29.07.2009

"Miasto ślepców" José Saramago


"Miasto ślepców" to historia epidemii, która po kolei ogarnia wszystkich mieszkańców miasta, a póżniej kraju. Pierwsza osoba zaraża najbliższych tylko przez krótki kontakt z nimi, aż epidemia rozprzestrzenia się na całe społeczeństwo. Pierwsi oślepli zostają internowani w byłym szpitalu psychiatrycznym. Okazuje się jednak, że żona jednego ze ślepych widzi, ukryła to, by móc towarzyszyć mężowi. Nie zdradza jednak tego faktu innym ślepych. Mimo braku wody i funkcjonujących urządzeń sanitarnych grupa ślepców jako tako radzi sobie. Po pewnym czasie dołączają do nich kolejni oślepli i warunki życia stają się katastrofalne - wszystko tonie w brudzie i smrodzie. Ponadto grupa ślepców przejmuje przydzielane racje żywnościowe, by czerpać z ich rozdzielania profity.
Od pierwszych stron zaskoczył mnie język Saramago - nigdzie nie widać wydzielonych graficznie dialogów, jednak dialogi w książce występują, wplecione są w długie zdania i sugerowane tylko użyciem mowy bezpośredniej. Potrzebowałam chwili, by przyzwyczaić się do tego sposobu pisania, a i niełatwo odłożyć na chwilę tak pisaną książkę. Dzięki temu zabiegowi jednak przykuwa wręcz Saramago czytelnika do swojej powieści.
Czas jednak zastanowić się w jakim celu taka powieść? Rozważać można ją na wielu płaszczyznach. Naturalnie najpierw śledząc akcję książki a równocześnie zachowania ludzkie wobec epidemii. Czytelnikowi nasuwa się wiele pytań - jak szybko człowiek przejmuje zachowania zwierzęce, jak istotny jest wzrok do normalnego funkcjonowania, czy możliwa jest organizacja państwa jeśli wszyscy są niewidomi, jaki sens ma takie życie, czy niewidomi mają jakąkolwiek przyszłość poza wegetacją i walką o pożywienie, jakie znaczenie ma miłość? Każde z tych pytań może być przycyznkiem do dłuższych rozważań.
Saramago nakreśla jednak także drugą płaszczyznę - państwa i społeczeństwa: oceniać można zachowanie państwa wobec początku epidemii, walka o przetrwanie i zachowanie organizacji państwowych, terror. Wiele z wypowiedzi niewidomych odnosi się właśnie do tych zachowań. Mnie akurat ta płaszczyzna mniej interesowała, bliższa jest mi jednak istota człowieka.
To zadziwiająca książka, niesamowitym jest dla mnie fakt samego pomysłu na taką alegorię i przede wszystkim ujęcia go w słowa tak, że powstała z niego blisko czterystustronicowa powieść. Całą akcję można przecież streścić w kilku zdaniach, a mimo to książka nie nudzi. Jestem pewna, że będzie dla mnie jeszcze powodem wielu rozważań i chętnie podyskutowałabym na temat jej treści.

3 komentarze:

Lilithin pisze...

Wiele słyszałam o tej książce i teraz się zastanawiam, czy nie będzie to kolejny noblista, którego poznam.

ktrya pisze...

Ja już miałam mieć książkę wypożyczoną, ale nadeszły wakacje i postanowiłam poczekać do września.

moni pisze...

jestem w trakcie jej czytania, obawiam się jednak, że teraz kiedy "zabrałam" sie za cos innego nie podejdę ponownie do Saramago, troszkę jakby nudził, cięzko też "wejść" w jego styl - te dialogi pisane bez typowej dla dialogów formy są męczące. Mam nadzieję, że moje prorocze pesymistyczne wizje sie nie spełnią