02.04.2012

Grona Gniewu John Steinbeck


Widziałem przyjście Pana: płaszcz chwały go odziewał. I z takiej szedł winnicy, co rodzi grona gniewu.



Kolejne spotkanie z prozą Steinbecka utwierdza mnie w przekonaniu, że Steinbeck wielkim pisarzem był.
Uniwersalizm treści, wnikliwa obserwacja, prosty język, wspaniałe typy postaci wszystko to sprawia, że ponad 700 stron powieści (a w moim przypadku ponad 21 godzin słuchania) przemija zbyt szybko.
Opublikowane w 1939 roku „Grona gniewu” to historia ubogiej, rolniczej rodziny Joadów zmuszonej do opuszczenia rodzimej Oklahomy i wyruszenia do mlekiem i miodem płynącej krainy, do Kalifornii. Akcja powieści toczy się w czasach wielkiego kryzysu gospodarczego. Grona gniewu można nazwać powieścią drogi, bowiem bohaterowie cały czas przemierzają drogą nr 66 ogromne połacie przestrzeni Stanów, tylko na chwilę zatrzymując się, aby zarobić parę centów na chleb, mięso, czy benzynę.
Joadowie, którym bank zabrał dom i ziemię opuszczają miejsce, którego nie opuszczali od urodzenia, miejsce na które pracowali i o które bili się ich przodkowie. Dzięki ulotkom dowiadują się, iż na takich, jak oni czeka praca przy zbieraniu owoców, trzeba tylko przejechać dwa tysiące mil. Ulotki mamią wizją szybkiego i łatwego zarobku. Cała dwunastoosobowa rodzina wraz z pastorem pakuje swój dobytek na pakę ciężarówki i rusza w poszukiwaniu swego miejsca na ziemi. Niestety rzeczywistość okazuję się niezwykle okrutna. Podróż jest ciężka i niebezpieczna, mieszkańcy ziem, przez które przejeżdżają są wrogo do nich nastawieni, a właściciele ogromnych plantacji owoców czy bawełny płacą za ciężką pracę tyle, że nawet nie można z tego wyżyć.

Lękajcie się jednak czasów, w których nie spadają bomby, a żyją miotający je ludzie, każda bowiem zrzucona bomba świadczy o tym, że duch jeszcze nie zamarł. I lękajcie się czasów, gdy ustaną strajki, a żyć będą bogaci obszarnicy, każdy bowiem, najmniejszy nawet, przegrany strajk jest dowodem, że zrobiono ów krok naprzód. I jeszcze jedno należy pamiętać: lękajcie się czasów, gdy człowiek nie zechce cierpieć i umierać dla idei, bo ta właściwość jest podstawą człowieczeństwa i tylko ona tworzy człowieka, wyróżniając go pośród innych stworzeń na ziemi.

Grona gniewu poruszają tak wiele zagadnień, że nie sposób opowiedzieć o wszystkich. Gdybym miała napisać jednym słowem, o czym jest ta powieść napisałabym, że o życiu. Gdybym bowiem napisała, iż jest o walce z przeciwnościami losu, o filozofii przetrwania, o rodzeniu się małych społeczności, o wyrywaniu ludzi z miejsca urodzenia, o dysproporcjach pomiędzy bogatymi i nędzarzami, o poczuciu sąsiedzkiego braterstwa, o niszczeniu relacji międzyludzkich przez pieniądz, o zamianie tradycyjnego patriarchatu w matriarchat, o tym, jak wiele człowiek jest w stanie znieść, zanim grona pękną i wypuszczą sok, to nie napisałabym nawet połowy zagadnień poruszonych w powieści.
Ludzie uciekają od grożących im okropności i oto dziwne przydarzają im się rzeczy - niekiedy gorzkie i okrutne, a niekiedy tak piękne, że rozpalają niegasnącą wiarę w człowieka.
Steinbeck porusza w powieści bardzo ważne zagadnienia, ale jak je porusza. Po raz kolejny (po „Na wschód od Edenu”) miałam okazję podziwiać genialny warsztat literacki. Ważne prawdy autor przekazuje niezwykle prostym, ale pięknym językiem. Przy czym powieść pełna jest symboliki, której odczytywanie daje sporo radości (żółw, którego wciąż ktoś zawraca z drogi, psujące się owoce – z wierzchu piękne, a w środku nadgniłe, scena finałowa z nakarmieniem umierającego). Powieść ma silnie antykapitalistyczny wydźwięk. Przeciwstawia potęgę bogactwa słabości człowieka biednego, z drugiej strony pokazując siłę tego ostatniego. Pokazuje mechanizm systemu opierającego się na nieuczciwości, wyzysku, pazerności, oszustwie (mechanizm działania banków, reklamy, sprzedaży). Jednym z budzących największą sympatię bohaterów powieści jest były kryminalista, który ma na sumieniu ciężką zbrodnię (zabójstwo).

Wszyscy zadają sobie to samo pytanie. Ku czemu idziemy? A mnie się zdaje, że do niczego nie idziemy. Zawsze tylko jesteśmy w drodze. Idziemy i idziemy.


Kurcze, jakie to proste, a jakie prawdziwe.
„Grona gniewu” obfitują we wspaniałe postacie bohaterów, i to nie tylko pierwszoplanowych. Mamy tu całą plejadę niezapomnianych postaci i wyznawanych przezeń filozofii życiowych; od pastora Casy`ego zaczynając z jego filozofią zwątpienia, poprzez silną, scalającą rodzinę matkę, słabego, bezwolnego ojca, a na postaci zmuszonego sprzedawać najgorszy towar za najwyższą cenę sprzedawcy kończąc.
Lektura tej powieści nie powinna nikogo pozostawić obojętnym. Myślę, że niejeden czytelnik zaciskał pięści podczas czytania gotów rozprawić się z niesprawiedliwością tego świata. No i zaskakujący finał. Chyba nie tylko ja czekałam, aż nabrzmiałe grona gniewu pękną. Czy pękły? Tę książkę trzeba przeczytać. I niech nikogo nie zraża jej objętość. Lektury warta jest każda stronica i każde zdanie. Grona gniewu skłaniają do refleksji, a jednocześnie uwrażliwiają, a lektura jest prawdziwą przyjemnością.

Ocena – nie może być inna 6/6

2 komentarze:

fifek pisze...

Dlaczego słuchasz, a nie czytasz? Brak czasu? Zatem kiedy słuchasz: w autobusie, aucie, na rowerze? No bo chyba nie w łóżku? Bo czemu wtedy nie czytać?

guciamal pisze...

Sory, że tak późno odpowiadam. Pewnie już tu nie zajrzysz, ale .. słucham w autobusie, tramwaju, w drodze, podczas zakupów, gotowania obiadu, sprzątania. Korzystam ze wszystkich form lektury; słucham, czytam papierowe książki i ebooki.