27.10.2009

za głupia jestem by d-ocenić?

Już po raz nie wiem który trafia mi się książka autora wielokrotnie nagradzanego, książka nad którą większość czytelników wprost rozpływa się w pochwałach, a ja nie potrafię jej docenić. Zawsze tłumaczę sobie ten fakt tym, że moja znajomość literatury jest zbyt mała abym mogła wypowiadać się na tematy "wielkich", ale bywa czasem tak, że fabuła książki nawet do mnie nie przemawia, bo przecież nie muszę zaraz wdawać się w warsztaty, style i wartości ale chociaż bym chciała czasem aby mnie wciągnęło. Podobnie jest w przypadku "Hańby" Coetzee, o której teraz dopiero coś mogę napisać, bo czas, który sobie i książce dałam i tak nie zaowocował nowo odkrytymi wrażeniami. Jednak podobnie jak w przypadku Pamuka, Saramago i Coetzee ("Hańby") nie jestem na szczęście osamotniona w odmiennym odbiorze książki. Nie chciałabym rozpisywać się na temat tego co mnie NIE zachwyciło i czemu bo nawet nie potrafię podać mocnych argumentów Po prostu historia była jakich wiele a zarazem nijaka. Nijakość objawiła mi się w tym nad czym niektórzy recenzenci się zachwycają - niby normalność bohaterów, niby zwykła proza życia, ludzie jakich wiele - ok, owszem ale do mnie to nie przemówiło. Jakkolwiek początkowo "Hańba" przypominała mi Konające zwierze czy też Błękitnego anioła tak na początku się skończyło i dalej Coetzee mnie zawiódł (odwrotnie niż autorzy wspomnianych książek). I choć wiem bądź też domyślam się, co autor chciał przekazać czy też przekazał (tylko ja nie zauważyłam) to jednak nie pojmuję istoty i celowości przyznanej "Hańbie" nagrody (ale jak wspomniałam nie jestem osobą kompetentną do takich ocen). Aby samej się nie nakręcać i nie dręczyć własnym brakiem umiejętności czytania wielkich pisarzy poszukałam kilka podobnych w odczuciu recenzji i ku własnej radości takowe znalazłam. TU znajdziecie moją ulubioną recenzję Doroty Tukaj, pod którą podpisuję się również ja!

4 komentarze:

Anna Liwia pisze...

Podoba mi się Twój szczery głos i myślę, że takie głosy są bardzo potrzebne w dyskursie o książkach, szczególnie tych nagradzanych ważnymi nagrodami i tych, które "wszystkim się podobają" bądź "wszystkim się nie podobają". Może w czyimś wypadku jest właśnie inaczej i może jego głos też jest wartościowy, ponieważ wnosi coś nowego do danej lektury? Może przełamuje stereotypowe podejście? ("Słowacki wielkim poetą był"...?)
Na "Hańbę" mam ochotę od dłuższego czasu, nie wiem, dlaczego, tak po prostu. Dlatego z tym wiekszą ciekawością (i przyjemnością zarazem) podejdę do lektury, żeby sprawdzić, dlaczego mnie uwiodła, a dlaczego Ciebie zawiodła. Pozdrawiam serdecznie. P.S. chyba nie trzeba o sobie zbyt źle myśleć, gdy myśli się inaczej niż większość ;)

Annie pisze...

Książka przede wszystkim ma się podobać. A z gustem wiadomo, de gustibus non est disputandum. Ty nie polubiłaś "Hańby", ja ją pokochałam. Inni rozpływają się nad Hertą Muller, ja jej nie mogłam przetrawić. I tak jak wspomniała Anna takie głosy, jak nasze, są chyba bardziej miarodajne co do wartości dzieła, bo powszechne. Prócz krytyków literackich i literaturoznawców, tylko prawdziwi fascynaci rozeznają się we wszystkich ewentualnych smaczkach i nawiązaniach. Przynajmniej dla mnie, najważniejsza jest historia i jej bohaterowie. I to, czy mi się ją dobrze czyta, czy nie ;)

Moc pozdrowień!

Anna pisze...

I ja takie odczucia miałam przy czytaniu "Sercątka", podobne myśli i mnie towarzyszyły. Niby ciekawe, niby tematyka wyjątkowa ale nie przemawia....

moni pisze...

Dziękuję Wam Anny za Wasze głosy! - cieszę się, że moja "krytyka" została dobrze przyjęta (oczywiście mam na myśli krytykę w małym tego słowa znaczeniu - bo przecież wielkim krytykiem nie jestem). To raczej, jak napisała Anna Liwia "szczery głos", choć i taki cieżko napisać. No bo napisać, że coś się nie podoba i już to prosto ale czemu się nie podoba? I to mi trudno przyszło - bo tak na serio to ja nie wiedziałam (i do teraz nie wiem) co było nie tak z tą książką? Anno jak piszesz "niby ciekawe, niby tematyka wyjątkowa ale nie przemiawia" to jest właśnie TO, niby coś w tej Hańbie było (no bo tak równie denerwująco rozpoczynały się inne książki i do nich się nie zraziłam)ale gdzieś umknęło mi to coś!? I nawet wspomniana przez Annie historia mnie nie wciągnęła, jakby nie było powiązania, jakichś ogniw zespalających książkowe wątki? Nie wiem? Trochę mi szkoda, może kiedyś wrócę i odbiorę ją zupełnie inaczej? I ciekawa jestem Anno L czy Ciebie faktycznie "uwiedzie", a także ciekawa jestem jak odebrałabym H. Muller - Annie chyba spróbuję ? :)