i niepewność.
Powieść Goldinga jest alegorią świata współczesnego. Współczesnym społeczeństwem rządzą podobne mechanizmy. To gorzka refleksja, ukazująca człowieka jako stworzenie chciwe, żądne władzy i brutalne.
Mimo że fabuła Spadkobierców nie jest nudna, noblista nie zbudził we mnie zachwytu swoją prozą, przede wszystkim nie zmusił do głębszych przemyśleń, nie zaskoczył innowacyjnym stylem czy spojrzeniem na świat.
9.09.2014
Henryk Sienkiewicz - Bez dogmatu
Wyjątkowo wkurzający główny bohater, ma się ochotę go kopnąć (wiadomo w
co) i patrzeć, czy daleko poleci. Sienkiewicz przeniósł mnie w czasy
sprzed 10-15 lat, kiedy to z koleżankami roztrząsałyśmy kolejne ciężkie
przypadki związkofobów i innych facetów nieadekwatnych. Jak się okazuje -
nic nowego pod słońcem, a kryzys męskości nie jest wcale wymysłem XXI
wieku. Książka zdecydowanie do odkurzenia i odkrycia na nowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





