08.10.2009

Herta Müller: Sercątko


Na biblionetce jest opcja do oceniania przeczytanych przez siebie książek. Niestety, nie wszystkie książki mieszczą się w oferowanej skali ocen. Bo jak ocenić książkę, którą się przeczytało i nie chce się już nigdy do niej wrócić, bo nas przeraziły?
Tak właśnie ma się rzecz z „Sercątkiem” Herty Muller. Jest to utwór zapadający w pamięć, bardzo mroczny i przerażający. Pani Muller urodziła się w Rumunii i tam spędziła dzieciństwo i młodość w środowisku niemieckiej mniejszości narodowej. Jej pierwsze utwory zostały objęte zakazem publikacji. Pisarka, prześladowana przez władze, musiała wyemigrować do Niemiec. Z doświadczeń jej dzieciństwa i młodości powstało „Sercątko”.

Rzecz dzieje się w Rumunii za dyktatury Ceausescu. Z maleńkiej wsi do miasta na studia przyjeżdża dziewczyna, której ojciec w czasie wojny był ssmanem. Stąd wysnułam wniosek, że jej rodzina musiała być pochodzenia niemieckiego. Pomogła mi w tych domysłach notka z okładki, ponieważ lektura nie należy do najłatwiejszych i mało w niej oczywistych faktów i podanych wprost informacji. Główna bohaterka mieszka w akademiku w jednym pokoju z dziewczyną, która popełniła samobójstwo. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja. Jak było w rzeczywistości? Tego nigdy nikt nie powiedział.

Trzech chłopaków i nasza narratorka spotykają się po śmierci koleżanki i najczęściej milczą. Mało rozmawiają. Wciąż mają świadomość, że ich rozmowy są podsłuchiwane, listy do domów i od rodziny są czytane, każdy ich krok śledzony.


Nie jest to moje pierwsze spotkanie z książką o totalitaryzmie i strachu jednostki. Jednakże jest to pierwsza rzecz napisana tak poetyckim językiem o strachu, braku nadziei, niemocy. To dzięki tej poezji napisanej prozą dociera do nas bezmiar przerażenia bohaterów. Najsmutniejsza jest chyba ta apatia, brutalna ponura beznadzieja. Bohaterowie krążą wokół siebie, snują się przez własne życie w ciągłym strachu, nieufności do wszystkich i wszystkiego. Wszystko obraca się przeciwko nim. Nawet ich przyjaźń jest zaczątkiem posądzania o sodomię. Nie mają wsparcia w najbliższych, którzy są zmuszani przez władze do pisania fałszywych oświadczeń.

Absurdalność tego życia jest przerażająca. Po długim namyśle doszłam do wniosku, że ten surrealistyczny strumień świadomości spotęgował grozę sytuacji.

A zatem wracam teraz do pierwszego zdania niniejszej dysertacji. Jak ocenić tę książkę? Rewelacyjna? Ale, pod jakim względem? Chyba jedynie pod względem wrażenia, jakie po sobie pozostawia. Bardzo dobra? Nie, nie sądzę. Dobra? Za mało powiedziane. Przeciętna? W żadnym wypadku. Książka ta wymyka się wszelkim schematom i ocenom. Ja do niej na pewno już nie wrócę, ale jednocześnie mam świadomość, że nie zapomnę bohaterów ani atmosfery terroru. Nie jest to powieść, którą poleca się na wakacje ani na długie zimowe wieczory. Raczej studentom jako lekturę obowiązkową, nad którą będą sobie łamać głowy.


Książka nie jest ani łatwa, ani lekka, ani przyjemna. Jeśli ktoś lubi taki mroczny surrealizm, nie zawiedzie się. Ja nie lubię. Jednakże nie potrafię skrytykować takiej literatury.

Mam świadomość, że są zwolennicy tego typu utworów i oni się nie zawiodą. Bo wobec „Sercątka” nie da się przejść obojętnie. Albo komuś się spodoba i się zakocha i zostanie wiernym wielbicielem twórczości pani Muller albo będzie się odżegnywał od innych jej utworów rękami i nogami. Innej opcji chyba nie ma. Ja do jej fanklubu nie należę.
Powieść, tak jak życie tych młodych ludzi, jest duszna. Nie jest to lektura do poduszki. Zamiast nas wyciszyć po całym dniu, spowoduje, że nie będziemy mogli zasnąć.

Brak komentarzy: